Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokusy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokusy. Pokaż wszystkie posty

O walce z demonami na modlitwie

Ewagriusz z Pontu, Ojciec pustyni z IV wieku, w swoich sławnych stu pięćdziesięciu trzech sentencjach o modlitwie De oratione (Tyniec 2003, w nawiasach numery sentencji) mocno podkreśla, iż modlitwa wymaga wytrwałości, wewnętrznej walki i zmagania: "Bądź wytrwały i módl się usilnie; odrzucaj nachodzące cię troski i myśli. Wprowadzają one w zamęt i niepokój, aby pozbawić cię siły" (9). "Jeżeli chcesz modlić się, jak należy, w każdej chwili zapieraj się siebie, a doznając rozlicznych trudności, rozmyślaj o modlitwie" (18). "Jeżeli będziesz wytrwały, zawsze będziesz modlił się z radością" (23). "Ten, kto pragnie się modlić prawdziwie, powinien nie tylko zapanować nad popędliwością i pożądliwością, ale także stać się wolnym od namiętnej myśli" (54). "Jeżeli chcesz troszczyć się o modlitwę, przygotuj się na ataki demonów i mężnie znoś ich ciosy. Będą bowiem nacierać na ciebie jak dzikie bestie i maltretować twoje ciało" (91).

Jeżeli niekiedy modlimy się mało, niedbale, to może nie dlatego że nie pragniemy modlitwy, ale raczej dlatego, że jesteśmy mało wytrwali w modlitewnych zmaganiach. Zbyt łatwo zniechęcamy się trudnościami, rozproszeniami, grzechami, zmęczeniem. Z tego, co może stawać się miejscem naszej modlitwy (ludzka kruchość i słabość) oraz ważnym tematem rozmowy z Bogiem (potrzeba Bożej łaski i miłosierdzia), sami czynimy przeszkodę. Mamy się modlić nie dlatego, że jesteśmy pełni harmonii, pokoju i radości, ale właśnie dlatego że jesteśmy rozproszeni, smutni, grzeszni, rozbici.

"Bracia spytali abba Agatona: «Ojcze, wypełnienie której cnoty wymaga największego trudu?» - czytamy w Apoftegmatach Ojców pustyni (Tyniec 1995, XII, 2). - On rzekł im: «Wybaczcie, lecz wydaje mi się, że nic nie wymaga takiego wysiłku jak modlitwa. Ilekroć bowiem człowiek chce się modlić, zawsze nieprzyjazne duchy starają się powstrzymać go od tego, wiedząc, że nic im bardziej nie stoi na przeszkodzie jak modlitwa płynąca do Boga. Każdy inny trud bowiem, który podejmuje człowiek o religijnym sposobie życia, choćby znoszony był długo i wytrwale, zakończy się jakimś wytchnieniem. Modlitwa natomiast ma to do siebie, że wymaga wielkiego wysiłku i walki aż do ostatniego tchnienia»". To niezwykłe, co mówi nam abba Agaton: można nabrać wprawy i doskonałości we wszystkich cnotach, ale nigdy w modlitwie. Dla nikogo z nas modlitwa nie jest łatwa. Ona bowiem ma to do siebie, "że wymaga wielkiego wysiłku i walki aż do ostatniego tchnienia". Największego więc wysiłku i walki nasza modlitwa będzie wymagać w chwili śmierci, w chwili ostatniego tchnienia, gdy będzie rozstrzygał się ostateczny los każdego z nas.
Potwierdzenie mądrości abba Agatona znajdujemy u Ewagriusza z Pontu: "Walka między duchami nieczystymi nie toczy się o nic innego, jak tylko o duchową modlitwę. Dla tych bowiem duchów jest ona wielce nieprzyjazna i bardzo uciążliwa, a dla nas zbawienna i bardzo pokrzepiająca" (50). Kiedy zaprzestajemy szczerej, duchowej modlitwy, wszystko w naszym życiu duchowym stopniowo upada. Życie duchowe nie istnieje bowiem bez modlitwy. Kryzys wiary, kapłaństwa, życia zakonnego czy rodzinnego ma często swoje źródło w zaniedbaniu modlitwy.

