Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Boża z Lourdes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Boża z Lourdes. Pokaż wszystkie posty

Św. Bernardetta i Różaniec



Objawienia w Lourdes od samego początku naznaczone były modlitwą różańcową. Już przy pierwszym objawieniu (11 lutego 1858 roku) widzimy św. Bernadettę z różańcem w ręku. W jej relacji z tego wydarzenia czytamy: „Kiedy Ją zobaczyłam, przetarłam oczy sądząc, że mi się przewidziało. Zaraz też włożyłam rękę do kieszonki i znalazłam swój różaniec. Chciałam przeżegnać się, ale nie mogłam unieść opadającej ręki. Dopiero kiedy Pani uczyniła znak krzyża, wtedy i ja drżącą ręką spróbowałam i udało się. Równocześnie zaczęłam odmawiać różaniec. Także Pani przesuwała ziarenka różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam odmawianie, widzenie ustało natychmiast”. Wzmiankę o różańcu znajdujemy również przy opisie kolejnych siedmiu objawień. Możemy się jednak domyślić, że Święta miała przy sobie różaniec podczas każdego objawienia, odmawiając tę modlitwę nieustannie – w czasie wizyt w grocie, jak i każdego innego dnia. I tak 14 lutego Bernadetta już przed wejściem do groty wyciąga różaniec i zaczyna się modlić. Natomiast 19 lutego, jak się dowiadujemy, różaniec odmawiają również wszystkie osoby, które przyszły tam razem z nią. Podobnie i przy opisie z 4 marca – różaniec odmawiają wszyscy ludzie, którzy odwiedzili grotę massabielską. W opracowaniach relacjonujących widzenia małej Świętej czytamy również, że modlitwa różańcowa była dla niej wstępem do kontemplacji, do modlitwy tak bardzo jednoczącej ją z Panem Bogiem, że jej efektem były ekstazy. Różaniec był też znakiem Maryi – od początku ukazywała się Ona Bernadetcie razem z tym modlitewnym atrybutem. Jak opisuje Święta z Lourdes: „Miała białą suknię przewiązaną niebieską wstęgą, biały welon na głowie i złocistą różę na każdej stopie. Na ramieniu trzymała różaniec. Była bardzo piękna, najpiękniejsza ze wszystkich kobiet, jakie do tej pory poznałam. Była bardzo młoda. Nie była starsza ode mnie”. Bardzo ciekawy motyw znaleźć możemy przy relacji z dwunastego objawienia. Świadczy on o tym, jak ważne jest dla Maryi to, by mieć swój własny różaniec i modlić się tą modlitwą właśnie na nim: „W czasie tego objawienia pobożna kobieta z Lourdes prosiła Bernadetę, by ta modliła się w grocie, używając jej różańca, dziewczynka spełniła jej prośbę, lecz Pani spytała ją z wyrzutem, co zrobiła ze swoim różańcem. Bernadeta zmieszana wyciągnęła z kieszeni swój różaniec i zaczęła modlitwę”. Ostatnie objawienie odbyło się 16 lipca. Było to osiemnaste pojawienie się Matki Bożej w Lourdes w sposób widzialny dla Bernadetty. Jak czytamy: „Bernadetę ogarnęło to samo uczucie, które znała już z poprzednich objawień. Jakaś wielka siła ciągnęła ją do groty. Odczekała do zmierzchu, po czym nakryta ciemnym kapturkiem poszła w stronę Massabielle. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. Wyciągnęła różaniec, zaczęła modlitwę i po raz ostatni przeżyła te niezwykłe momenty spotkania z Niepokalaną”.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Tajemnica Maryi i Bernardetty

Miejsca święte są na ziemi licznie reprezentowane... Do najbardziej znanych należy niewątpliwie francuskie Lourdes. Jego tajemnica wiąże się ze św. Bernadettą, która stała się pośredniczką w odkrywaniu Bożego przekazu dla tej ziemi, dla całego świata. Szukamy przeto śladami tajemnicy – miejsca i świętej osoby – głębszego misterium, w którym objawia się Bóg o ludzkim obliczu...

