Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św.Jan Bosko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św.Jan Bosko. Pokaż wszystkie posty

Różaniec w życiu i pedagogice św. Jana Bosko

Święty Jan Bosko (1815-1888), spadkobierca ducho­wych tradycji Św. Franciszka Salezego, podobnie jak on, należy do największych czcicieli Matki Najświętszej i za­razem do tych świętych, którzy wyróżniali się najgoręt­szym nabożeństwem do modlitwy różańcowej. W jego życiu odnajdujemy wiele wzruszających dowodów świa­dczących o tym, jak bardzo tę modlitwę ceni! i jak głęboko rozumiał jej znaczenie dla wszystkich ludzi, niezależnie od stanu, wieku czy wykształcenia.

Umiłowanie modlitwy różańcowej zawdzięczał swojej matce, kobiecie prostej, nie umiejącej pisać ani czytać, ale przy tym głęboko pobożnej, niezwykle szlachetnej i mądrej. Ona to nauczyła go odmawiać różaniec, kiedy był maleńkim chłopcem. Ze wzruszeniem czytamy o tym w jego Wspomnieniach Oratorium: „To ona, gdy byłem jeszcze malutki, nauczyła mnie pierwszego pacierza. Gdy tylko dorosłem na tyle, że mogłem przyłączyć się do braci, kazała mi klękać razem z nimi rano i wieczorem: wspólnie odmawialiśmy modlitwy i trzecią część różań­ca".

Jako dziesięcioletni chłopiec nie ograniczał się już do odmawiania różańca w gronie rodzinnym, ale starał się włączyć do tej modlitwy swoich rówieśników, a przy okazji i wielu dorosłych. Posługiwał się przy tym meto­dami, które wywołują nie tylko nadzwyczajny podziw, ale pozwalają dostrzec pierwsze oznaki jego wybitnego talentu pedagogicznego. Chcąc bowiem zgromadzić na modlitwie jak najwięcej kolegów organizował w świąte­czne popołudnia przedstawienia, w których sam wy­stępował. Demonstrował karkołomne akrobacje i sztuki kuglarskie, których specjalnie się nauczył przyglądając się występom różnych iluzjonistów i linoskoczków.

Jego występy na łące w rodzinnej wiosce Becchi budziły ogólny zachwyt i przyciągały bardzo liczną widownię. Przed ich rozpoczęciem młodziutki linosko­czek zapraszał jednak wszystkich do odmówienia różań­ca i zaśpiewania jakiejś pieśni religijnej. Obdarzony fenomenalną pamięcią powtarzał jeszcze homilię z po­rannej Mszy świętej, opowiadał jakieś ciekawe zdarzenie, po czym kończył tę część słowną jakąś krótką modlitwą. Następowało teraz kilkugodzinne przedstawienie, które znowu kończył modlitwą, tym razem znacznie krótszą z powodu wielkiego zmęczenia.

Widzowie tych przedstawień chętnie godzili się na udział we wspólnych modlitwach. Jeśli zdarzali się tacy, którzy nie chcieli się do nich przyłączyć, św. Jan Bosko stanowczo wykluczał ich z udziału w przedstawieniach. Z pewnością taka konieczność nie zachodziła zbyt częs­to, skoro młodziutki sztukmistrz wzbudzał tak wielki podziw i zainteresowanie.

W latach nauki gimnazjalnej w Chieri różaniec był dla niego jedną z ważniejszych pobożnych praktyk. Z jego własnych wspomnień dowiadujemy się, że wielokrotnie odmawiał go wspólnie z kolegami w intencji zmarłego przyjaciela Pawła Brai.

Podczas studiów seminaryjnych różańcowi poświęcał jeszcze więcej czasu, nie ograniczając się do odmówienia cząstki, która towarzyszyła porannej Mszy świętej i roz­myślaniu. Często bowiem, wraz ze swoim świątob­liwym kolegą Alojzym Comollo, przerywał rekreację, aby udać się do kościoła i tam, pokłoniwszy się najpierw przed Najświętszym Sakramentem, modlić się w intencji konających i odmówić różaniec wraz z Litanią loretańs­ką za dusze w czyśćcu cierpiące.

Podczas wakacji 1838 roku św. Jan Bosko, mając za sobą dopiero trzy łata studiów w turyńskim Seminarium Duchownym, zaczął wygłaszać kazania w różnych koś­ciołach znajdujących się w pobliżu jego rodzinnej miejs­cowości. Opatrzność zrządziła, że pierwsze z nich, we wsi Alfiano, wygłosił na temat różańca, ponieważ przypadło ono właśnie w święto Matki Bożej Różańcowej.