Kiedy jednak wbrew naszym rozproszeniom i - używając języka Ojców pustyni - pokusom demonów zaczynamy się modlić, one przeszkadzają nam w naszym wołaniu do Boga. "Ilekroć demony wiedzą, że jesteś gotów modlić się naprawdę gorliwie, podsuwają ci myśli o różnych niby koniecznych rzeczach i co chwilę przypominają o nich, poruszając umysł tak, aby ich szukał. Kiedy zaś umysł staje do modlitwy, przywołują mu w pamięci te poszukiwane i wspomniane sprawy, aby rozproszony pragnieniem ich poznania utracił owocną modlitwę" (10). Jakże prawdziwe są te słowa Ewagriusza. Robiąc rachunek sumienia z modlitwy, trzeba nam zadawać sobie pytanie, co nam się przypomina, gdy zaczynamy się modlić? Jakie są moje "niby konieczne rzeczy"? Każdy z nas ma własny wykaz spraw, które przypominają się nam na modlitwie; spis wynikający z naszych obowiązków, lęków, obaw, ambicji, wrażliwości. Natychmiastowe załatwianie owych "niby koniecznych rzeczy" wydaje się nam wręcz oczywiste. Mówimy nieraz: "Coś mnie olśniło na modlitwie, bo właśnie przypomniałem sobie, że powinienem zaraz zadzwonić, porozmawiać, przeczytać, napisać, kupić...". Tymczasem to, co jesteśmy skłonni przypisać działaniu Ducha Świętego, bywa może raczej "życzliwą przysługą" demona, który chce nam przeszkodzić w modlitwie.

Demon kusi nas na modlitwie, ze szczególnym upodobaniem przywołując w naszej wyobraźni i pamięci "postać tego, kto cię skrzywdził" (46). Ma on moc skierować przeciwko nam wszystko to, co w naszym życiu nie zostało jeszcze powierzone Bogu i co zachowaliśmy dla siebie; zarówno nasze sukcesy i zwycięstwa, jak i klęski czy upadki. Trudne doświadczenia przeszłości przeszkadzają nam na modlitwie tylko wtedy, gdy nie powierzyliśmy ich jeszcze Panu Bogu. Potwierdza to życiowe doświadczenie - szczególną przeszkodą na modlitwie bywa nasze nieuleczone jeszcze poczucie krzywdy. Ujawnia się ono "w obrazie krzywdziciela". Poczucie krzywdy bywa istną trucizną życia duchowego i modlitwy. I nie chodzi tu jedynie o wielkie krzywdy doznane w okresie dzieciństwa czy dorastania. Częściej chodzi może raczej o pozornie małe nieporozumienia i odczucie bycia wykorzystanym lub manipulowanym. Mamy nieraz wrażenie, że ktoś nadużywa naszej cierpliwości, dobroci, wysiłku, czasu. Kiedy tego typu drobne sytuacje powtarzają się, łatwo zamieszkuje w nas demon skrzywdzenia.

Nie uwolnimy się od niego, wyrównując rachunki czy dochodząc ludzkiej sprawiedliwości. Owo odczucie bycia wykorzystanym nie jest bynajmniej wyimaginowane. Jest prawdziwe, gdyż ludzie rzeczywiście często wykorzystują nas, nadużywają naszej cierpliwości, dobroci, przebaczenia, hojności. Demona poczucia skrzywdzenia możemy pokonać jedynie aniołem hojności i szlachetności, duchem przebaczenia i pojednania. Jak Bóg, chociaż bywamy wobec Niego niewdzięczni, skąpi i leniwi, jest w stosunku do nas hojny, tak my, naśladując Jego samego, możemy choć w małej cząstce okazać się hojnymi wobec tych, którzy nadużywają naszej dobroci.