 Tajemnica ziemi

Rozpoczynamy tropem odkrytym przez Vittorio Messoriego, znanego dziennikarza i dociekliwego poszukiwacza w sprawach związanych z wiarą chrześcijańską. W swej godnej polecenia książce, przełożonej na język polski (Opinie o Maryi, Warszawa 2007), zastanawia się on nad tym, jak ziemia, na której leży Lourdes, została przygotowana do przyjęcia wizji maryjnych. Okazuje się, że ślady prowadzą w odległą przeszłość.
   Oto w 1062 roku powstał dokument, do dzisiaj zachowany. Jest to hołd wasalny hrabiego Bernarda, pana regionu Bigorre, do którego należało Lourdes. Hrabia zobowiązał się do corocznej daniny na rzecz sanktuarium maryjnego Le Puy w Masywie Centralnym na znak, iż obiera Madonnę za Panią swoją i swoich ziem. Dokument nie mówi, co skłoniło hrabiego do takiej decyzji. Istnieje jednak wcześniejsza  tradycja, sięgająca czasów Karola Wielkiego i związana z twierdzą, która także dzisiaj góruje nad Lourdes. W owych czasach twierdza była zajęta przez muzułmanów, a gdy cesarz próbował ją zdobyć, udało się to w końcu nie zbrojnie, tylko... cudownie. Towarzyszący cesarzowi biskup Le Puy udał się do saraceńskiego wodza ze słowami: „Ponieważ nie chcesz ustąpić przed żadnym człowiekiem, ustąp przed pewną Panią – przed Matką Bożą czczoną w Le Puy”. Poruszony łaską muzułmanin zgodził się na rozejm, a następnie ze swym wojskiem udał się z pielgrzymką do sanktuarium maryjnego, gdzie złożył przyniesione zioła i kwiaty, prosząc o chrzest i zmienił imię Mirat na Lordus, co dało nazwę twierdzy i położonej u jej podnóża miejscowości Lourdes... Odtąd na znak oddania się Maryi co roku odbywała się stąd pielgrzymka do Le Puy. Zwyczaj trwał aż do roku 1829, kiedy to po raz ostatni grupa dziewcząt z Lourdes złożyła swe dary Matce Bożej z Le Puy jako Pani Lourdes.
    Messori powołuje się na kolejne fakty. To, że Lourdes i hrabstwo Bigorre jest „własnością Maryi”, zostało potwierdzone uroczyście w Paryżu przez parlament, który w ten sposób rozstrzygnął spór między kanonikami z Le Puy a królem Anglii. Krótko potem, w 1307 roku, miasto Le Puy zrzekło się swych „praw” do hrabstwa na rzecz korony francuskiej. Królowie Francji stali się, zgodnie z umową, nie tyle posiadaczami, ile wasalami i zarządcami ziemi Maryi. Lenna zależność Lourdes od Matki Bożej została zakwestionowana dopiero przez króla „mieszczanina”, Ludwika Filipa Orleańskiego, który po rewolucji lipcowej 1830 roku objął władzę we Francji. Znamienne, że w tym samym roku, krótko przed wybuchem rewolucji, zaczęły się wizje Maryi w Paryżu, w kaplicy przy rue du Bac, gdzie następnie 27 listopada 1830 roku Matka Boża poprosiła o wykonanie medalika, nazywanego Cudownym Medalikiem i związanego z tajemnicą Niepokalanego Poczęcia. Wydarzenia miały ciąg dalszy w roku 1858, gdy Niepokalana pojawiła się w Lourdes. Zanim rozważymy teologiczną stronę Jej wizji, zauważmy za Messorim, który sam odwołuje się do uwag innego autora: lenne prawa Maryi do ziemi Lourdes obowiązywały jeszcze przez 30 lat od złożenia ostatniej daniny, czyli pomimo zakwestionowania przetrwały do początku roku 1859. To znaczy, że Niepokalana jakby w ostatniej chwili potwierdziła swoje prawa do tej ziemi, na której mieli Ją odtąd czcić nie tylko ludzie miejscowi, ale pielgrzymi napływający z całego świata! 
   Jednakże ziemia Lourdes, oddana Maryi, stała się także miejscem sławnym z innych praktyk... Gdy Bernadetta zaczęła widzieć tajemniczą postać, przesłuchujący ją księża próbowali wmówić, że może była to czarownica, skoro: „Wszyscy słyszeli o czarownicach w Lourdes”. Ponadto grota Massabielle, gdzie zaczęły się wizje, miała w okolicy złą sławę – służyła do usuwania nieczystości. Może dlatego także zachowanie się Bernadetty w czasie wizji, gdy już obserwowały ją tłumy, budziło zgorszenie. Dziewczyna, modląca się na kolanach i wpatrzona w niewidoczną dla innych postać, nagle pada na ziemię i ją całuje. Później, kiedy powróciła do przytomności z uprzedniej ekstazy, wyjaśniła dziwne zachowanie jako odpowiedź na prośbę tajemniczej Pani. Powiedziała Ona dziewczynce: „Proś Boga o nawrócenie grzeszników”. A następnie: „Ucałuj ziemię jako pokutę za grzeszników”. Nazajutrz Bernardetta jeszcze bardziej zadziwiła świadków kolejnej wizji. Widzieli, jak w ekstazie wspina się na kolanach do groty, grzebie w ziemi, bierze ją do ust, maże się nią, pluje, zrywa i gryzie liście pobliskich roślin... Zgorszyli się nawet ci, którzy dotąd byli gotowi bronić dziewczynki przed zarzutami halucynacji lub oszustwa. Co to miało znaczyć?
  
