Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm

Św. Atanazy - wyznanie wiary

 św. Atanazy: "Przez znak krzyża cała magia jest zastopowana, wszystkie czary unieszkodliwione, a siły zła drżą ze strachu."

WYZNANIE WIARY KATOLICKIEJ POD IMIENIEM ŚW. ATANAZEGO

Quicumque vult salvus esse, ante omnia opus est ut teneat catholicam fidem.
Ktokolwiek chce być zbawionym, przede wszystkim potrzeba, aby wyznawał Katolicką wiarę.
Quam nisi quisque integram inviolatamque servaverit, absque dubio in aeternum peribit.
Której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, ten niewątpliwie zginie na wieki.
Fides autem catholica haec est, ut unum Deum in Trinitate et Trinitatem in unitate veneremur.
Wiara zaś Katolicka jest ta: abyśmy Boga jednego w Trójcy, a Trójcę w jedności czcili.
Neque confundentes personas, neque substantiam separantes.
Ani nie mieszając osób, ani nie rozdzielając istoty.
Alia est enim persona Patris, alia Filii, alia Spiritus Sancti.
Inna jest bowiem osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego.
Sed Patris et Filii et Spiritus Sancti una est divinitas, aequalis gloria, coaeterna majestas.
Lecz Ojca i Syna i Ducha Świętego jedno jest Bóstwo, równa chwała, współwieczny majestat.
Qualis Pater, talis Filius, talis Spiritus Sanctus.
Jaki Ojciec, taki Syn, taki Duch Święty.
Increatus Pater, increatus Filius, increatus Spiritus Sanctus.
Niestworzony Ojciec, niestworzony Syn, niestworzony Duch Święty.
Immensus Pater, immensus Filius, immensus Spiritus Sanctus.
Niezmierzony Ojciec, niezmierzony Syn, niezmierzony Duch Święty.
Aeternus Pater, aeternus Filius, aeternus Spiritus Sanctus.
Wiekuisty Ojciec, wiekuisty Syn, wiekuisty Duch Święty.
Et tamen non tres aeterni, sed unus aeternus.
Wszelako nie trzej wiekuiści, lecz Jeden wiekuisty.
Sicut non tres increati, nec tres immensi, sed unus increatus, et unus immensus.
Jako też nie trzej niestworzeni, ani trzej niezmierzeni, lecz Jeden niestworzony i Jeden niezmierzony.
Similiter omnipotens Pater, omnipotens Filius, omnipotens Spiritus Sanctus.
Także wszechmogący Ojciec, wszechmogący Syn, wszechmogący Duch Święty.
Et tamen non tres Omnipotentes, sed unus Omnipotens.
A jednak nie trzej wszechmogący, lecz jeden Wszechmogący.
Ita Deus Pater, Deus Filius, Deus Spiritus Sanctus.
Tak Ojciec Bogiem, Syn Bogiem, Duch Święty Bogiem.
Et tamen non tres dii: sed unus est Deus.
A przecie nie trzej bogowie, lecz jeden jest Bóg.
Ita Dominus Pater, Dominus Filius, Dominus Spiritus Sanctus.
Tak Ojciec Panem, Syn Panem, Duch Święty Panem.
Et tamen non tres domini, sed unus est Dominus.
A przecie nie trzej panowie, lecz jeden jest Pan.
Quia, sicut singillatim unamquamque personam, Deum ac Dominum confiteri christiana veritate compellimur: ita tres deos aut dominos dicere, catholica religione prohibemur.
Gdyż jak pojedynczo każdą osobę, Bogiem i Panem wyznawać Chrześcijańska prawda nam każe, tak trzech bogów lub trzech panów utrzymywać Katolicka religia zabrania.
Pater a nullo est factus, nec creatus, nec genitus.
Ojciec od nikogo nie utworzony, ani stworzony, ani zrodzony.
Filius a Patre solo est, non factus, nec creatus, sed genitus.
Syn od Ojca samego jest nie utworzony, ani stworzony, ale zrodzony.
Spiritus Sanctus a Patre et Filio, non factus, nec creatus, nec genitus, sed procedens.
Duch Święty od Ojca i Syna, nie utworzony, ani stworzony, ani zrodzony, lecz pochodzący.
Unus ergo Pater, non tres patres; unus Filius, non tres filii, unus Spiritus Sanctus non tres spiritus sancti.
Jeden więc Ojciec nie trzej ojcowie, jeden Syn nie trzej synowie, jeden Duch Święty nie trzej duchowie święci.
Et in hac Trinitate nihil prius aut posterius, nihil majus aut minus, sed totae tres personae coaeternae sibi sunt et coaequales.
A w tej Trójcy nic wcześniejszego albo późniejszego, nic większego albo mniejszego, ale wszystkie trzy osoby są sobie współwiekuiste, i równe.
Ita ut per omnia, sicut jam supra dictum est, et unitas in Trinitate, et Trinitas in unitate veneranda sit.
Tak więc we wszystkim i wszędzie, jak już wyżej powiedziano, i w Trójcy jedność, i w jedności Trójcę czcić należy.
Qui vult ergo salvus esse, ita de Trinitate sentiat.
Kto więc chce być zbawionym, tak niechaj o Trójcy trzyma.
Sed necessarium est ad aeternam salutem, ut incarnationem quoque Domini nostri Jesu Christi fideliter credat.
Ale potrzeba też jest dla wiekuistego zbawienia, Wcielenie Pana naszego Jezusa Chrystusa wiernie wyznawać.
Est ergo fides recta, ut credamus et confiteamur quia Dominus noster Jesus Christus Dei Filius, Deus et homo est.
Jest więc wiarą prawą, byśmy wierzyli i wyznawali, iż Pan nasz Jezus Chrystus Syn Boży, jest Bogiem i Człowiekiem.
Deus est ex substantia Patris ante secula genitus, et homo est ex substantia matris in seculo natus.
Bogiem jest zrodzonym z istoty Ojca przedwiecznie, a człowiekiem urodzonym z istoty Matki na ziemi.
Perfectus Deus, perfectus homo, ex anima rationali, et humana carne subsistens.
Bóg doskonały, człowiek doskonały z duszy rozumnej i ciała ludzkiego złożony.
Aequalis Patri secundum divinitatem, et minor Patre secundum humanitatem.
Równy Ojcu wedle Bóstwa: niższy od Ojca wedle ludzkiej natury.
Qui licet Deus sit et homo, non duo tamen, sed unus est Christus.
Który chociaż Bogiem jest i człowiekiem: nie dwóch jednak lecz jeden jest Chrystus.
Unus autem non conversione divinitatis in carnem, sed assumptione humanitatis in Deum.
Jeden zaś nie przez przemianę Bóstwa w ciało: lecz przez przybranie ludzkiej natury do Bóstwa.
Unus omnino, non confusione substantiae, sed unitate personae.
Jeden najzupełniej, nie przez zlanie się natur, lecz przez jedność osoby.
Nam sicut anima rationalis et caro unus est homo, ita Deus et homo unus est Christus.
Albowiem jak dusza rozumna i ciało jeden jest człowiek, tak Bóg i człowiek jeden jest Chrystus.
Qui passus est pro salute nostra, descendit ad inferos, tertia die resurrexit a mortuis.
Który cierpiał dla zbawienia naszego, zstąpił do otchłani, trzeciego dnia zmartwychwstał.
Ascendit ad coelos, sedet ad dexteram Dei Patris omnipotentis, inde venturus est judicare vivos et mortuos.
Wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
Ad cujus adventum omnes homines resurgere habent cum corporibus suis, et reddituri sunt de factis propriis rationem.
Na Którego przyjście wszyscy ludzie zmartwychwstaną z ciałami swoimi, i zdadzą rachunek z uczynków swoich.
Et qui bona egerunt, ibunt in vitam aeternam, qui vero mala, in ignem aeternum.
A którzy dobrze czynili pójdą na żywot wieczny, którzy zaś źle na ogień wieczny.
Haec est Fides Catholica, quam nisi quisque fideliter, firmiterque crediderit, salvus esse non poterit.
Ta jest wiara katolicka której jeżeli kto wiernie i mocno nie wyznaje, zbawiony być nie może.
 
