Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ks. Piotr Jean Aernoudt SJ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ks. Piotr Jean Aernoudt SJ. Pokaż wszystkie posty

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Dobrowolne umartwienia

CZAS WIELKIEGO TYGODNIA I TRIDUUM WYMAGA WYCISZENIA I SKUPIENIA. NIECH TE PONIŻSZE SŁOWA BĘDĄ DLA WAS, DRODZY CZYTELNICY, POMOCĄ W ROZWAŻANIU TAJEMNIC NASZEGO ZBAWIENIA. PRZEZ TEN CZAS ZAWIESZAMY PUBLIKACJĘ NA BLOGU.

(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej) 2 marca 1988 Nr 1176/K/88 

JEZUS: Synu, oto Piłat — wbrew swojemu oczekiwaniu widząc, że Żydzi niżej mnie ocenili niż Barabasza — osłupiał wo­bec takiej nienawiści, a uważając, że jestem niewinny, nadal chciał mnie wypuście, ale jednocześnie pragnął zadośćuczynić woli ludu. Chcąc dwom panom służyć, mianowicie z jednej stro­ny podobać się ludziom, a z drugiej uspokoić własne sumienie, próbował innego sposobu, aby mnie uwolnić, sposobu pełnego podłości i okrucieństwa. Postanowił bowiem doprowadzić mnie do takiego stanu, aby ludzie niezupełnie wyzuci z wszelkich uczuć ludzkich, spojrzawszy na mnie nie mogli się oprzeć litości. „Nie znalazłem —- rzekł — w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię" (Łk 23,22). I kazał sługom zaraz mnie wziąć i ubiczować. Szybko żołnierze przywiązali mnie do słupa i już gęstymi razami ranią i szarpią moje ciało, a jedni drugich zmieniając usiłują mnożyć razy i rany. Krew tryska na wszystkie strony, plami wszystko wokoło, nawet biczujących. Oni do szału doprowadzeni jeszcze silniej uderzają, szarpią ciało i rozrywają biczami. Krzyczą: „Wymażmy go z listy żyjących, niech jego imię już więcej nie będzie wspominane na ziemi". Opłakany ten widok poruszył niebo, tak że Aniołowie mi współ­czuli i zdumiewali się nad zbytnią miłością Serca mojego dla ludzi. Synu, uważnie i pobożnie rozważ moje ogromne cierpie­nia i przekonaj się, jak ciężkie i wstrętne są grzechy cielesne, które tak wielkiego wymagały zadośćuczynienia. Czyż te rany nie wołają do wszystkich, aby ze współczucia zaprzestali przynajmniej dogadzać swojej rozkoszy i dodawać mi nowe boleści. Dowiedz się także, jak wielka jest miłość Serca mojego, która mnie niewinnego skłoniła do podjęcia się kar za grzesznych lu­dzi. Co więcej, synu, miłość i wielkie pragnienie zbawienia wszy­stkich ludzi sprawiły, że całym Sercem wydałem niepokalane ciało swoje biczującym i chętnie zniosłem okropne katusze bi­czowania. Poznaj wreszcie, jak masz obchodzić się z ciałem swo­im, które poczęte w grzechu, wzrosło w namiętnościach i do złego jest skłonne. Patrz, czego Święci się nauczyli, zważ, w ja­kiej mierze umartwiali swoje członki, jak poskramiali wszystkie zmysły. Jak wielu jest wśród nich takich, którzy nigdy nie utra­cili pierwszej łaski, a jednak ostrą walkę prowadzili z ciałem swoim, opanowali swoje namiętności i słabości i zmusili do zu­pełnej uległości wszelkiego rodzaju umartwieniem. Ich serca były właśnie podobne do Serca mojego, dlatego też wydali po­dobne owoce. Nie czuliby się szczęśliwi, gdyby i w tym wzglę­dzie w jakiś sposób nie upodobnili się do mnie.
Chociażbyś, synu, był sprawiedliwy, umartwiaj swoje cia­ło, aby się nie buntowało i nie zgubiło się, a najwięcej po to, abyś do mnie się upodobnił i uświęcił. Jest wielu ludzi miłują­cych siebie samych, ludzi cielesnych, aczkolwiek nie chcą ucho­dzić za takich, którym nie odpowiada umartwienie ciała i dlate­go zawsze znajdują powód, aby się wymówić od niego. Niemą­dre i zaślepione dusze, jeśli pokutować nie będziecie, podobnie wszystkie zginiecie. Pamiętajcie, co mówi Duch Święty: „Którzy są Chrystusowi, ciało swe ukrzyżowali z grzechami i pożądliwościami". Mądrość ciała jest śmiercią, mądrość ducha — życiem, po­kojem i radością. Dlatego „jeżeli będziecie żyli według ciała, cze­ka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała — będziecie żyli" (Rz. 8,13) w pokoju i radości serca.
