Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BÓG OJCIEC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BÓG OJCIEC. Pokaż wszystkie posty

Obietnica Ojca - drugie przykazanie

Odnawiam tu Moją obietnicę, która zawsze będzie spełniana. Oto ona: WSZYSCY CI, KTÓRZY WEZWĄ MNIE IMIENIEM OJCA - CHOĆBY TYLKO JEDEN RAZ - NIE ZGINĄ, ALE PEWNI BĘDĄ ŻYCIA WIECZNEGO RAZEM Z WYBRANYMI.
Eugenia Ravasio - Orędzie Boga Ojca
Godnym uwagi jest fakt, że BÓG Ojciec przekazał Orędzie Matce Eugenii po łacinie, języku całkowicie jej nieznanym. 

Jan Paweł II podczas pielgrzymki 2 czerwca 1991 roku w Rzeszowie tak mówił: «Chrześcijanami nazywamy się my wszyscy, którzy jesteśmy ochrzczeni i wierzymy w Chrystusa Pana. Już w samej tej nazwie zawarte jest wzywanie Imienia Pańskiego. Drugie przykazanie Boże powiada: "Nie będziesz brał Imienia Pana Boga twego nadaremno". Zatem jeśli jesteś chrześcijaninem, niech to nie będzie wzywanie Imienia Pańskiego nadaremno. Bądź chrześcijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, nie bądź chrześcijaninem byle jakim. "Nie każdy, który Mi mówi: 'Panie, Panie!' (...), lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca"» (Mt 7,21).

"Pan Jezus nie tylko objawił nam, że Bóg jest naszym Ojcem, ale wezwał nas, byśmy się do Niego zwracali serdecznie jak do Ojca. W języku aramejskim, którym się Jezus posługiwał na co dzień, tego słowa "Abba — Ojcze" używały dzieci i młodzież w Palestynie, zwracając się do swoich ojców. Wyraz "Abba" to zdrobniała, pieszczotliwa, poufna nazwa ojca, którego odpowiednikiem w języku francuskim, angielskim i niemieckim jest słowo "papa". Chrystus pragnął, żebyśmy wkładali jak najwięcej serca i uczucia w słowo "Abba — Ojcze" skierowane do Boga. Język polski posiada cały szereg zdrobniałych słów na określenie ukochanego ojca: ojczulek, ojczunio, tatuś. Na Wileńszczyźnie jest miłe określenie używane przez naszych rodaków: "ojczeniek". Żadne z tych określeń nie oddaje pełnej treści aramejskiego słowa "Abba", toteż tłumacze Ksiąg Nowego Testamentu na język grecki pozostawili po prostu aramejskie słowo "Abba". Pierwsze pokolenia chrześcijan tak się do niego przywiązały, że po dziś dzień w tłumaczeniach na różne języki świata zachowano to aramejskie słowo "Abba", jako oryginalne powiedzenie Chrystusa.

Czy wolno nam zwracać się do Boga poufale, nam, którzy jesteśmy świadomi, żeśmy "prochem i niczem"? Czy zło, które tkwi w nas, nie odgradza automatycznie od Boga, który jest samym dobrem i świętością? Świadomość grzeszności może przyprawiać nas o zwątpienie i rozpacz. A jednak Bóg przekroczył tę przepaść, która nam się wydaje nie do przebycia. Tylko miłość mogła tego dokonać, miłość niepojęta i nieskończona.
Imię "Abba" — "Ojcze" wymaga wielkiej wiary, dlatego Kościół odmawiając we Mszy świętej Modlitwę Pańska, każdorazowo poprzedza ją jakby usprawiedliwieniem naszej śmiałości: "Wezwani zbawiennym nakazem i oświeceni pouczeniem Bożym ośmielamy się mówić: 'Ojcze nasz, któryś jest w niebie' ". Wolno nam w najświętszej chwili całą mocą serca mówić serdecznie do Boga: "Ojcze"! Serdeczność ta według pouczenia Chrystusa jest miarą naszej prawdziwej religijności.
 

Chrystusowe "Abba" w Ogrójcu
 Nie możemy wprost pojąć jak Syn Boży, Stworzyciel nieba i ziemi, będąc w odzieniu natury ludzkiej i zwracając się do swego Ojca niebieskiego, w agonii Ogrójca również użył poufałego słowa "Abba — Ojcze"! Było to w najczarniejszej godzinie Jego ziemskiego życia, kiedy poczuł się strasznie osamotniony przez wszystkich Apostołów, najdroższych trzech uczniów: Piotra, Jakuba i Jana, których wziął w zacisze Ogrodu Oliwnego, aby razem z nim czuwali i modlili się. Gdy udręczony Jezus oddalił się na modlitwę, Apostołowie, po dramatycznych wydarzeniach dnia, usnęli. Jezus przeżywał też tajemnicze osamotnienie przez swego Ojca niebieskiego, bo w tym dręczącym osamotnieniu miał powziąć decyzję i zgodzić się na straszne męki i śmierć krzyżową. Jego ludzka natura wzbraniała się przed tą kaźnią: Czy koniecznie muszę podjąć krzyż? Czy nie ma innego środka odkupienia? Czy muszę do dna wypić ten kielich goryczy? Bóg Ojciec milczał! Trzeba bowiem było, żeby Jego Syn znalazł się w sytuacji niemal bez wyjścia — w sytuacji w jakiej bardzo często znajdują się ludzie i też muszą w zupełnym osamotnieniu przyjąć cierpienie lub nawet śmierć, nie rozumiejąc, dlaczego akurat ich to spotyka i dlaczego Bóg nie chce uwolnić ich od tego nieszczęścia?
W takiej sytuacji byli więźniowie sowieckich i hitlerowskich obozów koncentracyjnych, jeńcy wojenni, oficerowie Armii Polskiej: generałowie, pułkownicy, majorzy, porucznicy, profesorowie, sędziowie, pisarze, pozbawieni życia wymierzonym zdradzieckim strzałem w tył głowy 50 lat temu w Katyniu przez NKW-dowców z rozkazu Stalina i w innych, nie ujawnionych jeszcze, miejscach kaźni.
W takiej sytuacji znajdują się ludzie, w których jak grom z jasnego nieba uderza wieść diagnozy lekarskiej, że w ich ciele zagnieździł się rak i czyni spustoszenie w organizmie.
Chrystus w śmiertelnej trwodze z rzewną czułością i serdecznością, pocąc się krwawym potem, błagał swego Ojca: "Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty (niech się stanie)" (Mk 14, 36).

Zbawiciel nasza mocą w dniach próby
Święty Paweł, rozważając to, co Chrystus przeszedł, zaleca nam Jego przykład: "Nie takiego mamy kapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu" (Hbr4, 15).
Właśnie, gdy nagle uderza w nas cios, zupełnie niezawiniony, gdy śmierć zabiera najdroższe dziecko, gdy najbliższa osoba ulega wypadkowi samochodowemu i będzie już na całe życie kaleką, albo gdy jakiś narkoman w poszukiwaniu pieniędzy napadnie, rani lub morduje staruszkę matkę, lub ojca, w tej duchowej agonii i beznadziejności, wspomnijmy osamotnienie Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym i Jego modlitwę: "Abba, Ojcze, zabierz ten kielich ode Mnie ..."
Mamy wszyscy zabiegać, by było niemożliwe powtórzenie mordów Oświęcimia Katynia, by warunki życia były bezpieczne i ludzkie, by zapanowało na zie Królestwo Boże.
Święty Paweł wzywa nas do poufałości dziecięcej względem Boga-Ojca: "Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów (i córki), w którym możemy wołać: Abba — Ojcze" (Rz 8, 15).
Służebnica Boża, Siostra Faustyna Kowalska w "Dzienniczku" mówi o zdumiewającej poufałości, z jaką Bóg obcuje z duszami świętymi. Z ufnością i miłością dziecka winniśmy zwracać do Boga we wszystkich trwogach i nieszczęściach życiowych. Mamy zawsze prawo do osobistego spotkania ze Zbawicielem w sakramencie Spowiedzi. Bóg nie odsłania nam swoich tajemniczych wyroków, nie przestrzega przed zbrodniczym zaślepieniem wrogów, ale jest zawsze naszym kochającym Ojcem w największych trwogach i próbach życia.
Błogosławiony Hiob nawet na dnie nieszczęść nie przestał ufać Bogu i wierzyć w Jego dobroć, gdy modlił się: "Pan dał, Pan zabrał, Niech będzie imię Pańskie błogosławione"! W niebezpiecznej sytuacji dziecięce zaufanie Bogu przyniesie pokój naszej skołatanej duszy, męstwo i moc, na jakie sami nie moglibyśmy się zdobyć.
Święty Paweł zapewnia nas: "Duch (Święty) przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, (On) sam przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami" (Rz 8, 26)."