O prawdziwości Religii katolickiej podług św. Augustyna wolnym przekładem napisał L. R., Kraków 1853
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Święty Józef - patron pracujących i poszukujących pracy

Święty Józef jest dla nas wzorem odkrywania właściwego sensu pracy. Uczy nas sumiennego jej wykonywania, w łączności z Bogiem i z tymi, którym trud nasz ma służyć bo o wartości pracy nie decyduje to, co robimy, ale jak to robimy i jakie motywy nami kierują. Tylko taka bowiem praca stanie się źródłem radości i satysfakcji. Będzie ona kształtować naszą osobowość, zbliży nas do Boga i włączy w wielkie dzieło Odkupienia, a świat uczyni lepszym i piękniejszym.

Świętej Rodzinie z Nazaretu nie był obcy trud pracy i to pracy fizycznej, zwyczajnej, często ciężkiej i żmudnej. Święty Józef wkładał w pracę swoje zdolności i całą miłość, jaką żywił do Jezusa i Maryi. Praca przybliżała go do Boga, była hołdem składanym codziennie Bogu. Święty Józef wiedział, że pracując, wypełnia wolę Bożą, dlatego jego pracy towarzyszył klimat milczenia i modlitwy.
Święty Józef, przy którego warsztacie pracował Jezus i od niego uczył się rzemiosła i pracowitości, odkrył tę prawdę, że praca ludzka została przyjęta do tajemnicy Wcielenia i w szczególny sposób też odkupiona (RC,22). Jeżeli więc nie znamy trudu i zmęczenia, nie żyjemy w zgodzie z Ewangelią.
    Praca to nie tylko trud, ale i wielka godność. Bóg stwarzając człowieka powołał go również do pracy, dzięki której dopełnia się stwórczy plan Boga. Sam zaś człowiek przez swoje czyny, gdy są rozumne, wolne i celowe, objawia siebie, ujawnia nie tylko swoje zdolności, ale i wnętrze. Praca jest szansą naszego rozwoju, uszlachetnieniem naszego człowieczeństwa.

    Józef jest wzorem pracowitości. Bóg wybierając ubogiego, fizycznego robotnika na Opiekuna Syna Bożego, podniósł godność nie tylko św. Józefa, ale także olbrzymich rzesz robotniczych. Papież Pius XI w encyklice Divini Redemptoris z 1937 r. pisał: “Należy św. Józef do klasy robotniczej, doświadczył osobiście ubóstwa, które przeżywała także i jego Rodzina. Był tej rodziny głową czuwającą i miłującą [...]. Przez całkowitą wierność codziennym obowiązkom pozostawił przykład wszystkim, którzy muszą zarabiać na chleb pracą “rąk własnych”.

    Papież Pius XII czynił wszystko, by wskazywać na św. Józefa jako na opiekuna wszystkich klas społecznych, wszystkich zawodów, z uwagi na to, że ten właśnie Święty pracował w głębokim poczuciu społecznego obowiązku i służby dla Boga. Praca tak pojęta jest środkiem do szczęścia tak na ziemi jak i w niebie. Praca przyczynia się do uświęcenia człowieka. Praca uświęciła i św. Józefa i dlatego też jednym z tytułów jego wielkości jest nazwanie go Robotnikiem. Bóg przez pracę św. Józefa zrehabilitował pracę fizyczną, bardziej narażoną na brak uznania i pogardę. Zamanifestował swój szacunek dla wszystkich pokornych zajęć. Kościół uznał to; Pius XII postanowił nadać świętu pracy, przypadającemu 1 maja, charakter chrześcijański, na ten dzień właśnie ustanawiając święto św. Józefa Robotnika. Rzesze ludzi, które przez swoją pracę kształtują historię ludzkości: sprawiają, że rozwija się kultura i poprawiają się warunki bytu zostały dowartościowane. W św. Józefie dostrzegły i odkryły największe bogactwa duchowe: wielki rozum i wielkie serce, niezłomna siłę woli, miłość aż do zaparcia się siebie, aż do całkowitej ofiary z siebie. Św. Józef stał się przewodnikiem, prowadzącym poszczególne jednostki, zawody, stany i zrzeszenia do Boga, łączy je między sobą więzią wzajemnego zaufania i miłości.
Do myśli papieża Piusa XII powraca w adhortacji Redemptoris custos Jan Paweł II, który twierdzi, że w osobie Józefa uczczona została wszelka praca i wszelki ludzki wysiłek. Szczególnie wysoko wyniósł Cieśla z Nazaretu godność robotników i rzemieślników, wszystkich ludzi pracy fizycznej. Trud fizyczny Józefa w planie Bożym stał się nobilitacją ludzkiej pracy w ogóle, bowiem jest ona “dobrem człowieka”, które “przekształca przyrodę” i sprawia, że człowiek “poniekąd bardziej staje się człowiekiem.