Dnia 5 czerwca 1841 roku, po chlubnym ukończeniu seminarium, św. Jan Bosko otrzymał święcenia kapłańs­kie. Jeszcze w tym samym roku zaczął gromadzić wokół siebie opuszczonych chłopców, aby uchronić ich od niebezpieczeństw moralnych i deprawacji, a także by przygotować ich do samodzielnego życia. Oprócz nie­zbędnej pomocy materialnej organizował dla nich w każdą niedzielę całodniowe spotkania, podczas których umożliwiał im udział w Mszy świętej i przystępowanie do sakramentów. Stałym elementem tych spotkań były także interesujące rozrywki, pogadanki, nauka katechiz­mu oraz wspólna modlitwa różańcowa.

Wiele takich spotkań, wobec nieustannych kłopotów z uzyskaniem i utrzymaniem odpowiedniego pomiesz­czenia, ksiądz Bosko musiał organizować pod gołym niebem za miastem. Różaniec odmawiano wówczas klę­cząc na trawie. Ostatni raz w takich warunkach od­mówiono go w niedzielę 5 kwietnia 1846 roku, dziękując Matce Najświętszej za otrzymanie stałej siedziby na przedmieściu Turynu - Valdocco.

Począwszy od następnej niedzieli chłopcy zaczęli przy­chodzić już na nowe miejsce. I tutaj, po porannej Mszy świętej, zabawach i lekcji katechizmu, wspólnie odma­wiano różaniec. „Dałem temu domowi nazwę Oratorium - wyjaśniał Św. Jan Bosko - by wyraźnie zaznaczyć, że modlitwa jest jedyną potęgą, na którą winniśmy liczyć, a różaniec odmawia się tutaj, ponieważ od samego początku naszego Dzieła oddałem siebie i moich chłop­ców pod bezpośrednią opiekę Najświętszej Dziewicy".

Ufność św. Jana Bosko w skuteczność modlitwy róża­ńcowej udzielała się także jego wychowankom. W 1846 roku, kiedy ciężko zachorował i życie jego było śmiertel­nie zagrożone, chłopcy samorzutnie podejmowali w in­tencji jego uzdrowienia różne umartwienia, modlili się dniem i nocą, odmawiali różaniec. Wielu z nich złożyło Matce Bożej przyrzeczenie, że będą odmawiać różaniec codziennie przez miesiąc, inni, że przez rok, inni wreszcie złożyli takie przyrzeczenie na całe życie. Ich prośby zostały wysłuchane, gdyż wbrew diagnozom lekarzy św. Jan Bosko wyzdrowiał i to dość nagle.

Z czasem, gdy w Oratorium zamieszkali pierwsi wy­chowankowie, tzw. interniści, różaniec zaczęto odma­wiać i w dni powszednie podczas porannej Mszy świętej celebrowanej przez księdza Bosko. Praktyka ta może nas dzisiaj nieco szokować, ale wówczas Msza święta była odprawiana jeszcze w języku łacińskim i to był zasad­niczy powód, dla którego zalecano odmawianie różańca podczas czynności liturgicznych.

Codzienne odmawianie cząstki różańca św. Jan Bosko zalecał nie tylko internistom, ale także eksternistom, czyli tym chłopcom, którzy dochodzili do Oratorium, mieszkając poza jego terenem. Większość z nich była zatrudniona w różnych przedsiębiorstwach na terenie Turynu. Przewidując, że na różaniec mogą oni nie mieć czasu, doradzał im, aby starali się odmówić część w dro­dze do pracy, a część podczas pracy lub w drodze powrotnej. Do odmawiania tej modlitwy zachęcał ich bardzo usilnie, gdyż uważał, że jest ona cudownym środkiem do zachowania lub odzyskania cnoty czystości, a ponadto jest także niezawodną obroną przeciw wszel­kim zasadzkom szatana.

Dla zachowania cnoty czystości zalecał też swoim chłopcom, aby odmawiali pięćdziesiątkę Zdrowaś Mary­jo, jednakże bez pozostałych elementów modlitwy różań­cowej: „Jeżeli nie możecie zasnąć, a zwłaszcza jeśli was napada jakaś pokusa, polecam wam środek, za pomocą którego na pewno odniesiecie zwycięstwo: Odmawiajcie 50 Zdrowaś Maryjo i liczcie na palcach. Zapewniam was, że łaska Boża i opieka Najświętszej Maryi Panny przy­niosą wam niezawodną pomoc; wysiłek zaś pamięci w liczeniu Zdrowasiek sprowadzi na was sen wcześniej, niż dojdziecie do połowy".