"Ty, Panie, jesteś hojny wobec mnie, chociaż nieustannie nadużywam Twojej miłości. Daj mi łaskę podzielenia się Twoją hojnością z tymi, którzy nadużywają mojej cierpliwości, dobroci i otwartości".
Józef Augustyn SJ
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Największą pokusą jest brak pokus - homilia św. Jana Vianney


Nasz Boski Zbawca zechciał być dla nas wzorem we wszystkim, także w walce z pokusami. Dlatego pozwolił wyprowadzić się na pustynię.
Podobnie jak dobry żołnierz nie boi się walki, tak dobry chrześcijanin nie powinien obawiać się pokus. Każdy żołnierz jest dzielny w koszarach, lecz dopiero na polu bitwy okazuje się, który jest odważny, a który jest tchórzem.
Najgorszą pokusą jest brak pokus. Można prawie powiedzieć, że szczęśliwy jest człowiek, którego nękają pokusy, gdyż wówczas jest czas duchowych żniw, podczas których zbieramy plony życia wiecznego. Podobnie jak w czasie żniw, wstajemy przed świtem, pracujemy w pocie czoła, lecz nie skarżymy się, gdyż nadeszła pora zbiorów.
Diabeł kusi tylko te dusze, które chcą uwolnić się z sideł grzechu, oraz te, które żyją w stanie łaski. Wszystkie pozostałe dusze należą do niego, więc nie ma potrzeby ich kusić.
Pewien święty przechodził kiedyś obok klasztoru i ujrzał mnóstwo diabłów nękających mnichów, lecz nie mogących ich do niczego skusić. Potem wszedł do miasta i ujrzał jednego diabła, który z założonymi rękami siedział w bramie, przypatrując się ludziom. Święty zapytał go więc, dlaczego sam jeden siedzi w wielkim mieście, podczas gdy tłum diabłów dokucza garstce mnichów. Diabeł odpowiedział mu, że w mieście w pojedynkę sobie poradzi i trudzić się zbytnio nie musi, gdyż ludzie sami się do niego garną, żyjąc w nienawiści, nieczystości i pijaństwie. Tymczasem z zakonnikami sprawa jest o wiele trudniejsza: cały zastęp diabłów szturmuje ich pokusami, tracąc czas i siły, a nic nie zyskując. Jedyne na co mogą liczyć, to na posiłki oraz na to, że mnisi zniechęcą się do surowej reguły.
W pewnym klasztorze podczas Mszy świętej mnich ujrzał diabły krążące wokół świętych zakonników. Zwrócił szczególnie uwagę na jednego, który deptał mnicha po głowie, i drugiego, który to zbliżał się do innego brata, to od niego cofał. Po Mszy świętej zapytał więc obu tych mnichów, co ich rozpraszało. Pierwszy powiedział, że myślał o remoncie klasztornej podłogi, a drugi czuł, że diabeł zbliża się doń co chwilę, by zaatakować, lecz za każdym razem odpierał pokusę. Tak właśnie postępują dobrzy chrześcijanie, przez co pokusy stają się dla nich źródłem zasług.
Najczęstszymi pokusami są pycha i nieczystość. Jednym z najlepszych sposobów walki z nimi jest aktywne życie na chwałę Bożą. Tymczasem tak wielu ludzi poddaje się słabościom i nieróbstwu, nic więc dziwnego, że diabeł trzyma ich pod pantoflem.
Pewien mnich skarżył się przełożonemu, że cierpi z powodu gwałtownych pokus. Przełożony posłał go więc zaraz do pomocy w kuchni i w ogrodzie. Po pewnym czasie spytał, jak się ma, a ten odrzekł: „Ojcze, już nie mam czasu na pokusy”.
Gdybyśmy naprawdę byli przeniknięci Bożą obecnością, łatwo by nam było walczyć z nieprzyjacielem. Myśląc stale, że BÓG MNIE WIDZI, nigdy byśmy ciężko nie zgrzeszyli.
Żyła kiedyś wielka święta (wydaje mi się, że była to św. Teresa z Avila), która po fali pokus skarżyła się Jezusowi: „Gdzieżeś był, Jezu mój najdroższy, podczas gdy szalała ta straszna nawałnica?”. Pan jej odpowiedział: „Byłem w twoim sercu i z radością patrzyłem, jak dzielnie walczysz”.
Gdy nadchodzi pokusa, trzeba z mocnym postanowieniem odnowić przyrzeczenia chrztu świętego. Kiedy jesteście poddani pokusie, ofiarujcie Bogu zasługę z niej płynącą, aby otrzymać przeciwną jej łaskę. Jeśli kuszeni jesteście pychą, ofiarujcie tę pokusę, aby otrzymać łaskę pokory; ofiarujcie pokusę złych myśli, aby otrzymać laskę czystości; jeśli nadchodzi pokusa przeciw bliźniemu, proście o łaskę miłości. Ofiarujcie również pokusy w intencji nawrócenia grzeszników, gdyż to zniechęca szatana i odpędza go, ponieważ pokusa obraca się wówczas przeciw niemu samemu. Odwagi! Jeśli tak będziecie czynić, diabeł zostawi was w spokoju.
Chrześcijanin zawsze powinien być gotowy do walki.