św. Jan Paweł II
Św. Józef — Patron robotników
Audiencja generalna, 1 maja 2002 na placu św. Piotra

"W dniu 1 maja, w którym czcimy św. Józefa Rzemieślnika, w szczególny sposób obejmuję myślą i modlitwą ludzi pracy. Psalmista napisał: «Z pracy rąk swoich będziesz pożywał, szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie» (Ps 128 [127], 2). Proszę Pana Boga, aby — mimo narastających trudności i bezrobocia — to błogosławieństwo owocnej pracy stało się udziałem wszystkich Polaków. Niech godna praca będzie dla każdego źródłem dobra i szczęścia!

Św. Józefowi i Maryi Królowej Polski zawierzam naszą Ojczyznę i wszystkich moich rodaków. Niech Pan Bóg wszystkim błogosławi!"

opr. własne
Congregavit nos in unum Christi amor________________________________

Jeszcze o Miłosierdziu... Wezwanie do świata - Pan Jezus do s. Menendez

W dniach od 10 do 14 czerwca 1923 roku Pan Jezus rozpoczyna dyktować siostrze Józefie swoje Wezwanie do świata, którego myślą przewodnią jest pytanie: Czy ludzie o tym wiedzą?
 
...Jestem Miłością. Serce moje nie może już dłużej po­wstrzymać płomienia, który je trawi.
Do tego stopnia kocham dusze, że życie swoje za nie oddałem. Z miłości dla nich zostałem jako więzień w tabernakulum. Od dwudziestu wieków mieszkam w nim nocą i dniem, zasłonięty postaciami chleba i ukryty w Hostii, znosząc z miłości zapomnienie, samotność, wzgardę, blużnierstwa. zniewagi, świętokradztwa...
Z miłości dla dusz zostawiłem im sakrament pokuty, by móc im przebaczać i to nie tylko raz lub dwa. ale tak często, jak tylko będą potrzebowały dla odzyskania ła­ski. Tam czekam na nie... Pragnę, by tam przychodziły obmyć się ze swoich win. nie wodą. lecz moją Krwią. Różnymi sposobami objawiłem w biegu wieków moją miłość do ludzi: ukazałem im, jak Mnie pochłania pra­gnienie ich zbawienia. Dałem im poznać swoje Serce. Nabożeństwo to. jak światło, rozprzestrzeniło się po świecie. Dzisiaj jest ono środkiem, którym posługuje się dla poruszenia serc większość tych, co pracują nad roz­szerzeniem mego Królestwa.
Obecnie pragnę czegoś więcej. Jeśli bowiem proszę dusze o miłość w odpowiedzi na tę. która Mnie spala, to nie tylko o ich wzajemność mi chodzi. PRAGNĘ, BY WIERZYŁY W MOJE MIŁOSIERDZIE, by wszy­stkiego wyczekiwały od mej dobroci, by nigdy nie wąt­piły w moje przebaczenie. Jestem Bogiem, lecz Bogiem Miłości. Jestem Ojcem, ale Ojcem, co kocha z czułością, a nie z surowością. Serce moje jest nieskończenie świę­te, lecz i nieskończenie łagodne, A znając nędzę i sła­bość ludzką, nachyla się ono ku biednym grzesznikom z NIESKOŃCZONYM MIŁOSIERDZIEM.
Kocham dusze, które, popełniwszy pierwszy grzech, z pokorą przychodzą Mnie prosić o przebaczenie... Ko­cham je jeszcze, kiedy opłakały swój drugi grzech, i jeśli się to powtarza, nie mówię miliard, ale milion miliardów razy. kocham je i przebaczam im zawsze i zmywam w tej samej Krwi ostatni jak i pierwszy upadek.
Ja się nie męczę duszami i moje Serce oczekuje bez przerwy, by przychodziły chronić się w Nim i to tym więcej, im bardziej są nędzne. Czy ojciec nie troszczy się więcej o dziecko chore, niż o te, którym nic nie do­lega? Czyż nie okazuje mu więcej czułości i troskliwo­ści? Tak i moje Serce z większą jeszcze delikatnością i współczuciem zwraca się do grzeszników, niż do spra­wiedliwych.
Oto co pragnę duszom wytłumaczyć: będę pouczał grzeszników,że MIŁOSIERDZIE SERCA MEGO JEST NIEWYCZERPANE; duszom oziębłym i obojęt­nym - że Serce moje jest ogniem, który chce je rozpłomienić, ponieważ kocha; duszom pobożnym i dobrym -że Serce moje jest drogą, po której kroczy się ku dosko­nałości i dociera bezpiecznie do błogosław ionego kresu. W końcu od dusz Mi poświęconych, więc kapłanów i zakonników, od dusz wybranych i uprzywilejowanych, zażądam raz jeszcze, aby Mi ofiarowały swoją miłość i nie wątpiły o mojej miłości, lecz przede wszystkim, aby Mi okazały swoją ufność i by nie wątpiły w moje MIŁO­SIERDZIE. Jakże to łatwo spodziewać się wszystkiego od mego Serca...".
Dnia 12czerwca 1923 roku Pan Jezus rozwija podjęty temat następująco:
„Pragnę przebaczać, pragnę królować, pragnę prze­baczać jednostkom i narodom. Pragnę królować nad du­szami, nad narodami i nad całyrn światem. Pokój mój pragnę rozszerzyć aż po krańce świata, lecz w sposób szczególny na tę błogosławioną ziemię, kolebkę nabo­żeństwa do mego Serca. Tak, pragnę być jego pokojem, jego życiem, jego królem: jestem Mądrością i Szczę­ściem, jestem Miłością i Miłosierdziem, jestem Poko­jem, będę królował.
By zmazać niewdzięczność świata, wyleję strumień miłosierdzia. By wynagrodzić jego zniewagi, powołani na ofiary dusze, które wyjednywać będą przebaczenie... Tak, w świecie jest dużo dusz. pragnących Mi się przy­podobać... Są jeszcze dusze wspaniałomyślne, które da­dzą Mi wszystko, co mają, bym mógł się nimi posługi­wać stosownie do mych zamiarów i do mej woli.
By królować, pocznę świadczyć miłosierdzie, króle­stwo bowiem moje jest Królestwem Pokoju i Miłości: Oto cel, który pragnę urzeczywistnić, oto moje Dzieło Miłości...!
Wezwanie moje kieruję do wszystkich: do dusz Mi poświęconych i do dusz żyjących w świecie, do sprawie­dliwych i do grzeszników, do uczonych i do prostacz­ków, do tych. co rozkazują i do tych, co słuchają. Wszy­stkim oświadczam: Jeśii chcecie szczęścia - jestem nim. Jeśli szukacie bogactw - Ja jestem nieskończonym bo­gactwem. Jeśli pragniecie pokoju -jestem pokojem. Je­stem Miłosierdziem i Miłością. Pragnę być Królem...!"
Następnie zwracając się bezpośrednio do siostry Józe­fy mówi: „...A teraz, Józefo, zacznę mówić wprost do świata i pragnę, aby po twej śmierci dowiedziano się o moich słowach. Ty zaś będziesz żyła w zupełnym i naj­głębszym ukryciu, ponieważ jednak jesteś ofiarą przeze Mnie wybraną, będziesz cierpiała i umrzesz pogrążona w cierpieniu! Nie szukaj wypoczynku ani ulgi: nie znaj­dziesz jej. ponieważ Ja wszystko w ten sposób ułożę. Ale miłość moja cię podtrzyma i nie zawiedzie cię nigdy...!
      Przychodzę cię strawić i rozpłomienić. Oto cale moje pragnienie... Rozpłomienić dusze... Zapalić świat... Nie­stety, dusze odrzucają płomień. Lecz Ja zatriumfuję, one należeć będą do Mnie, a Ja będę ich Królem. Cierp ze Mną w tej intencji, by świat poznał Mnie i by dusze przyszły do Mnie. Cierpienie sprawi, że Miłość zatrium­fuje...! Chcę, aby świat poznał me Serce, aby ludzie poznali moją miłość. Czy oni wiedzą o tym, co dla nich uczyniłem?
To właśnie chcę im wyjaśnić...
Pisz więc, Józefo:
Pewien ojciec miał jednego syna. Byli oni możni, bo­gaci, otoczeni liczną slużbą i posiadali wszystko, co ży­cie czyni zaszczytnym, dostatnim i przyjemnym. Nicze­go i nikogo do szczęścia nie potrzebowali. Syn wystar­czał ojcu, a ojciec synowi, obaj we wzajemnym ze sobą stosunku znajdowali doskonałe szczęście, a szlachetne i ofiarne ich serca pochylały się z miłością ku każdej, na­wet najmniejszej potrzebie drugich.
I dnia pewnego zdarzyło się. że zachorował jeden ze sług tego tak bardzo dobrego pana. Stan jego choroby stal się wkrótce tak niebezpieczny, że chcąc go wyrwać z objęć śmierci, należało zapewnić mu stałą opiekę i za­stosować najskuteczniejsze środki lecznicze.
Lecz sługa ten był u siebie w domu biedny i samotny. Cóż więc dla niego uczynić? Opuścić go i wydać na śmierć niechybną? Dobroć pana nie może na to zezwo­lić. Posłać do nieszczęśliwego kogoś ze służby...? Czyż można z całym spokojem spuścić się na usługi, oddawa­ne rac/ej interesownie, aniżeli z miłości?
Tknięty współczuciem, ojciec wzywa swego syna i zwierza mu się ze swego niepokoju. Przedstawia mu stan lego biednego człowieka, walczącego ze śmiercią. Dodaje, że troskliwa i stała opieka mogłaby go jeszcze wyleczyć i zapewnić mu długie życie.
Syn, którego serce bije zgodnie z sercem ojca, ofiaru­je się, jeśli taka jest jego wola. pielęgnować chorego słu­gę z całą czujnością, nie szczędząc trudu, zmęczenia j czuwania, dopóki go nie wyleczy.
Ojciec się zgadza. Składa ofiarę z miłego towarzy­stwa swego syna. Syn, wyrywając się z objęć miłości ojcowskiej, staje się sługą i zamieszkuje u tego, który w rzeczywistości jest jego sługą.
l tak spędza kilka miesięcy przy łożu chorego, czuwa­jąc nad nim ze wzruszającą pieczołowitością, tysięczne świadcząc mu usługi. I dba nie tylko o to, co może przy­spieszyć wyzdrowienie, ale też i o to, co mogłoby mu zapewnić pomyślny stan zdrowia na przyszłość. I wre­szcie udaje mu się chorego uleczyć.