Jeden raz w roku, w uroczystość Wszystkich Świętych wieczorem, odmawiano w Oratorium cały różaniec za dusze w czyśćcu cierpiące. Ksiądz Bosko zawsze uczest­niczył w tej modlitwie razem z wszystkimi chłopcami i często sam ją prowadzi!.

W uroczysty sposób obchodzone było także święto Matki Bożej Różańcowej, szczególnie od momentu, kiedy ksiądz Bosko w swoim domu rodzinnym w Becchi urządził kaplicę poświęconą Jej czci. Od tego czasu, co roku w pierwszą niedzielę października, udawał się tam z grupą swoich wychowanków, by urządzić piękną uro­czystość dla całej okolicy.

W pierwszych latach istnienia Oratorium na Valdocco św. Jan Bosko opracował, z myślą o swoich chłopcach, obszerny modlitewnik, który zgodnie z duchem epoki zatytułował: Młodzieniec zaopatrzony do pełnienia swych obowiązków w praktykach chrześcijańskiej miłości. Wśród licznych modlitw do Matki Najświętszej podał w nim także sposób odmawiania różańca wraz z ułożonymi przez siebie krótkimi rozważaniami poszczególnych taje­mnic. Objaśniając tę modlitwę dał wyraz swemu głębo­kiemu przeświadczeniu o jej wielkiej wartości: „Nie­zliczone są łaski nieba, które otrzymano wskutek tej modlitwy. Za pomocą Różańca św. zwyciężone zostały herezje, naprawione obyczaje, oddalone zarazy, zakoń­czone wojny; z powodu czego w krótkim przeciągu czasu rozpowszechnił się na całym świecie. Papieże wzbogacili go licznymi odpustami, które i na rzecz dusz w czyśćcu cierpiących ofiarować można.

Niech zatem ożyje nabożeństwo Różańca św. w nas i w rodzinach naszych. Jeśli w naszych domach, w na­szych szkołach, w naszych pracowniach Różaniec Maryi rozlegać się będzie, mamy nadzieję, że plagi ustaną, wiara zakwitnie, zabłysną nam dni pokoju i ciszy".

Jak bardzo św. Jan Bosko cenił różaniec dowodzi także odpowiedź udzielona markizowi Robertowi d'Azeglio, który w 1848 roku zwiedzał Oratorium. Przy tej okazji wyraził się on krytycznie wobec odmawianej przez chłopców modlitwy różańcowej, uznając ją za praktykę nudną i męczącą, a także za przeżytek, który w zakładzie należy bezwzględnie znieść. Święty Jan Bosko, sprowo­kowany ostrością tych zarzutów, wypowiedział bardzo ważne słowa na temat wartości różańca: „Ogromnie cenię tę modlitwę i mógłbym powiedzieć, że to na niej opiera się moje dzieło; gotów byłbym zrezygnować z tylu innych rzeczy o wielkim znaczeniu, ale nie z różańca; a gdyby to było konieczne, wyrzekłbym się z żalem nawet pańskiej życzliwej przyjaźni, panie markizie, ale nigdy nie poniecham odmawiania różańca świętego".

Zastrzeżenia markiza mimo woli nasuwają tu porów­nanie z niedowiarstwem Tomasza, który domagając się od Chrystusa dodatkowych upewnień bardziej nam po­mógł uwierzyć w Zmartwychwstanie, niż wszyscy pozos­tali apostołowie uznający ten fakt bez chwili wahania. Bez krytyki ze strony markiza św. Jan Bosko z pewnością nie wyraziłby tak bezkompromisowo swego stosunku do różańca.

Skuteczność tej modlitwy św. Jan Bosko poznał nie tylko w sposób naturalny, ale także dzięki Bożemu oświeceniu, które otrzymywał w licznych wizjach pod­czas snu. Relacjonując je swoim chłopcom nazywał je skromnie „snami", nie chcąc wzbudzać sensacji z powo­du ich nadprzyrodzonego charakteru. „Sen", jaki ksiądz Bosko miał w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 1862 roku, pokazał mu w sposób obrazowy, jak skuteczną bronią w walce z szatanem jest różaniec. Zobaczył wówczas szatana w postaci ogrom­nego węża, który za dotknięciem sznura symbolizującego różaniec wpadł w tak wielką furię, że rozleciał się w strzępy. Obecny przy Świętym przewodnik objaśnił mu znaczenie symboli i całej tej wizji: „Wąż jest symbolem szatana, a sznur to po prostu modlitwa różańcowa. Ona zapewnia opiekę Najświętszej Maryi Panny, dzięki której możemy walczyć, zwyciężać i niszczyć piekielne demo­ny".

