Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3. WIELKI POST. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3. WIELKI POST. Pokaż wszystkie posty

Św. Jan Maria Vianney - obmowa i oszczerstwa

REFLEKSJE WIELKOPOPSTNE


Św. Jan Maria Vianney, Kazania proboszcza z Ars,

1. Dopuszcza się obmowy ten, kto bliźniemu zarzuca coś niesprawiedliwie, albo przypisuje mu wadę, której ten nie posiada. Ten rodzaj obmowy nazywamy oszczerstwem. Bo musicie wiedzieć, że obmowę od oszczerstwa dzieli nieraz tylko mały krok, odległość między nimi jest niewielka. Bo ludzie, kiedy usłyszą o bliźnim coś złego, wyolbrzymiają to, a gdy rzecz przejdzie przez języki kilku osób, nie jest już tym samym – i ten, kto ją pierwszy opowiedział, nie rozpoznałby jej, tyle porobiono w niej zmian i dodatków. […]
2. Dalej. Obmowy dopuszcza się ten, kto wyolbrzymia zło, jakiego dopuścił się bliźni. Bliźniemu powinęła się noga, a wy, zamiast okryć jego upadek płaszczem miłości, wyolbrzymiacie jeszcze w opowiadaniu jego rozmiary. Pracownik odpocznie sobie chwilę, a wy zaraz mówicie, że to nicpoń, leń, który okrada swojego chlebodawcę. Zdarzy się, że ktoś uszczknie kilka winogron na polu albo owoców w sadzie – czego naturalnie nie powinien robić – a wy zaraz opowiadacie o tym ludziom: że to złodziej, przed którym należy się mieć na baczności. Pięknie mówi na ten temat św. Franciszek Salezy: Nie wolno głosić, że ten czy ów jest pijakiem albo złodziejem, tylko dlatego, że go widzieliście raz pijanego albo wyciągającego rękę po cudzą własność. Noe i Lot upili się przypadkowo jeden raz; a przecież ani jeden, ani drugi nie był pijakiem. Św. Piotr nie był bluźniercą, choć jeden raz zaparł się Chrystusa. A więc osoba, która dopuściła się występku jeden raz – a choćby i kilka razy – nie może uchodzić za nałogowca. Szymon Trędowaty, widząc Chrystusa Pana płaczącą Magdalenę, mówił: Gdyby ten człowiek był prorokiem, wiedziałby, że ta niewiasta jest grzesznicą. I bardzo się pomylił tak twierdząc, bo Magdalena nie była już grzesznicą, ale świętą pokutnicą, która otrzymała przebaczenie grzechów. Pyszny faryzeusz przechwalał się głośno w świątyni swoimi dobrymi uczynkami, dziękując Bogu, że nie jest cudzołożnikiem, człowiekiem niesprawiedliwym ani złodziejem, jako i ten celnik. – Ale pomylił się, bo w tej chwili celnik był już usprawiedliwiony. Miłosierdzie Boże jest tak wielkie, że w jednej chwili przebacza pokutującym najcięższe grzechy i dlatego nie możemy twierdzić, że ten, kto wczoraj był grzesznikiem, jest nim także i dzisiaj.

3. Popełnia też obmowę ten, kto bez dostatecznego powodu wyjawia ukryty błąd albo winę bliźniego. Kto postępuje w ten sposób, wykracza przeciwko cnocie miłości, którą Bóg tak gorąco zaleca. Zresztą zdrowy rozum mówi, że tego, co nam nie jest miłe, nie powinniśmy robić bliźniemu. Czy byłoby nam przyjemnie, gdyby ktoś mówił ludziom o naszych ukrytych błędach? Dobre imię jest cenniejsze niż majątek, a to imię ginie, jeżeli ujawniamy ukryte błędy jednostek lub rodzin.