Radiowe przemówienie (fragmenty) wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

CHRZEŚCIJANIN – to nasze imię. A nosić imię to z nim się utożsamiać. W nawiązaniu do zazdrości Boga o swoje Imię i do wymogu, że wzywać imienia - to znaczy oddawać cześć i modlić się - możemy powiedzieć, że być chrześcijaninem to znaczy oddawać cześć Bogu. Nie ma czegoś takiego jak wiara bez praktyki. U św. Jakuba znajdujemy słowa mówiące o tym, iż wiara bez uczynków martwa jest (Jk 2,17). W nawiązaniu do drugiego przykazania nie istnieje coś pomiędzy wierzącym praktykującym a niewierzącym. Jak zwykle Bóg jest  niesamowicie konkretny. Albo jest się wierzącym, to znaczy oddającym cześć Bogu i modlącym, albo jest się niewierzącym. Nie ma nic pomiędzy. Choć czasami wydaje nam się inaczej, to tylko nasze ludzkie, błędne przekonanie. Wierzyć to znaczy żyć wiarą, żyć wiarą to znaczy modlić się i chcieć się spotykać z Bogiem w Eucharystii. Jeżeli ktoś nie chce, czy nie potrafi się zorganizować, by z kimś się spotykać - to czy można w ogóle mówić o jakiejkolwiek relacji? Jeżeli chrześcijanin nie potrafi znajdować czasu dla Boga, nie staje się niepraktykującym, ale staje się niewierzącym. To nie jest straszenie, tylko przestroga. I nie człowiek jest jej autorem - tylko Bóg, który mówi o tym w drugim przykazaniu Dekalogu.

"Człowiek dobry z dobrego skarbca serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło; albowiem z obfitości serca mówią usta jego." (Łuk. 6,45) 

opr. własne
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Łaskami słynący obraz Boga Ojca

HISTORIA OBRAZU BOGA OJCA W DZIWNY SPOSÓB ODNALEZIONEGO
W PAWOŁOCZY NA UKRAINIE
  
Zeznania świadka Anastazego Rogowskiego: "Na wstępie zastrzegam, że wszystko co opisuję, nie jest żadnym wymysłem, a prawdziwym wydarzeniem. Nic tu nic dodaję, a piszę tylko to, co wielokrotnie od śp. Rodziców moich słyszałem. W roku 1860 rodzice moi zamieszkali w Pawołoczy na Ukrainie, w Kijowszczyźnie w powiecie Skwirskim, mieście znanym z napadów tatarskich i hajdamackich. Wkrótce śp. Ojciec mój miał dziwny sen: zjawił się jakiś starzec i natarczywie żądał od ojca, by wykupił go od Żyda. 
    Rano opowiedział ojciec ten sen matce, ale nie przywiązywał do niego żadnego znaczenia. W następną noc ten sam Starzec znowu śni się ojcu z tym samym żądaniem. Ojciec znowu opowiada matce, a matka mówi: ale nie wiesz przecie od jakiego Żyda. Ten sam sen powtarza się trzeciej nocy, a ojciec we śnie zapytuje Starca, od jakiego Żyda ma go wykupić.
    Tu Starzec wymienił nazwisko Żyda, dodając, że siedzi w podwale za beczkami z rodziną. Ojciec się obudził, opowiada matce wszystko, zapamiętując nazwisko Żyda i rano posyła do miasteczka, by sprowadzić jakiegoś starszego Żyda, który by znał wszystkich mieszkańców Pawołoczy. Gdy ten przyszedł, ojciec zapytuje go, czy jest w mieście Źyd o takim nazwisku (nie pamiętam nazwiska).
    Ten odpowiada, że jest. A co on ma? Ma sklepik. A podwału nic ma? (Podwałem na Ukrainie nazywali wyszynk wódczany, a beczki z wódką stały zwykle w piwnicach. Pawołocz jako stara, kresowa mieścina, cała była w podziemiach trzypiętrowych w dół, w których kryła się miejscowa ludność podczas napadów tatarskich i hajdamackich). Żyd opowiada, że jeszcze dziadek tego Żyda miał podwał.
    To ojca bardzo zastanowiło, tak więc zaraz pojechał do tego Żyda i utwierdziwszy się, że jest on tego nazwiska, jakie starzec podał, zapytuje, co jest w tym podwale, który jeszcze jego dziadek miał. Ten odpowiada, że są stare beczki. Wziął ojciec paru ludzi, poszedł do podwału do drugiego piętra w dół i przy świetle zobaczył stare połamane beczki. Gdy je kazał usunąć, zobaczył ojciec pod ścianą jakiś kwadratowy przedmiot, jakby kawałek szerokiej deski. Ojciec wziął to do rąk, zobaczył, że jest cały pokryty na palec pleśnią, zaczął to ścierać, i zobaczył, że jest to obraz Boga Ojca; drugi obraz był - Pana Jezusa w Ogrójcu, a trzeci - Matka Boska karmiąca Dzieciątko Jezus. Wziął te obrazy ojciec i zapytuje Żyda, ile ma za nie zapłacić? Źyd zdziwiony i przerażony, że ojciec wie o tych obrazach, a on ani jego ojciec nic nie wiedzieli, powiada, że nic nie chce, niech pan sobie to zabierze. Ojciec mu mówi, że zapłacić musi, i nie pamiętam ile ojciec mówił, że mu zapłaci, czy po dukacie za obraz, czy dukata za trzy obrazy, ale wiem, że rachunek i mowa była o dukatach. Zabrał ojciec te obrazy do domu, oczywiście oczyścił i zawiesił w domu, i w wielkim poszanowaniu były one u rodziców. Tak, jak ten Starzec powiedział, że siedzi w podwale u takiego Żyda za beczkami z rodziną- sprawdziło się. W parę lat potem, przebywszy szczęśliwie powstanie i szczęśliwie ocalawszy, ojciec wyjechał z Pawołoczy i zamieszkał w Stepku, też na Ukrainie, tegoż samego powiatu. W roku 1880-1882, nie pamiętam dokładnie (miałem wtedy 3-4 lata), ojciec mój bardzo zachorował, był na wpół sparaliżowany. Lekarze: dr Czengery z Chodorkowa i dr Naskręcki z Żytomierza co dzień odwiedzali ojca i nie znajdywali żadnego ratunku, i nie robili żadnej nadziei na utrzymanie życia, gdyż już prawie dwa tygodnie nic nic mówił i nie przyjmował żadnych pokarmów.
    Jednego dnia, gdy już żadnej nadziei nic było, by dożył następnego dnia, matka, która spłakana stale siedziała przy ojcu, na chwilę odeszła, po powrocie od razu spostrzegła, że ojciec patrzy, a przecież stale miał zamknięte oczy i nic nic mówił. Po chwili ojciec zapytuje: "Malwino, kto tu był Matka zdziwiona, że ojciec przytomnie patrzy i mówi, odpowiada, że nikogo nie było. Ojciec mówi: "Tu siedział, z nim rozmawiałem, ty przecież wiesz. On tak często u nas bywa, nie mogę sobie przypomnieć, jak się nazywa, idź, spytaj u sługi, kto przychodził". Matka pyta sługi, ale ci mówią, że nikogo nie było. Ojciec po chwili mówi: "Malwino, daj mi jeść, ja chcę jeść". Matka była przerażona tym wszystkim, bo widziała wprost cud jawny.
    Ten człowiek już konał, a tu przytomnie mówi i upomina się o jedzenie. Nazajutrz lekarze, gdy jak zwykle przyjechali i taką zmianę zobaczyli, orzekli, że to chyba cud, bo ten człowiek do rana nie mógł dożyć. Na trzeci dzień ojciec mówi do matki: "Malwino, pomóż mi wstać". Matka pomogła, a ojciec opierając się o krzesło, gdyż nogi były przez dwa tygodnie zupełnie bezwładne, zaczął powoli posuwać się przez pokój (dodać tu muszę, że ojciec od chwili polepszenia stale był zamyślony i nic nie mówił, tylko powiedział, że rozmawiał z tym, który tak często bywa u nich, a nazwiska nie pamięta).
    Gdy tak posuwając się przy pomocy matki, ojciec stanął na progu drugiego pokoju, naraz puszcza krzesło i pada na kolana. Matka chce ojca podnieść, a ojciec odpowiada: "Nic trzeba Malwino, to jest ten Starzec, z którym rozmawiałem i wskazał na obraz Boga Ojca, który wisiał na wprost drzwi. Dopiero później mówi, że przyszedł ten Starzec znajomy i powiada: "Antoni przyszedłem po ciebie". Ojciec zeznaje, że jest to ktoś, kto ma prawo tak mówić, więc myśli, bo mówić nie mógł, prosi, by go zostawił, bo ma małe dzieci (a nas była spora gromadka). Na to Starzec, oparłszy się o rzeźbioną laskę, odpowiada: "Za to, żeś Mnie wykupił, odchodzę, drugi raz przyjdę". Był to jawny cud. Obraz Boga Ojca od tego czasu w naszej rodzinie uważany jest jako cudowny. Ojciec żył jeszcze przeszło dwadzieścia lat, dożył 77 lat i w roku 1905 zmarł cicho, spokojnie. Czy widział jeszcze przed śmiercią tego Starca - nie wiadomo.
    Po śmierci ojca obraz otrzymałem od brata mego, księdza, jako przeznaczony dla mnie przez - śp. Ojca i nigdy się z nim nie rozstawałem. W roku 1920, gdy musieliśmy zza Zbnicza uciekać, zamieszkałem z bratem moim, księdzem proboszczem w Warężu, pow. Sokalski, woj. Lwowskiego, który też musiał uciekać z Tarnonidy na Podolu, słynnej z cudownego obrazu Pana Jezusa Tarnorudzkiego, gdzie był proboszczem. Pewnego dnia rano wpada do nas p. Jadwiga Hulimkowa, kolatorka kościoła warężskiego, zwraca się do brata mego, księdza i mówi: "Księże Prałacie, dostałam depeszę, że matka moja jest bardzo chora, proszę mieć Mszę św. przed obrazem Boga Ojca na jej intencję". Brat natychmiast wziął obraz do kościoła i miał Mszę św. przed tym obrazem, a w kilka dni późnej przyjeżdża p. Hulimkowa uradowana, mówi, że tego dnia, jak była Msza święta, nastąpiło polepszenie i matka już prawie zdrowa.
    Drugi przykład. Pewnego dnia rano przyjeżdża p. Kruszewski z Chorobrowa i mówi: "Księże Prałacie, bardzo proszę mieć Mszę św. na intencję mojej żony, bardzo chorej, przed obrazem Boga Ojca". Brat zaraz miał Mszę św. na intencję p. Kruszewskiej, a w kilka dni później przyjechali oboje pp. Kruszewscy, prosząc o Mszę św. dziękczynną przed tym obrazem. Wielu znajomych znało historię tego obrazu i z wielką czcią odnosili się do niego. Nie dość na tym. Ile razy w naszej rodzinie była jaka choroba, jaka inna wielka bieda, prośba przed tym obrazem zawsze była wysłuchana. Wiele chorowałem w swoim życiu, przebyłem osiem operacji pod chloroformem, a profesorowie wątpili, czy żyć będę, a że wyszedłem z tego i żyję i chodzę, bo i to mi groziło, że w najlepszym razie chodzić nic będę, to wszystko zawdzięczam modłom zanoszonym podczas Mszy św. przez mego brata, księdza przed obrazem Boga Ojca.
    Drugi obraz z odnalezionych: Pan Jezus w Ogrójcu, przepiękne malowidło, ojciec dał memu najstarszemu bratu i ten był zostawiony przez moją bratową, w Płoskirowie, na Podolu podczas ucieczki przed nawałą bolszewicką. Trzeci obraz Matka Boska karmiąca Dzieciątko Jezus, został zostawiony w Tarnorudzie w kościele przez śp. brata mego, proboszcza, który też musiał uciekać zza Zbrucza w 1920 roku. Jeszcze raz potwierdzam, że to co opisałem, nie jest żadnym wymysłem, a prawdą i to wszystko od śp. Rodziców moich wielokrotnie słyszałem, i co sam doznałem, i widziałem, i co pod przysięgą mogę potwierdzić.