Tajemnica źródła 
Sama Bernadetta wyjaśniła później: „Pani powiedziała mi: »Pójdź do źródła napić się i umyć«. Nie widząc nigdzie wody, ruszyłam w stronę Gave. Ale ona palcem pokazała mi, żebym poszła pod skałę. Znalazłam tam trochę wody podobnej do błota: tak mało, że ledwie mogłam nabrać jej w rękę. Trzy razy ją wylewałam, taka była brudna. Za czwartym razem mogłam już wypić”. 
   Powyższe zdarzenie miało miejsce rankiem 25 lutego 1858 roku (wszystkie wizje, także dalej opisane, miały miejsce w tym roku). Nadal nie było jasne, o co tu chodziło. Na zarzut: „Wiesz, że mają cię za wariatkę, bo robisz takie rzeczy?” – Bernadetta powtórzyła wcześniejsze słowo Pani, odpowiadając: „To za grzeszników”. A tego samego dnia po południu jedna z kobiet przychodzących do groty wbiła kij pośrodku błotnistej kałuży wygrzebanej przez Bernadettę. Z miejsca zaczęła wypływać woda, coraz obfitsza i czystsza... Okazało się później, objaśnia Messori, że źródło tam było, tyle że nie mogło znaleźć ujścia. Badania pokazały, że dziewczyna, pouczona przez Maryję, zrobiła zagłębienie w ziemi dokładnie w miejscu, w którym woda próbowała wydostać się na zewnątrz.
   Właśnie źródło stało się najbardziej znanym i trwałym znakiem wizji w Lourdes. Sam początek był znaczący, jak opisuje wybitny francuski mariolog René Laurentin: „Błoto, co przemienia się w czystą wodę... Ludzie zaczynają rozumieć to posłanie nawołujące do nawrócenia grzeszników”. Źródło jest odtąd miejscem cudownych uzdrowień, nie tylko fizycznych, ale i duchowych, prowadzących do nowego życia w duchu wiary. Badania wody wykazały, że jest ona po prostu bardzo czysta i nie różni się z chemicznego punktu widzenia od wody z innych strumieni. Dobrze rozumiała to Bernadetta, która później oznajmiła: „To nie woda może was uzdrowić. Lecz wasza wiara. Woda jest tylko znakiem”.
  Słowa świętej z Lourdes przypominają znaczenie wody w inicjalnym sakramencie wiary chrześcijańskiej – chrzcie świętym. Zewnętrzne zanurzenie w wodzie jest sakramentalnym (skutecznym i sprawczym!) znakiem wewnętrznego zanurzenia się w misterium (po łacinie: sacramentum) Jezusa Chrystusa, Syna Boskiego Ojca w Duchu Świętym. Otwieramy się tu na tajemnicę, którą sam Jezus zapowiedział w ewangelicznej rozmowie z Nikodemem: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego (J 3,5).
   W Ewangelii jeszcze dwa razy powraca złączenie wody z tajemnicą Ducha Świętego. Najpierw Jego przyjęcie zostało zapowiedziane, gdy Jezus podczas pobytu w świątyni zawołał donośnym głosem: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. Zaś ewangelista skomentował słowa Jezusa tak: A powiedział to o Duchu, którego mieli przyjąć wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był [dany], ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony (J 7,37n).
   Następnie, w cieniu krzyża, dzięki przyjęciu Maryi do siebie Jan, umiłowany uczeń, mógł doświadczyć otwartego znaku Ducha Świętego, gdy z przebitego wnętrza Jezusa wypłynęła krew i woda (J 19,34). W oczach ucznia wskazywało to bliskie spełnienie wcześniejszej zapowiedzi: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza... Potwierdzają to dalsze słowa – kolejne wypełnienie Pisma, które przewidziało: Będą patrzeć na Tego, którego przebili (19,37). Spojrzenie na Przebitego wiązało się w proroctwie z wylaniem Ducha pobożności i z wytryśnięciem źródła na obmycie grzechów (Za 12,10; 13,1). Duch, którego Jezus oddał na krzyżu, objawi się w pełni po Jego uwielbieniu przez Ojca, jednak Jego pierwszym znakiem było wytryśnięcie z Jezusowego boku krwi i wody. Późniejsze świadectwo wyraźnie łączy te elementy, głosząc o Chrystusie, że przyszedł przez wodę i krew, i Ducha (1J 5,6). Tradycja Ojców widziała zaś w przebiciu Jezusowego boku na krzyżu otwarcie Jego Serca i początek Kościoła, opisany w innym świadectwie jako wylanie Ducha Świętego na wspólnotę uczniów z Maryją (Dz 1-2). 