4. Obmową jest, kiedy ktoś tłumaczy sobie na niekorzyść uczynki bliźniego. Są ludzie, którzy niby pająki najlepszą rzecz zamieniają w truciznę. Biedny jest człowiek, który dostanie się na języki obmawiających, bo jest jak ziarno, które wpadło pod koło młyńskie: zostanie zmiażdżony i poszarpany w kawałki. Ludzie złośliwi przypisują nam nieraz najgorsze zamiary, które nigdy nie postały nam w głowie. Jeśli modlimy się pobożnie i spełniamy obowiązki naszej świętej wiary, często nazywają nas obłudnikami i mówią, że jesteśmy aniołami w kościele, a diabłami w domu. Kiedy spełniamy dobre uczynki, myślą sobie, że kierujemy się pychą, że chcemy, żeby nas widziano i chwalono. Usuwanie się od świata nazywają dziwactwem, słabością i ciemnotą umysłu, oszczędność – skąpstwem. […]

5. Nieraz można popełnić obmowę nawet milczeniem. Chwalą w waszej obecności jakąś osobę, którą znacie. Wy nic na to nie mówicie albo chwalicie ją oszczędnie. Z waszego milczenia ludzie wyciągają wniosek, że wiecie o niej coś złego. Czasem dopuszczamy się obmowy nawet przez współczucie. „Szkoda – mówi ktoś na przykład – że ta osoba dała się uwieść. Nie chce mi się w to wierzyć." Św. Franciszek nazywa taką obmowę zatrutą strzałą, którą ktoś zanurza w oliwie, żeby tym gładziej raniła. Kto uśmiecha się znacząco, potrząsa głową, kto mówi „ale", ten nieraz także bardzo szkodzi dobremu imieniu bliźniego.

Najbardziej przykra w skutkach jest obmowa wtedy, kiedy ktoś donosi drugiemu o tym, co o nim mówił kto inny. Stąd bowiem biorą początek nienawiść, zemsta, gniew, który trwa nieraz aż do śmierci. Dlatego Duch Święty umieszcza takie doniesienia wśród siedmiu rzeczy, którymi brzydzi się Bóg. […]

Z grzechów obmowy trzeba się dokładnie wyspowiadać i powiedzieć, czy mówiliśmy o bliźnim źle z lekkomyślności, czy z nienawiści lub zemsty? Czy chcieliśmy przez to zaszkodzić czyjemuś dobremu imieniu? Kogo obmawialiśmy: czy przełożonego, czy osobę równą stanowiskiem, czy duchownego, czy świeckiego? Wobec ilu osób miała miejsce obmowa?

Modlitwa o pokój serca
PANIE, daj mi pokój serca.
Oddal ode mnie gniew, nienawiść, pragnienie zemsty.
Modlę się za tych, którzy mnie zranili słowem,
czynem, obojętnością, niezrozumieniem.
Proszę też za tymi, którymi ja zadałem ból.
Pomóż mi wejść jak najszybciej na drogę pojednania
bez dramatyzowania sytuacji i formułowania oskarżeń.
Daj mi siłę, bym umiał przebaczyć.
JEZU, który powiedziałeś „błogosławieni cisi”,
uciszaj moje wewnętrzne burze
i pomóż mi lepiej rozumieć siebie.
Powiedziałeś „błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”,
uczyń ze mnie człowieka wnoszącego pokój, a nie zamęt.
Niech „nad moim gniewem nie zachodzi słońce”,
Nie chcę „dawać miejsca diabłu” (Ef 4, 26).

na podstawie: http://www.pch24.pl
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Abyśmy wytrwali w pokucie