Ksiądz Bosko opowiedział chłopcom ten „sen" 20 sierpnia 1862 roku podczas „słówka wieczornego", aby uświadomić im, że szatan nieustannie zagraża ludzkim duszom, wobec czego należy ustawicznie przeciwdziałać jego atakom. Przedstawiając obrazowo jak potężnym orężem w tej walce jest różaniec, święty Wychowawca skuteczniej rozniecił w nich zapał do odmawiania tej modlitwy niż zdołałby to uczynić za pomocą najbardziej przekonywających wyjaśnień.

Święty Jan Bosko zachęcał, aby nie zawężać intencji modlitwy różańcowej do kręgu własnych potrzeb, ale obejmować nimi także najważniejsze sprawy Kościoła: „Przy odmawianiu Różańca świętego, między innymi intencjami miejmy i tę. by za pośrednictwem Dziewicy Niepokalanej Maryi wy błagać od Boga łaskę, by Wiara święta wśród nas się przechowała, byśmy się trzymali z daleka od błędów, które się obecnie szerzą wśród chrześcijan i by zatryumfował chwalebny rzymsko-kato­licki Kościół, Matka i Mistrzyni prawdziwej Wiary, poza którym nie ma zbawienia".

Osobisty przykład św. Jana Bosko i jego zalecenia dotyczące modlitwy różańcowej to drogowskazy, które prowadzą krótką i pewną drogą do wzrostu pobożności, a z nią do doskonałości chrześcijańskiej. Wielki apostoł młodzieży, który osiągnięcie świętości własnej i swoich podopiecznych uczynił głównym celem swego życia, obdarzony był szczególną łaską, pozwalającą mu wybie­rać takie środki i metody, które najskuteczniej do tego celu prowadziły. Potwierdza to m.in. bulla kanonizacyj­na, w której ksiądz Bosko został uznany za wzór wy­chowawcy współczesnej młodzieży i za twórcę oryginal­nej, najlepszej i najskuteczniejszej metody wychowaw­czej.

W świetle tych stwierdzeń jego gorące nabożeństwo do modlitwy różańcowej i usilne starania, jakie podejmował dla wzbudzenia tej samej żarliwości u swoich wychowan­ków, są dla nas znakiem czasu.

Dary dla Matki Bożej

św. Jan Bosko
M. B. tom VIII, str. 73 i nast. 

W roku 1865, kiedy budowa Bazyliki Wspomożycielki Wiernych była już bardzo daleko posunięta, ks. Bosko zamartwiał się nieuleczalną chorobą czterech swoich księży. Jeden z tych świątobliwych kapłanów to ks. Alasonatti, jego pierwszy współpracownik. W tym wielkim strapieniu i smutku Matka Boża przyszła z pociechą swojemu oddanemu słudze w maju, miesiącu Jej poświęconym. W Oratorium nabożeństwa majowe obchodzono z wyjątkową gorliwością i to przez wszystkich bez wyjątku.