Synu, ożyw się duchem miłości, jaki Serce moje poddał okrutnemu biczowaniu, a umartwienie stanie się dla ciebie łat­we, tak że zakosztujesz jego słodyczy i zbawiennych owoców. Nie ma takiego czasu i miejsca, w którym nie mógłbyś jakiemuś zmysłowi zadać umartwienia. Czyż nie powinieneś, gdziekolwiek będziesz, więcej się starać o umartwienie ciała, aby mnie naśla­dować i otrzymać niebo, aniżeli grzesznicy o dogadzanie ciału, aby odnowić moje biczowanie i zasłużyć na piekło? Do dzieła, synu! Nie lękaj się niczego! Dobrowolne umartwienie to droga do życia i wolności, pokoju, cnoty i świętości. Szczęśliwi, którzy idą tą właśnie drogą. Ich szczęście znają tylko ci, którzy tego doświadczyli.
Kto nie umartwia się w rzeczach obojętnych i dozwolo­nych, ten również nie umartwi się w rzeczach potrzebnych i za­kazanych. Jeśli chcesz nauczyć się umartwiania w rzeczach więk­szych, stale umartwiaj się w małych, takich jak: ciekawość oczu, chęć słuchania nowości, pragnienie mówienia rzeczy niepożytecznych, zamiłowanie do miłych zapachów, skłonność do dogadza­nia zmysłom, chęć jedzenia czy picia bez dostatecznego powodu, ochota do czynów, z których inni byliby niezadowoleni. Takie i tym podobne rzeczy mogą być przedmiotem częstego, nawet sta­łego umartwienia. Będzie to dla ciebie, synu, niezawodną strażą niewinności i zasileniem miłości bożej. Utrzyma to w twoim ser­cu zapał i będzie wieczystą ofiarą złożoną na ołtarzu wewnętrz­nej świątyni, która z ofiarą Serca mojego złączona nieustannie wznosić się będzie przed tron Najwyższego jak wdzięczna won­ność. Takie małe codziennie powtarzane umartwienia odpowia­dają i pomagają wszystkim, młodszym i starszym, słabym i sil­nym, początkującym, postępującym i doskonałym i nikt nie mo­że się od nich wymawiać bez narażenia się na zarzut letniości. Nie ma w tym niebezpieczeństwa dla zdrowia, nie potrzeba żad­nego pozwolenia, jest ono bezpieczne i zbawienne dla wszystkich.
Wielkich umartwień podjąć się nie mogą wszyscy w rów­nej mierze. Nie wszyscy mają te same zapotrzebowania, ani ta­kie same siły fizyczne, ani to samo powołanie. Dlatego zaleca się przy okazji przedstawić poszczególne okoliczności przewodnikowi sumienia i z nim roztropnie ustalić zakres umartwienia, a bez jego porady nie przedsiębrać nic nadzwyczajnego, aby pod lada pozorem nie utracić prawdziwego dobra lub do większego stać się niezdolnym. Z umartwień należy wybierać te, które z natury swej wydają się odpowiedniejsze do podbicia zmysłów przez du­cha i łaskę i za moim przykładem lepiej się usposobić do męż­nego znoszenia niewygód życia. Ale przede wszystkim należy się trzymać tych umartwień, które są przepisane przeze mnie, przez Kościół i przełożonych. Te są pewniejsze i bezpieczniejsze, ani­żeli dobrowolnie wybrane. Wydają też one większe i cenniejsze owoce, gdyż do umartwienia dochodzi zasługa cnoty posłuszeń­stwa. Synu, jeśli łaskawie wspomnisz, jak ja byłem zraniony za twoje nieprawości i starty za twoje grzechy, będziesz usiłował za Apostołem stygmaty moje nosić w ciele swoim i tak żyć, aby moje życie jaśniało w tobie.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Powstań, synu, podnieś krzyż, a on poniesie ciebie"