Kielce - 1949 r.
(-) Anastazy Rogowski

Imprimatur: Kuria Diecezjalna w Kielcach dn. 27 VI 1998 r. Nr OJ-162/98
Ks. Jan Szarek Wikariusz Generalny

Zgromadzenie Sióstr Sług Jezusa (niehabitowe)

Komentarz:
CZY BÓG OJCIEC MA BRODĘ?
Podobnie można zapytać, czy Duch Święty to gołębica? Z przedstawieniem wizerunku Boga Ojca jest pewien kłopot, ponieważ "Nikt nigdy Boga nie widział" (I J 4, 12).Przyjście Boga na świat pod postacią człowieka musiało zmienić dotychczasowy zakaz przedstawiania podobizn i wyobrażeń Boga. Pierwsi chrześcijanie w dalszym ciągu byli wierni zakazowi tworzenia obrazów Boga, ale zaczęli malować, rzeźbić obrazy Wcielonego Boga, Jezusa Chrystusa. Oczywiście tylko podobizny, wyobrażenia oparte na Ewangelii, bo nikt ze współczesnych Jezusowi nie pozostawił nam wiernego portretu Boga-Człowieka.
Zachętę do sporządzania obrazów Jezusa dał poniekąd sam Chrystus, mówiąc do swego ucznia Filipa: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca, bo ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie". Zachętę stanowią również słowa świętego Jana, który pouczał: Oznajmiamy wam Chrystusa, który istniał zanim powstał świat. My, Jego uczniowie ujrzeliśmy Go własnymi oczami, słyszeliśmy jak do nas przemawiał i dotykaliśmy Go naszymi rękami (por. l J l, 13). Sam Chrystus pozostawił swój wizerunek na Całunie czy Mandylionie (chusta z Manoppello). Cześć oddawana obrazom nie odnosi się do nich samych, ale do tych, których przedstawiają, a ostatecznie do Boga; jest to więc kult względny (pośredni). Boga adorujemy, świętych czcimy, a adoracja jest czymś innym od czci. Obraz jest nosicielem łaski. Gdzie jest symbol Chrystusa, jest także On sam swoją mocą. Pożytek kultu obrazów jest wieloraki: przypomina Boże dobrodziejstwa, pobudza do pobożności, ułatwia modlitwę. Kult obrazów ma wartość duszpasterską. Obrazy podnoszą duszę naszą ku Bogu.

Co do obrazów i figur Pana Jezusa, Matki Bożej czy Świętych sprawa jest zrozumiała tak przy przedstawieniu Boga Ojca już się komplikuje - szczególnie gdy jest przedstawiany jako siwy starzec z długą brodą. Bóg Ojciec jest całkowicie "duchowy", pozbawiony wszelkich rysów cielesności, nie daje żadnej absolutnie możliwości do przedstawienia Siebie... za wyjątkiem Słowa Wcielonego, Boga, który stał się człowiekiem, którego oglądano i dotykano (por.! J 1,1). Nikt przecież nie odkopał choćby najmniejszego śladu archeologicznego czy jakiegokolwiek niepodważalnego wizerunku Boga Ojca. Widzialnością Ojca jest Syn a niewidzialnością Syna jest Ojciec. Artyści również powstrzymywali się do przedstawiania wizerunku Boga Ojca z wyjątkami przedstawiania znaku pośredniego (ręka, oko).
W Księdze Daniela czytamy: 
"Patrzałem,
aż postawiono trony,
a Przedwieczny zajął miejsce.
Szata Jego była biała jak śnieg,
a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny.

