Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BENEDYKT XVI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BENEDYKT XVI. Pokaż wszystkie posty

Benedykt XVI o II Soborze Watykańskim

Spotkanie Ojca św. Benedykta XVI z duchowieństwem diecezji Rzymskiej 14.02.2013

[...] Chciałbym teraz dodać jeszcze trzecią kwestię: był Sobór ojców, prawdziwy Sobór, ale był też Sobór mediów. Był to niemal osobny Sobór, a świat przez nie postrzegał Sobór, przez środki przekazu. Tak więc tym Soborem, który skutecznie docierał do ludzi był Sobór mediów, a nie Sobór ojców. Podczas gdy Sobór ojców urzeczywistniał się w obrębie wiary, był Soborem wiary poszukującej intellectus, zrozumienia siebie i zrozumienia Bożych znaków w danej chwili, który usiłował odpowiedzieć na wyzwanie Boga w danej chwili i znaleźć w Słowie Bożym słowa na dziś i jutro, podczas gdy cały Sobór – jak powiedziałem – toczył się wokół wiary jako fides quaerens intellectum, to Sobór dziennikarzy nie odbywał się rzecz jasna na gruncie wiary, lecz w kategoriach współczesnych mediów, to znaczy poza wiarą, miał inną hermeneutykę. Była to hermeneutyka polityczna: dla mediów Sobór był walką polityczną, walką o władzę między różnymi prądami w Kościele. Oczywiście media popierały tę stronę, która w ich oczach lepiej odpowiadała ich światu. Byli tacy, którzy dążyli do decentralizacji Kościoła, do przekazania władzy biskupom, a następnie przez słowo „lud Boży”, do przekazania władzy laikatowi. Była to trojaka kwestia: władza papieża przekazana następnie biskupom, i wreszcie wszystkim, powszechna władza ludu. Rzecz jasna oni domagali się, by to właśnie aprobować, promulgować, ułatwiać. Podobnie w odniesieniu do liturgii. Nie interesowała ich liturgia jako akt wiary, ale jako coś, gdzie robi się rzeczy zrozumiałe, jakieś działanie wspólnoty, pewne profanum. Wiemy, że istniała też tendencja, powołująca się również na historię, do tego, by mówić, iż sacrum to rzecz pogańska, ewentualnie należąca do Starego Testamentu. W Nowym Testamencie liczy się jedynie to, że Chrystus umarł poza tym: to znaczy za bramami, to znaczy w świecie pogańskim. Z sakralnością należało więc skończyć, a kult miał należeć do profanum: nie jest on kultem, ale aktem zbiorowości, wspólnego uczestnictwa, a w ten sposób także uczestnictwem jako działaniem. Takie tłumaczenia, banalizacje idei Soboru miały korodujący wpływ na wprowadzanie w życie reformy liturgicznej. Zrodziły się one z wizji Soboru poza jego kluczem, poza wiarą. Podobnie w kwestii Pisma Świętego: Pismo Święte jest księgą, historyczną, którą należy traktować tylko i wyłącznie w kategoriach historycznych, i tak dalej.
Wiemy, że ten Sobór mediów docierał do wszystkich. Był on więc dominujący, bardziej skuteczny i spowodował tak wiele dramatów, problemów, rzeczywistych nieszczęść: zamknięte seminaria, zamknięte klasztory, banalizację liturgii..., a prawdziwy Sobór napotykał trudności, aby nabrać konkretnego kształtu, aby się urzeczywistnić. Sobór wirtualny był silniejszy niż Sobór realny. Lecz prawdziwa siła Soboru była obecna i powoli coraz bardziej się urzeczywistnia, stając się prawdziwą siłą, która jest prawdziwą reformą, odnową Kościoła. Wydaje mi się, że 50 lat po Soborze widzimy jak ten Sobór wirtualny kruszy się, ustępuje, a jawi się prawdziwy Sobór, z całą swoją siłą duchową. Naszym zadaniem, właśnie w tym Roku Wiary, poczynając od Roku Wiary, jest zabieganie o to, aby prawdziwy Sobór, ze swoją mocą Ducha Świętego, się urzeczywistniał i by prawdziwie odnowił się Kościół. Ufajmy, że Pan nam pomoże. Ja, kiedy odejdę, moją modlitwą będę z wami zawsze i razem będziemy szli naprzód z Panem, mając pewność: Pan zwycięży! Dziękuję!

za radiovaticana.va

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

5 lipca 2013 r. papież Franciszek wraz z papieżem-emerytem poświęcili Państwo Watykan św. Michałowi Archaniołowi i św. Józefowi.

Poświęcenie posągu św. Michała  w Ogrodach Watykańskich
Niezwykła obecność uczciła inaugurację posągu św. Michała w Watykanie: był to Benedykt XVI obok Papieża Franciszka. Ich serdeczny uścisk zaskoczył nieco wszystkich zaproszonych na uroczystość poświęcenia posągu, ustawionego w pobliżu Pałacu Gubernatoratu, oraz oddania Gubernatoratu Państwa Watykańskiego pod opiekę nie tylko archanioła, ale i św. Józefa.
Papież Franciszek i Benedykt XVI, który po raz pierwszy wystąpił publicznie od dnia swojej rezygnacji, znaleźli się obok siebie w piątek 5 lipca rano.
Na początku ceremonii kard. Giuseppe Bertello, przewodniczący Gubernatoratu, wygłosił krótkie przemówienie do Papieża Franciszka i do Benedykta XVI. «Poświęcenie Gubernatoratu św. Józefowi – powiedział – staje się dla nas wszystkich zobowiązaniem do jeszcze większego zaangażowania w naszą pracę, której celem jest wspieranie różnorodnej działalności Stolicy Apostolskiej. Niech pokorny i milczący przykład oblubieńca Maryi prowadzi nas w naszych codziennych zajęciach, niech błogosławi nasze rodziny i pobudza nas, byśmy zawsze byli świadkami Zmartwychwstałego Pana». Następnie kard. Giovanni Lajolo, przewodniczący senior Gubernatoratu, przedstawił znaczenie nowego pomnika i podkreślił, że Papież Franciszek chciał, by dzieło ozdobione było dwoma herbami: jego i Benedykta XVI. Kryteria estetyczne, które przyświecały  artyście, powiedział purpurat, «odzwierciedlają koncepcję sztuki jako odbicia piękna, którym Bóg napełnił świat stworzony, a w szczególności stworzenie przez Niego stworzone na swój obraz i podobieństwo, stworzenie ludzkie, najbliższe z pośród bytów splendorowi stworzeń anielskich». Dlatego, dodał, Michał Archanioł jest «tutaj przedstawiony w heroicznej postaci człowieka, podczas gdy szatan, przez niego pokonany, przedstawiony jest jako postać o podobnej formie, lecz upadła i oszpecona w następstwie grzechu». Następnie Papież Franciszek włożył czerwoną stułę i odmówił dwie modlitwy: pierwszą do św. Józefa, a drugą do św. Michała Archanioła. W akcie poświęcenia św. Józefowi Papież oddał pod opiekę oblubieńca Maryi biskupów i kapłanów, osoby konsekrowane i wiernych świeckich, którzy pracują i mieszkają w Watykanie. Na uroczystości obecni byli m.in. kardynałowie  Bertone, Sandri, Vegliò i Calcagno, arcybiskupi Becciu, Mamberti, Gänswein i Pichierri, bp Sciacca, ks. prałaci Wells, Xuereb i Pedacchio Leaniz. 

"Michael – którego imię znaczy: „Kto jest jak Bóg! – jest bojownikiem  dla prymatu Boga, dla jego transcendentności i mocy. Michael walczy o to,  ponownie ustanowić Bożą Sprawiedliwość; broni lud Boży przed wrogami, przede wszystkim jednak przed jego zaciętemu wrogowi, diabłowi. I święty Michał zwycięża, gdyż przez niego sam Bóg działa. Ta rzeźba przypomina nam zatem, że zło zostało przezwyciężone, że oskarżyciel zrywa maskę i jego głowa została zmiażdżona, ponieważ zbawienie dokonało się raz na zawsze w krwi Chrystusa. Nawet jeśli diabeł zawsze próbuje, rozdrapać oblicze archanioła i twarz człowieka, Bóg jest silniejszy; zwycięstwo należy do Niego i swoje zbawienie oferuje każdemu człowiekowi. Nie jesteśmy sami na  naszej drodze ani w naszych doświadczeniach, które nakłada na nas życie, Jesteśmy prowadzeni i wspierani przez aniołów Bożych, którzy jak to się mówi, oferują nam swoje skrzydła, abyśmy przezwyciężali wiele niebezpieczeństw, […] Przez to, że poświęcamy świętemu archaniołowi Michaela państwo miasto Watykan, prosimy go, by bronił nas przed szatanem i wyrzucił go.