(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej)
2 marca 1988 Nr 1176/K/88 
 
JEZUS: Synu, kiedy wydano na mnie wyrok śmierci, z największym pośpiechem przystąpiono do jego wykonania. Krzyż był już gotowy. Związanego więc, krwią ociekającego, poranio­nego biczowaniem, zaprowadzono mnie do krzyża. Skoro go uj­rzałem, Serce moje westchnęło: Witaj, witaj, dobry krzyżu, dłu­go oczekiwany, bardzo kochany, bezustannie szukany i wreszcie przygotowany dla spragnionego ducha. Krzyżu święty, ty mi dasz zwycięstwo i panowanie.
    Wziąwszy krzyż, czule do Serca go przycisnąłem, skropiłem łzami i krwią, a następnie włożyłem go na swoje ramiona na oczach ziemi i nieba. Otoczony tysiącem Żydów i pogan, w mieście świętym, w samo południe, odziany we własną suknię, szedłem dźwigając ciężki krzyż. Szedłem, aby na górze zatknąć krzyż, sztandar mojego królestwa, przeciw księciu świata, a na sztanda­rze dla ciebie wypisać własną krwią niezatarte hasło: Miłość Je­zusa ofiarowującego się z miłości ku ludziom, przeciw hasłu lu­dzi, głoszących miłość rozkoszy światowych, bogactw i zaszczy­tów. W tym moim znaku, synu, zwyciężysz, a wrogowie w swym znaku marnie zginą.
2. Pod sztandar krzyża zdążać będą ludzie z każdego na­rodu, ludu i pokolenia ziemi i łączyć się będą między sobą i ze mną. Pod tą chorągwią uczniowie moi, ożywieni miłością ku mnie, pod moim przewodnictwem szybko będą czynić postępy. Pod tym sztandarem krzyża będą walczyć wszyscy wyznawcy moi, triumfować nad piekłem, światem i sobą, wreszcie (będą wal­czyć i) zdobędą królestwo niebieskie. 

 Przybywajcie więc, wszyscy, a cokolwiek ja będę czynił, wy także czyńcie. Niech każdy weź­mie krzyż i idzie za mną z oczyma utkwionymi we mnie, odważ­nie i wielkodusznie postępując, nigdzie nie zbaczając ani na prawo ani na lewo. Wszyscy, którzy mi będziecie towarzyszyć będziecie uczestnikami niechybnego zwycięstwa i nagrody wiecznej. Im bliżej mnie kto pójdzie, przejęty większą miłością, tym w końcu bliżej mnie się znajdzie w królestwie wiecznym. nikt nie zapomina hasła, nie opuszcza chorągwi, ale każdy niech będzie gotowy zwyciężyć lub zginąć pod sztandarem, pewny te­go, że tak usposobiony czy będzie żył, czy umrze, będzie w moim orszaku, a w następstwie będzie uczestnikiem mojego niewątpli­wego zwycięstwa.