Tajemnica „prostaczki” 
 Stopniowo wypływamy na głębię tajemnicy Lourdes i Bernadetty... Źródło wody naprowadziło na tajemnicę Ducha Świętego działającego w odpuszczeniu grzechów, ale głębiej – w objawieniu mądrości Bożej miłości, rozlanej w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,5). Bóg odsłania swą tajemnicę ludziom prostym, a szczególnie dzieciom. Przypomniał o tym Jezus, gdy rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10,21). Należała do nich Bernadetta...
  Messori wymownie charakteryzuje dziewczynę z okresu, gdy dane jej były wizje Maryi: „...czternastolatka (choć badający ją lekarze stwierdzili, że rozwój jej organizmu zatrzymał się na wieku dwunastu lat i która ze względu na niedożywienie nie stała się jeszcze kobietą); chora na astmę; cierpiąca na różne dolegliwości żołądkowe; zamknięta i nieśmiała introwertyczka; analfabetka i zgodnie z opinią jednego z członków rodziny nierozgarnięta; bez żadnego religijnego wykształcenia (nie miała pojęcia o tajemnicy Trójcy Świętej); pochodząca z najuboższej rodziny w mieście”.
   Tajemnicy tej ewangelicznej prostaczki nie rozumieli ciekawscy z wielkiego świata, którzy słysząc o wydarzeniach w Lourdes, usiłowali na własne oczy zobaczyć wizjonerkę wybraną przez Maryję. Pewna paryska dama była zgoła zgorszona, że Matka Boża mogła znaleźć upodobanie w osobie tak prymitywnej... A przecież jej prostota czyniła poruszające wrażenie na ludziach otwartych na nią, nie zatrzymujących się na powierzchni zjawisk. Czy Bernadetta nie była podobna do samej Maryi, niepozornej, ubogiej dziewczyny z Nazaretu, zwłaszcza w ukryciu, które towarzyszyło Jej „osłonięciu” przez Ducha Świętego w tajemnicy poczęcia Syna Bożego (por. Łk 1,35)? Niepokalane poczęcie Jezusa dokonało się, gdy Maryja była poślubiona Józefowi, ale jeszcze z nim nie mieszkała. Zgodnie z obyczajem żydowskim znaczyło to, że osiągnęła już wiek uzdalniający prawnie do małżeństwa, czyli miała dwanaście lat, ale – mówiąc słowami Messoriego – „nie stała się jeszcze kobietą”, by mogła zamieszkać ze swym mężem.
   Ewangeliczna prostota dziewczyny z Lourdes upodabniała ją do Niepokalanej także w postawie związanej z widzeniami. Gdy po zakończeniu wizji stanęła w końcu także przed biskupem, który chciał ją zobaczyć, poproszono, by sprecyzowała, w jaki sposób Maryja wymówiła swe imię... Laurentin, powołując się na źródłowe świadectwa, tak to opisuje: „Bernadetta wstaje, rozpościera ramiona, a dłonie złącza. W tym uduchowionym, lecz pełnym prostoty geście coś jest. Po twarzy starego biskupa spłynęły dwie łzy. Po przesłuchaniu, głęboko jeszcze wzruszony, powiedział do wikariusza generalnego: Czy widział ksiądz to dziecko?” A rzeźbiarz, któremu Bernadetta powtórzyła ten gest, aby mógł go uwiecznić w figurze Niepokalanej, wyznał później: „Nigdy nie widziałem czegoś równie pięknego... Ani Fra Angelico, ani Perugino, ani Rafael nie namalowali nigdy nic tak słodkiego, a zarazem głębokiego jak spojrzenie tej młodej naiwnej dziewczyny, cierpiącej w widoczny sposób na płuca”. 
   Zjednoczenie wizjonerki z Osobą, którą widziała, było tak ścisłe, że nasuwa myśl o utożsamieniu: kto ją zobaczył, zobaczył i Niepokalaną... To wrażenie zostaje dodatkowo potwierdzone, gdy Bernadetta przekazała po raz pierwszy wyjawione jej imię. Choć zostało ono wypowiedziane w jej ojczystym języku, dialekcie pirenejskim, dziewczyna nie rozumiała go i żeby nie zapomnieć, powtarzała je sobie w drodze do proboszcza. Gdy wbiegła do niego, zawołała: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Proboszcz oniemiał. Już miał odpowiedzieć: „Ty zarozumiała dziewczyno, ty jesteś Niepokalanym Poczęciem?” – ale powoli zaczęło do niego docierać oślepiające światło. Można to pojąć jedynie w prostocie Bożego dziecka, najpełniej otwartego na Bożą tajemnicę.
Ks. Jacek Bolewski SJ
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Nawrócenie francuskiego masona w Lourdes

Maurice`a Caillet urodził się w Bordeaux w 1933 roku w rodzinie antyklerykalnej, ukończył z wyróżnieniem studia medyczne, specjalizując się w ginekologii i urologii. Kultywował w tym czasie swoją pasję do Jacques`a Monod i w pełni podzielał jego poglądy o „konieczności Darwinizmu”.