Drodzy bracia i siostry, poświęcamy państwo miasto – Stolicę Apostolską - poza tym także św. Józefowi, obrońcy Chrystusa, obrońcy Świętej Rodziny. Niech jego obecność umacnia nas jeszcze bardziej i dodaje odwagi, abyśmy w przestrzeni Bożej w naszym życiu mogli pokonywać zło dobrem.
Prosimy, go o jego obronę dla nas, aby życie w łasce mogło wzrastać w każdym z nas każdego dnia."
Franciszek
kath.net
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Nadzieja chrześcijańska



Warto wspomnieć, że Ojciec Święty Benedykt XVI swą drugą encyklikę poświęcił właśnie nadziei chrześcijańskiej, której istotą jest obietnica życia wiecznego po śmierci, dzięki czemu dla chrześcijan życie doczesne zawsze ma sens, nawet mimo trudności, cierpienia, niesprawiedliwości i szerzącego się zła. Dla człowieka wierzącego śmierć nie jest jedynie zakończeniem jego ziemskiej egzystencji, ale przede wszystkim drogą do zbawienia. Absolutnego szczęścia nie da się zaznać już na ziemi, bo tu dopiero do niego dążymy. Z nadzieją chrześcijańską wiąże się otwarcie na drugiego człowieka i Bożą miłość. Wolność i rozum jako dary Boże są właściwie wykorzystywane jedynie wtedy, kiedy się pamięta, kto nas nimi obdarzył. Największą nadzieją człowieka jest Bóg. W „Spe Salvi” Benedykt XVI zestawia ze sobą wiarę i nadzieję, traktując je nierozdzielnie od siebie. Podkreśla, że nasza droga przez życie, nieraz niełatwa, staje się do zniesienia, jeśli pamiętamy o celu tej wędrówki. „Tylko wtedy – podkreśla Ojciec Święty Benedykt XVI – gdy przyszłość jest pewna jako rzeczywistość pozytywna, można żyć w teraźniejszości. Tak więc możemy stwierdzić: chrześcijaństwo nie było jedynie «dobrą nowiną» – przekazem treści do tej pory nieznanych. […] Ewangelia nie jest jedynie przekazem treści, które mogą być poznane, ale jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie. Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie […] Niebo nie jest puste. Życie nie jest zwyczajnym następstwem praw i przypadkowości materii, ale we wszystkim i równocześnie ponad wszystkim jest osobowa wola, jest Duch, który w Jezusie objawił się jako Miłość.” W tym miejscu może się pojawić wątpliwość, dlaczego powinniśmy w pełni zaufać wyłącznie Bogu, a nie sobie samym, nauce, technice, czy postępowi cywilizacyjnemu? Przede wszystkim dlatego, że to właśnie Jezus „mówi nam, kim w rzeczywistości jest człowiek i co powinien czynić, aby prawdziwie być człowiekiem. Wskazuje nam drogę, a tą drogą jest prawda. On sam jest jedną i drugą, a zatem jest także życiem, którego wszyscy poszukujemy. On też wskazuje drogę poza granicę śmierci. Tylko ten, kto to potrafi, jest prawdziwym nauczycielem życia.” Ojciec Święty w swej II encyklice podkreśla rolę Chrystusa jako dobrego Pasterza, który staje się symbolem nadziei chrześcijańskiej: „Prawdziwym pasterzem jest Ten, który zna także drogę, która wiedzie przez dolinę śmierci; Ten, który nawet na drodze całkowitej samotności, na której nikt nie może mi towarzyszyć, idzie ze mną i prowadzi mnie, abym ją pokonał. On sam przeszedł tę drogę, zszedł do królestwa śmierci, a zwyciężywszy śmierć, powrócił stamtąd, aby teraz towarzyszyć nam i by dać nam pewność, że razem z Nim można tę drogę odnaleźć.” Nadzieja chrześcijańska powinna otwierać nas na innych i my w niej powinniśmy pragnąć tego otwarcia się na wspólnotę. Nie jest to bowiem nadzieja indywidualistyczna, samolubne, skupione na sobie dążenie do zbawienia bez zwracania uwagi na potrzeby innych ludzi tu, na ziemi. Ojciec Święty Benedykt XVI zwraca uwagę na fakt, że w czasach nowożytnych miejsce chrześcijańskiej nadziei często zajmuje tzw. wiara w postęp. W czasach nam współczesnych również obserwuje się kryzys wiary, który w istocie jest niczym innym jak kryzysem nadziei. Ojciec Święty kładzie nacisk na fakt, ze postęp sam w sobie nie może dać człowiekowi nadziei. Postęp „potrzebuje wzrostu moralnego ludzkości [podczas gdy równocześnie] rozum możności i czynu równie pilnie musi być zintegrowany poprzez otwarcie rozumu na zbawcze moce wiary, na rozeznawanie dobra i zła. Tylko w ten sposób staje się rozumem prawdziwie ludzkim. Staje się ludzki tylko wtedy, gdy jest w stanie wskazać woli drogę, a jest w stanie tylko wówczas, gdy patrzy poza siebie. W przeciwnym razie sytuacja człowieka, charakteryzująca się zachwianiem równowagi między tym, co człowiek może w praktyce, a co potrafi osądzić sercem, staje się zagrożeniem dla niego i dla stworzenia”. Nadzieja chrześcijańska uwzględnia ludzką wolność wyboru, nie daje zatem fałszywych obietnic na utopijne panowanie absolutnego dobra na ziemi. Nic, co pochodzi z zewnątrz, ani rozwój nauk, ani postęp cywilizacyjny, nie jest w stanie zbawić człowieka. Czynniki te są wprawdzie niezbędne do poprawiania jakości życia doczesnego, ale nie mają mocy odkupienia ludzkości. „To nie nauka odkupuje człowieka – przypomina papież Benedykt XVI – człowiek zostaje odkupiony przez miłość. Odnosi się to już do sfery czysto światowej. Kiedy ktoś doświadcza w swoim życiu wielkiej miłości, jest to moment «odkupienia», który nadaje nowy sens jego życiu. Szybko jednak zda sobie również sprawę z tego, że miłość, która została mu dana, sama nie rozwiązuje problemu jego życia. Jest to krucha miłość. Może zostać zniszczona przez śmierć. Istota ludzka potrzebuje miłości bezwarunkowej. Jeżeli istnieje ta absolutna miłość, z jej absolutną pewnością, wówczas – i tylko wówczas – człowiek jest «odkupiony» niezależnie od tego, co wydarzyłoby się w jego szczególnym przypadku. […] Prawdziwą, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje «aż do końca», do ostatecznego «wykonało się!»”. Tylko Bóg, który stał się Człowiekiem może być źródłem i podstawą naszej nadziei. Warto zawsze pamiętać, iż „Jego królestwo to nie wyimaginowane zaświaty, umiejscowione w przyszłości, która nigdy nie nadejdzie; Jego królestwo jest obecne tam, gdzie On jest kochany i dokąd Jego miłość dociera. Tylko Jego miłość daje nam możliwość trwania w umiarkowaniu, dzień po dniu, bez utraty zapału, który daje nadzieja w świecie ze swej natury niedoskonałym. Równocześnie Jego miłość jest dla nas gwarancją, że istnieje to, co jedynie mgliście przeczuwamy, a czego mimo wszystko wewnętrznie oczekujemy: życie, które prawdziwie jest życiem.” Warto wzmacniać w sobie cnotę chrześcijańskiej nadziei, modlić się o nią i pielęgnować ją w sobie. Cenną lekcję nadziei stanowi modlitwa, podczas której, dzięki zawierzeniu Bogu, uczymy się nadziei. Ojciec Święty Benedykt XVI zwraca uwagę na fakt, że prawidłowa modlitwa „jest procesem oczyszczenia wewnętrznego, który czyni nas otwartymi na Boga i przez to właśnie otwartymi na ludzi. W modlitwie człowiek powinien uczyć się, o co prawdziwie powinien prosić Boga – co jest godne Boga. Musi uczyć się, że nie może modlić się przeciw drugiemu. Musi uczyć się, że nie może prosić o rzeczy powierzchowne i wygody, których pragnie w danym momencie – ulegając małej, fałszywej nadziei, która odwodzi go od Boga. Musi oczyszczać swoje pragnienia i nadzieje. Musi uwalniać się od ukrytych kłamstw, którymi zwodzi samego siebie: Bóg je widzi, a w odniesieniu do Boga człowiek również musi je uznać. Tymczasem spotkanie z Bogiem budzi moje sumienie, aby nie podsuwało mi już samousprawiedliwienia, nie było odbiciem mnie samego i moich współczesnych, którzy mają na mnie wpływ, ale by było zdolnością słuchania samego Dobra.” Przeżywane na różnych etapach życia cierpienie, zdaniem papieża, jest również szkołą nadziei. „Możemy starać się ograniczyć cierpienie, walczyć z nim – czytamy w „Spe Salvi” – ale nie możemy go wyeliminować. Właśnie tam, gdzie ludzie, usiłując uniknąć wszelkiego cierpienia, starają się uchylić od wszystkiego, co może powodować ból, tam, gdzie chcą zaoszczędzić sobie wysiłku i bólu związanego z prawdą, miłością, dobrem, staczają się w życie puste, w którym być może już prawie nie ma bólu, ale coraz bardziej dominuje mroczne poczucie braku sensu i zagubienia. Nie unikanie cierpienia ani ucieczka od bólu uzdrawia człowieka, ale zdolność jego akceptacji, dojrzewania w nim, prowadzi do odnajdywania sensu przez zjednoczenie z Chrystusem, który cierpiał z nieskończoną miłością.” Chodzi bowiem o to, aby przyjąć to życie, które zostało nam dane w darze, choćby było trudne i pełne niepowodzeń, uznać je za dar właśnie, za biblijny „talent” i obracać go na chwałę Bożą. Nie wolno uciekać od życia i od tego, co ono niesie. Każdy dzień staje się bowiem szansą na to, abyśmy coraz bardziej starali się być w pełni ludźmi, przyjmującymi z pokorą to, co nas spotyka, ale i zmieniającymi z nadzieją ten świat na lepszy. Nikt nie jest samotną wyspą, w pojedynkę nikomu nie uda się wiele osiągnąć. Nadzieja chrześcijańska uczy nas otwarcia na życie i drugiego człowieka, uczy akceptacji i ofiarowania siebie podczas trudów egzystencji, gdzie drogowskazem powinny być wiara, nadzieja i miłość.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Ksiądz Arcybiskup Dzięga o abdykacji papieża Benedykta XVI