3. Synu, ja nigdy nie porzuciłem krzyża, ale trzymałem go, wytrwałem przy nim, na nim umarłem zwyciężając i tryumfując. Szczęśliwa ta dusza, która - ożywiona uczuciem Serca mojego - krzyż obejmuje z miłością i trzyma się go wiernie. Krzyż  ją przy mnie zachowuje, nie spycha, lecz podnosi, nie przeszkadza, ale wynosi na szczyty świętości aż do ostatecznego tryumfu. Przeto, synu, jeśli chcesz być do mnie podobny i kiedyś ze mną królować, winieneś jak ja wytrwać przy krzyżu, z nim żyć i umierać. Nie słuchaj nikogo, ani ciała, ani krwi, ani jakiegokolwiek ducha, zalecającego ci odrzucenie krzyża. Gdzież, synu mój. gdzież jest lepiej niż pod krzyżem? Krzyż jest przewodnikiem na drodze do królestwa wiecznego. Krzyż mądrością Apostołów, zwy­cięstwem Męczenników, chwałą Wyznawców, bezpieczeństwem Dziewic, uświęceniem starości, strażnikiem młodości odrzucającym rzeczy światowe, zwierciadłem zakonników wreszcie ucieczką i pociechą wszystkich opuszczonych. Synu, jeżeli odejdziesz od krzyża, dokąd pójdziesz? Otóż wpadniesz do obozu wrogów, gdzie znajdziesz nie jeden krzyż, spotkasz wiele utrapień, które cię nawiedzą i wykończą. Tam bodźcem i pociechą będzie ci mój sztandar tchnący miłością Serca mojego i pobudzający odwagę i wielkoduszność, lecz więzy tyranów pod piękną nazwą będą cię wlokły po twardych drogach nie do szczęścia, ale w niewolę, nie do chwały, lecz do hańby. A tu pod krzyżem, synu. jesteś ze mną, swoim przewodnikiem, opiekunem i nagrodą. Tu bywasz wśród samych dobrych, dzielnych i szlachetnych Obcujesz tu z wybranymi i Świętymi,  którzy cię poprzedzili, a którzy walczyli żyjąc pod krzyżem, a umierając zwyciężali. Tu wreszcie tworzysz jedną społeczność i jeden orszak z samymi Aniołami, którzy przy twoim boku zgromadzeni osłaniają cię, walczą razem z tobą i usiłują szerzyć moje królestwo. Postąpił­byś, więc niemądrze i zgubnie, gdybyś myślał o porzuceniu krzyża lub wyobrażał sobie, że gdzie indziej może ci być lepiej niż pod krzyżem.
4.  Książę tego świata i jego wysłańcy są twoimi wrogami. Nie dziw się więc, jeśli często kusić cię będą zmyślonymi korzyś­ciami i będą usiłowali błyskotliwymi pobudkami nakłonić cię, abyś porzucił krzyż i przeszedł na ich stronę. Synu, wcale nie zważaj na ich zwodnicze korzyści i nie słuchaj ich podstępnej paplaniny, ale podnieś oczy i serce swoje ku mnie, niosącemu sztandar, i za­świadcz, że zawsze chcesz iść za mną nawet na śmierć. W ten sposób napaści i podstępy wrogów za każdym razem obudzą w sercu twoim większy wstręt do nich i silne ze mną zjednoczenie.