Będąc członkiem Planned Parenthood, która prowadziła międzynarodowe lobby na rzecz legalizacji aborcji na świecie, przeniósł się do Rennes gdzie zaczął pracować w  prestiżowej prywatnej klinice promując antykoncepcję i sterylizację. Kiedy znalazł się w kryzysie z powodu upadającego małżeństwa jego nauczyciel języka rosyjskiego poradził mu się skontaktować Wolnomularstwem i tam szukać wsparcia i pokarmu duchowego. Tak więc w maju 1968 Caillet puka do drzwi domu numer 16 przy ulicy Rue Cadet w Paryżu, gdzie mieściła się siedziba Wielkiego Wschodu Francji. Prośba Caillet`a o przyjęcie do masonerii została przyjęta. W przeciągu kilku lat zaczął się on wspinać po drabinie masońskiej hierarchii, zostając w 1974 roku Czcigodnym Mistrzem. W krótkim czasie został członkiem Partii Socjalistycznej, a wraz z dojściem do władzy François Mitterrand`a w 1981 r., otrzymał nominację do  komisji w Ministerstwie Zdrowia.
 O swojej szybkiej karierze pisze Caillet w autobiografii, “Yo fui mason” Byłem masonem, wydanej w Hiszpanii. Opisuje tam zarówno rozgałęzienia Wolnomularstwa w instytucjach władzy cywilnej i jej skuteczność w narzucania  „priorytetów politycznych”, zwłaszcza w tak zwanych „etycznie drażliwych kwestiach”. Na przykład  1975 roku następuje legalizacji aborcji w wyniku falowych nacisków „świeckich roszczeń”. Autor rozszyfrowuje w ten sposób słynne pojęcie laicité (laickości):
„Po swoim wyborze w maju, Valérie Giscard d’Estaing, oprócz nominacji Jacques`a Chirac`a  jako premiera, wybrał na osobisty doradca Jean-Pierre Prouteau, Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Francji (główna gałąź francuskiej Masonerii). Do Ministerstwa Zdrowia została powołana Simone Veil, prawnik, była więźniarka Auschwitz, która jako doradcę miała doktora Pierre Simon`a, Wielkiego  Mistrza Wielkiej Loży Francji, z którym utrzymywałem korespondencję. Politycy byli powoływani spośród tych których nazywaliśmy Bracia trzy kropki(…), a projekt ustawy o aborcji został przygotowany i przyjęty bardzo szybko.”
I tak do 1983 roku, kiedy to pojawiło się nowe „wyzwania”. Jego życiowa partnerka  Claude, została wówczas zaatakowana przez poważną i tajemniczą chorobę przewodu pokarmowego, co do której lekarze nie potrafili wystawić  jednoznacznej diagnozy. Doktor Caillet postanowił postawić na wyjazd do Lourdes w poszukiwaniu „szoku kosmiczno – tellurystycznego”, co pozostawało w zgodzie z jego okultystycznymi przekonaniami. Miał nadzieję na odnalezienie tej tajemniczej, uzdrawiającej „siły”, która zwykła koncentrować się w świętych miejscach. Pewnego ranka w lutym, podczas gdy Claude znajdowała się w basenach sanktuarium, Maurice wylądował w krypcie nad jaskinią i to w czasie celebracji Mszy Świętej. Słysząc słowa Ewangelii „Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” wstrzymał oddech. Były to te same słowa, które słyszał piętnaście lat temu, w obrzędzie inicjacji w loży w Rennes. Podczas ciszy, która nastąpiła po Ewangelii, usłyszał głos, sugerujący mu aby ofiarował coś w zamian za uzdrowienie Claude. Pomyślał, że byłoby najlepiej ofiarować samego siebie. „Kiedy odzyskałem świadomość tego co się wokół mnie działo – pisze w swojej książce – kapłan podnosił Hostię, w której po raz pierwszy w moim życiu poznałem Jezusa za zasłoną pokornego kawałka chleba. Było to światło, którego  na próżno szukałem w kolejnych inicjacjach masońskich. Po Mszy poszedłem do zakrystii za kapłanem i bez większego wstępu, poprosiłem go o Chrzest.”
 Po powrocie do domu Caillet, podobnie jak Cesare Festa, postanowił odwiedzić Lożę, i w dzień świętego Jana Ewangelisty wygłosił referat „Jezus, postać mityczna, czy realna”.  Wychodząc od Hirama, alegorycznego architekta świątyni Salomona, poprzez misteria masońskie, teorie Edouarda Schuré, obraz kozła ofiarnego René Girard`a, a także zwoje znad Morza Martwego, dokonywał akrobatycznej obrony wiary chrześcijańskiej wobec cichej publiczności. Był to jego ostatni kontakt z tak zwanymi „braćmi”. Wkrótce potem zaczęły napływać pogróżki, utrata pracy, upadek gospodarczy, izolacja, aż do swoistej śmierci społecznej dla środowisk które się „liczą”.
To trochę tak jak z Albertem-Eugene de Puyou Pouvourville, pseudonim Matgioi, który wprowadził do Loży największego odnowiciela myśli masońskiej  XX wieku, René Guénon`a. Po przejściu przez ezoteryzm taoistyczny, kościół gnostyczny i 50 lat  nienawiści do Chrześcijaństwa Albert-Eugène kończył swoje życie  w pobożności do św. Teresy z Lisieux. W  1934 r. opublikował książkę o „Małej Drodze” świętej  z przedmową Jacques`a – Marie Henry, przewodniczącego Dzieła św. Franciszka Salezego, oraz wstępem Alfreda Baudrillart`a, rektora Instytutu Katolickiego w Paryżu. Dowiedziawszy się  o tym niesłychanym nawróceniu Guenon powiedział tylko, że jeśli Albert de Pouvourville żyje, to Matgioi można teraz uznać za zmarłego.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Potrójna adoracja. Niepokalana z Lourdes adoruje Trójcę Przenajświetszą