Wtedy ów sługa zdjęty podziwem na widok tego, co pan dla niego uczynił, pyta jak będzie mógł okazać swą wdzięczność w zamian za taką nadzwyczajną i niesły­chaną miłość?
Syn radzi mu pójść do ojca i w zamian za tak wielką wspaniałomyślność, dzięki której wyzdrowiał, zaleca mu ofiarować się ojcu i stać się odtąd jednym z najwier­niejszych jego sług.
l człowiek ten staje przed swym panem. Z należnym uczuciem wychwala jego miłość i. co więcej, ofiarowuje się. by odtąd służyć mu bez pobierania zapłaty. Wie on bowiem, że na usługach takiego pana nie potrzebuje być opłacany jako sługa, skoro jako syn był traktowany i kochany.
Przypowieść ta jest tylko słabym obrazem mojej mi­łości do ludzi i odpowiedzi, jakiej od nich oczekuje. Bę­dę to tłumaczył powoli, ażeby wreszcie wszyscy poznali moje Serce. Pomóż Mi, Józefo, pomóż Mi odsłonić Ser­ce rnoje ludziom! Oto chcę im powiedzieć, że na próżno będą szukać poza Mną szczęścia. Nie znajdą go...
Bóg stworzył człowieka z miłości. Umieścił go na ziemi w takich warunkach, że w oczekiwaniu wiecznej szczęśliwości niczego mu tutaj nie miało brakować do szczęścia. By jednak do tego szczęścia mieć prawo, miał zachować słodkie i łagodne przykazanie, nałożone przez Stwórcę.
Człowiek, niewierny temu przykazaniu, ciężko za­chorował: popełnił pierwszy grzech. «Człowiek» - to znaczy ojciec i matka, prarodzice rodzaju ludzkiego. Skaza dotknęła zatem całe jego potomstwo. W nim cała ludzkość straciła prawo do doskonałego szczęścia, które Bóg jej obiecał i musiała odtąd trudzić się, cierpieć i umierać.
Otóż Bóg w swoim szczęściu niebieskim, nie potrze­buje człowieka, ani jego usług. Wystarcza Sam sobie. Chwafa Jego jest nieskończona i nic nie może jej umniejszyć.
Będąc jednak nieskończenie potężny, jest On również nieskończenie dobry. Czy więc zostawi człowiekowi, stworzonemu z miłości, cierpienie tylko i śmierć? Da mu nowy dowód miłości i złu tak wielkiemu przeciwsta­wi lekarstwo o wartości nieskończonej. Oto jedna z Trzech Osób Trójcy Przenajświętszej przyjmuje naturę ludzką i zło spowodowane grzechem, naprawi po Boże­mu.
Ojciec oddaje swego Syna. Syn oddaje swoją chwałę. Zstępuje na ziemię nie jako Pan, nie jako człowiek ma­jętny i możnowładca, lecz jako sługa, jako człowiek ubogi i jako dziecko.
Wszyscy znacie życie, które On tutaj na ziemi prowa­dził. Wiecie, jak od pierwszej chwili Wcielenia podda­łem się wszystkim nędzom natury ludzkiej.
Niemowlęciem będąc, cierpiałem już zimno, głód, ubóstwo i prześladowania. W mym życiu robotniczym byłem bardzo często upokarzany i wzgardzony, jako syn ubogiego cieśli. Ileż to razy mój przybrany ojciec i Ja, zniósłszy ciężar długiego dnia pracy, znaleźliśmy się wieczorem wobec zarobku ledwie wystarczającego na utrzymanie rodziny... I tak żyłem przez lat trzydzieści.
A potem porzucając słodkie towarzystwo mej Matki, poświęciłem się pracy, by dać poznać mego Ojca niebie­skiego i by wszystkich nauczyć, że Bóg jest miłością.
Przeszedłem, dobrze czyniąc ciałom i duszom: cho­rym przywracałem zdrowie, umarłym życie, a du­szom...? Duszom przywróciłem wolność, utraconą przez grzech i otwarłem im bramy do prawdziwej i wiecznej ojczyzny.
Gdy bowiem nadeszła godzina, Syn Boży dla zapew­nienia im wiecznego zbawienia, nie zawahał się oddać nawet własnego życia.
I w jaki sposób umarł...? Czy otoczony przyjaciółmi...? Czy obwołany dobroczyńcą...? Dusze kochane, wiecie do­brze, że Syn Boży nie w ten sposób chciał umierać: On. co miłość tylko szerzył, stał się ofiarą nienawiści... On, co światu pokój przyniósł, stał się przedmiotem najzajadlejszego okrucieństwa... On. co przyszedł ludziom przynieść wolność, był uwięziony, związany, dręczony, oczerniany, aż wreszcie umarł na krzyżu między dwoma łotrami we wzgardzie i opuszczeniu, ogołocony i odarty ze wszystkie­go.
Tak poświęcił się dla zbawienia człowieka. Tak do­konało się dzieło, dla którego opuścił chwałę Ojca swe­go: zachorował człowiek i Syn Boży zstąpił do niego. Nie tylko przywrócił mu życie, lecz wysłużył również środki konieczne do zdobycia na ziemi skarbu wiecznej szczęśliwości.
Jak odpowiedział człowiek na tak szczególne wzglę­dy? Czy na wzór sługi oddał się w służbę swego Mistrza, nie oglądając się na nic poza sprawami Pana...?
Trzeba wyróżnić odpowiedzi, jakie człowiek Bogu swemu daje.


Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

KANONIZACJA 2014 - Roma locuta, causa finita

Homilia Papieża Franciszka wygłoszona podczas kanonizacji bł. Jana Pawła II i bł. Jana XXIII. 

W centrum dzisiejszej niedzieli wieńczącej Oktawę Wielkanocy, a którą Jan Paweł II zechciał poświęcić Miłosierdziu Bożemu, znajdują się chwalebne rany Jezusa zmartwychwstałego.
 Pokazał je już po raz pierwszy, gdy ukazał się apostołom, wieczorem tego samego dnia po szabacie, w dniu Zmartwychwstania. Ale tamtego wieczoru nie było Tomasza i gdy inni powiedzieli mu, że widzieli Pana, odpowiedział, że jeśli nie zobaczy i nie dotknie tych ran, nie uwierzy. Osiem dni później Jezus ukazał się ponownie w Wieczerniku, pośród uczniów i był tam również Tomasz. Zwrócił się wówczas do niego i poprosił, by dotknął Jego ran. Wówczas ten szczery człowiek, przyzwyczajony do osobistego sprawdzania, ukląkł przed Jezusem i powiedział: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28).
Rany Jezusa są zgorszeniem dla wiary, ale są również sprawdzianem wiary. Dlatego w ciele Chrystusa Zmartwychwstałego rany nie zanikają, lecz pozostają, gdyż rany te są trwałym znakiem miłości Boga do nas i są niezbędne, by wierzyć w Boga. Nie po to, by wierzyć, że Bóg istnieje, ale aby wierzyć, że Bóg jest miłością, miłosierdziem i wiernością. Święty Piotr, cytując Izajasza, pisze do chrześcijan: „Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni” (1 P 2, 24; por. Iz 53, 5).
 Św. Jan XXIII i św. Jan Paweł II mieli odwagę oglądania ran Jezusa, dotykania Jego zranionych rąk i Jego przebitego boku. Nie wstydzili się ciała Chrystusa, nie gorszyli się Nim, Jego krzyżem. Nie wstydzili się ciała swego brata (por. Iz 58, 7), ponieważ w każdej osobie cierpiącej dostrzegali Jezusa. Byli to dwaj ludzie mężni, pełni parezji [szczerości] Ducha Świętego i złożyli Kościołowi i światu świadectwo dobroci Boga i Jego miłosierdzia.
Byli kapłanami, biskupami i papieżami dwudziestego wieku. Poznali jego tragedie, ale nie byli nimi przytłoczeni. Silniejszy był w nich Bóg; silniejsza była w nich wiara w Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka i Pana historii; silniejsze było w nich miłosierdzie Boga, które objawia się w tych pięciu ranach; silniejsza była macierzyńska bliskość Maryi.
W tych dwóch ludziach kontemplujących rany Chrystusa i świadkach Jego miłosierdzia była „żywa nadzieja” wraz z „radością niewymowną i pełną chwały” (1 P 1,3.8). Nadzieja i radość, jaką zmartwychwstały Chrystus daje swoim uczniom i których nic i nikt nie może ich pozbawić. Paschalna nadzieja i radość, przeszedłszy przez tygiel odarcia z szat, ogołocenia, bliskości z grzesznikami aż do końca, aż do mdłości z powodu goryczy tego kielicha. Oto są nadzieja i radość, jaką dwaj święci papieże otrzymali w darze od zmartwychwstałego Pana i z kolei przekazali obficie Ludowi Bożemu, otrzymując za to nagrodę wieczną.
Tą nadzieją i tą radością żyła pierwsza wspólnota wierzących w Jerozolimie, o której mówią nam Dzieje Apostolskie (por. 2, 42-47). Jest to wspólnota, w której żyje się tym, co najistotniejsze z Ewangelii, to znaczy miłością, miłosierdziem, w prostocie i braterstwie.
Taki obraz Kościoła miał przed sobą Sobór Watykański. Św. Jan XXIII i św. Jan Paweł II współpracowali z Duchem Świętym, aby odnowić i dostosować Kościół do jego pierwotnego obrazu, który nadali mu święci w ciągu wieków. Nie zapominajmy, że to właśnie święci prowadzą Kościół naprzód i sprawiają, że się rozwija. Zwołując Sobór, św. Jan XXIII okazał taktowne posłuszeństwo Duchowi Świętemu, dał się Jemu prowadzić i był dla Kościoła pasterzem, przewodnikiem, który sam był prowadzony. To była jego wielka posługa dla Kościoła. Był papieżem posłuszeństwa Duchowi Świętemu.
W tej posłudze Ludowi Bożemu św. Jan Paweł II był papieżem rodziny. Kiedyś sam tak powiedział, że chciałby zostać zapamiętany jako papież rodziny. Chętnie to podkreślam w czasie, gdy przeżywamy proces synodalny o rodzinie i z rodzinami, proces, któremu na pewno On z nieba towarzyszy i go wspiera.
Niech ci obaj nowi święci pasterze Ludu Bożego wstawiają się za Kościołem, aby w ciągu tych dwóch lat procesu synodalnego był on posłuszny Duchowi Świętemu w posłudze duszpasterskiej dla rodziny. Niech nas obaj nauczą, byśmy nie gorszyli się ranami Chrystusa, abyśmy wnikali w tajemnicę Bożego Miłosierdzia, które zawsze żywi nadzieję, zawsze przebacza, bo zawsze miłuje.
DEON_LOGO / za KAI/ RED.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO: "Kto w tym dniu przystąpi do Źródła życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar (Dz. 300)

Słowa Pana Jezusa z "Dzienniczka" św. Faustyny
Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. (Dz. 699)

 Kto w tym dniu przystąpi do Źródła życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar (Dz. 300)  

Nie znajdzie żadna dusza usprawiedliwienia dopóki się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego i dlatego pierwsza Niedziela po Wielkanocy ma być świętem Miłosierdzia, a kapłani mają w dniu tym mówić duszom o tym wielkim i niezgłębionym miłosierdziu Moim. (Dz. 570) W tym dniu otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jak szkarłat. (Dz.699)


Z Ewangelii wiemy, że jako pierwszy odpust zupełny uzyskał - za swą ufność w Boże Miłosierdzie - nawrócony łotr, ukrzyżowany na Golgocie razem z Chrystusem. Odpust, czyli darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy popełnione i zgładzone już co do winy.
Święto Bożego Miłosierdzia nazywane jest w "Dzienniczku" świętej Siostry Faustyny ostatnią deską ratunku dla dusz i dniem szczególnych łask, nawet dla największych grzeszników. Przystąpienie w tym dniu do sakramentów pojednania i Eucharystii daje nadzieję uzyskania, doprawdy, niezwykłej łaski: zupełnego odpuszczenia zarówno win, jak i kar za grzechy! Przypomina to stan łaski po sakramencie chrztu, toteż mówi się niekiedy o "chrzcie w Miłosierdziu Bożym". Warunkiem skorzystania z tego daru jest: akt ufności wobec Boga, pełnienie uczynków miłosierdzia i stan łaski uświęcającej (spowiedź i Komunia św.). Święto ma być jednak przede wszystkim publicznym aktem zawierzenia Bożemu Miłosierdziu, bo u jego podstaw leży bezgraniczna ufność.

Święty Jan Paweł II podczas audiencji udzielonej przełożonym Penitencjarii Apostolskiej w dn. 13 czerwca ub.r. określił zasady uzyskiwania odpustu zupełnego i odpustów cząstkowych w Święto Miłosierdzia Bożego. A jest to dzień łaski nawet dla największych grzeszników.
Stanowi on m.in.:
(...) Ojciec Święty, powodowany gorącym pragnieniem rozbudzenia w chrześcijańskim ludzie jak najżywszej czci Bożego Miłosierdzia - ze względu na przebogate duchowe owoce, jakie może ona wydać - podczas audiencji udzielonej w dniu 13 czerwca 2002 r. niżej podpisanym, przełożonym Penitencjarii Apostolskiej, zechciał przyznać odpusty na następujących zasadach:
Udziela się odpustu zupełnego na zwykłych warunkach (spowiedź sakramentalna, komunia eucharystyczna, modlitwa w intencjach papieskich) wiernemu, który w II Niedzielę Wielkanocną, czyli Miłosierdzia Bożego, w jakimkolwiek kościele lub kaplicy, z sercem całkowicie wolnym od wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, choćby powszedniego, weźmie udział w pobożnych praktykach spełnianych ku czci Bożego Miłosierdzia albo przynajmniej odmówi przed Najświętszym Sakramentem Eucharystii, wystawionym publicznie lub ukrytym w tabernakulum, modlitwę "Ojcze nasz" i Credo, dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosiernego (np. "Jezu Miłosierny, ufam Tobie").
Udziela się odpustu cząstkowego wiernemu, który - przynajmniej z sercem skruszonym - skieruje do Pana Jezusa Miłosiernego jedno z prawnie zatwierdzonych pobożnych wezwań.