Synu, nie wystarczy nie stronić od krzyża, trzeba ci jesz­cze krzyż wziąć i dźwigać. Zastanów się dobrze. Oto bowiem wszelkie uchybienia, jakie popełniasz, właśnie stąd powstają, że zesłanego ci krzyża nie chcesz lub wahasz się przyjąć i dźwigać. Kiedy naruszasz miłość, to jaki jest tego prawdziwy powód? Czyż nie to, że zesłanego krzyża, jakiegoś upokorzenia lub zaparcia się własnego zdania czy naturalnej skłonności, nie chcesz przyjąć? Dlaczego przekraczasz święte ubóstwo? Czyż nie dlatego, że od­rzucasz krzyż) że nie chcesz się podjąć proszenia o pozwolenie lub narazić się na odmowę? Dlaczego wykraczasz przeciw czys­tości? Czyż nie z lęku przed umartwieniem nie bierzesz tego krzyża? Dlaczego brak ci posłuszeństwa? Czyż nie dlatego, że nie miłujesz krzyża, że nie chcesz złożyć całkowitej ofiary z woli i własnego zdania? Tak, synu, jakąkolwiek cnotę naruszasz lub przekraczasz, jeśli dobrze się przyjrzysz, to zobaczysz przyczynę w tym, że nie bierzesz krzyża i nie obejmujesz go chętnym ser­cem. Taki krzyż, synu, jest mały i lekki. Jeśli nie przyjmiesz go chętnie, jakże udźwigniesz większy i cięższy? Patrz, synu, abyś ulegając pokusie nie stał się gorszy niż ci, którzy wymyślają so­bie wielki krzyż i chcą go dopiero kiedyś dźwigać, na razie każ­dy spotkany, nawet nie ciężki, starannie odsuwając i mając do wyboru między krzyżem i winą, zwykle wybierają winę zamiast krzyża. 6. Czego się lękasz? Dlaczego boisz się krzyża? Powstań, synu, podnieś go, a on poniesie ciebie i nagrodzi cię przedziwnie i wie­lokrotnie. Zachowa cię on od niepokoju sumienia, od udręki ser­ca, której doznają inni lekceważący swoje winy, zapewni ci spo­kój, ozdobi cnotami i wreszcie pocieszy cię swoim nawiedzeniem. Przeto, synu mój, chociażbyś spotkał przykrości, nie upadaj na duchu. Oto ja, niewinny Syn Boży, dźwigam ciężki krzyż z miłoś­ci ku tobie, ty z miłości ku mnie nie wzbraniaj się dźwigać swo­jego krzyża. Miłość osładzała mi gorzki krzyż. I tobie go osłodzi. Módl się często, abyś z pomocą łaski umiał ponad wszelkie do­bra tego świata miłować krzyż, który wprawdzie głupstwem jest dla grzeszników, ale mądrością dla wiernych mi dusz, karą dla wrogów, a dla uczniów Serca mojego pocieszającym zadatkiem szczęścia wiecznego. Proszę cię, synu mój, przyjdź i pójdź za mną drogą, jaką ci wskażę. Jeśli wytrwasz ze mną, ja ci odstąpię kró­lestwo, jakie mnie odstąpił mój Ojciec.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Niepokój grzesznika