Luigi Novarese, Sentire con Christo, L’Ancora 12/1952 

Na początku należy powiedzieć, że odczuwanie z Chrystusem jest jak obowiązek. „Kto nie jest ze Mną, ten jest przeciwko Mnie”; „Kto nie zbiera ze Mną, rozprasza”. Twoja misja jest bardzo zbliżona do misji Jezusa. Jest nią kontynuacja i dopełnianie Jego męki. On narodził się po to, by stać się ofiarą. Twoje szczególne podobieństwo do Chrystusa zobowiązuje cię podwójnie do tego, by odczuwać z Chrystusem. Jesteś do tego zobowiązany jako stworzenie odkupione, mające udział w mistycznym ciele Jezusa i jesteś do tego zobowiązany na mocy misji, którą jest kontynuowanie Jezusowej męki. To odczuwanie z Chrystusem zostało już określone. Dokonuje się ono przez adorację, dziękczynienie, zadośćuczynienie oraz pojednanie.

   Adoracja jest częścią kultu religijnego, jest aktem, poprzez który pochylamy przed Bogiem całe nasze istnienie. Ponieważ człowiek jest złożony z duszy i ciała, adoracja też powinna być wewnętrzna i zewnętrzna. 

Adoracja wewnętrzna powinna być tą najważniejszą, zewnętrzna zaś powinna funkcjonować w zależności od tej pierwszej. 

Kult, jaki oddajemy Bogu, kierując się religijnością, popycha nas do tego, by złożyć Mu ofiarę z tego wszystkiego, co z pełną czcią przynosimy, z tego, kim jesteśmy. Adoracja jest właściwą formą ludzkiego istnienia. Można powiedzieć, że ludzie adorujący Boga są w społeczeństwie wybranymi delegatami, którzy wstawiają się za tę wspólnotę oficjalnie, tak jak Chrystus, którego Bóg uczynił oficjalnym Reprezentantem wszystkich wierzących, tworzących społeczeństwo Kościoła.
   W Chrystusie krzyżują się trzy typy adoracji – zależne od trzech aspektów, w jakich możemy rozpatrywać Jego osobę – jako Człowieka-Boga, jako naszego Reprezentanta i jako Ofiarę. Jezusowa adoracja Boga, jako Człowieka-Boga, jest niewątpliwie najdoskonalsza, bo On najdoskonalej zna Boga. Nikt nie zna Ojca tak, jak Syn. Nikt nie zna Ojca tak, jak On, który jest wiecznym i najpełniejszym obrazem Ojca. Gdybyśmy doskonale poznali Ojca, przestalibyśmy być stworzeniami. Ludzki rozum nie jest bowiem w stanie nigdy zrozumieć nieskończoności. Adoracja Jezusa nie ogranicza się więc do aktu osobistego, osobowego, ona jest cała aktem czysto boskim. Jezus jest naszym Reprezentantem. On wchodzi z nami w relację. Jest naszym Zbawicielem i Odkupicielem – to znaczy, że jest tym, który nas odkupił – a to mówi, że wchodzi w relację z odkupionymi. Chrystus jest głową mistycznego ciała, w Nim znajdujemy wszystkie inne członki. W Nim znajdujemy życie. Ze względu na Niego możemy spotkać się z Ojcem. On jest dla nas Zbawicielem na tyle, na ile my jesteśmy przy Nim i potrzebujemy Go. Jezusowa adoracja Boga jest więc też adoracją Tego, który jest naszym Reprezentantem, który jest Głową mistycznego ciała. Jezus, przyjmując tę funkcję, adoruje Ojca w imieniu nas wszystkich, którzy stanowimy Jego ciało. Nawet jeśli któryś z członków jest chory, prawie umarły, On adoruje Boga także ze względu na niego. On adoruje Ojca zawsze, a Jego adoracja ma wymiar nieskończoności. Nikt nigdy nie będzie w stanie adorować Ojca tak doskonale jak On, nawet Najświętsza Panna Maryja. Nieskończona adoracja Jezusa jest też adoracją ofiarną. Jezus jest kapłanem i ofiarą. Jezus jest ofiarą, która dobrowolnie poświęca się Ojcu, by