Jak na wojnie wszędzie wystawia się wartowników, by wypatrywali, czy nie zbliża się wróg, podobnie stale musimy być czujni, czy nieprzyjaciel nie zastawia na nas jakichś pułapek i czy nie próbuje w jakiś sposób nas podejść.
Albo chrześcijanin panuje nad swoimi namiętnościami, albo one panują nad nim; nie ma nic pośredniego. Podobnie jak w walce wręcz – silniejszy powala przeciwnika na ziemię. Zawsze w końcu któremuś z nich się to udaje i jako zwycięzca stawia stopę na piersi pokonanego. Podobnie albo panują nad nami nasze namiętności, albo my panujemy nad nimi.
Bracia moi, jakież to smutne, kiedy człowiek poddaje się swoim namiętnościom! A przecież chrześcijanin nosi tak zaszczytne miano, ze powinien postępować jak wielki pan, który wydaje rozkazy swoim podwładnym. Naszymi podwładnymi są namiętności. Zapytano kiedyś pewnego pasterza z Ars, kim jest, a on odrzekł, że jest królem swoich poddanych. „Kim są twoi poddani?”. „To moje namiętności” – odpowiedział pasterz. I miał rację, nazywając się królem.
Żyjemy na tym świecie jakby na statku miotanym falami. Co wywołuje te fale? Burza. Na tym świecie wicher wieje bez przerwy; namiętności jak nawałnice przetaczają się przez nasze dusze. Tylko dzięki walce zdobywa się niebo.
Nie należy sądzić, że gdziekolwiek na ziemi znajdziemy przed tą walką schronienie. Diabła spotykamy na każdym kroku i na każdym kroku stara się on zagrodzić nam drogę do nieba, lecz zawsze i wszędzie możemy być w tej walce zwycięzcami. Z tą walką bowiem rzecz ma się inaczej niż z innymi. W ludzkich walkach nigdy nie można być pewnym zwycięstwa; w tej zaś, jeśli chcemy, zawsze możemy być pewni zwycięstwa z pomocą łaski Bożej, której nam Pan nie odmówi gdy poprosimy.
Gdy się nam zdaje, że już wszystko stracone, wystarczy zawołać: „Panie, ratuj, bo giniemy!”. Pan bowiem jest stale obok nas, patrzy na nas przyjaźnie, uśmiecha się i mówi: „Widzę, że Mnie kochasz, że naprawdę Mnie kochasz”. Istotnie: odpierając pokusy, dajemy Bogu dowód, że Go kochamy.
Jak wiele jest na świecie dusz nikomu nieznanych, które kiedyś ujrzymy bogate w niezliczone zwycięstwa! Tym to właśnie duszom Bóg powie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, wejdźcie do radości waszego Pana” (por. Mt 25, 21 i 34).
Anioła Stróż stale jest przy nas z piórem w ręku, by zapisywać skrzętnie nasze zwycięstwa. Każdego ranka trzeba sobie mówić: „Mam kolejny dzień na to, aby zdobyć niebo, wieczorem bowiem walka może być już zakończona”. O zmierzchu zaś mówcie; „Kto wie, czy jutro wszelkie trudy tego życia nie będą już dla mnie przeszłością…”
Nikt z nas nie cierpiał tego, co wycierpieli męczennicy – spytajcie ich, czy teraz żałują. Bóg tak wiele od nas nie wymaga. Niektórych potrafi wyprowadzić z równowagi jedno niemiłe słowo, małe upokorzenie wywraca naszą łódkę. Odwagi! Bracia moi, odwagi! Gdy nadejdzie dzień ostateczny, powiecie: „O, błogosławione boje, dzięki którym osiągnąłem niebo!”.
Nie lękajmy się walki! Diabeł, ujrzawszy, że nic nie może zdziałać, zostawi nas w spokoju. Oto jak zazwyczaj postępuje on względem grzeszników, którzy nawracają się do Boga: pozwala im smakować radości pierwszych chwil po nawróceniu; wie, że nic by w tym czasie nie wskórał, gdyż są zbyt gorliwi. Atakuje kilka miesięcy później, kiedy ich pierwszy zapał ostygnie, kiedy znów zaczynają zaniedbywać modlitwę i sakramenty. Atakuje ich przeróżnymi pokusami. Potem zaś przychodzi czas wielkich walk, pośród których trzeba modlić się o siłę, by nie dać się zwyciężyć złu. Niektórzy ludzie są zbyt słabi jak mokry papier. Gdybyśmy, w czasie walk i pokus, maszerowali zawsze jak dzielni żołnierze, umielibyśmy wznosić swe serca ku Bogu i odzyskalibyśmy odwagę. Lecz zwykle wolimy stać z tyłu i mówimy sobie: „Wystarczy mi, żebym został zbawiony, nic więcej mi nie potrzeba. Wcale nie chcę być świętym”. Jeśli nie zostaniesz świętym, zostaniesz potępionym – nie ma niczego pośrodku, będziemy albo w niebie, albo w piekle; zważajcie na to! W niebie wszyscy będą święci. Dusze w czyśćcu także są już święte, ponieważ nie miały w chwili śmierci grzechu ciężkiego na sumieniu, a teraz oczyszczają się i są przyjaciółmi Boga. Nie szczędźmy trudu, moje dzieci! Przyjdzie dzień, kiedy powiemy, że nieba żadną miarą żeśmy nie przepłacili.