Tron Jego był z ognistych płomieni,
jego koła - płonący ogień.
(Dn 7,9)


Przedstawiony literacko obraz posłużył jako przedstawienie postaci Boga Ojca jako Starca - jako wizerunek Chrystusa "preegzystującego", co wyraża credo "zrodzony z Ojca przed wszystkimi wiekami", przy czym starość miała wyrażać Jego odwieczność, mądrość. Motyw Starca zaczerpnął Kościół Zachodni z Bizancjum około XII wieku, kiedy rozwija się ikonografia Trójcy Świętej. Postać Ojca zostaje świadomie ukazana inaczej od postaci Syna. Najbardziej znanym przykładem jest przedstawienie Boga Stwórcy w Kaplicy Sykstyńskiej.
Wizerunki Boga Ojca jako Starca nie mają uzasadnienia teologicznego. Bóg Ojciec nie jest przecież stary, skoro jest przedwieczny. Nie ma brody, skoro jest Absolutem. Z Trzech osób Trójcy tylko Syn przyjął ciało.Naszymi zmysłami i wyobraźnią nie jesteśmy wstanie ogarnąć ani przedstawić Boga Ojca Wszechmogącego. Do poznania Ojca prowadzi nas Syn i kontemplując Jego Oblicze, spoglądamy niejako w Oblicze Ojca - całej Trójcy.
Należy zatem pamiętać, że wizerunek Boga Ojca Staruszka jest tylko wyobrażeniem plastycznym. Obrazom nie oddaje się czci religijnej ze względu na nie same jako na rzeczy, ale dlatego, że prowadzą nas ku Bogu. A zatem cześć obrazów jako obrazów nie zatrzymuje się na nich, ale zmierza ku temu, kogo przedstawiają. Prawda o tajemnicy Trójcy Przenajświętszej jest dla nas o tyle istotna, że przedstawia Pana Boga, jakim jest sam w sobie. Pan Bóg jest jeden w swojej naturze, ale w trzech osobach. Osoby Boskie różnią się między sobą rzeczywiście tak, że jedna osoba nie jest osobą drugą. Nie różnią się jednak naturą ani też przymiotami, ani też działaniem, które jest wspólne. Mają wspólną naturę Bożą, wszystkie przymioty i działania Boże. Osoby różnią się między sobą jedynie pochodzeniem: Bóg Ojciec nie pochodzi od nikogo, Syn Boży pochodzi przez odwieczne i duchowe zrodzenie od Ojca, Duch Święty pochodzi przez wspólne tchnienie miłości Ojca i Syna. Pierwszą osobę wyróżnia ojcostwo, drugą osobę - synostwo, a trzecią - pochodzenie od Ojca i Syna.
Gdy s. Łucja przebywająca w klasztorze w Tuy miała
wizję Trójcy Przenajświętszej opisując ją przedstawiła w następujący sposób: " Na ołtarzu pojawił się jasny krzyż sięgający aż do sufitu. W jaśniejszym świetle można było zobaczyć w górnej części krzyża oblicze i górną część ciała człowieka. Nad piersią człowieka był gołąbek, również ze światła. A do krzyża przybite ciało drugiego człowieka. W powietrzu wisiał kielich i wielka Hostia, na którą spadały krople krwi z oblicza Ukrzyżowanego i z jednej rany piersiowej...Zrozumiałam, że mi została przekazana tajemnica Trójcy Przenajświętszej. I otrzymałam natchnienie na temat tej tajemnicy, którego mi jednak nie wolno wyjawić." Łucja użyła sformułowania "człowiek" opisując Osoby w wizji. I w tym przypadku malarz, który próbował urzeczywistnić wizję na płótnie posłużył się tą samą wyobraźnia, która do nas przemawia. 
Gdy rozważamy wizerunek Boga Ojca z kaplicy sióstr Sług Jezusa z Kielc można wnioskować, że Bogu Ojcu miły jest Jego Wizerunek, ułatwiający nam kontakt osobowy z Nim - naszym Ojcem. Bóg Ojciec potwierdza to szczodrobliwością łask.




opr.własne
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

BÓG OJCIEC ZNANY I NIEZNANY

Ojciec mówi do Swoich dzieci" wydanie drugie Stówarzyszenie „Dio e Padre - Casa Pater" Casella postale 135 67100 L'AQUILA Italia Tłumaczenie: Maria Balewiczowa  
Imprimatur: +  Petrus Canisius van Lierde,
Vic. Generalis e Vic. Civitatis Vaticanae, Roma die 13 Martii 1989.

Zeszyt pierwszy
1 lipca 1932, Święto Przenajdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa  Chrystusa 

[...]Oto prawdziwy cel Mojego przyjścia:
1) Przychodzę, aby wygnać przesadny lęk, który Moje stworze­nia odczuwają wobec Mnie. Pragnę dać im do zrozumienia, że Moja radość polega na tym, abym był znany i kochany przez Moje dzieci, to znaczy przez całą ludzkość obecną i przyszłą.
2) Przychodzę przynieść nadzieję ludziom i narodom. Iluż od da­wna już ją utraciło! Ta nadzieja pozwoli im pracować dla swe­go zbawienia, żyjąc w pokoju i bezpieczeństwie.
3) Przychodzę, aby dać się poznać takim, jakim jestem; aby uf­ność ludzi wzrastała jednocześnie z miłością do Mnie,ich Oj­ca. Ma On tylko jedno pragnienie: czuwać nad wszystkimi lu­dźmi i kochać ich jako Swoje dzieci.
Malarz lubuje się w kontemplowaniu obrazu, który namalo­wał. Podobnie Ja znajduję upodobanie i radość w przychodzeniu do ludzi - arcydzieła Mego dzieła Stworzenia!
Czas nagli. Chciałbym, żeby człowiek dowiedział się jak naj­prędzej, że kocham go i doznaję największej radości, przebywa­jąc z nim i rozmawiając jak Ojciec ze swymi dziećmi.[...]

[…] Na zakończenie tego małego wykładu składam wam obietnicę, której skutki będą wieczne. Oto ona: WZYWAJCIE MNIE IMIENIEM OJCA Z UFNOŚCIĄ I MIŁOŚCIĄ, A WSZYSTKO OTRZYMACIE OD TE­GO OJCA, DOZNAJĄC RÓWNOCZEŚNIE MIŁOŚCI I MIŁOSIERDZIA.[…]

[…]Zniżam się do najbiedniejszego z Moich stworzeń, do Mojej córki, abym mógł mówić z nią w jej niewiedzy i mówić do ludzi przez nią, nieświadomą ogromu dzieła, którego chciałbym do­konać wśród nich! Nie mogę z nią rozmawiać o teologii [1], na pew­no by Mi się to nie powiodło, nie zrozumiałaby. Pozwalam, aby tak było, żeby zrealizować Moje dzieło przy pomocy prostoty i niewinności. Teraz jednak kolej na ciebie, byś przestudiował to dzieło i jak najszybciej doprowadził do realizacji. Aby być zna­nym, kochanym i szczególnie czczonym nie proszę o nic nad­zwyczajnego. Oto, czego jedynie chcę:
1) Pragnę, żeby jeden dzień lub przynajmniej jedna niedziela by­ła poświęcona dla uczczenia Mnie w szczególny sposób pod imieniem Ojca całej ludzkości. Chciałbym, aby to święto mia­ło własną Mszę i oficjum. Nie trudno znaleźć teksty w Piśmie Świętym. Jeżeli pragniecie oddać Mi tę szczególną cześć w niedzielę, wybieram pierwszą niedzielę sierpnia; jeżeli w dzień powszedni, chciałbym, aby to był zawsze siódmy dzień tego miesiąca.
2) Pragnę, żeby całe duchowieństwo zobowiązało się rozwijać ten kult, a przede wszystkim, by pomagało ludziom poznawać Mnie takim jaki jestem i jaki zawsze będę blisko nich, to znaczy Ojcem najczulszym i najbardziej kochającym ze wszy­stkich ojców.
3) Pragnę, aby wprowadzono Mnie do wszystkich rodzin, do szpitali, również do warsztatów i urzędów, do koszar, do sal - gdzie podejmują decyzje ministrowie państw - wreszcie wszę­dzie tam, gdzie znajdują się Moje stworzenia, choćby tylko jedno! Chcę, aby widocznym znakiem Mojej niewidzialnej o­becności był obraz: niech ukazuje, że istotnie tam jestem, że jestem obecny. I tak ludzie wykonywać będą wszystkie czyn­ności pod okiem swego Ojca, a Ja będę czuwał nad stworze­niami, które powołałem do istnienia i zaadoptowałem. W ten sposób wszystkie Moje dzieci będą niejako pod okiem swo­jego czułego Ojca. Niewątpliwie i teraz jestem wszędzie, ale chciałbym być przedstawiany w zauważalny sposób!
4) Pragnę, żeby w ciągu roku duchowieństwo i wierni wykony­wali na Moją cześć pewne pobożne ćwiczenia, nie zanied­bując swoich zwykłych zajęć. Chcę, aby Moi kapłani bez lęku szli wszędzie, do wszystkich narodów i nieśli ludziom pło­mień Mojej ojcowskiej Miłości. Wówczas dusze zostaną oś­wiecone. Pozyska się dusze niewiernych oraz wszystkich na­leżących do sekt, które nie pochodzą od prawdziwego Kościo­ła. Tak, niech również i ci - którzy są także Moimi dziećmi - zobaczą, jak płonie przed nimi ten płomień, niech poznają prawdę, niech ją przyjmą i niech wprowadzą w życie wszyst­kie cnoty chrześcijańskie.
5) Chciałbym w szczególny sposób być czczony w seminariach, w nowicjatach, w szkołach i w internatach, aby wszyscy - od najmniejszego do największego - mogli Mnie poznać i kochać jako swego Ojca, Stworzyciela i Zbawcę.
6) Niech kapłani poczują się zobowiązani do szukania w Piśmie Świętym tego, co powiedziałem w innych czasach - co dotąd pozostało nieznane - a odnosi się do czci, którą pragnę odbierać od ludzi. Niech pracują też, by Moje pragnienia i Moja Wola dotarły do wszystkich wiernych i do wszystkich ludzi, określając to, co powiem do wszystkich ludzi razem oraz do wszystkich kapłanów, zakonników i zakonnic w szczególnoś­ci. Są to dusze, które wybieram dla składania Mi wielkiego hołdu, większego niż od ludzi świeckich.[…]

Zeszyt drugi
[…] Odnawiam tu Moją obietnicę, która zawsze będzie spełniana. Oto ona: WSZYSCY CI, KTÓRZY WEZWĄ MNIE IMIENIEM OJCA [2]- CHOĆBY TYLKO JEDEN RAZ - NIE ZGINĄ, ALE PEWNI BĘDĄ ŻYCIA WIECZNEGO RAZEM Z WYBRANYMI.