naprawiony został porządek zniszczony przez pierworodny grzech naszych prarodziców. Ten, kto czuje się powołany do odczuwania z Jezusem, jest jednocześnie powołany do potrójnej adoracji. Nie wszyscy wierzący mogą adorować Boga w potrójnej adoracji, ponieważ nie wszyscy mają możliwość być kontynuatorami Jego pasji. Adorujmy Boga jako stworzenia. Adorujmy Boga jako odkupieni, jako części mistycznego ciała. Adorujmy Boga jako ofiary mające „spłonąć” dla Jego chwały. Jakże piękna jest Madonna, Dziewica pokorna, która w Lourdes podczas wspólnej modlitwy z Bernadettą, na znak swojej adoracji Boga, schyla głowę przy słowach Chwała Ojcu i synowi i Duchowi Świętemu… Ona bada swoje serce, odnosząc każde jego drgnienie do Boga. Ona adoruje Trójcę najgłębiej ze wszystkich świętych. Na słowa Chwała Ojcu i synowi i Duchowi Świętemu... skłania się w miłosnej adoracji całe Jej jestestwo. Niepokalana jest niejako przedstawicielką ludzkiego rodzaju, jest Matką wszystkich wierzących i dlatego także Ona adoruje Boga nie tylko w swoim imieniu, ale i w imieniu całej swojej rodziny, wszystkich swoich dzieci. Wreszcie też Madonna adoruje Boga i Jego plany, gdy na Kalwarii stoi pod Krzyżem. Tam najlepiej widać Jej głęboki i bolesny „urząd” przedstawicielki rodzaju ludzkiego. 
   Nasza adoracja jest wprost proporcjonalna do naszej wiary i wiedzy. Nasza pozycja w akcie adoracji jest podobna do tej, jaką widzimy u Mojżesza, który stoi naprzeciw płonącego krzewu: jesteśmy upokorzeni, z głową w prochu. Nie jesteśmy jednak w tym osamotnieni, w izolacji. Tworzymy bowiem wszyscy ciało mistyczne, którym jest Kościół. Jako chrześcijanie powinniśmy trwać nie tylko na osobistej adoracji, ale też powinniśmy adorować Boga w imieniu tych wszystkich naszych braci, którzy Go nie adorują. Anioł, który objawił się w Fatimie trzem pastuszkom, by przygotować ich na spotkanie z Matką Bożą, nauczył ich takiej modlitwy: „Mój Boże, wierzę w Ciebie, adoruję Cię, Tobie ufam i Ciebie kocham! Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie adorują, Tobie nie ufają i nie kochają Cię!”. Najdroższy Bracie cierpiący! Ty dodatkowo sam możesz adorować Boga jak Chrystus, oferując Mu swoje poświęcenie, zjednoczone z Chrystusem. Twoje poświęcenie, twoje cierpienie jest kontynuacją męki Jezusa. Jeśli czegoś brakuje Jego męce, to właśnie Twojego osobistego w niej udziału. Bracie cierpiący – nie narzekaj więc już dłużej, nie rozpaczaj. Twoja misja ma wielką wartość. Masz bowiem możliwość adorować Boga nie tylko jako stworzenie i nie tylko jako odkupiony, ale również jako ofiara.
    Kapłan został powołany w Kościele do stałej modlitwy za lud, który reprezentuje. Ty natomiast powinieneś nieustannie ofiarowywać swoje cierpienie w intencji zbawienia wszystkich, których ty reprezentujesz. To jest twój urząd, zadanie i powołanie. Adoruj Boga w sobie, adoruj Go w Jego planach. Zanurz w tej adoracji całego siebie. Życie wieczne jest wiecznym aktem adoracji. Twoja adoracja dokonująca się teraz jest już początkiem raju. Czuj się dumny z powodu udzielonej ci misji reprezentanta swoich braci i żyj swoim powołaniem ofiary, która daje siebie innym w darze miłości. To jest twoje powołanie. To jest twoja misja, do której wezwał cię Bóg. To jest też misja, której oczekuje od ciebie społeczeństwo.