Ponadto marynarze, którzy wykonują swoje obowiązki na niezmierzonych obszarach mórz, niezliczeni bracia, których tragedie wojenne, wydarzenia polityczne, uciążliwe warunki naturalne i inne podobne przyczyny zmusiły do opuszczenia rodzinnej ziemi; chorzy i ich opiekunowie oraz ci wszyscy, którzy z uzasadnionej przyczyny nie mogą opuścić domów lub wykonują pilnie potrzebne zadania dla dobra społeczności, mogą uzyskać odpust zupełny w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, jeśli wyrzekając się całkowicie jakiegokolwiek grzechu, jak to zostało powiedziane powyżej, i z zamiarem spełnienia - gdy tylko będzie to możliwe - trzech zwykłych warunków, odmówią przed świętym wizerunkiem naszego Pana Jezusa Miłosiernego modlitwę "Ojcze nasz" i "Credo", dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosiernego (np. "Jezu Miłosierny, ufam Tobie").
Gdyby nawet to nie było możliwe, tego samego dnia będą mogli uzyskać odpust zupełny ci, którzy duchowo zjednoczą się z wiernymi, spełniającymi w zwyczajny sposób przepisane praktyki w celu otrzymania odpustu i ofiarują Miłosiernemu Bogu modlitwę, a wraz z nią cierpienia spowodowane chorobą i trudy swojego życia, podejmując zarazem postanowienie, że spełnią oni trzy przepisane warunki uzyskania odpustu zupełnego, gdy tylko będzie to możliwe. (...)"

Ostatnia część dekretu adresowana jest do kapłanów, pełniących posługę duszpasterską, na których nakłada powinność informowania wiernych o tym "zbawiennym rozporządzeniu Kościoła", ofiarnego słuchania spowiedzi, godnego przewodniczenia zalecanym modlitwom, a także głoszenia katechezy o uczynkach miłości bliźniego lub miłosierdzia. Dokument kończą słowa postanowienia: "Niniejszy dekret ma moc wieczystą. Bez względu na jakiekolwiek przeciwne rozporządzenia".
 
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________
Spoczywa na was wielka odpowiedzialność - za rozwój wiary, za zbawienie współczesnego człowieka i za losy Kościoła w nowym tysiącleciu.Dlatego za św. Pawłem proszę was, bracia i siostry: zdrowe zasady miejcie za wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie. Dobrego depozytu strzeżcie z pomocą Ducha Świętego, który w was mieszka" / por.2 Tm 1,13-14 /.

WNIEŚCIE GO W III TYSIĄCLECIE CHRZEŚCIJAŃSTWA Z DUMĄ I POKORĄ"
 (Jan.Paweł II - Kraków - 15 czerwca 1999r.)


Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

ŚWIĘTY KAROL WOJTYŁA - JAN PAWEŁ II PAPIEŻ

             Dar i Tajemnica
W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich
                   (Tekst zgodny z kopią z 1996r. Wydawnictwa Św. Stanisława BM Archidiecezji Krakowskiej) 

KAPŁAN!
Moje święcenia kapłańskie miały miejsce w dniu, w którym zwykle tego sakramentu się nie udziela: 1 listopada obchodzimy bowiem Uroczystość Wszystkich Świętych i cała liturgia Kościoła jest nastawiona na przeżycie tajemnicy Świętych Obcowania i przygotowanie do Dnia Zadusznego. Jednakże Książę Metropolita wybrał ten dzień ze względu na to, że miałem wkrótce wyjechać do Rzymu na dalsze studia. Przyjmowałem święcenia sam, w prywatnej kaplicy Biskupów Krakowskich. Moi koledzy mieli otrzymać święcenia dopiero następnego roku w Niedzielę Palmową.
Cały miesiąc październik był dla mnie miesiącem święceń subdiakonatu i diakonatu oraz trzech serii rekolekcji, jakie je poprzedzały. Na przód odprawiłem sześciodniowe rekolekcje przed subdiakonatem, z kolei po kilku dniach przerwy, trzy dni rekolekcji przed diakonatem, a zaraz potem sześć dni rekolekcji przed prezbiteratem. Te ostatnie rekolekcje odprawiałem sam w kaplicy seminaryjnej. Następnie, w dniu Wszystkich Świętych stawiłem się rankiem w rezydencji Arcybiskupów Krakowskich przy ul. Franciszkańskiej 3, aby otrzymać święcenia kapłańskie. W tej ceremonii uczestniczyła niewielka grupa moich krewnych i przyjaciół. 

WSPOMNIENIE O BRACIE W POWOŁANIU KAPŁAŃSKIM 
Miejscem moich święceń, jak już powiedziałem, była prywatna kaplica Arcybiskupów Krakowskich. Pamiętam, że w czasie okupacji często przychodziłem do tej kaplicy, aby w godzinach porannych służyć jako kleryk do Mszy św. Księciu Metropolicie. Pamiętam także, iż przez pewien czas przychodził ze mną inny konspiracyjny kleryk - Jerzy Zachuta. Pewnego dnia nie przyszedł. Kiedy po Mszy św. zaszedłem do jego mieszkania na Ludwinowie (sąsiedztwo Dębnik), dowiedziałem się, że w nocy został zabrany przez Gestapo. Wkrótce potem jego nazwisko znalazło sie na liście Polaków przeznaczonych do rozstrzelania. Przyjmując świecenia kapłańskie w tej samej kaplicy, nie mogłem nie pamiętać tego mojego brata w powołaniu kapłańskim, którego Chrystus w inny sposób połączył z misterium swojej śmierci i swojego zmartwychwstania. 