Papież, który głosił cały czas Jezusa z Nazaretu, teraz nam wszystkim przypomina: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”. Rozpoczynający się Wielki Post to wezwanie do wielkiego szturmu modlitewnego za Kościół i za wiarę w świecie
Spekulacje, szum medialny, podejrzenia – to nie ma nic wspólnego z chrześcijańską odpowiedzią na decyzję Ojca Świętego o rezygnacji z urzędu. – Benedykt XVI prowadzi nas i wzywa w Roku Wiary i u progu Wielkiego Postu do medytacji i czuwania z Jezusem. Mamy upaść na kolana i błagać Pana Boga za Kościół, za wiarę w świecie – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński. – Ojciec Święty, zapowiadając swoje ustąpienie u progu Wielkiego Postu, bardzo czytelnie oddaje nas w dłonie Chrystusa, który jest Głową Kościoła. On nam wskazuje: wsłuchajcie się w Chrystusa, bo to Jego słowo, Jego moc przemienia nas i ratuje świat –dodaje.
Bardzo wymowna w tym kontekście jest data i godzina zakończenia papieskiej posługi przez Benedykta XVI. 28 lutego br. to czwartek, przeddzień pierwszego piątku miesiąca. – W moim osobistym odbiorze Ojciec Święty – wskazując na godz. 20.00 – wskazuje na Godzinę Ogrójca, gdy Chrystus prosił apostołów: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie jest ochoczy, ale ciało słabe” – zwraca uwagę ks. abp Dzięga. Przypomina, że apostołowie jednak posnęli i to jest przestroga dla nas. Papież, który głosił cały czas Jezusa z Nazaretu, teraz nam wszystkim na nowo przypomina: „Czuwajcie i módlcie się”.
Wymowne jest, że ostatnią celebracją liturgiczną Benedykta XVI jako Papieża będzie dzisiejsza Liturgia Środy Popielcowej, która wprowadza nas w Wielki Post. Czas ten staje się w tym roku zarówno przygotowaniem do obchodów Wielkanocy, jak i wielką modlitwą w intencji ustępującego Następcy Świętego Piotra oraz o dobry wybór nowego, który poprowadzi Kościół przez kolejne lata. Podkreśla to ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, który zwraca też uwagę, że sytuacja, w jakiej się obecnie znaleźliśmy, „to zobowiązanie do ufnej modlitwy w intencjach Ojca Świętego i w intencjach całego Kościoła”. – Kościół ma trwać przy Chrystusie, i to trwać na kolanach, wtedy jest bezpieczny. A jednocześnie ma głosić światu Zmartwychwstałego – wtedy jest wierny – akcentuje również ks. abp Andrzej Dzięga. – Tylko prawda i miłość przynoszą najpiękniejsze owoce. O modlitwie w intencji Benedykta XVI zapewniło wczoraj w specjalnym telegramie przesłanym do Watykanu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. „Tobie, Ojcze Święty, wyrażamy wdzięczność zwłaszcza za ogłoszenie błogosławionym Jana Pawła II, za pielgrzymkę do naszej Ojczyzny – jedną z pierwszych, za Twoją miłość do wszystkich Polaków, żyjących w kraju i rozsianych poza jego granicami, a także za trud mówienia do nas po polsku. Modlimy się w Twojej intencji w całej Polsce, zwłaszcza na Jasnej Górze, by Bóg zachował Cię w zdrowiu i wspierał swą łaską” – napisali księża biskupi z przewodniczącym KEP ks. abp. Józefem Michalikiem na czele.
Rozmodlona Polska w łączności ze swoją Królową na Jasnej Górze ma dziś wielką misję do spełnienia. To zadanie otoczenia modlitwą całego Kościoła, bo od tego, co się wydarzy w Wielkim Poście, od wyboru nowego Następcy Świętego Piotra, w dużym stopniu zależy przyszłość wiary, także w naszej Ojczyźnie. W świecie, w którym toczy się bitwa o duszę człowieka, takie tradycyjne praktyki wielkopostne, jak modlitwa, post, jałmużna, to nasz wielki oręż. Bądźmy pewni, że Benedykt XVI nie pozostanie nam dłużny. – Będzie dalej służył Kościołowi przez modlitwę. Stanie się zakonnikiem, mieszkając w klasztorze na Watykanie. Pozostaniemy razem z nim – zapewnia ks. abp Zygmunt Zimowski, przewodniczący papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Kard. Ratzinger stacja IX Drogi Krzyżowej w Koloseum 2005

Jezus upada po raz trzeci

ROZWAŻANIE

Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może każe nam myśleć o ogólnym upadku człowieka, o oddaleniu się wielu od Chrystusa, o wyborze sekularyzmu bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym ile Chrystus musiał wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności, w jaką pustkę i złość serca tak często on wchodzi! Ileż razy sprawujemy go tylko my sami, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego słowo jest przekręcane i nadużywane! Jakże mało wiary jest w tylu teoriach, ileż pustosłowia! Ile brudu jest w Kościele i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia! Jakże mało cenimy sakrament pojednania, w którym On oczekuje by nas podnieść z naszych upadków! To wszystko jest obecne w Jego męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością największym bólem Zbawiciela, który przeszywa Mu serce. Nie pozostaje nam nic innego jak zwrócić się ku Niemu z całej głębi duszy wołając Kyrie eleison, Panie, ratuj! (Mt 8, 25)

MODLITWA

Panie, tak często Twój Kościół wydaje się nam tonącym okrętem, łodzią, która ze wszystkich stron nabiera wody. Także na Twoich łanach widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud szaty i oblicza Twego Kościoła. Ale to my sami go zbrukaliśmy! To właśnie my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także w jego wnętrzu, Adam upada ciągle na nowo. Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię. A Szatan ze śmiechem szydzi, mając nadzieję, że nie dasz już rady podnieść się z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, pozostaniesz na ziemi, pokonany. Ty jednak powstaniesz. Powstałeś, zmartwychwstałeś i możesz dźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół. Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich. 

_____________________________________________________

Ostatnia audiencja środowa Jego Świątobliwości Papieża Benedykta XVI 13 lutego 2013


„Drodzy bracia i siostry. Dziękuję wam za waszą życzliwość. Jak wiecie, zdecydowałem się złożyć rezygnację z posługi, jaką mi Pan powierzył 19 kwietnia 2005 r. Uczyniłem to w pełnej wolności dla dobra Kościoła, po długiej modlitwie i zrobiwszy przed Bogiem rachunek sumienia, świadomy powagi tego aktu, ale też świadomy, że nie jestem już w stanie wypełniać posługi Piotrowej z niezbędną do tego siłą. Wsparciem i światłem jest dla mnie pewność, że Kościół należy do Chrystusa, który nigdy nie przestanie nim kierować i nim się opiekować. Dziękuję wszystkim za miłość i modlitwę, jaką mi towarzyszycie. W tych niełatwych dla mnie dniach niemal fizycznie mogłem odczuć moc modlitwy, moc, którą wasza miłość i modlitwa mi daje. Módlcie się nadal za mnie, za Kościół i za przyszłego Papieża. Pan Bóg będzie nas prowadził”. 

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Decyzja Papieża o abdykacji została przemyślana!

Decyzja Benedykta XVI o abdykacji była zapowiadana przez wiele działań papieskich – uważa jeden z najwybitniejszych współczesnych amerykańskich teologów Scott Hahn.
Już 29 kwietnia 2009 roku – zauważa na swoim blogu Hahn, papież „zatrzymał się w Aquila we Włoszech i odwiedził grób nieznanego średniowiecznego papieża świętego Celestyna V (1215-1296). [ kanonizowany w 1313 przez Klemensa V] Po krótkiej modlitwie położył swój paliusz, symbol władzy biskupiej na grobie Celestyna”.
Piętnaście miesięcy później – wskazuje amerykański teolog – „4 lipca 2010 roku Benedykt XVI udał się (…) do katedry w Sulmina, nieopodal Rzymu, i tam modlił się przed relikwiami Celestyna V”.
Oba te wydarzenia, jego zdaniem, przeszły jednak niezauważone, i dopiero teraz można zrozumieć znaczenie tych gestów, w których papież nawiązywał do decyzji swojego poprzednika, który został wybrany na papieża tuż przed osiemdziesiątką, nieco wbrew własnej woli, i zrezygnował zaledwie pięć miesięcy później. „A teraz Benedykt XVI zdecydował się pójść w jego ślady” – konkluduje teolog.
za scotthahn.com

_____________________________

Jest lipiec 1294 roku. Od ponad 2 lat po śmierci papieża Mikołaja IV świat chrześcijański cierpi na brak przywództwa. Konklawe, w którego skład wchodzi 11 kardynałów nie jest w stanie wybrać nowego papieża. Zebrani kardynałowie pochodzący ze zwalczających się rodów oraz stronnictw o odmiennych zamiarach, wydają się wprost sparaliżowani zaistniałą sytuacją, być może jest im ona nawet na rękę. Na co zresztą wskazują ich zadziwiająca opieszałość. Nie pomaga nawet błaganie króla Neapolu, który pojawia się, żeby przynaglić kardynałów do wyboru nowego papieża. Dzieje się to jednak do czasu kiedy dociera do nich płomienny list od niejakiego Piotra Murrone - pustelnika zamieszkującego jaskinię położoną nieopodal Neapolu. W swoim piśmie grozi niezdecydowanym namiestnikom kościelnym karą Bożą za ich opieszałość w wyborze Wikariusza Chrystusa. Wydaje się, że list jest tak tak zaskakujący i przejmujący w swojej wymowie, a osobę autora otacza tak wielki nimb świętości, że purpuraci decydują się, że nowym papieżem zostanie właśnie, autor owego listu. Po krótkim głosowaniu konklawe obiera ubogiego pustelnika nowym następcą świętego Piotra. Od tego momentu rozpoczyna się ciąg niecodziennych wydarzeń zakończony nie mniej zaskakującym finałem.

 Po powzięciu swojej decyzji kardynałowie wraz ze swoją świtą oraz towarzyszącym im tłumem ruszają po swojego nowego papieża. Ma nim zostać człowiek, który od kilkudziesięciu lat mieszka w górskich jaskiniach. Człowiek, którego jedynym przyodzieniem jest włosienica, a za pokarm służy mu chleb i woda. Aby dostać się do pustelni przyszłego papieża należało się udać wzdłuż stromego zbocza liczącym kilkaset metrów szlakiem. Na to zdobywa się już tylko jeden z kardynałów Piotr Collona oraz węgierski królewicz Karol Martel, a w ślad za nimi podążają biskupi (w zastępstw nie nieobecnych kardynałów), rycerstwo, możni i plebs. Piotr pustelnik z początku nie chce przyjąć daru w postaci papieskiego tronu, usłyszawszy jednak, że odmowa była by nieposłuszeństwem wobec Boga i groziłaby schizmą, pada krzyżem przed tłumem i przyjmuje wybór na papieża. Odtąd Piotr z Murrone staje się Celestynem V.