Z przemówień ks. Bosko do wspólnoty salezjańskiej wygłoszonych w tym miesiącu tylko jedno zapisano w kronikach zakładu. Należy ono do najcenniejszych wśród wielu innych. Oto jego streszczenie:
    „Śniłem, że kroczyliście w procesji ku bogato ozdobionemu i olśniewająco ukwieconemu ołtarzowi Matki Bożej. Wszyscy śpiewali te same hymny na Jej cześć, każdy jednak na swój sposób. Wielu z was czyniło to z wielkim przejęciem, inni raczej bez zaangażowania, niedbale. Część wprost fałszowała. Widziałem też chłopców, którzy nawet ust nie otwierali, wałęsających się poza szeregiem, ziewających i wprowadzających zamieszanie.
    Każdy niósł Matce Bożej jakiś dar. Najczęściej były to kwiaty, bardzo różne w kształcie, wielkości, barwie i rodzaju. Rzucały się w oczy bukiety róż, goździków, fiołków. Niektórzy z wychowanków trzymali przed sobą bardzo dziwne dary: głowy świń, koty, oślizgłe ropuchy, króliki i jagnięta. Przy ołtarzu stał urzekający młodzieniec ze wspaniałymi skrzydłami. Był to prawdopodobnie Anioł Stróż naszego Oratorium. Odbierał od was dary i kładł je na mensie. Pierwszy dar, to przepiękny bukiet kwietny, który anioł w milczeniu złożył na ołtarzu. Z następnych usuwał on najpierw kwiaty zwiędłe lub bezwonne, jak dalie i kamelie. Maryja bowiem nie zadawalała się samym wyglądem. W niektórych wiązankach znajdowały się ciernie, a nawet gwoździe. Anioł natychmiast je usuwał i wyrzucał precz.
     Kiedy przed aniołem stanął chłopiec ze świńską głową na misie, anioł zawołał do niego: «Jak śmiesz ofiarować taki dar Naszej Pani? Czyż nie wiesz, że to zwierzę symbolizuje grzech nieczysty? Maryja Najświętsza i Niepokalana nie może przyjąć takiej ofiary. Odejdź! Nie jesteś godny stać przed Jej obliczem».
   Przynoszącym koty anioł rzekł: «Kot to tyle, co kradzież. Jak odważyliście się złożyć taki podarunek Matce Bożej? Ci, którzy zabierają bez zezwolenia nieswoje rzeczy, okradają własny dom złośliwie niszczą odzież, marnują pieniądze rodziców, nie uczą się i zaniedbują swoje obowiązki, są po prostu złodziejami». Tych także anioł usunął od ołtarza. Srodze oburzył się na ofiarodawców ropuch. «Ropuchy symbolizują wstrętny grzech obmowy. Jak śmiecie ofiarować je Najświętszej Pannie? Odejdźcie precz!» Chłopcy ze wstydem odchodzili.
    Przyszła także grupa chłopców z nożami w sercach, które symbolizują świętokradztwo. «Czy zdajecie sobie sprawę, że wasze dusze są w stanie śmierci?» — zapytał anioł. «Gdyby nie Boże miłosierdzie, zostalibyście zgubieni na wieki. Na miłość Boską, wyjmijcie te noże z waszych serc».
     Wreszcie i pozostali chłopcy dotarli do ołtarza i składali swoje dary: jagnięta, króliki, owoce i ryby. Anioł odbierał je od nich i składał na ołtarzu przed Matką Bożą. Wszystkich miłych ofiarodawców odpowiednio ustawił przed ołtarzem. Z ogromnym żalem zobaczyłem, że liczba odrzuconych chłopców była o wiele większa niż sądziłem na początku.

Korony z róż

Nagle ukazało się dwóch innych aniołów po obu stronach ołtarza, trzymających w ręku ozdobne kosze, pełne wspaniałych koron z róż. Były to róże ziemskie, ale pochodziły z nieba i symbolizowały nieśmiertelność. Takimi koronami Anioł Stróż wieńczył czoła wszystkich ustawionych przed ołtarzem Matki Bożej. Widziałem w tej gromadzie bardzo wielu, których nigdy przedtem nie spotkałem. Oto zadziwiająca rzecz: najpiękniejsze korony otrzymali chłopcy bardzo brzydcy, niektórzy wprost odrażająco brzydcy. Wzniosła cnota czystości, którą się odznaczali w wyjątkowym stopniu, wyrównała w pełni wszystkie braki ich zewnętrznego wyglądu. Bardzo wielu chłopców także jaśniało tą cnotą, ale już nie w takim natężeniu. Młodzieńcy wyróżniający się posłuszeństwem, pokorą i miłością Boga również otrzymali korony stosownie do swoich zasług.
Następnie anioł odezwał się do wszystkich w te słowa:
   «Sama Najświętsza Panna życzyła sobie, byście zostali dzisiaj uwieńczeni tymi pięknymi koronami z róż. Uważajcie, by ich nigdy nie utracić. Pokora, posłuszeństwo i czystość mają być waszą cechą charakterystyczną. Dzięki tym trzem cnotom podobacie się zawsze Matce Najświętszej, a pewnego dnia otrzymacie niewymownie piękniejszą koronę niż ta, którą dziś nosicie».
   Odśpiewaliście potem pierwszą zwrotkę AVE MARIS STELLA — Witaj, Gwiazdo morza — a odchodząc od ołtarza rozbrzmiewał z waszych piersi hymn: LODATE MARIA — Chwalcie Maryję — z takim zapałem, że poczułem się szczerze wzruszony waszym śpiewem. Odruchowo podążyłem za wami. Chciałem jeszcze rzucić okiem na chłopców, którym anioł rozkazał odejść. Nie zobaczyłem jednak nikogo.
   Kochane moje dzieci, wiem doskonale, kto otrzymał nagrodę w postaci różanej korony, a kogo anioł odrzucił. Tych ostatnich sam upomnę, by mogli złożyć Matce Bożej dary o wiele milsze.