VENI, CREATOR SPIRITUS! 
Tak więc w tej kaplicy, w czasie śpiewu Veni, Creator Spiritus oraz Litanii do Wszystkich Świętych, leżąc krzyżem oczekiwałem na moment włożenia rąk. Jest to chwila szczególnie przejmująca. Później wielokrotnie sprawowałem ten obrzęd jako Biskup, a także jako Papież. Jest coś dogłębnie przejmującego w tej prostracji ordynandów: symbol głębokiego uniżenia wobec majestatu Boga samego, a równocześnie ich całkowitej otwartości, ażeby Duch Święty mógł zstąpić, bo przecież to On sam jest sprawcą konsekracji. Veni, Creator Spiritus, mentes tuorum visita, imple superna gratia quae Tu creasti pectora. Tak jak we Mszy św. jest On sprawcą przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, tak i w Sakramencie Kapłaństwa On jest sprawcą konsekracji kapłańskiej czy biskupiej. Biskup udzielający święceń jest ludzkim szafarzem Bożej tajemnicy. Włożenie rąk biskupich jest kontynuacją gestu, jaki stosowano w Kościele pierwotnym na oznaczenie daru Ducha Świętego, którego się udziela dla określonej misji (por. Dz 6,6;8,17; 13, 3). Tego gestu włożenia rąk użył św. Paweł w odniesieniu do swego ucznia Tymoteusza (por. 2 Tm 1, 6; 1 Tm 4,14) i pozostał on w Kościele (por. 1 Tm 5, 22) jako skuteczny znak czynnej obecności Ducha Świętego w sakramencie święceń. 

POSADZKA KAPLICY 
Mający otrzymać święcenia pada na twarz, całym ciałem, czołem dotyka posadzki świątyni, a w tej postawie zawiera się wyznanie jakiejś całkowitej gotowości do podjęcia służby, jaka zostaje mu powierzona. Ceremonia ta pozostawiła głęboki ślad w moim życiu kapłańskim. Kiedyś po latach - w Bazylice Św. Piotra, na początku Soboru - mając przed oczyma ten moment święceń kapłańskich, napisałem utwór poetycki, którego fragment warto tutaj przytoczyć: To Ty, Piotrze. Chcesz być tutaj Posadzką, by po Tobie przechodzili... by szli tam, gdzie prowadzisz ich stopy... Chcesz być Tym, który służy stopom - jak skała raciczkom owiec: Skała jest także posadzką gigantycznej świątyni. Pastwiskiem jest Krzyż. (Kościół: Pasterze i źródła. Bazylika Sw. Piotra, jesienią 1962:11 X-8 XII, Posadzka)
Pisząc te słowa myślałem zarówno o Piotrze, jak i o całej rzeczywistości kapłaństwa służebnego, starając się uwydatnić głębie znaczenia owej liturgicznej prostracji. W tej postawie leżenia krzyżem przed otrzymaniem świeceń wyraża sie najgłębszy sens duchowości kapłańskiej: tak jak Piotr, przyjąć we własnym życiu krzyż Chrystusa i uczynić się „posadzką" dla braci. 

MSZA ŚWIĘTA PRYMICYJNA 
 W związku z tym, że święcenia kapłańskie otrzymałem w Uroczystość Wszystkich Świętych, wypadło mi odprawić Mszę św. prymicyjną w Dzień Zaduszny, 2 listopada 1946 roku. W tym dniu każdy kapłan może odprawić trzy Msze św. i dlatego też te moje Prymicje miały charakter „troisty". Odprawiłem te trzy Msze św. w krypcie św. Leonarda, która stanowi część wcześniejszej tzw.Hermanowskiej Katedry biskupiej w Krakowie na Wawelu. Obecnie krypta św. Leonarda należy do całości grobów królewskich. Wybierając tę kryptę na miejsce pierwszych Mszy Św., chciałem dać wyraz szczególnej więzi duchowej z wszystkimi, którzy w tej Katedrze spoczywają. Katedra Wawelska jest niezwykłym fenomenem. Jest bowiem, tak jak żadna inna świątynia w Polsce, nasycona treścią historyczną, a zarazem teologiczną. Spoczywają w niej królowie polscy, poczynając od Władysława Łokietka. W tej świątyni byli oni koronowani i tu składano pźniej ich doczesne szczątki. Ten, kto nawiedza Katedrę Wawelską, musi stanąć twarzą w twarz wobec historii Narodu.
Odprawiając prymicyjną Mszę św. w krypcie św. Leonarda pragnąłem uwydatnić moją żywą więź duchową z historią Narodu, która na Wzgórzu Wawelskim znalazła swą szczególną kondensację. Ale nie tylko to. Jest w tym fakcie także głęboki moment teologiczny. Święcenia kapłańskie, jak wspomniałem, przyjąłem w Uroczystość Wszystkich Świętych, kiedy Kościł daje wyraz liturgiczny prawdzie o Świętych Obcowaniu - Communio Sanctorum. Święci to ci, którzy przez wiarę mają udział w tajemnicy paschalnej Chrystusa i oczekują ostatecznego zmartwychwstania.
Ci ludzie, których sarkofagi znajdują się w Katedrze Wawelskiej, także czekają tam na zmartwychwstanie. Cała Katedra zdaje sie powtarzać słowa Symbolu apostolskiego: „Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny". A ludzie, którzy w niej spoczywają, są wielkimi „Królami-Duchami", którzy prowadzą Naród poprzez stulecia. Są to nie tylko koronowani władcy i ich małżonki, czy też biskupi i kardynałowie, są to także wieszczowie, wielcy mistrzowie słowa, którzy tak ogromne znaczenie posiadali dla mojej chrześcijańskiej i patriotycznej formacji. W tych wawelskich Prymicjach uczestniczyło niewiele osób. Pamiętam, że była obecna moja chrzestna matka, starsza siostra mojej rodzonej Matki, Maria Wiadrowska. Pamiętam też, że do Mszy św. służył mi Mieczysław Maliński. Był on znakiem łączności ze środowiskiem Jana Tyranowskiego, który wtedy już był ciężko chory. Jako kapłan, a później jako biskup zawsze nawiedzałem kryptę św. Leonarda z wielkim wzruszeniem. Bardzo bym pragnął tam odprawić Mszę św. na Pięćdziesięciolecie moich święceń kapłańskich!

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________