Jak z ludzkiego punktu widzenia wielką przepaść dzieliło dawne życie pustelnika z tym, które go ma czekać wystarczy zapoznać się z poniższym fragmentem przedstawiającym jego dotychczasowe zwyczaje. Taki oto opis życia pustelnika Piotra przekazuje nam Warren Carrol za Horace Mann'em w swojej „Historii Chrześcijaństwa”:
„Umartwiał się nosząc włosienicę, opasywał się skórzanymi węźlastymi pasami, a nawet łańcuchami. Kiedy umęczone ciało odmawiało mu posłuszeństwa i nie mógł już ani stać, ani klęczeć, kładł się na deskach w skurczonej pozycji, a zamiast poduszki podkładał pod głowę kamień albo kawałek drewna; srogą zimą przebywał na odsłoniętej górze, a jego ubrania zupełnie nie chroniły go przed zimnem. Nigdy nie jadł więcej niż tylko , by przeżyć. Zazwyczaj chleb, który spożywał był tak czerstwy i twardy, że trzeba go było łamać młotkiem, a w czasie czterech lub sześciu postów, których corocznie w całkowitym odosobnieniu przestrzegał, jadał zaledwie dwa razy w tygodniu, a i wtedy były to tylko chleb i woda”.

Jednak to nie jego odzienie i zwyczaje, zresztą nie aż tak bardzo rzadkie i ekscentryczne jak na owe czasy, powinny wzbudzić nasz podziw do tego człowieka. Otóż, niewiele się o tym pisze ale Piotr, zanim został Celestynem V, był założycielem nowej wspólnoty zakonnej, która za jego życia liczyła już ponad 600 osób, zamieszkujących 40 eremów. Aby uzyskać specjalne przywileje dla swojej wspólnoty uczestniczy w Soborze Lyońskim II. Jego osobę od lat otaczała aura świętości. Warto również podkreślić jego status społeczny. Otóż pochodził z ubogiej chłopskiej rodziny i był 11 dzieckiem spośród dwanaściorga rodzeństwa. Nikt nie mógł spodziewać się, że ten tak doświadczony przez ubóstwo człowiek zostanie głową Kościoła.

 W podobny sposób jak żył tak miał i wkroczyć do Stolicy Piotrowej. Otóż do wiecznego miasta jak podaje tradycja miał wiecheć na osiołku, odziany w swoje zniszczone pustelnicze szaty. Z pewnością nie takiego papieża wyobrażali sobie mieszkańcy Rzymu i zapewne nie tak Piotr wyobrażał sobie swoją posługę. Taki opis możemy znaleźć w żywotach świętych, w których pojawia się z racji późniejszej kanonizacji. Jednak cytowany już wcześniej amerykański historyk Carrol umiejscawia jego konsekrację nie w Rzymie, lecz w Aquilli nieopodal Neapolu. Tak czy inaczej Bezspornym pozostaje fakt, że to właśnie z leżącego nieopodal Aquilli klasztoru w Collemagio postanowił rządzić chrześcijańskim światem. Czy jednak na pewno on to postanawia? Dalsze jego losy mogą temu przeczyć. Mimo osobistych przymiotów i zasług (zatwierdzenie reformy franciszkańskiego zakonu, oraz rozbudowa własnego zgromadzenia zakonnego) wikła się w zależność od króla Neapolu - Karola d'Anjou. Jak się wydaje powoli pustelnik zaczyna stawać się marionetką w rękach możnych. Widząc swoją ułomność z właściwą sobie pokorą i prostotą, mimo oporu otoczenia po 5 miesiącach od konsekracji abdykuje i udaje się do swojej pustelni na górze Murrone...

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Benedykt XVI: zło chce opanować świat, jesteśmy Kościołem wojującym

Dla przypomnienia słowa papieża Benedykta XVI z okazji jego 85 urodzin.

◊   Dziękuję Bogu za wszystkie lata mego życia, również za ciemne noce. Bo patrząc z perspektywy czasu można zobaczyć, że również noce były konieczne i dobre – powiedział Benedykt XVI na zakończenie obiadu z kardynałami rezydującymi w Rzymie. Wspólnym posiłkiem Papież chciał podziękować purpuratom za życzenia, jakie napłynęły do niego z okazji 85. urodzin. W krótkim słowie na zakończenie spotkania Benedykt XVI odniósł się do aktualnej sytuacji Kościoła.

„Pojęcie Ecclesia militans – Kościoła wojującego – nie jest dziś modne – stwierdził Papież. – W rzeczywistości jednak coraz lepiej rozumiemy, że jest prawdziwe, oddaje coś z prawdy. Widzimy, że zło chce opanować świat i konieczne jest podjęcie walki ze złem. Widzimy, że zło posługuje się w tym wieloma sposobami: okrutnymi, uciekając się do różnych form przemocy, ale też udaje dobro i w ten sposób narusza moralne fundamenty społeczeństwa. Św. Augustyn powiedział, że cała historia jest walką dwóch miłości: miłości własnej, aż do pogardzania Bogiem, i miłości Boga, aż do pogardzania sobą w męczeństwie. My uczestniczymy w tej walce, a w walce ważne jest mieć przyjaciół. Ja mam wokół siebie przyjaciół z Kolegium Kardynalskiego. To są moi przyjaciele, z nimi czuję się jak w domu, czuję się pewnie w tym towarzystwie wielkich przyjaciół, którzy są ze mną i są, wszyscy razem, z Panem Bogiem. Dziękuję wam za tę jedność w radościach i bólach. Idziemy naprzód. Pan powiedział: «Odwagi, Jam zwyciężył świat». Jesteśmy w «drużynie» Pana, a zatem w drużynie zwycięskiej”.

W imieniu zaproszonych gości głos zabrał dziekan Kolegium Kardynalskiego kard. Angelo Sodano. Zauważył on, że niedawne urodziny Papieża i rocznica pontyfikatu dla wszystkich są okazją do odśpiewania dziękczynnego hymnu Te Deum. W tym kontekście przypomniał on nieustanne nawoływanie Benedykta XVI do odrodzenia wiary.


Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________

Benedykt XVI - Trwanie z Chrystusem oznacza trwanie z Kościołem

22.września 2011

[...]W przypowieści o winorośli Jezus nie mówi: "Ja jestem winoroślą", ale "Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami" (J 15, 5). Oznacza to: "Tak jak gałązki są złączone z krzewem winnym, tak i wy należycie do Mnie! Należąc do Mnie, należycie także nawzajem do siebie". A ta przynależność nawzajem do siebie i do Niego nie jest jakimś związkiem myślowym, wymyślonym czy symbolicznym, ale - że tak powiem - jest biologiczną, pełną życia przynależnością do Jezusa Chrystusa. Jest to Kościół, ta wspólnota życia z Nim i ze sobą nawzajem, która opiera się na chrzcie oraz jest przeżywana i pogłębiana za każdym razem w Eucharystii. "Ja jestem prawdziwym krzewem winnym" - te słowa jednak w istocie znaczą: "Ja jestem wami, a wy jesteście Mną", czyli niesłychane utożsamienie się Pana z nami, z Jego Kościołem.
Wtedy, pod Damaszkiem, sam Chrystus zapytał Szawła - prześladowcę Kościoła: "Dlaczego Mnie prześladujesz?" (Dz 9, 4). W ten sposób Pan wyraża wspólnotę przeznaczenia, wypływającą z głębokiej komunii życia swego Kościoła z Nim - Chrystusem zmartwychwstałym. Nadal żyje On w swym Kościele na tym świecie. On jest z nami, a my jesteśmy z Nim. "Dlaczego mnie prześladujesz?". To w Jezusa uderzają prześladowania, wymierzone w Jego Kościół. I jednocześnie my nie jesteśmy sami, gdy spotyka nas prześladowanie z powodu naszej wiary, bo Jezus jest z nami.

W przypowieści Jezus mówi: "Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia" (J 15, 1), i wyjaśnia, że robotnik winnicy bierze nóż, obcina suche gałązki, a przycina te, które owocują, aby dawały więcej owoców. Bóg chce - używając obrazu użytego przez proroka Ezechiela, o którym słyszeliśmy w pierwszym czytaniu - usunąć z naszej piersi martwe serce z kamienia, aby dać nam serce z ciała (por. Ez 36, 26). Chce nam dać nowe, potężne życie. Chrystus przybył, aby powołać grzeszników. To oni potrzebowali lekarza, nie zdrowi (por. Łk 5, 31 nn.). I tak oto, jak mówi Sobór Watykański II, Kościół jest "powszechnym sakramentem zbawienia" (LG 48), istniejącym dla grzeszników, aby otwierać im drogę nawrócenia, uzdrowienia i życia. To jest prawdziwa i wielka misja Kościoła, powierzona mu przez Chrystusa.
Niektórzy, spoglądając na Kościół, zatrzymują się na jego aspekcie zewnętrznym. Kościół wówczas jawi się tylko jako jedna z wielu organizacji w społeczeństwie demokratycznym. Chce ono zatem oceniać i traktować zgodnie ze swymi normami i przepisami nawet rzeczywistość tak trudną do zrozumienia jak Kościół. Jeśli później dochodzi jeszcze bolesne doświadczenie, że w Kościele są ryby dobre i złe, pszenica i kąkol, i jeśli spojrzenie zatrzyma się na rzeczach negatywnych, wówczas już się nie dostrzega wielkiej i głębokiej tajemnicy Kościoła.
A zatem nie czerpie się już żadnej radości z faktu przynależności do takiego krzewu winnego, jakim jest Kościół. Szerzą się niezadowolenie i narzekania, jeśli nie widać urzeczywistnienia własnych powierzchownych i błędnych idei o Kościele i własnych "marzeń o Kościele"! Przestaje wówczas cieszyć nawet radosny hymn: "Jestem wdzięczny Panu, że swą łaską wezwał mnie do swego Kościoła", który śpiewały z przekonaniem całe pokolenia katolików.
Pan mówi dalej w swym nauczaniu: "Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwał. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeśli nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. (...) ponieważ beze Mnie - można by przetłumaczyć: poza Mną - nic nie możecie uczynić" (J 15, 4 nn.).
Każdy z nas stoi w obliczu takiej decyzji. O tym, jak bardzo jest ona poważna, mówi nam Pan ponownie w swej przypowieści: "Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie" (J 15, 6). Święty Augustyn zauważa w związku z tym: "Jedno z dwojga winnej latorośli się przynależy; albo winny krzew lub ogień; jeśli [latorośl] nie jest w winnym krzewie, będzie w ogniu, aby więc w ogniu nie była, niech będzie w winnym krzewie" ("Komentarz do Ewangelii św. Jana" 81, 3 [PL 35, 1842]).