(z: o Alfred Monnin SI, Zapiski z Ars. Zapiski naocznego świadka kazań, homilii i rozmów św. Jana Marii Vianneya, Warszawa 2009)
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

"Szatan nie wyprowadził się z tego świata" Homillia ks. Bp Deca

Umiłowani bracia i siostry!

W Środę Popielcową, weszliśmy w nowy okres liturgiczny w życiu Kościoła, rozpoczęliśmy czas Wielkiego Postu, okres czterdziestodniowego przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Okres ten winniśmy wypełnić uczynkami pokutnymi i rozważaniem męki Pana naszego Jezusa Chrystusa. W Środę Popielcową, gdy przyjmowaliśmy na nasze głowy popiół, Chrystus zadał nam do spełniania uczynki pokutne: jałmużnę, modlitwę i post. Ich łączne spełnianie odnowi nas duchowo i przysposobi do godnego przeżywania Świąt Wielkanocnych. W dzisiejszą, pierwszą niedzielę Wielkiego Postu słowo Boże wzywa nas do odważnego wyznawania wiary i do odrzucania pokus szatańskich.

  1. 1. Wiara wyznawana usprawiedliwia i prowadzi do zbawienia

Św. Paweł Apostoł w czytanym dziś fragmencie Listu do Rzymian, napisał słowa: „Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej do zbawienia” (Rz 10, 10).

W Wielkim Poście, przeżywanym w Roku Wiary, winniśmy zatroszczyć się o pogłębienie naszej więzi z Panem Bogiem, o ożywienie naszej codziennej modlitwy i przeżywanie codziennego życia w postawie wiary, która owocuje w uczynkach miłości.

Śpiewaliśmy dziś w psalmie responsoryjnym słowa: „Bądź ze mną, Panie, w moim utrapieniu”. Któż z nas nie doświadcza na co dzień utrapień. Czasem przeżywamy je bez wiary, bez więzi z Bogiem i jesteśmy zdenerwowani, zestresowani, przerażeni, sfrustrowani. Zauważmy, że można inaczej, jak nam wskazuje tekst liturgii: „Bądź ze mną, Panie, w moim utrapieniu”. Z Bogiem trzeba przeżywać wszystko. On jest naprawdę na co dzień z nami. Myśli o nas, kocha nas. Pragnie, abyśmy Mu ufali i wierzyli w Jego Opatrzność.

Drodzy bracia i siostry! Drugi ważny temat dzisiejszej liturgii to postulat zdecydowanej walki z szatanem.