________________________
[1][2] komentarz własny

LIST DO KONFERENCJI EPISKOPATÓW NA TEMAT IMIENIA BOŻEGO
Zgodnie ze wskazówkami Ojca Świętego i w porozumieniu z Kongregacją Nauki Wiary Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów uznaje za stosowne podać do wiadomości Konferencji Episkopatu następującą notę, dotyczącą tłumaczenia i wymawiania w kontekście liturgicznym imienia Bożego zawartego w świętym tetragramie, oraz dołączyć kilka wskazań.
I. Część wstępna
1. Słowa Pisma Świętego, zawarte w Starym i Nowym Testamencie, wyrażają prawdy, które przekraczają granice czasu i miejsca. Jest to słowo Boże wyrażone w słowie ludzkim, a dzięki temu słowu życia Duch Święty doprowadza wiernych do znajomości całej prawdy oraz sprawia, że słowo Chrystusa mieszka w wierzących w całym swym bogactwie (por. J 14,26; 16,12-15). Wszystkie współczesne tłumaczenia ksiąg biblijnych w zamierzeniu mają być wiernym i dokładnym przekładem tekstów oryginalnych, tak aby słowo Boże zapisane w świętych tekstach było strzeżone i przekazywane wiernie i w całości. Takie zobowiązanie literackie wymaga tłumaczenia tekstu oryginalnego jak najbardziej rzetelnie i dokładnie, bez opuszczeń ani dodatków do treści oraz bez wprowadzania objaśniających komentarzy lub parafraz, które nie należą do samego tekstu świętego.
Przy tłumaczeniu własnego świętego imienia Boga należy zachować najwyższą wierność i szacunek. W szczególności, jak podaje Instrukcja Liturgiam authenticam (nr 41): „Zgodnie z niepamiętną tradycją, również [dosł. «już»] we wspomnianym przekładzie Septuaginty widoczną, imię Boga wszechmogącego, wyrażone po hebrajsku przez święty tetragrammat, po łacinie wyrazem «Pan», w każdym języku narodowym należy oddać wyrazem o tym samym znaczeniu”. [...]
[...]
3. Dlatego też unikanie ze strony Kościoła wymawiania imienia Bożego w formie tetragramu ma swoje podstawy. Oprócz przyczyny czysto filologicznej istnieje również powód związany z wiernością Tradycji kościelnej. Od początku jej istnienia święty tetragram nigdy nie był wypowiadany w środowisku chrześcijańskim ani przetłumaczony na żaden język, na jaki została przetłumaczona Biblia.
II. Ustalenia
W świetle tego, co zostało wyłożone, należy przestrzegać następujących wytycznych:
1. W celebracjach liturgicznych, w śpiewach i w modlitwach nie należy stosować ani wymawiać imienia Bożego w formie tetragramu JHWH.
2. W tłumaczeniach tekstu biblijnego na języki nowożytne, przeznaczonych do użytku liturgicznego w Kościele, należy postępować tak, jak to zostało zapisane w Instrukcji Liturgiam authenticam nr 41, tzn. tetragram Boży należy oddać odpowiednikiem Adonaj i Kyrios, czyli Signore, Lord, Seigneur, Herr, Señor, [po polsku: «Pan»] itp.
3. W środowisku liturgicznym, przy tłumaczeniu tekstów, w których słowo hebrajskie Adonaj oraz tetragram JHWH leżą obok siebie, należy przetłumaczyć Adonaj słowem «Pan», a dla tetragramu JHWH stosować formę «Bóg» – zarówno w greckiej Septuagincie, jak i w łacińskiej Wulgacie.

W siedzibie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, 29 czerwca 2008 r.
+ kard. Francis Arinze
Prefekt Kongregacji
+ abp Albert Malcolm Ranjith
Sekretarz Kongregacji 


---> Bóg Sprawiedliwy i Miłosierny
---> Bóg Ojciec wszechmogący


opr. własne: internet /fb/

 Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Dzieci Boga

„Wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi. Jednak dziecko może postępować wobec swojego Ojca na różne sposoby. Trzeba czynić wysiłki, aby być dziećmi, które starają się zrozumieć, iż Pan, umiłowawszy nas jak synów, sprawił, że mieszkamy w Jego domu, pośród tego świata; że należymy do Jego rodziny; że to, co jest Jego, jest nasze, a to, co nasze – Jego; że pozostajemy z Nim w takiej zażyłości i żywimy ufność, która pozwala nam prosić – jak małe dziecko – o gwiazdkę z nieba!”

Chrześcijanie stają się dziećmi Boga z racji chrztu. Boże Ojcostwo jest prawdą objawioną przez Chrystusa w Ewangelii i jest istotną częścią doktryny chrześcijańskiej. Bóg zechciał, aby w duszy Josemaríi Escrivy ta prawda – bycia dzieckiem Bożym w Chrystusie – wyryła się ze specjalną intensywnością w określonym momencie czasu. „Nauczyłem się nazywać Go Ojcem, odmawiając Ojcze nasz od dziecka; ale czuć, widzieć, podziwiać tę miłość Boga, to, że jesteśmy Jego dziećmi..., na ulicy i w tramwaju – przez godzinę, półtorej, nie wiem - Abba! Pater! Musiałem krzyczeć”.

W sposób szczególny w momentach i sytuacjach bardziej bolesnych chrześcijanin wie, że jest dzieckiem Bożym: „Gdy Pan dawał mi te uderzenia, w roku trzydziestym pierwszym, ja tego nie rozumiałem. I nagle, wśród tej wielkiej goryczy, następujące słowa: Tyś synem moim (Ps 2,7), ty jesteś Chrystusem. A ja mogłem tylko powtarzać: Abba, Pater!; Abba, Pater!; Abba!; Abba! Teraz widzę to w nowym świetle, jako nowe odkrycie: tak jak widzi się, po upływie lat, działanie Pana, Bożej Mądrości, Wszechmogącego. Sprawiłeś Panie, że zrozumiałem, iż posiadać Krzyż oznacza odnaleźć szczęście, radość. A powód tego – widzę to jaśniej niż kiedykolwiek – jest taki: posiadać Krzyż to utożsamić się z Chrystusem, to być Chrystusem i właśnie dlatego – być dzieckiem Boga”.

Poczucie synostwa Bożego umożliwia ludziom zachowanie się jak dziecko Boga: podsyca zaufanie w bożą Opatrzność, prostotę w rozmowie z Bogiem, głębszą świadomość godności każdego człowieka i potrzebę braterstwa wśród ludzi, prawdziwie chrześcijańską miłość do świata i do wszystkiego, co Bóg stworzył, spokój i optymizm.

„W godności dziecięctwa Bożego znajdziecie odpoczynek. Bóg jest Ojcem pełnym czułości i nieskończonej miłości. Często w ciągu dnia nazywaj Go Ojcem. Mów do Niego — ty sam, w swoim sercu — że Go kochasz, że Go wielbisz; że czujesz moc i dumę płynące z tego, że jesteś Jego dzieckiem. Wszystko to tworzy autentyczny program życia wewnętrznego, który spełniasz poprzez drobne, ale, podkreślam, stałe pobożne ćwiczenia w obcowaniu z Bogiem. W ten sposób wyrobisz w sobie sposób bycia i uczucia dobrego dziecka.”