Wymagany tutaj wybór uświadamia nam w sposób naglący egzystencjalne znaczenie naszej decyzji życiowej. Jednocześnie obraz krzewu winnego jest znakiem nadziei i ufności. Sam Chrystus poprzez Wcielenie przyszedł na ten świat, aby być naszym fundamentem. W każdej biedzie i suszy jest On źródłem, dającym wodę życia, która nas karmi i umacnia. On sam bierze na siebie każdy grzech, lęk i cierpienie i ostatecznie oczyszcza i przemienia nas w tajemniczy sposób w dobre wino. Niekiedy w owych chwilach biedy czujemy się tak, jakbyśmy dostali się między tłocznię, niczym winogrona całkowicie wytłoczone. Wiemy jednak, że zjednoczeni z Chrystusem stajemy się dojrzałym winem. Bóg potrafi przemieniać w miłość także to, co ciężkie i przygniatające w naszym życiu. Ważne jest trwanie w winorośli, w Chrystusie. W tym krótkim fragmencie Ewangelista używa słowa "trwać" ze dwanaście razy. Owo "trwanie w Chrystusie" kształtuje całą przypowieść. W naszych czasach braku wytchnienia i dowolności, w których tak wielu ludzi traci orientację i równowagę, w których wierność miłości w małżeństwie i w przyjaźni stała się tak krucha i krótkotrwała, w których chcemy wołać w naszej biedzie jak uczniowie z Emaus: "Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi (por. Łk 24, 29), tak, ciemność jest wokół nas!", zmartwychwstały Pan daje nam miejsce schronienia, miejsce światła, nadziei i zaufania, pokoju i bezpieczeństwa. Gdy susza i śmierć zagrażają gałązkom, wówczas w Chrystusie jest przyszłość, życie i radość.
Trwanie z Chrystusem oznacza, jak już widzieliśmy, również trwanie z Kościołem. Cała wspólnota wierzących jest mocno złączona z Chrystusem, winnym krzewem. W Chrystusie my wszyscy jesteśmy zjednoczeni. We wspólnocie tej On nas dźwiga, a jednocześnie wszyscy członkowie kolejno się wspierają. Wspólnie przeciwstawiają się burzy i nawzajem dają sobie ochronę. Nie wierzymy osamotnieni, ale wierzymy z całym Kościołem.

Kościół jako głosiciel Słowa Bożego i szafarz sakramentów jednoczy nas z Chrystusem, prawdziwą winoroślą. Kościół jako "pełnia i uzupełnienie Odkupiciela" (Pius XII, "Mystici corporis", AAS 35 [1943] s. 230: "plenitudo et complementum Redemptoris") jest naszą rękojmią życia Bożego i pośrednikiem owoców, o których mówi przypowieść o winorośli. Kościół jest najpiękniejszym darem Bożym. Dlatego również św. Augustyn stwierdza: "Każdy ma Ducha Świętego w takim stopniu, w jakim kocha Kościół Chrystusowy" ("Traktat na temat Ewangelii św. Jana" 32, 8 [PL 35, 1656]). Wraz z Kościołem i w Kościele możemy głosić wszystkim, że Chrystus jest źródłem życia, że jest On obecny, że jest tą wielką Rzeczywistością, za którą tęsknimy. To On daje nam samego siebie. Ten, kto wierzy w Chrystusa, ma przed sobą przyszłość. Bóg nie chce bowiem jałowości, śmierci, bylejakości, które w końcu przemijają, ale chce rzeczy płodnych i żywych, życia w obfitości.

Drodzy Bracia i Siostry! Życzę wam wszystkim, abyście coraz głębiej odkrywali radość zjednoczenia z Chrystusem w Kościele, abyście mogli znaleźć pociechę i wyzwolenie w swych potrzebach oraz abyście się stawali coraz bardziej wspaniałym winem radości i miłości Chrystusa dla tego świata. Amen.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Benedykt XVI - Kościół potrzebuje świadectwa świeckich