I znów - jak co roku - Kościół zaprasza nas do wejścia w liturgiczny okres Wielkiego Postu. Posypaliśmy głowy popiołem i... No właśnie! I co dalej? Czym będzie różnić się nasza wielkopostna codzienność od dni karnawału? Czy tylko nie urządzaniem tzw. hucznych zabaw? A tak w ogóle - mógłby ktoś spytać zaczepnie - po co te sztuczne okresy, w których czegoś nie wolno robić? Przecież Boga można spotkać w różnych miejscach i w różny sposób. Dlaczego każe się nam powracać do tych samych gestów i słów?
Po pierwsze, człowieku, żaden ksiądz do niczego Cię nie zmusza. Jesteś wolny, to znaczy możesz wybierać. Co więcej, jako osoba musisz wybierać. A po drugie, pomyśl choć przez chwilę: Być może proponowany przez Kościół czas Wielkiego Postu jest czymś dobrym dla Ciebie, dla Twojego życia. św. Paweł powiada, że "wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść" (1 Kor 6,12).

"Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6,16-18). W Środę Popielcową rozpoczęliśmy czterdziestodniowy Wielki Post. Przyszliśmy do świątyń i pokornie pochylając głowy przyjęliśmy posypanie popiołem. Przykładamy do tego znaku wielką wagę. Rzecz jednak w tym, by nie pozostał on tylko zewnętrznym, widocznym dla innych znakiem. Popiół, który spada na nasze głowy, powinien dotknąć naszych serc. Tam właśnie muszą dotrzeć, zakorzenić się i wydać owoce słowa towarzyszące posypaniu: "Nawracajcie się i wierzcie Ewangelii", "Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz". Post winien być czasem "rozdzierania serc", rozbijania ich czasem stwardniałych skorup, zaglądania do wnętrza i sprawdzania, co kryje się na samym dnie. Wielki Post trwa wiele dni. Aby go dobrze, po chrześcijańsku przeżyć, trzeba wytrwałości. Potrzeba siły, by nie zniechęcić się i nie zmarnować danego nam czasu. Dni Wielkiego Postu powinny w życiu chrześcijanina różnić się od pozostałych dni w roku. Nie chodzi jednak o wyłącznie zewnętrzne różnice. Choć niezbędne jest, by zmianie uległ rytm codzienności, by więcej było w niej chwil przeznaczonych na refleksję, na obecność w świątyni, udział w nabożeństwach, to jednak najistotniejsza przemiana musi dokonać się wewnątrz człowieka. Zewnętrzne gesty i zachowania mają wartość tylko jeśli wyrażają postawę wewnętrzną. Rozpoczynamy święty czas pokuty. Niech nasze serca nawrócą się "przez post (także rozumiany dosłownie, polegający na odmówieniu sobie różnych potraw i napojów) i płacz, i lament". Przyjmijmy apel św. Pawła: "Pojednajcie się z Bogiem". Pojednajmy się, bowiem Bóg jest łaskawy i miłosierny. Pojednajmy się też z innymi i sami ze sobą.
   Aby odkryć bogactwo WIELKIEGO POSTU, trzeba sobie uświadomić, że Bóg na samym początku podał najprostszą definicję człowieka: "pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz". Wezwał, abyśmy pamiętali o tym kim jesteśmy.
   Ta prawda kształtuje nasze codzienne życie. Kiedy obserwujemy je uważnie, okazuje się, że my tylko raz w roku odnosimy te słowa do siebie i z pokorą przyjmujemy popiół spadający na naszą głowę, natomiast 364 dni w roku tym popiołem obsypujemy innych. Bo popiół to zawartość naszego serca  Potrafimy sypać prochem własnego serca w ich oczy, aby płakali, a bywa, że przygotowujemy popiół pocisków nuklearnych, by przy jego pomocy zamienić w popiół miliony ludzi. Człowiek, który z prochu powstał i w proch się obróci, doskonali wszystkie metody, aby mógł zamienić w popiół całą ludzkość.
   Kościół wiedząc o tym odruchu ludzkiego serca, które jest z prochu i w proch się obraca, posypuje prochem głowy swoich wiernych i każe nam na początku Wielkiego Postu zwrócić oczy na siebie i wzywa, byśmy umieli powiedzieć: nie utrudniajmy sobie życia. Czy jest sens, by proch rzucał swoim prochem w drugi proch i tych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat na ziemi czynił ciężkimi? Czy nie lepiej wyciągnąć do siebie ręce pełne dobroci, życzliwości i pomóc sobie tu na ziemi, gdzie wszystko nieuchronnie rozsypuje się w proch, ocalić to, co można przenieść do wieczności. Czterdzieści dni Wielkiego Postu przed nami. Uczyńmy wszystko, aby nie rzucić prochem własnego serca w oczy drugiego, aby go nie zranić, by nie musiał z naszego powodu płakać. Wyciągnijmy do drugiego człowieka rękę pełną życzliwości i dobroci.
  Chrystus podaje nam swoje własne Ciało po to, aby ubogacić, aby powiedzieć, że życie na ziemi może być piękne, jeśli ludzie pamiętając o tym, kim są, ubogacają się wzajemnie dobrocią i życzliwością.
   Przyjmijmy ten popiół, który spadnie na naszą głowę, z wielką gotowością serca, że przez czterdzieści dni na nikogo nie wysypiemy ani szczypty popiołu z własnego serca.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię

Św. o. Pio przyjmuje popiół

Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2. 12)


Wielki Post jest jednym z najważniejszych okresów w kalendarzu liturgicznym, ale i w naszym sercu.
W tym czasie powinniśmy poświęcić więcej czasu na czytanie Pisma Świętego, więcej i gorliwiej się modlić, wyrzec czy przynajmniej ograniczyć przyjemności. W Piśmie Świętym opisano okres pobytu Pana Jezusa na pustyni następująco: ". Jezus 40 dni i 40 nocy spędził na pustyni poszcząc, nie jadł, nie pił..." W tym czasie został trzy razy wystawiony na próbę przez szatana. Ten oferował mu bogactwo i wszechwładzę, ale Pan Jezus nie dał się zwieść.
W okresie Wielkiego Postu spróbujmy doskonalić się duchowo przez post, modlitwę i braterską solidarność, abyśmy wzorem Chrystusa mogli oprzeć się pokusom szatańskim.
Wielki Post to czas nawrócenia, to czas pokuty i przebaczenia w którym Kościół przygotowuje się do zmartwychwstania Pańskiego poprzez modlitwę i rozmyślania. W tym okresie należy zachować umiar we wszystkim, to jest w jedzeniu i piciu, oglądaniu telewizji i nie urządzaniu zabaw.