2. Szatan i jego działanie.

Dziś, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, patrzymy na Chrystusa kuszonego przez szatana. Przypomnijmy sobie kim jest szatan, skąd się wziął i jak działa? Diabeł, zły duch, jest zbuntowanym aniołem wypędzonym z nieba. Powiedział Bogu – „nie będę Ci służył”. Z takim nastawieniem nie mógł pozostać w niebie. Został wypędzony na ziemię. Gdy znalazł się w naszym świecie, od razu podjął walkę z człowiekiem. Znienawidził człowieka, bo ujrzał w nim obraz Boga. W pierwszym pojedynku szatan odniósł zwycięstwo. Był to rajski upadek człowieka, który pociągnął za sobą przykre następstwa dla wszystkich synów i córek Adama. Przegrał człowiek pierwszą rundę walki z szatanem. Przegrywał potem wiele następnych. Historia pokazała, że człowiek o własnych siłach nie mógł sobie poradzić z szatanem. Sytuacja zmieniła się, gdy na ziemi pojawił się Syn Boży. On to stanął do pojedynku ze złym duchem. Pierwsza runda tej walki rozegrała się na pustyni, ostatnia na krzyżu.

Chrystus zwyciężył złego ducha, ale go nie wypędził z tego świata. Szatan pozostał na ziemi i dalej walczy z człowiekiem. Odkąd jednak Syn Boży go zwyciężył, od chwili śmierci krzyżowej Jezusa, jest już możliwe zwycięstwo człowieka nad szatanem.

Powróćmy do Ewangelii, by przypomnieć sobie, jakie to pokusy skierował szatan do Chrystusa i jakie kieruje dziś do nas.

3. Przedmiot pokus szatańskich

Szatan skierował do Chrystusa trzy charakterystyczne pokusy. Pokusa pierwsza: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem" (Łk 4, 3). Po długim poście była to bardzo ponętna pokusa. Jezus jednak odpowiedział szatanowi: „Nie samym chlebem żyje człowiek” (Łk 4, 4). A więc, owszem, ważny jest chleb powszedni, podtrzymuje bowiem życie biologiczne, ale człowiek to nie tylko ciało odczuwające biologiczny głód, ale to także duch. Chlebem ziemskim nie można zaspokoić w pełni ludzkiego głodu. Człowiek potrzebuje innego, ważniejszego pokarmu do zaspokojenia swego głodu. Potrzebuje słowa Bożego, potrzebuje Eucharystii, potrzebuje wyższych, duchowych wartości, przede wszystkim prawdy, dobra, miłości.

Pokusa druga: szatan wyprowadza Chrystusa na górę, pokazuje mu wszystkie królestwa świata i mówi: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje” (Łk 4,6-7). Pokusa bogactwa za cenę pokłonu Złemu.

Co na to Chrystus? Odpowiada stanowczo: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Łk 4,8). Nie wolno kłaniać się szatanowi, nie wolno oddawać czci bożkom, materii, tylko Bogu samemu należy się cześć i chwała.

Pokusa trzecia: szatan wyprowadza Jezusa na róg świątyni i mówi: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: <<Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli>>, i <<na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień>>” (Łk 4,8b-11). Chrystus odrzuca i tę propozycję i nie wykonuje polecenia diabła mówiąc: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego" (Pwt 6, 16).

4. Metody działania szatana                                                               

Drodzy bracia i siostry - jak już wspomnieliśmy – szatan nie wyprowadził się z tego świata. Pozostał i przeszkadza uczniom Chrystusa w budowaniu Królestwa Bożego. Trzeba być ślepcem, by nie widzieć dzisiaj jego działania. Na naszych oczach diabeł kładzie na łopatki ludzi, nie tylko zbrodniarzy wojennych, różnych szubrawców, kłamców, rozbójników, ale atakuje także dziennikarzy, polityków, wszystkich. Opanowuje przede wszystkim tych, którzy nie chcą służyć Bogu, którzy nie chcą się Mu kłaniać. Szatan działa w ludziach, działa na szczytach i dolinach, gdzie ludzie kłamią, gdzie się nienawidzą, gdzie biją się o stołki, gdzie się nawzajem niszczą. Szatan działa w systemach, w układach, w strukturach społecznych. Szatan ma przystęp do każdego z nas.