25.września 2011
Bardzo się cieszę z tego spotkania z wami, którzy na różne sposoby jesteście zaangażowani na rzecz Kościoła i społeczeństwa. Stwarza mi ono dogodną okazję do osobistego podziękowania wam z całego serca za wasze zaangażowanie i świadectwo, które dajecie jako "ludzie świeccy, [którzy] stają się potężnymi głosicielami wiary w to, czego się spodziewamy" (Lumen gentium, 35). W swoim środowisku pracy chętnie bronicie sprawy swej wiary i Kościoła, a nie zawsze jest to w naszych czasach łatwe.
Od wielu dziesięcioleci widzimy zmniejszanie się praktyk religijnych, stwierdzamy ciągłe odcinanie się znaczącej części ochrzczonych od życia Kościoła. Rodzi się pytanie: czy może Kościół nie powinien się zmienić? Czy może powinien - w swych urzędach i strukturach - przystosować się do naszych czasów, aby dotrzeć do ludzi naszych czasów, poszukujących lub wątpiących?
Błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty zapytano kiedyś, co przede wszystkim powinno się - według niej - zmienić w Kościele, a wówczas ona odpowiedziała: ty i ja!
Ten drobny epizod unaocznia nam dwie rzeczy - z jednej strony zakonnica zamierza powiedzieć swemu rozmówcy, że Kościół stanowią nie tylko inni, nie tylko hierarchia, papież i biskupi: Kościół tworzymy my wszyscy ochrzczeni. Z drugiej strony wychodzi ona rzeczywiście od założenia: tak, jest powód do zmiany. Istnieje potrzeba zmiany. Każdy chrześcijanin i wspólnota wierzących są wezwani do nieustannego nawracania się.
Jak zatem należy konkretnie kształtować tę przemianę? Czy może chodzi o odnowę, jak robi to na przykład właściciel domu, przebudowując lub malując na nowo swą posiadłość? A może chodzi tu o poprawkę, o ponowne wejście na kurs, ażeby szybciej, prościej pokonać drogę? Niewątpliwie te i inne aspekty odgrywają pewną rolę. Gdy jednak chodzi o Kościół, podstawowym motywem zmiany jest misja apostolska uczniów i samego Kościoła.
Mianowicie Kościół musi ciągle na nowo sprawdzać swą wierność temu posłannictwu. Trzy Ewangelie synoptyczne naświetlają różne aspekty misji posłannictwa: misja opiera się na doświadczeniu osobistym - "Wy jesteście świadkami" (Łk 24, 48); wyraża się w więzi - "Nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28, 19); przekazuje powszechne orędzie - "Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu" (Mk 16, 15). Ze względu jednak na wymogi i uwarunkowania świata świadectwo to bywa nieustannie zaciemniane, więzi ulegają osłabieniu, a orędzie jest relatywizowane. Jeśli więc Kościół, jak mówi Paweł VI, "co dzień dokładniej siebie poznaje i stara się wprowadzić w życie przykład, który mu Chrystus zostawił, często dochodzi do stwierdzenia, iż różni się on bardzo od poglądów i sposobu życia ludzi, wśród których żyje i do których stara się zbliżyć" (Ecclesiam suam, 58). Aby wypełnić swą misję, będzie on nieustannie zachowywał dystans wobec swego otoczenia, w pewnym stopniu odcinał się od świata.
Posłannictwo Kościoła wypływa bowiem z tajemnicy Trójjedynego Boga, z tajemnicy Jego miłości stwórczej. Miłość nie jest tylko jakoś obecna w Bogu. On sam, z samej swej istoty jest miłością, a miłość Boża nie chce być tylko dla samej siebie, ale chce się rozszerzać. We wcieleniu i w ofierze Syna Bożego dotarła ona do ludzi w szczególny sposób. Syn zstąpił ze sfery swego bycia Bogiem, przybrał ciało i stał się człowiekiem; i to nie tylko po to, aby utwierdzić świat w jego bycie ziemskim i być jego towarzyszem, który pozostawia go całkowicie takim, jakim jest. Częścią wydarzenia chrystologicznego jest niepojęty fakt, że - jak mówią ojcowie Kościoła - istnieje sacrum commercium, czyli wymiana między Bogiem a ludźmi, w której obie strony, co prawda w całkowicie odmienny sposób, coś dają i przyjmują, dają w darze i otrzymują w darze. Wiara chrześcijańska wie, że Bóg ustanowił człowieka wolnym, dzięki czemu może on być naprawdę "partnerem" i wymieniać się z Bogiem. Jednocześnie człowiek zdaje sobie w pełni sprawę, że wymiana taka jest możliwa tylko dzięki wielkoduszności Boga, który przyjmuje ubóstwo żebraka jako bogactwo, aby uczynić znośnym dar Boży, za który człowiek nie jest w stanie oferować nic równowartościowego.
Również Kościół zawdzięcza siebie całkowicie tej nierównej wymianie. Nie ma nic własnego wobec Tego, który go założył. Znajduje swój sens wyłącznie w tym, że jest narzędziem odkupienia, przenikania świata Słowem Bożym i przekształcania świata, wprowadzając go w jedność miłości z Bogiem. Kościół cały zanurza się w zwróceniu się Odkupiciela ku ludziom. Kościół sam jest zawsze w ruchu, musi nieustannie służyć otrzymanej od Pana misji. Kościół musi ciągle na nowo otwierać się na troski świata i poświęcać się im, aby nadal prowadzić i uaktualniać świętą wymianę, jaka rozpoczęła się z chwilą Wcielenia.
W historycznym kształtowaniu się Kościoła ukazuje się jednak także przeciwna tendencja - Kościoła, który przystosowuje się do tego świata, staje się samowystarczalny i dostosowuje się do kryteriów świata. Przywiązuje w ten sposób znacznie większą wagę do organizacji i instytucjonalizacji niż do swego powołania do otwartości.
Aby odpowiedzieć na swą autentyczną misję, Kościół musi stale na nowo podejmować wysiłek odcinania się od "światowości" świata. Naśladuje tu słowa Jezusa: "Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata" (J 17, 16). W pewnym sensie historia przychodzi Kościołowi z pomocą poprzez różne epoki zeświecczenia, które przyczyniły się w zasadniczy sposób do jego oczyszczenia i reformy wewnętrznej.
Okresy laicyzacji - czy to było wywłaszczenie dóbr Kościoła, likwidacja przywilejów lub coś podobnego - oznaczały za każdym razem głębokie wyzwolenie Kościoła z różnych form doczesności: pozbywał się on, jeśli można tak powiedzieć, swego bogactwa ziemskiego i z powrotem przyjmował w pełni swe ziemskie ubóstwo. W ten sposób Kościół podzielał los pokolenia Lewiego, które - jak przekazuje Stary Testament - było jedynym plemieniem w Izraelu niemającym ojcowizny, ale jako część dziedzictwa przyjmowało jedynie samego Boga, Jego Słowo, Jego znaki. Wraz z tym plemieniem przy każdym przełomie dziejowym Kościół dzielił wymóg ubóstwa, które otwierało się na świat, aby odciąć się od swych powiązań materialnych, i tym samym ponownie jego działanie misyjne stawało się wiarygodne.
Przykłady historyczne pokazują, że misyjne świadectwo Kościoła oderwanego od świata świeci jaśniej. Kościół, kiedy jest uwolniony od swych obciążeń materialnych i politycznych, może skuteczniej i prawdziwie po chrześcijańsku dotrzeć do całego świata, może naprawdę otwierać się na świat. Może on na nowo łatwiej żyć swym powołaniem do posługi wielbienia Boga i do służenia bliźniemu. Wyraźniej widać zadanie misyjne, które jest związane z adoracją chrześcijańską i winno określać strukturę Kościoła. Kościół otwiera się na świat nie po to, żeby zdobyć ludzi dla instytucji aspirującej do władzy, ale żeby prowadzić ich na nowo ku sobie samym i w ten sposób doprowadzić ich do Tego, o którym każda osoba może powiedzieć wraz ze św. Augustynem: On jest bardziej wewnątrz mnie niż ja sam (por. Wyzn. 3, 6, 11). On, który jest nieskończenie nade mną, jest przy tym tak dalece we mnie samym, że jest prawdziwym moim wnętrzem. Dzięki temu rodzajowi otwarcia Kościoła na świat została zarazem nakreślona forma, w której otwarcie się na świat pojedynczego chrześcijanina może się dokonywać w sposób skuteczny i odpowiedni.
Nie chodzi tu o znalezienie nowej taktyki, aby na nowo zapewnić Kościołowi znaczenie. Chodzi przede wszystkim o zaniechanie tego wszystkiego, co jest jedynie taktyką, i o poszukiwanie pełnej rzetelności, która nie lekceważy ani nie tłumi niczego z prawdy naszego dziś, ale realizuje w pełni wiarę dzisiaj, przeżywając ją właśnie całkowicie w prostocie dnia dzisiejszego, prowadząc ją ku pełnej tożsamości, usuwając z niej to, co tylko na pozór jest wiarą, a w rzeczywistości jedynie konwencją i przyzwyczajeniami.
Powiedzmy to jeszcze innymi słowy: wiara chrześcijańska zawsze, a nie tylko w naszych czasach, jest dla człowieka skandalem. To, że odwieczny Bóg troszczy się o nas, ludzi, że nas zna; że Niepojęty stał się w określonej chwili dziejowej konkretny; że Nieśmiertelny cierpiał i zmarł na krzyżu; że nam, istotom śmiertelnym, obiecano zmartwychwstanie i życie wieczne - wiara w to jest dla nas, ludzi, czymś naprawdę niezwykłym.
Ten skandal, którego nie można usunąć, jeśli nie chce się obalić chrześcijaństwa, został niestety odsunięty w cień w ostatnim czasie przez inne bolesne skandale głosicieli wiary. Tworzy się groźna sytuacja, gdy owe skandale zajmują miejsce pierwotnego skandalu Krzyża i w ten sposób czynią go nie do przyjęcia, to znaczy gdy ukrywają prawdziwe wymogi chrześcijańskie za niegodnością jego głosicieli.
Jest to jeszcze jeden powód, aby stwierdzić, że znów nadszedł czas odważnego zerwania z tym, co jest doczesne w Kościele. Nie oznacza to wycofywania się ze świata. Kościół uwolniony od elementów doczesnych jest w stanie przekazywać ludziom - i cierpiącym, i tym, którzy im pomagają - właśnie także w środowisku społeczno-charytatywnym szczególną siłę żywotną wiary chrześcijańskiej. "Caritas nie jest dla Kościoła rodzajem opieki społecznej, którą można by powierzyć komu innemu, ale należy do jego natury, jest niezbywalnym wyrazem jego istoty" (Deus caritas est, 25). Z pewnością również dzieła miłosierdzia Kościoła winny nieustannie zwracać uwagę na wymóg stosownego odcięcia się od świata, aby w obliczu rosnącego oddalania się od Kościoła uniknąć wysychania jego korzeni. Tylko głęboka więź z Bogiem umożliwia skupienie pełnej uwagi na człowieku, tak samo jak bez zwrócenia uwagi na bliźniego uboższa jest relacja z Bogiem.
Bycie otwartymi na troski świata oznacza zatem dla Kościoła oddzielonego od "światowości" świadczenie słowem i czynem, tu i teraz, zgodnie z Ewangelią, o prymacie miłości Bożej. Zadanie to ponadto odsyła ponownie poza współczesny świat: życie obecne obejmuje bowiem więź z życiem wiecznym. Przeżywajmy jako jednostki i jako wspólnota Kościoła prostotę wielkiej miłości, która w świecie jest czymś zarazem najprostszym i najtrudniejszym, jako że wymaga ni mniej, ni więcej tylko daru z samego siebie.

Drodzy przyjaciele, pozostaje mi błagać dla nas wszystkich o Boże błogosławieństwo i prosić o siłę Ducha Świętego, abyśmy mogli - każdy w swojej dziedzinie - ciągle na nowo rozpoznawać i świadczyć o miłości Boga i o Jego miłosierdziu. Dziękuję wam za uwagę.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Życzenia Bożonarodzeniowe Benedykta XVI dla Polaków

Anioł Pański
IV Niedziela Adwentu
23 grudnia 2012
  
Drodzy Polacy, bracia i siostry! Już wkrótce duch Bożego Narodzenia przeniknie wasze domy, rodziny, wspólnoty. Połączy was wiara i radość z narodzin Zbawiciela. Każdemu z was, a szczególnie samotnym, chorym, tym, którym w życiu jest trudno, życzę pokoju, ciepła i miłości; wszystkim ducha nadziei, przebaczenia i pojednania. Niech światło płynące z betlejemskiego żłóbka opromienia w tym szczególnym roku – Roku Wiary – całą Polskę, wasze życie i serca. Niech Boże Dziecię wszystkim wam błogosławi.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Adventowe przypomnienie

Papież Benedykt XVI podczas rozważań przed Anioł Pański 7 XI 2005 roku powiedział: "Adwent jest czasem, w którym chrześcijanie powinni obudzić w swym sercu nadzieję, że z Bożą pomocą mogą odmienić świat". Taka szansa odmiany świata i siebie staje przed nami i w tegorocznym Adwencie.



Okres ten charakteryzuje się radością oczekiwania i przypomina, że w dzieje świata wszedł Chrystus, który wciąż na nowo go przemienia i ciągle go podtrzymuje. Każdy z nas - i osobiście, i we wspólnocie Kościoła - przeżywa czas spotkania z Jezusem w sakramentach świętych i przygotowuje się do spotkania z Nim w godzinie swej śmierci.