(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej)
2 marca 1988 Nr 1176/K/88    

JEZUS: Mój drogi, jeżeli dojdziesz do tego, że sumienie nic ci nie będzie zarzucać, raduj się, naprawdę się raduj, gdyż pokój jak rzeka szczęścia będzie twoim udziałem. Dobre sumienie uszczęśliwia duszę, napełnia niebo radością, a piekło bojaźnią. Złe sumienie nasyca duszę nieszczęściem, budzi litość u niebian, a złym duchom sprawia radość i zadowolenie. Wyobraź sobie wszystkie możliwe nieszczęścia tego świata, a przecież nigdy nie wymyślisz takich, jakie w sercu znoszą grzesznicy. Jakże ciężka i nieznośna jest niewola grzesznika. Iluż to i jakimi więzami jest on skrępowany przez najgorszych tyranów, mianowicie przez złe duchy i swoje namiętności. Spętany ma rozum więzami dziwnej ślepoty, aby nie widział prawdy. Skrępowaną ma wolę pętami obrzydliwej złośliwości, żeby nie miłował tego, co dobre. Jego zmysły skute są okowami pożądliwości, aby nie szedł drogą ucz­ciwości. Cały przygnieciony jest brzemieniem żądzy, aby nie za­znał miłej wolności łaski.
   Czy jest kto bardziej nierozumny niż grzesznik, który jest sprawcą swej wielkiej nędzy? Jeżeli gdzie na ziemi jest przed­smak piekła, to chyba w sercu grzesznika, który trawiony ogniem namiętności cierpi wszystkie udręki złego sumienia. Jakże może mieć prawdziwą radość ten, kto wie, że skoro zerwie się wątła nić jego życia, strącony będzie do czeluści piekła? Zaiste nie wiem, jak może położyć się do snu, kto nie wie, czy się nie obudzi odrzucony na wieki.
   Serce ludzkie nie może nie pragnąć szczęścia, ale grzesz­nik pod wpływem nieujarzmionego i nieposkromionego ślepego popędu szuka szczęścia tam, gdzie znaleźć można tylko większe nieszczęście. Niektórym się zdaje, że opanują swoje pożądliwości we wszystkim im pobłażając i że wreszcie będą mieli spokój, skoro je nasycą. Jakież to nieporozumienie! Któż bowiem dla uga­szenia ognia dorzuca do niego paliwo? Czyż go przez to nie wzmac­nia, nie podtrzymuje? Chociaż namiętnościom ktoś odda zbawie­nie i siły ciała, one ciągle niezadowolone wołać będą: Twoje jes­teśmy, nakarm nas! O, gdyby można zajrzeć do serca grzesznika, ileż nędzy i jak wstrętne rzeczy można by tam zobaczyć! Wszak­że dla mnie, którego nie można oszukać tak jak ludzi, wszystko jest jawne i widoczne.
   Serce oddane nałogom niekiedy dochodzi do tego, że nic nie myśli, niczego nie miłuje, niczego nie pragnie, chyba tylko tego, co może dać swoim namiętnościom, a chociaż wie, że zdąża do przepaści, nie dba o to, ale jak nierozumne zwierzę idzie za swoimi popędami, tracąc nie tylko dobra wieczne, lecz także ucz­ciwość i honor, a nawet życie. Grzesznik nie potrzebuje wroga, aby mu dokuczał, bo sam dla siebie jest największym i najokrutniejszym wrogiem. Patrzy, czym by się ucieszyć i uraczyć, a zwy­kle znajduje wielorakie udręki.
   Jakże może zażywać pokoju, kto w sobie zasila źródło niepokoju! Albo jakże może choćby raz swobodnie odetchnąć, kto jest sługą złego ducha. Kto szatanowi pozwala siedzieć na tronie serca swojego, jakże nieszczęśliwy być musi. Szczęśliwy, kto nig­dy nie zaznał niewoli złego ducha i nie jęczał pod jarzmem kaj­dan grzechowych. Synu, jeżeli dotąd nie doznałeś nieszczęścia grzechu, raduj się z całym niebem i nigdy nie próbuj wiedzieć, co znaczy służyć diabłu. Jeśli zaś, na nieszczęście, jesteś pod jego władzą, zlituj się nad swoją duszą: odrzuć jego palące jarzmo, zerwij kajdany, zakosztuj wolności dzieci bożych.

Wydawnictwo Michalineum 1990
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Kto nie znosi drugich, nie będzie tolerowany


(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej)
2 marca 1988 Nr 1176/K/88   