Aby żyć jak dzieci Boga i umacniać swe pragnienie uświęcania codziennych zajęć, chrześcijanie potrzebują „częstego przystępowania do sakramentów świętych, rozmyślania, rachunku sumienia, czytania duchowego, żywej więzi z Najświętszą Maryją Panną i Aniołem Stróżem...” Ponadto, aby utożsamić się z Jezusem Chrystusem, chrześcijanie szukają pokuty, która prowadzi ich do ofiarowania poświęceń i umartwień, szczególnie tych, które umożliwiają wierne wypełnianie obowiązków i uprzyjemniają życie innych. Jest to na przykład wyrzeczenie się małych satysfakcji, post i jałmużna. „Umacniaj swego ducha umartwienia w drobnych sprawach miłości bliźniego, pragnąc, by wszyscy ukochali drogę do świętości pośród świata: jeden uśmiech może być czasami najlepszym wyrazem ducha pokuty.”



Congregavit nos in unum Christi
amor http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________

Jesteśmy dziećmi Bożymi

"Nazywamy się dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy.." , codziennie zwracamy się do Boga w Modlitwie Pańskiej słowami "Ojcze Nasz " ale co to znaczy być dzieckiem Bożym? Najlepszy przykład co znaczy być dzieckiem dla swojego Ojca Niebieskiego dał nam Pan Jezus , uczy nas że na pierwszym miejscu musimy stawiać Pana Boga.
Jesteśmy dziećmi Bożymi dlatego, że Duch Święty poprzez sakrament Chrztu św, zjednoczył nas z Ojcem i Synem Bożym, Jezusem Chrystusem.
Tak jak każdy dobry ojciec kocha i troszczy się o swoje dzieci tak samo czyni Pan Bóg wobec każdego z nas. Każdego z nas uczynił swoim przybranym dzieckiem, każdego z nas adoptował, każdego z nas otoczył swoją miłością i oddałby za nas życie.
Wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi. Jednak dziecko może postępować wobec swojego Ojca na różne sposoby.Bycie Dzieckiem Bożym opiera się na dwóch podstawach, są to ufność Bogu i miłość do Boga. Ufając w miłość i opiekę Pana Boga  musimy też zawierzyć Mu swoje życie i przyjąć wolę Bożą. Miłość powoduje że człowiek pragnie czynić wszystko by Go uradować. Powinniśmy zatem kochać Chrystusa tak, jak On ukochał swojego Ojca.
Aby żyć jak dzieci Boga i umacniać swą miłość chrześcijanie potrzebują częstego przystępowania do sakramentów świętych, modlitwy, lektury Pisma św. , ponadto potrzebują pokuty szczególnie takiej która polega na wiernym wypełnianiu obowiązków które mogą przynieść korzyści bliźnim.
Postawmy sobie zatem jeszcze raz pytanie: czy rzeczywiście jestem dzieckiem Bożym?, czy swoim życiem staram się wypełniać nauki Chrystusa?
Skoro w sakramencie chrztu staliśmy się dziećmi Bożymi, powinniśmy ustawicznie zbliżać się do doskonałości odzwierciedlającej doskonałość Ojca niebieskiego (por. Mt 5,48).

s Maria Genowefa od Męki Pańskiej z klasztoru sióstr Benedyktynek od Pokuty w Nantes we Francji


Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________

Bóg: Ojciec Wszechmogący

     „Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”.Ten Bóg, który objawił siebie samego — Bóg naszej wiary — jest duchem nieskończenie doskonałym. Była o tym mowa w poprzedniej katechezie. Jako duch nieskończenie doskonały jest absolutną pełnią prawdy i dobra, która pragnie się udzielać. Dobro bowiem się rozprzestrzenia: bonum est diffusivum sui. Właśnie ta prawda o Bogu jako nieskończonej pełni dobra przechodzi niejako w Symbolach wiary w prawdę o Stworzycielu „nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”. Chociaż więc prawdą o samym stworzeniu zajmiemy się jeszcze nieco później, to już tutaj wypada nam w świetle Objawienia przyjrzeć się temu, co odpowiada w Bogu samym tajemnicy stworzenia.
     Bóg, który — jak wyznaje Kościół — jest wszechmocny („Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego”), jako duch nieskończenie doskonały jest także wszystkowiedzący: przenika wszystko swoim poznaniem. Ten wszystkowiedzący i wszechmocny Bóg ma moc stwarzania — moc powoływania z niebytu, z nicości do bytu. („Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?” — czytamy w Rdz 18,14).
     „Potężnie działać zawsze jest w Twej mocy i któż się oprze potędze Twojego ramienia?” — głosi Księga Mądrości (11,21). Tę samą wiarę wyznaje Księga Estery w słowach: „Panie, Panie, Królu Wszechmogący, […] w mocy Twojej jest wszystko i nie masz takiego, który by Ci się sprzeciwił” (Est 4,17b). „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37) — usłyszy Maryja z Nazaretu przy zwiastowaniu z ust anioła Gabriela.
     Bóg, który objawia siebie przez usta proroków, jest wszechmogący. Prawda ta jest głęboko wpisana w całe Objawienie, poczynając od pierwszych słów Księgi Rodzaju: „Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie»” (Rdz 1,3). Akt stwórczy objawia się jako wszechmocne słowo Boga: „On przemówił, a wszystko powstało” (Ps 33 [32],9). W powstaniu wszystkiego z nicości: bytu z niebytu, Bóg objawia się jako nieskończona pełnia Dobra, które się rozprzestrzenia. Ten, który Jest, Samoistne Istnienie, Byt nieskończenie doskonały, udziela się niejako w owym „Jest”, powołując do istnienia poza sobą widzialny i niewidzialny wszechświat: byty stworzone. Stwarzając, daje początek dziejom wszechświata, stwarzając człowieka jako mężczyznę i kobietę, daje początek dziejom ludzkości. Jako Stwórca jest więc Panem historii. „Różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich” (1 Kor 12,6).
     Bóg, który objawia siebie jako Stwórcę i zarazem jako Pana dziejów świata i człowieka, jest Bogiem wszechmogącym, jest Bogiem żywym […] „Kościół wierzy i wyznaje, że jest jeden Bóg, prawdziwy i żywy, stworzyciel i Pan nieba i ziemi, wszechmocny”. Ten Bóg, będąc duchem nieskończenie doskonałym i wszechwiedzącym, jest równocześnie absolutnie wolny i suwerenny w stosunku do samego aktu stworzenia. Jeśli jest Panem wszystkiego, co stwarza, to przede wszystkim jest Panem swej własnej Woli w dziele stwarzania. Stwarza, ponieważ tak chce. Stwarza, ponieważ odpowiada to Jego nieskończonej Mądrości. Stwarzając zaś, działa z niezgłębionej pełni swej wolności, idąc za głosem przedwiecznej miłości.
     Przytaczany kilkakrotnie tekst konstytucji soborowej Vaticanum I, Dei Filius podkreśla całkowitą niezależność Boga w stwarzaniu oraz we wszelkim Boskim działaniu. Bóg jest w sobie i z siebie najświętszy, ma w sobie samym i z siebie całkowitą pełnię dobra i szczęśliwości. Jeżeli powołuje do istnienia świat, to nie dlatego, aby w jakiś sposób dopełnić czy uzupełnić to dobro, którym sam jest, ale tylko i wyłącznie w tym celu, aby obdarzyć dobrem wielorakiego istnienia świat stworzeń niewidzialnych i widzialnych. Jest to wielorakie i różnorodne udzielanie się jedynego, nieskończonego, przedwiecznego dobra, które pokrywa się z Istotą samego Boga. W ten sposób Bóg absolutnie wolny i suwerenny w dziele stwarzania pozostaje zasadniczo niezależny od stworzonego wszechświata, co żadną miarą nie oznacza, aby był wobec niego obojętny. On bowiem kieruje dziełem stworzenia jako odwieczna Mądrość, Miłość i wszechmogąca Opatrzność.
     Pismo Święte podkreśla, że w dziele tym Bóg jest sam. Oto słowa proroka Izajasza: „Jam jest Pan, uczyniłem wszystko, sam rozpiąłem niebiosa, rozpostarłem ziemię; a któż był ze Mną?” (Iz 44,24). Tu „samotność” Boga w dziele stworzenia uwydatnia Jego suwerenną wolność i ojcowską wszechmoc. „Stworzyciel nieba, On Bóg, który ukształtował i wykończył ziemię, który ją mocno osadził, który nie stworzył jej bezładną, lecz przysposobił na mieszkanie” (Iz 45,18). W świetle samoobjawienia się Boga, który „mówił przez proroków, a na końcu przez Syna” (por. Hbr 1,1-2), Kościół wyznaje od początku swą wiarę w Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Ten wszechmogący Bóg jest zarazem wszystkowiedzący i wszechobecny. Raczej należałoby powiedzieć, że jako Duch nieskończenie doskonały, Bóg jest równocześnie samą wszechmocą, wszechwiedzą i wszechobecnością.
     Bóg jest nade wszystko obecny w sobie, w swoim Bóstwie Trójjedynym. Jest też obecny we wszechświecie, jaki stworzył, a obecność ta — konsekwencja dzieła stworzenia — jest obecnością poprzez stwórczą moc (per potentiam), w której uobecnia się sama transcendentna Istota Boga (per essentiam). Obecność ta przerasta i przenika świat, utrzymując go zarazem w istnieniu. Można powiedzieć też, że Bóg jest obecny poprzez swoje poznanie jako niezgłębione spojrzenie, które wszystko widzi, przenika i bada (per visionem czy per scientiam). Bóg jest w sposób szczególny obecny jeszcze w dziejach ludzkości, o ile są one równocześnie historią zbawienia. Jest to obecność bardziej „osobista” Boga (jeśli tak można się wyrazić): obecność przez łaskę, której pełnię otrzymała ludzkość w Jezusie Chrystusie (por. J 1,16-17). O tej tajemnicy wiary mowa będzie w jednej z późniejszych katechez.
     „Panie, przenikasz i znasz mnie” (Ps 139 [138],1). Gdy powtarzamy słowa natchnione tego Psalmu, wyznajemy wraz z Bożym Ludem na całym okręgu ziemi wiarę we wszechmoc, wszechwiedzę i wszechobecność Boga, który jest naszym Stwórcą, Ojcem i Opatrznością! „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28).
Jan Paweł II
18.9.1985

Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________

Bóg Sprawiedliwy i Miłosierny

Zwykle jesteśmy skłonni mniemać, że te dwa przymioty w Bogu są trudne do pogodzenia i powinny się jakoś wzajemnie wykluczać. Sprawiedliwość Bożą chętniej przy tym odnosimy do drugich, sobie rezerwując miłosierdzie. Nierzadko tez szukamy kompromisu między sprawiedliwością a miłosierdziem, osłabiając jedno przez drugie: Bóg nie może być taki do końca sprawiedliwy, bo przecież jest miłosierny; lepiej jednak zbytnio nie ufać Jego miłosierdziu, bo można się zderzyć ze sprawiedliwością. W ten sposób kreujemy sobie Boga o dwóch niejako obliczach, co powoduje i w nas pewne rozdarcie, jeżeli nie wręcz dwulicowość wewnętrznej postawy. Tymczasem sprawiedliwość i miłosierdzie w Bogu stanowią dwa wymiary tej samej Tajemnicy miłości Bożej ku człowiekowi. Chciałoby się powiedzieć, że są to jakby dwa skrzydła, które pozwalają człowiekowi wzlatywać w sferę ojcowskiej miłości Boga, poddając się jej zbawczej mocy. Tajemnicę Bożego miłosierdzia można właściwie pojmować w jedynie ścisłej więzi z Bożą sprawiedliwością. I odwrotnie, zanurzając się w prawdzie i mocy Miłosierdzia, zaczynamy rozumieć, dlaczego Bóg jest tak konsekwentnie sprawiedliwy. Jedną tajemnicę możemy zgłębiać tylko przez rzetelne wniknięcie w drugą, gdyż obie stanowią dwie strony tej samej Rzeczywistości.
Zrozumienie, dlaczego sprawiedliwy Bóg jest zarazem miłosierny i odwrotnie ułatwia nam prawda o grzechu ludzkim. Życie w prawdzie, które jest podstawowym wymogiem godności osoby ludzkiej, każe przyjąć, że człowiek dopuszcza się zła, czyli jest grzeszny. Wyeliminowanie zaś z ludzkiej świadomości i języka pojęcia grzechu, zamyka przed człowiekiem perspektywę nawrócenia, więzi go w kręgu popełnianego zła. Niezależnie od wszelkich pseudohumanitarnych zabiegów, podyktowanych zafałszowaniem prawdy o człowieku, grzeszność i grzech nie przestają istnieć i działać na swój zabójczy sposób. Dlatego Chrystus przyszedł właśnie po to, ażeby przywrócić człowieka prawdzie o nim samym i przynieść mu możliwość skutecznego nawrócenia, która obejmuje także odpuszczenie grzechów.
Tendencje do zatarcia prawdy o grzechu i konieczności przeciwstawiania się mu, prowadzą do zagrożenia samego człowieczeństwa i ludzkości. Człowiek odcięty od tej prawdy, pozbawiony świadomości grzechu oraz nadziei przebaczenia, to człowiek ze wszech miar biedny i nieuleczalnie okaleczony. Dlatego sprawiedliwość Boża jest tak nieustępliwa w nazywaniu po imieniu dobra i zła, konsekwentna w traktowaniu grzechu jako niszczącej siły, która wiedzie do wiekuistej zguby. Ze względu na swoją miłość do człowieka Bóg nigdy nie zgadza się i nie pozwala, by grzeszny człowiek był oszukiwany przez tych, którzy w imię fałszywej miłości rozmywaliby prawdę o grzechu i przebaczeniu. Bez pełnej bowiem takiej prawdy grzeszny człowiek nie potrafi odnaleźć drogi do pojednania przez uwolnienie się od grzechu, przeżyć pokój i radość, które płyną z zadośćuczynienia wymogom sprawiedliwości.
Miłosierdzie Boże jest podstawowym doświadczeniem człowieka od zarania ludzkich dziejów. Tak samo jak sprawiedliwość służy ono realizacji Bożego planu zbawienia. Pan Bóg miłosierdziem reaguje na ludzką słabość i niemoc, której grzech jest szczególnym przejawem. Nigdy jednak miłosierna miłość Boża nie ustępuje mu pola w dziedzinie podstawowych wymagań etycznych, nie oznacza zacierania granicy pomiędzy dobrem a złem moralnym. Wymagający i sprawiedliwy Bóg zawsze jest gotów przebaczać wszędzie tam gdzie zaistnieją odpowiednie po temu warunki, bez uszczerbku dla sprawiedliwości, która opiera się na prawdzie. Nieugięcie wierzy w człowieka, że przez rzeczywiste nawrócenie chce on i może odnowić się w swoim byciu człowiekiem przez odnowienie w sobie Bożego obrazu.
Bóg, będąc miłosierny, nie staje się przez to mniej sprawiedliwy. Nie wolno zapomnieć, że przecież sąd i sprawiedliwa kara Boża mają prowadzić do nawrócenia grzesznika, które przywołuje miłosierdzie Boże, prowadzi do pojednania z Bogiem z drugimi i z samym sobą. Jedynie wtedy, gdy grzesznik odrzuca prawdę o Bogu sprawiedliwym, ale i miłosiernym, gotowym przebaczać skruszonym w sercu, może nie dostąpić jego miłosierdzia. Przez własną zatwardziałość wybiera i skazuje wtedy siebie na sprawiedliwość, wymierzoną ze swej natury przeciwko wewnętrznemu złu, z którym wbrew oczekiwaniom Bożej miłości nie chciał zerwać. Miłosierdzie Boże nie może stępić prawdy o możliwości potępienia. Nie wolno zignorować w człowieku tej siły, która jest zdolna oprzeć się zbawczej woli - nie jako słabość, lecz jako moc odrzucenia Miłosierdzia.
Sprawiedliwość i miłosierdzie Boże nie mogą być i nie są sobie przeciwstawne, gdyż współdziałają ze sobą - każde na swój sposób - w dziele zbawienia człowieka. Sprawiedliwość Boża, nawet kiedy dotyka karą doczesną, a może szczególnie wtedy, każe nam liczyć się ze złem grzechu w naszym życiu. Świadomość i poczucie grzechu uwrażliwia na miłosierdzie Boże, pozwala doświadczyć jego zbawczej mocy bez naciągania prawdy pozwala odkrywać je wciąż na nowo dla dobra własnego i drugich. Odkrycie zaś miłosierdzia umożliwia autentyczne zrozumienie i przeżywanie tajemnicy Bożej obecności bliskości w ludzkim życiu. Gdyby Bóg nie był sprawiedliwy, groziłoby nam rozminięcie się z Jego miłosierdziem i Królestwo Boże nie przeżywałoby tej niezwykłej radości, jaka powstaje z powodu grzesznika, który się nawraca.
Sprawiedliwy Bóg nie przestaje być Ojcem wszelkiego miłosierdzia, tak samo, jak będąc miłosierny, nie rezygnuje ze sprawiedliwości. Nie pozwala Mu na to Jego miłość do ludzi, dla której istota ludzka przedstawia wartość zbyt wielką, by nadużycie przez nią wolności na skutek wyboru zła, traktować z pobłażliwością, czyli wbrew prawdzie. Właściwie rozumiana sprawiedliwość Boża chroni nas przed nadużywaniem Bożego miłosierdzia, które oznacza udaremnianie wobec siebie Bożego planu zbawienia.
Przeciwieństwo miedzy sprawiedliwością a miłosierdziem w Bogu jest więc jedynie pozorne, wynikające z niedoskonałości naszych pojęć o Bogu i Jego miłości, nieporównanie niż ta, jaką człowiek miłuje sam siebie. Trzeba tylko zrozumieć ducha Bożego Objawienia, by pojąć najgłębszy sens i cel orędzia Bożej miłości. Nie chodzi w nim o dokładne określenie istotowych cech Boga, lecz o wezwanie do przyjęcia określonej postawy wobec Jego miłości, która działa zbawczo zarówno w postaci sprawiedliwości, jak i miłosierdzia.