Abyśmy mogli się radować z obchodzenia pamiątki przyjścia Jezusa w czasie Świąt Bożego Narodzenia, musimy tego przyjścia oczekiwać. Nasze przygotowanie do świąt powinno polegać na oczyszczeniu serca i na pokucie. Ma być też dla nas prawdziwym źródłem radości, bo Pan jest blisko (Flp 4, 5). Czas Adwentu zachęca nas, abyśmy tęsknie wyczekiwali Jezusa. Nie może to być czekanie bezczynne, lecz powinno być wypełnione służbą w miłości. Adwentowe spojrzenie w przyszłość powinno wpływać na naszą teraźniejszość, bowiem wyostrza ono nasze spojrzenie na rzeczywistość, w której żyjemy i w której podejmujemy liczne decyzje o skutkach sięgających w wieczność.
Adwent przypomina o konieczności ożywienia lub wypracowania takich postaw, jak: oczekiwanie, czujność, rozmodlenie. Nam, ludziom współczesnym, nie jest łatwo ani czuwać, ani oczekiwać, gdyż w naszej świadomości oczekiwanie zostało związane ze snuciem prognoz. Poprzez przeżywanie tego okresu przygotowujemy się przede wszystkim do uroczystości narodzin Jezusa.
Adwent wskazuje na potrójne przyjście Jezusa. Pierwsze - historyczne, narodzenie się Jezusa w ubóstwie stajni betlejemskiej; ono już się dokonało. Drugie - ciągle się dokonujące pod osłoną znaków sakramentalnych we wspólnocie Kościoła; ono trwa i jest ukryte dla naszych oczu. Trzecie przyjście Jezusa - w chwale będzie to triumfalny powrót Chrystusa jako Sędziego; nastąpi ono przy końcu świata. Jezus przez całe nasze życie przychodzi do nas, ale kiedyś dojdzie do pełnego spotkania z Nim w Dzień Pański. Duchowość Adwentu zwrócona jest więc ku trzem wymiarom: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Charakterystyczne znaki liturgii adwentowej
W Adwencie kapłan odprawiający Mszę Świętą jest ubrany w ornat koloru fioletowego. W niedziele adwentowe nie śpiewa się radosnego hymnu Gloria, aby w okresie Bożego Narodzenia zabrzmiał on z nową siłą i mocą, oznajmiając wiernym czas radości uwielbiania Boga. Ołtarza nie dekoruje się kwiatami, ale umieszcza się przy nim wieniec adwentowy; płonące na nim świece symbolizujące cztery tygodnie oczekiwania na Pana. Szczególnie udekorowana jest świeca zwana »roratką«. Płonie ona przy ołtarzu i wskazuje na Maryję niosącą Chrystusa - Światłość świata (zob. J 8, 12). Podczas liturgii śpiewa się piękne pieśni adwentowe, o wzruszających melodiach; wyrażają one oczekiwanie na przyjście Jezusa.
Na Mszy Świętej roratniej dzieci trzymają zapalone lampiony, które swym światłem symbolizują rozproszenie mroków grzechu. Okres Adwentu posiada jednolity charakter i dzieli się na dwie części: od I Niedzieli Adwentu do 16 XII i od 17 XII do 24 XII: każda część posiada swą własną prefację mszalną. Teksty liturgiczne tego okresu ukazują postaci świętych, którzy przepowiadali przyjście Mesjasza.

Przewodnicy adwentowi
Liturgia adwentowa zachęca nas, abyśmy w tym okresie gorliwiej przypatrzyli się postawom przewodników adwentowych. Przewodnik to osoba, która wtajemnicza i wprowadza nas w to, co jest nam mało znane. Zwraca nam też uwagę na rzeczy najistotniejsze i jest osobą, której możemy zaufać; z przewodnikiem czujemy się bezpiecznie, pewnie. Okres Adwentu ma trzech takich przewodników, tj. trzy osoby będące darem dla wspólnoty Kościoła.
Pierwszym przewodnikiem adwentowym jest prorok Izajasz; żył on w VIII wieku przed narodzeniem Jezusa. Był bardzo wyczulony na głos Pana Boga. Mówił innym o Jego świętości i był niewzruszony w wierze w ostateczny triumf dobra. Wypowiadał także mocne słowa groźby wobec nieposłusznego ludu. Mówił jednocześnie o pocieszeniu, które płynęło z obietnicy, że nadejdzie oczekiwany Mesjasz.
Drugim przewodnikiem adwentowym jest św. Jan Chrzciciel - prorok z Judei, który przyszedł na świat sześć miesięcy przed Jezusem. Ten asceta żył na pustyni, nie jadł mięsa i nie pił wina, żywił się szarańczą i miodem. Nosił odzienie z sierści i pas skórzany. Głosił radykalne orędzie pokutne i nadejście Mesjasza. Nie wywyższał się, lecz pragnął pozostać w cieniu Tego, którego przyjście zapowiadał - Jezusa Chrystusa. Pozostał sobą także wtedy, gdy ochrzcił Jezusa, świadom swej roli pokornego cienia. Oto on, ubogi, obdarował Tego, od którego wszystko pochodzi. Jan odważył się też powiedzieć koronowanemu grzesznikowi: Nie wolno ci mieć żony twego brata (Mt 6, 18). Kosztowało go to głowę, ale swoją powinność spełnił. Głosił tę samą prawdę dla wszystkich. Jego zadaniem było przygotowanie drogi przychodzącemu Panu. Wyraził to dobrze ojciec proroka, Zachariasz: Pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi (Łk 1, 76).
Trzecim przewodnikiem adwentowym, a właściwie przewodniczką adwentową, jest Matka Boża, która oczekiwała Jezusa z wielką miłością. W Jej życiu doskonale uwidaczniało się posłuszeństwo wobec świętej woli Boga.

Papieska refleksja i życzenia
Podczas audiencji 19 XII 2007 r. Papież Benedykt XVI powiedział: "Czuwanie adwentowe oznacza życie pod okiem Sędziego i przygotowywanie w ten sposób siebie samych i świata na przyjście Jego Syna, przysposobienie serca na przyjęcie Pana, który nadchodzi. Dzieciątko, które ponad dwa tysiące lat temu pasterze uwielbili w grocie w noc betlejemską, nie przestaje odwiedzać nas w codziennym życiu, gdy jako pielgrzymi podążamy w stronę Królestwa. W swym oczekiwaniu wierzący staje się [...] wyrazicielem nadziei całej ludzkości; ludzkość pragnie sprawiedliwości i tym samym, chociaż często w sposób nieświadomy, czeka na Boga, czeka na zbawienie, które tylko Bóg może nam dać.
Dla nas, chrześcijan, oczekiwanie to naznaczone jest wytrwałą modlitwą [...]. Niech Boże Narodzenie będzie dla wszystkich świętem pokoju i radości: radości z narodzin Zbawcy, Księcia Pokoju. Tak jak pasterze przyspieszmy już teraz kroku do Betlejem. W sercu Świętej Nocy my także będziemy wtedy mogli wraz z Maryją i Józefem kontemplować Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (Łk 2, 12. 16). Prośmy Pana, by otworzył nasze serca, abyśmy mogli wejść w tajemnicę Jego Narodzenia. Niech Maryja, która ofiarowała swe dziewicze łono Słowu Bożemu, która kontemplowała Je jako dziecko w swych macierzyńskich ramionach i która nie przestaje ofiarowywać Go wszystkim jako Odkupiciela świata, pomoże nam uczynić ze zbliżającego się Bożego Narodzenia okazję do wzrastania w poznaniu i miłości Chrystusa".


ks. Stanisław Groń SJ
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

A zatem zapraszam Ciebie, Duchu Święty, do mojego tegorocznego adwentu.

Ksiądz kard. Józef Ratzinger obecny Ojciec Św. Benedykt XVI rozważał: "Bóg jest dla nas prapoczątkiem, od którego pochodzimy i jest także przyszłością, ku której zmierzamy. Obecność Jego w świecie już się zaczęła. W sposób ukryty jest On już teraz obecny; ale ta obecność dopiero się zaczęła, jeszcze się nie wypełniła, jest w trakcie ciągłego stawania się". Adwent to dzieje Boga i człowieka w przyszłości bliskiej i dalekiej, do której zmierzamy. Adwent to czas rozbudzenia i ciągłego pogłębiania w sobie świadomości o ukrytej obecności Boga. Adwent to czas oczekiwania Pana, czas naszej gotowości i nadziei. Nasze spotkanie z Chrystusem zaczyna się od "otwarcia drzwi naszego serca" Odkupicielowi. Nieustannie prosił o to i przypominał nam o tym Sługa Boży Jan Paweł II. Musimy zawierzyć nasze życie Bogu, zawierzyć na wzór Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa. Nie osiągniemy w życiu nic, jeśli zabraknie naszego osobistego spotkania z Bogiem na modlitwie, na medytacji i na adoracji Najświętszego Sakramentu. Musimy dobrze sobie to dziś uświadomić, bo jeżeli zabraknie naszej modlitwy i naszego zaproszenia dla Chrystusa, wówczas powtórzymy tę samą historię, tragedię "zamkniętych drzwi", jak napisał św. Jan Ewangelista: "przyszło do swoich, a swoi Go nie przyjęli".

Jeżeli nasze serca będą szczelnie przed Nim zamknięte, to choćby się nam później wydawało, że dobrze przeżyliśmy święta, niestety będzie to tylko jeszcze jeden pusty zwyczaj.

Niech wymowne słowa jakże pięknej i przejmującej pieśni adwentowej staną się naszą refleksją i osobistą modlitwą na tegoroczne adwentowe oczekiwanie:

"Kiedyś powróci Pan,
obiecał to, powróci w noc, gdy się nie czeka Nań.
Kiedyś powróci Pan,
obiecał to, niech twardy sen, nie zmorzy cię w tę noc.
Do Niego wołam w tęsknocie mej:
Boże, czy przyjdziesz już nocy tej?
Kiedyś powróci Pan, niech twardy sen, nie zmorzy cię w tę noc.

Niech świeci lampka twa,
byś drogę Mu do duszy swej jasno oświetlić mógł.
Niech lampka duszy twej,
wciąż jasno lśni, ażeby Pan odnalazł łatwo cię.
Do Niego wołam w tęsknocie mej:
Boże czy przyjdziesz już nocy tej?
Niech lampka duszy twej,
wciąż jasno lśni, by Pan odnalazł cię.

Czekaj Nań w sercu swym,
i nie łudź się, byś szczęście swe, mógł znaleźć poza Nim.
Czekaj Nań w sercu swym,
bo tylko z Nim dobroci blask rozjaśni dziś twój dom.
Do Niego wołam w tęsknocie mej:
Boże, czy przyjdziesz już nocy tej?
Czekaj Nań w sercu swym, by jasny był i dobry dziś twój dom".