JEZUS: Jak długo obcowałem z ludźmi na ziemi, przebywałem wśród złego otoczenia. Czy zda­jesz sobie sprawę, jaką widzia­łem pychę i niewierność w du­szach? Jak wielką nieczystość i nieprawość w sercach ludzi, któ­rym jedynie świat imponował? Jakże raniły Serce moje zawinio­na nieświadomość, wyuzdana swawola, zapomnienie rzeczy niebieskich, troska o rzeczy do­czesne, zaniedbanie cnót, hoł­dowanie występkom. Porównaj, synu, mnie z tymi ludźmi: moją pokorę z ich zarozumiałością i próżnością, moją gorliwość z ich obojętnością i uporem, moją dobroć z ich nieczułością i nie­wdzięcznością, moją miłość z ich oziębłością i wzgardą, wresz­cie wszystkie cnoty moje z ich wadami i występkami. I zrozum, jakie usposobienie Serca im okazywałem. Otóż jacykolwiek oni byli, trwałem z nimi w życiu, w obcowaniu. Przebywałem wśród nich bez skargi i oburze­nia, owszem, okazywałem im zadowolenie. Jeżeli dobrze przemyślisz ten sposób postępowa­nia, nauczysz się okazywać bliź­niemu podobne uczucia.
Ty, synu, i twoi bliźni, wszyscy jesteście dziećmi tego samego Ojca Niebieskiego, wszyscy odkupieni tą samą ceną mojego życia, złączeni w jedno nierozdzielne społeczeństwo tą samą więzią miłości Ducha Świętego. Wszyscy bowiem są powołani do tego samego królestwa niebie­skiego, aby tam zażywać szczę­ścia w doskonałym pokoju, w radości zjednoczenia wieczne­go. Patrz więc, abyś zgadzał się w drodze, abyś potem nie był wykluczony z ojczyzny niebie­skiej i oddany zewnętrznym tor­turom. Jest to moja wola, nawet przykazanie, abyście jeden dru­giego brzemiona nosząc miło­wali się wzajemnie, jak ja was umiłowałem, miłością skutecz­ną, nadprzyrodzoną i powszech­ną. Jeżeli mnie miłujecie, zacho­wajcie to przykazanie. Jeśli za­chowacie je, trwać będziecie w mojej miłości. Kto nienawidzi brata swojego, jest mężobójcą, zabija duszę swoją. Kto gniewa się na brata swojego, winien bę­dzie sądu. Kto nie odpuszcza, nie będzie mu odpuszczone. Kto nie znosi drugich, nie bę­dzie tolerowany. Tą samą prze­cież miarą, jaką mierzyć będzie­cie, i wam odmierzą.
Pamiętaj, synu, że żyjesz nie wśród Aniołów, ale wśród ludzi, którzy tutaj nie mogą być cał­kiem wolni od błędów. Nie dziw się tedy, jeśli ułomni śmiertelni­cy błądzą czy upadają, lecz dziw się temu, że chociaż masz wiele błędów, które drudzy muszą znosić, czasem się oburzasz na cudze błędy. Jeśli nie znosisz błędów bliźniego, czy już przez to samo nie popełniasz błędu? Wiedz, ze ja niekiedy pozwalam, aby ludzie, zamierzając i czyniąc dobrze, byli sobie przeciwni, aby bez własnej winy mieli spo­sobność do wzajemnego zno­szenia uchybień, ćwiczenia się w gruntownych cnotach i groma­dzeniu zasług. Zrozum, czego bliźni twój doznaje od ciebie. Jak sam chcesz być traktowany, tak tez traktuj drugich, a czego nie chcesz dla siebie, nie czyń tego drugim. Czyż, synu, nie masz wielu błędów, od których chciałbyś się uwolnić, a jednak nie możesz, jak ci mówi własne doświadczenie? Co więc u sie­bie - acz niechętnie - znosisz, znoś i u drugiego, o którym mając trochę pokory i miłości, sądzisz, że i on niechętnie zno­si twoje braki.
Niektórzy dość chętnie zno­szą błędy przyjaciół i ludzi po­dobnych do siebie skłonno­ściami i zwyczajami, a łatwo się oburzają na słabości in­nych. Ale jaka w tym zasługa? Czyż i poganie tak nie postę­pują? Nawet nierozumne zwie­rzęta też tyle zwykły czynić. Jakże mógłbyś zwać się uczniem moim, gdybyś miał uczucia poganina, albo naśladował instynkt zwierząt? Synu, kieruj się nadprzyrodzo­ną miłością Serca mojego, dzięki której wszystkich, tak przyjaciół jak nieprzyjaciół znosiłem i miłowałem aż do śmierci. Pomijając więc wszel­kie rozważania czysto przyro­dzone, znoś i kochaj wszyst­kich, nie wyłączaj nikogo.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________