Wielki Post - Niezwykły czas
Jest to dla nas niezwykły czas, ale zanim zabrzmi radosne Alleluja i będziemy wielbić Pana za cud zmartwychwstania, przez 40 dni będziemy trwać w duchu pokuty. No właśnie "pościć", co to właściwie znaczy, na czym to polega? Czy na tym, aby wyrzec się jedzenia słodyczy, czy może zrezygnować z oglądania telewizji? Czy chodzi o to, aby stękać i pokazywać innym jacy jesteśmy nieszczęśliwi? Wydaje się, że nie. Bardziej chodzi o duchowy wymiar Wielkiego Postu. Możemy to sprawić, jeżeli połączymy post z modlitwą i jałmużną.
Każdy z nas powinien szukać okazji do czynienia dobra wspartego modlitwą wstawienniczą. Możliwości jest dużo i warto zastanowić się komu możemy pomóc. Chcąc dobrze przeżyć ten czas, warto zrobić sobie także rachunek sumienia i udać się do konfesjonału, żeby Pan Bóg wybaczył nasze grzechy i umocnił nas w naszym postępowaniu, abyśmy umieli jak Pan Jezus na pustyni odmówić szatanowi, kiedy przyjdzie nas kusić i byśmy mieli siłę i odwagę wyrzucić wszelkie zło z naszego serca i życia.
Jeśli tak przeżyjemy Wielki Post, będziemy mogli w pełni uczestniczyć w świętach Zmartwychwstania Pańskiego.
Rozpoczynamy posypaniem głowy popiołem. Ceremonia te oznacza to, co dokonuje się w naszych duszach, w nas idących ścieżką wiodącą do wewnętrznego nawrócenia, rozpalenia naszego wnętrza ostatnio bardziej wystudzonego wrażeniami, przeżyciami, a nawet problemami, które nas mocno angażowały od środka. Z pewnością każdy z nas ma problem spojrzenia w dal naszego życia w bliższą lub dalszą przyszłość. Niestety trwanie ,,w dziś ” nic nam dobrego nie da ! Nogi dojdą do pustyni życia, a piasek pustyni zacznie nas parzyć w nogi. Ogarnie nas niebawem obojętność, jakaś nie rozumiana nieufność, niewiara – a żniwo swoje zbierze zwątpienie. Z jednej strony będzie nam się wydawać, jacy my jesteśmy wielcy, mocni, dobrzy, doskonali , a nawet nie zależni od Boga, od religijnego kodeksu zasad, a z drugiej strony, aż trudno uwierzyć – słabi, bezradni, mali, coraz bardziej kalecy.
   Stajemy przed obrazem umęczonego, kochającego nas bez miary Chrystusa i jak ów młodzieniec stojąc przed nim – zanurzyć się , zatopić w Nim swoja uwagę i serce. Popiół nie może być ostatnim słowem tak, jak śmierć nie jest ostateczną rzeczywistością człowieka. Z popiołu u Boga ma powstać coś nowego, bo przez Pana Jezusa śmierć stała się dla całego stworzenia bramą do życia wiecznego. Przecież dorodne ziarno pszenicy wrzucamy do ziemi, aby powstało nowe, wielokrotnie bogatsze życie. Pochylmy zatem nasze głowy, pozwólmy posypać głowy, a nie nasze nakrycia głów popiołem – na znak , że chcemy zbliżyć się do Chrystusa i z Nim pozostawać na drodze wiodącej ku życiu wśród prawdziwych wartości . Niech ta odrobina popiołu zachęci nas do zmiany życia na lepsze, do wewnętrznej przemiany. Skorzystajmy my tu wszyscy obecni, a przez nas nam bliscy dzieci, młodzież i dorośli lepiej i dojrzalej. Niech ten znak popiołu powie nam całą prawdę – tak, aby świętowanie za 40 dni Wielkiej Nocy dodało nam wewnętrznego ładu, piękna duszy i radości ze spotkania o Panem Bogiem odnalezionym jeszcze raz na naszej drodze przez życie.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Wielki Post - trudny czas

Każdy okres roku liturgicznego ma swoją głęboką symbolikę i wymowę. Dla nas, Polaków jest także bogaty w przeróżne zwyczaje, które Kościół, widząc jak wielki pożytek dają wiernym, nie tylko pozwalał, ale i zachęcał kultywować. Okres zwykły jest ubogacany przez tradycje związane z poszczególnymi świętami, takimi jak Boże Ciało, czy też Wniebowzięcie NMP. Adwent, czas oczekiwania na Narodzenie Zbawiciela kojarzy się wszystkim z dziećmi, skoro świt idącymi na roraty z rodzicami. Boże Narodzenie jak i Wielkanoc są wręcz kopalnią zwyczajów. Z pierwszym związane nierozłącznie są: choinka, Wigilia wraz z całym rytuałem, „Pasterka”… Nie sposób wymienić wszystkich. Ze Świętem Zmartwychwstania kojarzy się nam oczywiście święcenie „koszyczka”, z którego pokarmy są spożywane podczas śniadania wielkanocnego, „lany poniedziałek”. Te wszystkie zwyczaje tworzą w naszej wyobraźni kolorowy, beztroski obraz. Jednak z Wielkim Postem jest inaczej. Słysząc „Wielki Post” myślimy: koniec zabaw, wyrzeczenia, słuchanie o nawróceniu przez kilka tygodni, atmosfera żałoby, presja pójścia do Spowiedzi. Wielu księży, a także osób świeckich zwala odpowiedzialność za naszą niechęć do jakichkolwiek umartwień na barki czasów w których żyjemy. Mówią, że konsumpcjonizm, nowe technologie oraz pościg za pieniądzem osłabiły wrażliwość ludzi na dobra duchowe. Niewątpliwie jest to prawda, ale czy możemy zrzucić na nowe idee i trendy całą odpowiedzialność za ten stan?