Objawienie, czyli oglądanie i słuchanie (widzenie i słyszenie) – właśnie to jest radością i szczęściem uczniów Jezusa, o której On sam im przypomina. Czy to jest także moje szczęście, moja radość? A przecież Jezus nie mówi, że kiedyś, za jakiś czas zobaczymy, usłyszymy. Mówi także do mnie jak do swoich uczniów - „szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” (Łk 10, 23) Teraz widzą, teraz słyszą – czas teraźniejszy. Co jednak widzę i co słyszę?
Adwent jest okresem oczekiwania – co do tego nie można się chyba nawet spierać. Czy jednak musi on trwać cztery niedziele i skończyć się razem z pasterką? Czy nie może się skończyć wcześniej, albo trwać dłużej? Czy w końcu nie można obchodzić adwentu w innej porze roku? Ależ oczywiście – można!
Adwent jest oczekiwaniem na to, aż wreszcie zobaczę i usłyszę naprawdę mojego Boga przychodzącego konkretnie i osobiście do mnie. Jak to możliwe, jak to się może stać? Na pewno nie moją własną mocą, wytrwałością czy pilnością. Potrzeba Kogoś jeszcze, Kogoś Innego. Kogo? Ducha Świętego! To On objawia Jezusa, pozwala Go poznać i doświadczyć Kim On naprawdę jest i po co przyszedł, po co chce być obecny w moim życiu.
Adwent Izraela i Maryi nie obył się bez pomocy i obecności Ducha Świętego. To On przecież zstąpił na Maryję (Łk 1, 35), to On miał spocząć na Odrośli z korzenia pnia Jessego. Bez Ducha Świętego nie może się obyć także i mój adwent. A zatem zapraszam Ciebie, Duchu Święty, do mojego tegorocznego adwentu. Ty mnie prowadź przez ten czas, Ty pozwól go przeżyć. Pozwól przyjąć Jezusa. Słyszeć i oglądać...


Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Homilia Benedykta XVI wygłoszona podczas Mszy św. z nowymi kardynałami

        Papież Benedykt XVI tłumaczy w dzisiejszej homilii, w sposób jak najbardziej oczywisty, że królestwo Chrystusa i Jego królewskie panowanie to nie jest sprawa polityki czy ambicji politycznych. Nie należy mylić panowania Chrystusa z władzą polityczną. Jezusem nie można manipulować – zwłaszcza dla swoich osobistych celów, bo Chrystus jest Królem Miłości i Miłosierdzia. Władcy ziemscy panują nad innymi dlatego, że mają nad nimi przewagę w postaci siły, której mogą w każdej chwili użyć. Jezus-Król zdobywa nas inaczej. Nie siłą, nie przewagą, wynikającą z Jego potęgi, ale przez Miłość. Jezus pragnie, abyśmy uznali Go za Króla właśnie dlatego - że On zdobył nas przez Miłość. Jezus jest rzeczywiście apolityczny. Jego Królestwo Miłości i Prawdy, jak zaznacza Papież, nie pasuje do struktur demokratycznych, ponieważ to Królestwo nie jest demokracją. Jedynym Władcą i Panem tego Królestwa jest Jezus-Król.
      Papież przypomina nam o dialogu pomiędzy Piłatem a Jezusem. To trudny dialog dla Piłata, który nie rozumie słów Jezusa. Chrystus w zdecydowany sposób odrzuca swoje królowanie i panowanie w pojęciu ziemskim i przez to pokazuje swoją wyższość nad wszystkimi ziemskimi władcami.  Jest ponad tym wszystkim, co przyziemne, kruche i nietrwałe, bo przecież Jego Królestwo nie jest z tego świata – choć jest dla tego świata. Tak też powinniśmy rozumieć Dzieło Intronizacji, które oznacza wprowadzenie Jezusa w centrum naszego życia. Ten, kto przyjął Jezusa jako Króla, decyduje się oddać do Jego dyspozycji, odczytywać i przyjmować Jego prawo i Jego pragnienia. Możemy to uczynić w sposób indywidualny – lub zbiorowy, jako naród. Akt Intronizacji to oddanie się do dyspozycji Jezusa. Ten radykalny wybór jest coraz bardziej potrzebny, gdyż widzimy, że nasz kraj zmierza w kierunku dyktatury. W takim wypadku mamy prawo odwołać się do Najwyższego Autorytetu, mamy nawet obowiązek żądać przywrócenia Praw Bożych.  Chcemy wzywać pomocy Chrystusa-Króla za św. Michałem Archaniołem: „Któż jak Bóg”. Z pomocą Chrystusa, poprzez przywiązanie do Jego Osoby  i w urzeczywistnianiu Jego Królestwa Prawdy - o którym cały czas przypomina Papież - chcemy walczyć o Prawdę i Sprawiedliwość w naszej Ojczyźnie, gdyż ich dzisiejsze pojmowanie jest w rzeczywistości niczym innym, jak równouprawnieniem fałszu wobec Prawdy, próbą zrównania zła i Dobra. Jako naród sprzeciwiamy się zatem temu wszystkiemu, czemu sprzeciwia się idea Królestwa Bożego. „Jezus przyszedł, by objawić i przynieść nowe panowanie, panowanie Boże. Przyszedł, aby dać świadectwo prawdzie o Bogu, który jest miłością (por. 1 J 4, 8. 16) i chce ustanowić królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju (por. prefacja). Każdy, kto jest otwarty na miłość, słucha tego świadectwa i przyjmuje je z wiarą, aby wejść do Królestwa Bożego.” (z homilii Papieża Benedykta XVI).        
     Przywołując te cnoty i wartości i osadzając je w Osobie Jezusa Chrystusa, nie ujmujemy przecież w żaden sposób Jego Królewskiej Godności. Jeśli publicznie wyrażamy oburzenie widząc w Zjednoczonej Europie chore prawa, dotyczące min. marginalizowania Kościoła Katolickiego, legalizacji małżeństw homoseksualnych, praw aborcyjnych, to czy tym samym nie walczymy o to, aby Europa była katolicka? Więc zatem, jeśli na mocy umów,  te same prawa są narzucane również naszemu narodowi - to czy mamy zamilknąć i zrezygnować z walki o Polskę Katolicką? Jezus w swoim powszechnym królowaniu jest także  Królem Europy, chociaż ona go odrzuca. Papież Benedykt XVI przypomina w dzisiejszej homilii: „. To Królestwo Chrystusa powierzone zostało Kościołowi, który jest Jego „zalążkiem” i „zaczątkiem” i ma za zadanie głosić je i szerzyć pośród narodów mocą Ducha Świętego (por. ibid.).” Zatem walczyć o Polskę Katolicką oznacza zarazem walkę o uniwersalne Królestwo Chrystusa, w którym ON jest Królem. Intronizacja jest jak przysięga, jest to opowiedzenie się za Jezusem Królem. Dlaczego Jezus zażądał uznania Królewskiego panowania w naszej Ojczyźnie, abyśmy mogli Go nazywać Królem Polski? Ponieważ przez przyjęcie chrztu zostaliśmy włączeni do Kościoła i staliśmy się narodem katolickim. Tak, jak przed przysięgą kadet jest rekrutem - a po przysiędze staje się żołnierzem. Od tego czasu będzie wypełniał rozkazy swoich przełożonych, będzie pozostawał do dyspozycji Króla i Jego niebieskiego wojska, aby w razie potrzeby walczyć a nawet oddać życie w obronie wartości, ludzi i Ojczyzny.
            Benedykt XVI zachęca nas, abyśmy w perspektywie walki o Królestwo Chrystusa, spoglądali na Miłość i Prawdę. „Jest to mocna zachęta, skierowana do wszystkich i do każdego: by nawracać się nieustannie na nowo na Królestwo Boże, na panowanie Boga, Prawdy w naszym życiu.” Oddając hołd Jezusowi jako Królowi Polski nie ma więc potrzeby wprowadzać Go do polityki, nie ma potrzeby upolityczniać religii, ale wystarczy przyjąć zasady Jego Królestwa w naszej Ojczyźnie. W Polsce, której wierność wspomniał Papież Pius XII w Encyklice Summi Pontificatus: „Krew tysięcy ludzi, nawet tych, którzy nie brali udziału w służbie wojskowej, a jednak zostali zabici, zanosi bolesną skargę, zwłaszcza w Polsce, narodzie tak Nam drogim, tej Polsce, która przez swą niezłomną wierność dla Kościoła i przez wielkie zasługi, jakie zdobyła, broniąc chrześcijańskiej kultury i cywilizacji - o czym historia nigdy nie zapomni - ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości. Położywszy swą ufność w Bogarodzicy Dziewicy, "Wspomożyciele Wiernych", czeka ona upragnionego dnia, w którym, jak tego domagają się zasady sprawiedliwości i prawdziwie trwałego pokoju, wyłoni się wreszcie zmartwychwstała z owego jak gdyby potopu, który się na nią zwalił” (SP 79).
     Niech zachętą będą słowa Biskupa Stanisława Stefanka: „Praca intronizacyjna jest więc wielką pracą społecznego głoszenia wolności, pokoju i szczęścia. Dlatego Chrystusowe zaproszenie kierowane jest do wszystkich poziomów ludzkich decyzji. Obserwujemy bowiem niezwykłe zapobiegliwe rozstawianie szczególnie czujnych straży przed wprowadzeniem Chrystusa Króla na tron, zwłaszcza gdy tron ten stoi pośrodku wielkich społecznych centrów. Tam właśnie królują nośniki informacja. Tam najbardziej bronią się przed tronem Prawdy… Miejsce to trzeba wypełnić obecnością Chrystusa . Przyjąć Chrystusa i poddać Jego władaniu nasze władanie. (19.04.1998).

Chrystus chce być królem który nie rozkazuje ale podpowiada, który nie nakazuje ale daje wolną wolę, Chrystus nie chce aby się Go człowiek bał, ale chce aby człowiek przychodził odważnie za każdym razem kiedy będzie mu źle. 
Niestety człowiek współczesny zrobił się niezależny, sam chce o sobie decydować. Przerabialiśmy to, w Księdze Rodzaju, kiedy Adam i Ewa sami chcieli decydować o sobie. Skończyło się to tragicznie, wszedł grzech a za tym, choroba, trudne doświadczenia, ból, cierpienie. Człowiek nie zmądrzał nadal chce sam o sobie decydować, sam decydować co dla niego jest złe a co dobre. Kończy się w większości przypadku tak samo jak w Raju, grzechem, bólem, cierpieniem.....
      Chrystus chce być Królem człowieka, nie chce rządzić człowiekiem, nie chce mu nakazywać. Chce być na pierwszym miejscu w życiu każdego człowieka, chce podpowiadać, chce nam błogosławić i udzielać potrzebnych łask. Ale czy My tego chcemy??? 

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________