Uwagi księdza Bosko

1. Wszyscy nieśliście przeróżne kwiaty. Niestety w każdym bukiecie znajdowały się także ciernie. W niektórych było ich więcej, w innych mniej. Doszedłem do wniosku, że ciernie symbolizują nieposłuszeństwo. Oznaczają też one takie grzechy, jak: przetrzymywanie pieniędzy, zamiast oddać je w depozyt u ks. prefekta; własnowolne odwiedzenie pewnych miejsc, mimo, że otrzymaliście pozwolenie na udanie się do . określonego punktu; spóźnianie się do szkoły; spożywanie posiłków poza wspólnym stołem; odwiedzanie sypialni innych kolegów, chociaż wiecie, że jest to bardzo surowo zabronione; wylegiwanie się w łóżku po oznaczonej do wstania godzinie; zaniedbywanie nakazanych praktyk pobożnych; rozmowy w czasie nakazanego milczenia, kupowanie książek; czytanie ich bez pozwolenia; wysyłanie i otrzymywanie listów po kryjomu; sprzedawanie i kupowanie rzeczy między sobą. To właśnie te grzechy przedstawiają ciernie.

«Czy łamanie regulaminu domowego jest grzechem?» — zapytuje mnie wielu. Po dłuższym, poważnym zastanowieniu się nad tym pytaniem, moja odpowiedź stanowczo brzmi: «Tak». Nie wiem, czy to grzech śmiertelny czy też powszedni. Zależy to od okoliczności towarzyszących, ale na pewno jest jakimś grzechem.

Ktoś powie, że dekalog nie wspomina przecież wcale o posłuszeństwie regulaminowi zakładowemu. Czwarte przykazanie brzmi: «Czcij ojca swego i matkę swoją», ale posłuszeństwo należy się nie tylko rodzicom, lecz także tym, którzy ich zastępują. Poza tym, czy Pismo św. nie mówi: «Bądźcie posłuszni waszym przełożonym?» (Hbr 13 17). Z twierdzenia, że mamy być im posłuszni, wynika, że oni posiadają władzę rozkazywania. Dlatego właśnie mamy regulaminy, których musimy przestrzegać.

2. W niektórych bukietach wśród kwiatów znajdowały się gwoździe, którymi ukrzyżowano Pana Jezusa. Czy może to mieć zastosowanie w stosunku do nas? Zwykle tak jest, że ktoś zaczyna od drobnych spraw, a kończy na bardzo poważnych... Niewłaściwie korzysta ze swojej wolności i popada w grzech śmiertelny... Dlatego gwoździe znalazły się między kwiatami, by po raz wtóry krzyżować Chrystusa. w. Paweł wyraźnie pisze: «...krzyżują... Syna Bożego». (Hbr 6, 6).

3. W wiązankach nie brakło też kwiatów zwiędłych bezwonnych. Symbolizują one dobre uczynki wykonane niestety w stanie grzechu ciężkiego, stąd nie posiadają żadnych zasług dla nieba. Mogą też one przedstawiać czyny wynikające z motywów czysto ludzkich, jak ambicja lub chęć przypodobania się nauczycielom i przełożonym. To był właśnie powód, dla którego anioł skarcił chłopców, przynoszących takie kwiaty Matce Bożej, i kazał je usunąć z bukietu. Po wykonaniu jego polecenia dopiero mogli złożyć swe dary na ołtarzu... A propos ołtarza, to chcę wyjaśnić, że ci chłopcy nie musieli trzymać się kolejki, ale do anioła zbliżali się po odrzuceniu bezwartościowych kwiatów. Potem dołączyli do wyróżnionych koroną.

W tym śnie widziałem waszą przeszłość, ale także wasze przyszłe życie. Z wieloma z was o tym już rozmawiałem. Z innymi jeszcze pomówię. Tymczasem, kochani synowie, starajcie się, by Najświętsza Panna zawsze otrzymywała od was takie dary, których nie musiałaby odrzucić!” 
Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________