Congregavit nos in unum Christi amor 
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________

BÓG OJCIEC mówi do Swoich dzieci. Matka Eugenia Ravasio

Jak życzył sobie tego Bóg Ojciec przemawiając do s. Eugenii, 7 sierpnia obchodzi się święto ku czci Boga Ojca. Dlaczego akurat 7 sierpnia? Ponieważ jest to dzień, który następuje po Przemienieniu, w którym Ojciec dał słyszeć Swój głos na Taborze: "Oto Mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie!" (Mt 17,5).
 

"Oto, czego jedynie chcę:
1. Pragnę, żeby jeden dzień lub przynajmniej jedna niedziela była poświę­cona dla uczczenia Mnie w szczególny sposób pod imieniem Ojca całej ludzkości. Chciałbym, aby to święto miało własną Mszę i oficjum. Nie trudno znaleźć teksty w Piśmie Świętym. Jeżeli pragniecie oddać Mi tę szczególną cześć w niedzielę, wybieram pierwszą niedzielę sierpnia; je­żeli w dzień powszedni, chciałbym, aby to był zawsze siódmy dzień te­go miesiąca.

2. Pragnę, żeby całe duchowieństwo zobowiązało się rozwijać ten kult, a przede wszystkim, by pomagało ludziom poznawać Mnie takim jaki je­stem i jaki zawsze będę blisko nich, to znaczy Ojcem najczulszym i naj­bardziej kochającym ze wszystkich ojców.

3. Pragnę, aby wprowadzono Mnie do wszystkich rodzin, do szpitali, również do warsztatów i urzędów, do koszar, do sal - gdzie podejmują decyzje ministrowie państw - wreszcie wszędzie tam, gdzie znajdują się Moje stworzenia, choćby tylko jedno! Chcę, aby widzialnym znakiem Mojej niewidzialnej obecności był obraz: niech ukazuje, że tam jestem, rzeczywiście obecny. Tak ludzie wykonywać będą wszystkie czynności pod okiem swego Ojca. Ja będę czuwał nad istotami, które stworzyłem i zaadoptowałem jako własne dzieci. W ten sposób wszystkie Moje dzieci będą niejako pod okiem swego czułego Ojca. Niewątpliwie i te­raz jestem wszędzie, ale chciałbym być przedstawiany w zauważalny i konkretny sposób!

4. Pragnę, żeby w ciągu roku duchowieństwo i wierni wykonywali na Mo­ją cześć pewne pobożne ćwiczenia, nie zaniedbując swoich zwykłych zajęć. Chcę, aby Moi kapłani bez lęku szli wszędzie, do wszystkich na­rodów i nieśli ludziom płomień Mojej ojcowskiej Miłości. Wówczas dusze zostaną oświecone. Pozyska się dusze niewiernych oraz wszyst­kich należących do sekt, które nie pochodzą od prawdziwego Kościoła. Tak, niech również i ci - którzy są także Moimi dziećmi - zobaczą, jak płonie przed nimi ten płomień, niech poznają prawdę, niech ją przyjmą i niech wprowadzą w życie wszystkie cnoty chrześcijańskie.

5. Chciałbym w szczególny sposób być czczony w seminariach, w no­wicjatach, w szkołach i w internatach, aby wszyscy od najmniejszego do największego mogli Mnie poznać i kochać jako swego Ojca, Stworzyciela i Zbawcę.

6. Niech kapłani poczują się zobowiązani do szukania w Piśmie Świętym tego, co powiedziałem w innych czasach co dotąd pozostało niezna­ne a odnosi się do czci, którą pragnę odbierać od ludzi. Niech pracują też, by Moje pragnienia i Moja Wola dotarły do wszystkich wiernych i do wszystkich ludzi, określając to, co powiem do wszystkich ludzi ra­zem oraz do wszystkich kapłanów, zakonników i zakonnic w szczegól­ności. Są to dusze, które wybieram dla składania Mi wielkiego hołdu, większego niż od ludzi świeckich.

Oczywiście, osiągnięcie pełnej realizacji planów które obmyśliłem dla ludzkości i które dałem im poznać będzie wymagało czasu! Zadowoli Mnie jednak jeden dzień tak, jeden dzień modlitw i wyrzeczeń dusz wspaniałomyślnych, które poświecą się dla tego dzieła Mojej Miłości. Bę­dę cię błogosławił, synu Mój umiłowany, i odpłacę ci stokrotnie za wszyst­ko, co uczynisz dla Mojej chwały.

Imprimatur:
Petrus Canisius van Lierde
Vic. Generalis e Vic. Civitatis Vaticanae,
Rzym, 13 marca 1989

29 lipca rozpoczyna się Nowenna
Litania

Kyrie, eleison - Chryste, eleison - Kyrie, eleison.
Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchał nas.
Ojcze z nieba, Boże - zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże - zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże - zmiłuj się nad nami.

Boże, Ojcze nasz, któryś jest w niebie - przyjm uwielbienie nasze.
Boże, Ojcze nasz, wieczny i nieskończony,
Boże, Ojcze nasz, którego chwała przewyższa nasze pojęcie,
Boże, Ojcze nasz, doskonały i niezmienny,
Boże, Ojcze nasz, któryś jest początkiem i celem wszystkich stworzeń,
Boże, Ojcze nasz, który od wieków rodzisz umiłowanego Syna Swego - Słowo Swoje,
Boże, Ojcze nasz, któryś tak umiłował ludzi, żeś Syna Swego wydał na śmierć dla zbawienia naszego,
Boże, Ojcze nasz, którego najłaskawsza Opatrzność, czuwa i zachowuje,
Boże, Ojcze nasz, którego niepojętą świętość wysławiają aniołowie i święci w niebie,
 Boże, Ojcze nasz, przez Ducha Świętego rządzący Kościołem Chrystusowym na ziemi,
Boże, Ojcze nasz, któryś nas stworzył na obraz i podobieństwo Swoje,
Boże, Ojcze nasz, godny najwyższej czci i najgłębszej miłości,

Boże, Ojcze nasz, przez miłość Twoją ku Jezusowi Chrystusowi Synowi Twojemu - Ciebie błagamy, zmiłuj się nad nami.
Boże, Ojcze nasz, przez Wcielenie Syna Twojego Jezusa Chrystusa,
Boże, Ojcze nasz, przez Mękę i Śmierć Syna Twojego Jezusa Chrystusa,
 Boże, Ojcze nasz, przez Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie Syna Twojego Jezusa Chrystusa,
Boże, Ojcze nasz, przez niezliczone niekrwawe ofiary, jakie składa Ci za nas Twój Syn Jezus Chrystus,

Boże, Ojcze, usłysz nas,
Boże, Ojcze, wysłuchaj nas,

Od pychy umysłu - zachowaj nas, Boże, Ojcze.
Od niewdzięczności i oziębłości względem Twojego Ojcowskiego serca,
Od niewierności wobec Twojego Syna Jezusa Chrystusa,
Od lekceważenia natchnień Ducha Twojego Świętego,
Od zwątpienia w najmiłosierniejszą miłość Twoją,
Od oschłości serca i zamknięcia się w sobie,
Pod płaszczem Swej najłaskawszej Opatrzności

Umysł otwarty na prawdę Twoją - racz nam dać, Boże, Ojcze.
Wolę zjednoczoną z Twoją wolą,
Zjednoczenie z Tobą coraz doskonalsze,
Wytrwanie do końca przy Tobie,
Gorliwość o zbawienie innych dusz,
Pokorę prawdziwej mądrości,
Umiłowanie czystości,
Prawdziwą radość serca zjednoczonego z Tobą,.
Najdoskonalsze podobieństwo do Twego Syna Jedynego Jezusa Chrystusa.

Boże, Ojcze, usłysz nas,
Boże, Ojcze, wysłuchaj nas,
Boże, Ojcze, zmiłuj się nad nami.
Congregavit nos in unum Christi
amor http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________