Pokusa życia w dostatku, „w ciągłym karnawale”, nęka ludzi od tysiącleci. Jako przykład może posłużyć tutaj dość oczywista scena biblijna: Mojżesz wychodzi na Górę Horeb, aby otrzymać od Boga Przykazania - zasady, mające uregulować życie ludzi. Entuzjastyczny i przejęty zstąpieniem Jahwe lud Izraela wraz z przedłużającym się powrotem jego Pasterza zaczął się jednak niecierpliwić. Uczynił sobie więc bożka, który stał się dla nich symbolem tego, za czym Naród Wybrany tęsknił i o czym marzył – uwolnienia emocji i pragnień. Szybko jednak pożałowali swojego wyboru, gdyż powracający Mojżesz, widząc jak bardzo jego lud oddalił się od Boga roztrzaskał tablice z Dziesięciorgiem Przykazań. Było to nie tylko akt gniewu spowodowany kolejnym odstępstwem Izraela od zawartego z Bogiem Przymierza. Ów gest wyrażał także rozczarowanie z powodu jego lenistwa i słabości w uleganiu pokusom nawet gdy ich Bóg był wręcz na wyciągnięcie ręki.

Bardzo wyrazisty jest także przykład Jana Chrzciciela, który wierząc w bliskie przyjście Pana nawoływał ludzi do szczególnego zwrócenia uwagi na swoje życie wewnętrzne. On sam żył bardzo surowo. Jak podaje Ewangelia: „Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem były szarańcza i miód leśny” (Mt 3,4). Chciał wyczulić ludzi pochłoniętych codziennością i zmęczonych rzymskim zwierzchnictwem, na to, że podczas ich życia wydarzy się coś, na co czekały wszystkie pokolenia – narodzi się Zbawiciel. Wielu podążyło za nim, jednakże byli i tacy, którzy uznawali go za dość dziwną, jeśli nie obłąkaną osobę, gdyż Żydzi tak bardzo przywykli do oczekiwania na Mesjasza, że już nie wierzyli iż to naprawdę może się wydarzyć. Ci jednak, którzy zaufali Prorokowi nie zawiedli się. Zostali świadkami przyjścia Baranka Bożego, a podjęte trudy pomogły im w przyjęciu jakże trudnej nauki Zbawiciela.

Walkę ze światowymi pokusami człowieka doby renesansu trafnie zilustrował Peter Breughel starszy na swoim obrazie „Walka karnawału z postem”. Można podzielić go pionowo na 2 połowy. Na pierwszej znajdujemy barwny pochód ludzi świeckich. Jest on prowadzony przez dość otyłego jegomościa, siedzącego na beczce zapewne wypełnionej alkoholem. Ludzie tańczą, niektórzy grają na instrumentach. Jednakże ta sielska scena jest zakłócona przez drugą, prawą stronę. Również możemy dostrzec pochód, jednak wygląda on zupełnie inaczej. Na jego czele widzimy chudą postać, symbol Postu. Nie ma tam miejsca na żarty, czy wygłupy. Na ziemi leży wiele chorych, którymi zajmują się duchowni odziani na czarno. Majestatyczna gotycka katedra stanowi dopełnienie tej sceny. Tak jak pokutny marsz, ona także jest milcząca, ponura, jednakże mimo wszystko piękna. Oba pochody spotykają się w centralnym miejscu obrazu. Trwa niewidzialna walka pomiędzy nimi, walka idei. Materializm walczy z katolicyzmem. Jest to starcie nierozstrzygnięte, gdyż ten konflikt powraca co roku z taką samą mocą i dramatyzmem w duszy każdego człowieka.