 Boże mój, jakże ślepy jest człowiek, jeśli po tak straszliwych nieszczęściach nie otwiera serca na światło wiary! Czy nie bierze nas pokusa zapytać się, kto to taki ściągnął tę straszliwą karę? Słuchajmy dobrze, a głos z głębi naszych serc odpowie nam: to grzech.Tak, grzech – to największe nieszczęście. On to jest przyczyną wszystkich kar… Oto szczęście i korzyści, jakie nam daje dzieło grzechu. O mój Boże, przebacz nam jeszcze raz i okaż nam miłosierdzie.
(List z 4.07.1876 r. [fragm.], św. Bernadetta Soubirous)

______________________________________

Polskie Lourdes

Matka Boża, ukazując się w roku 1858 w Lourdes świętej Bernadetcie Soubirous, powiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie i wezwała do modlitwy oraz pokuty. Niespełna dwie dekady później Najświętsza Panna zwróciła się z tym samym przesłaniem do dwóch polskich dziewczynek w Gietrzwałdzie. Wieś ta, nazywana „polskim Lourdes” jest do dzisiaj jedynym w naszym kraju zatwierdzonym przez Kościół miejscem maryjnych objawień.



27 czerwca 1877 roku wieczorem trzynastoletnia Justyna Szafryńska, przygotowująca się do Pierwszej Komunii Świętej, ujrzała po raz pierwszy Bożą Rodzicielkę na klonie stojącym obok tamtejszego kościoła. Dziewczynka akurat zdała egzamin z katechizmu i była w drodze do domu, kiedy dostrzegła jaśniejącą postać. Zbliżywszy się, zobaczyła siedzącą na tronie piękną Panią, której składał pokłon zstępujący z nieba anioł. Nazajutrz Matka Boża ukazała się także dwunastoletniej Barbarze Samulowskiej, a później, wielokrotnie w tym samym miejscu obu dziewczynkom – po raz ostatni 16 września. Najświętsza Panna powiedziała dzieciom to samo, co św. Bernadetcie w Lourdes: Jam jest Maryja, Niepokalane Poczęcie. Wzywała też do pokuty, a Jej pierwsze słowa brzmiały: Chcę, abyście codziennie odmawiały różaniec. Polecenie to powtórzyła z naciskiem na zakończenie objawień, podkreślając, że najważniejsze jest uczestnictwo we Mszy Świętej.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Program Niepokalanej


Maryja przy pomocy Bernadetty nawoływała w Lourdes do modlitwy i pokuty

Droga, którą zaproponowała Niepokalana, jest dzisiaj niezwykle aktualna. Jej słowa, włączone w nauczanie Chrystusa, stanowią dla Kościoła szansę odrodzenia. Nasi kapłani, stojąc blisko Maryi, stają się prawdziwymi kapłanami – kapłanami i ofiarami –prawdziwymi reprezentantami ludu Bożego, z którego zostali wzięci i dla którego  zostali ustanowieni. My zaś wszyscy dzięki Niepokalanej stajemy się w pełni braćmi i siostrami. Modlitwa i pokuta, o które prosi Maryja, w swoim wymiarze apostolskiej troski, czynią nas odpowiedzialnymi za siebie. Ich celem jest bowiem nawracanie grzeszników, wynagradzanie za popełnione grzechy, wspieranie papieża, biskupów i księży.

Modlitwa czyni możliwym dialog z Bogiem, pomaga widzieć nasze życie w świetle łaski, łączy nas duchowo ze wszystkimi ludźmi. Modlitwa jest równocześnie wyznaniem naszej miłości. Przez ciągłe podtrzymywanie łączności z Panem Bogiem na modlitwie, człowiek zaczyna widzieć swoje życie i całą otaczającą rzeczywistość w Jego świetle, zaczyna też widzieć potrzeby innych.

Pokuta oznacza walkę ze sobą samym podejmowaną każdego dnia, podejmowaną cierpliwie, z pewnością, że próby doświadczane wewnątrz i na zewnątrz nie mogą pokonać naszych sił. Pokuta jest potrzebna do uświęcenia naszej pracy i naszego cierpienia. W tym wymiarze jest ona formą przeproszenia za własny grzech i grzechy świata, formą poświęcenia się za ludzkość, by w Chrystusie znalazła rozwiązanie swoich problemów i osiągnęła zbawienie, dla którego została stworzona. Maryja nawoływała do pokuty, mówiąc: „całujcie ziemię za grzeszników”. Program Niepokalanej pokazuje, że człowiek zajmuje centralne miejsce w dziele stworzenia i zbawienia. Ziemia jest miejscem przejściowym. Człowiek został powołany, by nią władać i jej służyć dla dobra ludzkości aż do ostatecznego końca, który jest Niebo. Maryja, która objawiła się w Lourdes, dała nam wszystkim obietnicę Nieba Jak wiemy z przekazu Bernadetty, Matka Boża powiedziała, że pełne szczęście osiągnie ona dopiero w Niebie – zapewniła tym samym, że takie szczęście jest możliwe do osiągnięcia. Ta obietnica, dana do przekazania przez jej małą współpracowniczkę, nie jest czymś marginalnym, Maryja nie przedstawia alternatywy, nie mówi, że można osiągnąć szczęście albo w Niebie albo gdzieś indziej. Pojawia się pytanie: dlaczego szczęście jest możliwe do osiągnięcia tylko w tamtym, a nie w tym życiu? Odpowiedź jest prosta – bo każde ziemskie szczęście pozbawione Boga, stojące w sprzeczności z Nim albo nie nakierowane na Niego w pełni nigdy nie przyniesie człowiekowi takiej radości spełnienia, o jakiej on marzy. Jak pisał Jan Paweł II: „Wielkość albo małość człowieka zależy od jego identyfikacji z Bogiem”.Od tego też zależy stopień osiąganego szczęścia. Program Niepokalanej jest programem miłości, o jakiej mówi nam Jezus. Objawiając się w Lourdes, Maryja przypomina treść Ewangelii. Ona sama jest najlepszym świadkiem miłości Bożej. Ona też doświadczyła największej próby wiary w tę miłość – w przerażający i wielki piątek śmierci Jej Syna. Nawołując więc do modlitwy i pokuty, nawołuje do nawrócenia, do troski o bliźnich, do odpowiedzialności za Kościół, do wiary w Zmartwychwstanie. Tak jak kiedyś, tak i teraz powtarza nam wszystkim: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
 
Luigi Novarese, Siamo stati a Lourdes, L’Ancora 8-9/1975; La promessa dell’Immacolata, L’Ancora 5-6/1980, tłum. I.R. 

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________