Około 200 lat od powstania obrazu nastała epoka oświecenia. Filozofowie tacy jak Voltaire, Diderot, czy też Rousseau pragnęli „wyzwolić” ludzi z „ciemnoty” Wiary katolickiej i odnosili w tej materii sukcesy (można tu podać jako przykład chociażby Rewolucję Francuską i laicyzację Francji). Jednakże Boża Opatrzność zesłała nam wspaniałego kapłana – św. Jana Marię Vianneya. Przybył on do małej parafii Ars, gdzie ludzie praktycznie nie znali Boga. Kościół w niedzielę był pusty, nie licząc kilku osób, a o modlitwie w domu, czy też zachowywaniu postów nikt nawet nie myślał. Młody kapłan jednak się nie poddał i w całości poświęcił się chrystianizacji swojej, jakże małej, trzody. Mimo niezwykle ostrych słów padających z ambony, piętnujących liczne przywary ludzkie, coraz więcej ludzi odnajdywało swoje miejsce w Kościele. Potrzebowali bowiem nie Prawdy dostosowanej do okoliczności, Prawdy wygodnej, lecz Prawdy Przedwiecznej. Przywództwo swojego Proboszcza pomogło parafianom walczyć z niezwykle silnymi, jak na tamte czasy, pokusami i sprawiło, że gdy ów Ksiądz umierał, Ars nie było już duchową pustynią, lecz prężnym ośrodkiem religijnym.

Co więc oznaczają te przykłady dla nas, ludzi XXI wieku, ludzi nowoczesnych? Jest to dowód na to, że nie jesteśmy wyjątkowi w naszych zmaganiach. W każdej epoce ludzie byli zachęcani do zaniechania praktyk pokutnych w podobny sposób, często ulegając tym namowom. I zawsze sądzono, że tak wielkich pokus, tak wielkiego działania szatana jeszcze nie było. Trud wyrzeczenia jest uniwersalny, tak samo trudny do podjęcia. Jednakże to właśnie wyrzeczenie jest podstawowym narzędziem katolika w jego duchowej drodze do świętości. Należy jednak pamiętać, że ta ofiara nie jest bezsensowna. Odkąd Zbawiciel umarł za nas, za nasze winy, odtąd każda ofiara posiada sens, wykraczający poza ludzkie pojmowanie. Dzisiaj najważniejsze jest, aby zmienić sposób postrzegania przez wiernych każdego wyrzeczenia. Współczesny świat nakazuje nam wieść wygodne życie. Wszelkie umartwienia, zwłaszcza gdy są podejmowane przez osoby zamożne, są czymś wręcz szalonym: Skoro ma się pieniądze, to dlaczego z nich nie korzystać, ale na przykład dawać je ubogim, którzy w niedługim czasie i tak znów będą w potrzebie? Dlaczego jeść suchy chleb, popijając wodą skoro można sobie pozwolić na kawior? Możemy przecież dostać się do Nieba bez takich „udziwnień”… Jednakże czy można być naprawdę pokornym i ofiarnym nie podejmując chociażby raz na jakiś czas drobnych wyrzeczeń? Nie. Dlatego Kościół daje nam ten długi, a zarazem krótki czas Wielkiego Postu. Przez czytania mszalne, kazania a także nabożeństwa takie jak Droga Krzyżowa, czy Gorzkie Żale chce nas zachęcić do ponownego odkrycia wartości ofiary i przypomnieć co tę wartość nadaje. Nie wahajmy się więc po raz kolejny na nowo odkryć przesłania Wielkiego Postu.

Marek Kormański

Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/
________________________________