Zapytajmy, gdzie dzisiaj widoczne jest jego działanie? Przede wszystkim tam, gdzie ludzie kłamią. Szatan w swoim działaniu prezentuje się przede wszystkim jako kłamca.

Wzywając kiedyś rajskiego człowieka do przekroczenia Bożego przykazania, diabeł kłamał. Obiecywał pierwszym ludziom Boże przymioty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło" ( Rdz 3, 4-5). Było to wierutne kłamstwo.

Człowiek miał wejść w prerogatywy samego Boga. Sam miał określać, co jest dobre a co złe.

Tę rajską pokusę diabeł tak często ponawiał w historii. Niestety, wielu dało się nabrać, szczególnie w czasach nowożytnych. Pokusie tej ulegli niektórzy filozofowie nowożytni, którzy usiłowali deifikować człowieka, przypisywać mu prerogatywy boskie. Takie poglądy głosili w XIX wieku: Ludwik Feuerbach, Karol Marks, Fryderyk Engels, Fryderyk Nietzsche, a w XX wieku Jean-Paul Sartre. Wymienieni myśliciele posunęli się jeszcze dalej.

Nie tylko przypisali człowiekowi cechy boskie, ale w ogóle zanegowali istnienie Boga. Stali się grabarzami Boga i utorowali drogę dwudziestowiecznym totalitaryzmom: bolszewickiemu komunizmowi i niemieckiemu nazizmowi.

Znane są skutki tej negacji Boga i deifikacji człowieka w ideologiach totalitarnych. W kainowym XX wieku wymordowano prawie 200 mln ludzi. Był to wiek największej pogardy dla człowieka.

Niestety, po upadku ideologii totalitarnych, szatan nie zrezygnował z walki; rajska pokusa trwa. Ulegają jej dziś niektórzy liberałowie i libertyni. Wmawiają nam, że nie ma nad nami żadnych norm, praw i zobowiązań. Człowiek sam – według nich - może ustalać sobie co jest złe, a co dobre. Prawdę może przegłosować i - jak mówią podstępnie - należy ona do większości.

Konsekwencją takiego przekonania jest teza, że wszystkie kultury, religie, obyczaje i zachowania są jednakowo wartościowe. Małżeństwo i związki partnerskie należy zrównać i włożyć do jednej szuflady. Rajska pokusa zamiany prawdy w kłamstwo trwa. Jeśli współczesny człowiek, tak jak rajski Adam, da się nabrać na dzisiejsze kłamstwa, sam potem będzie musiał ponosić fatalne konsekwencje swojego nieszczęśliwego wyboru.

Drugie dzieło szatana to zamiana miłości w nienawiść. Trzeba tylko dobrze patrzeć, kto tego dokonuje. Współcześni rządzący Europą posądzają o to Kościół katolicki. Mówią, że posługuje się językiem agresji i nienawiści. Nie dajmy się zwieść. Kościół nie odstępuje od języka Ewangelii. Nie może jednak przestać bronić prawdy, przede wszystkim prawdy o Bogu i o człowieku, wszak prawda niesie wyzwolenie, a my chcemy być wolni, wolni przez prawdę i miłość. Wspomniane wyżej dzieła ducha złego nie mogą nas przerażać. Szatan nie może wygrać walki z Bogiem. Jego działanie jest rozpaczliwe i krzykliwe.

Zakończenie

Na koniec zwróćmy jeszcze uwagę na to, iż pokusy szatańskie mogą być dla nas dużą szansą hartowania się w walce i dają nam okazję do zwyciężania. Tak o tym napisał św. Augustyn: „Życie nasze w tym pielgrzymowaniu nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie poznać. Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa. Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela”. Dlatego, drodzy bracia siostry, przez wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii dążmy do duchowego zwycięstwa. Módlmy się dzisiaj, abyśmy w takim duchu przeżywali Wielki Post, abyśmy umacniali się w wierze, mocą Chrystusa zwyciężali pokusy i całym naszym życiem oddawali chwałę Panu Bogu.

+ Ignacy Dec, Biskup Świdnicki


Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pokusy

Myśli św. Maksymiliana:
Bądźmy przygotowani na to, że pokusy będą i być muszą. Gdyby ich nie było, nie byłoby zasług. Trzeba nam tylko z nimi walczyć i przy pomocy Niepokalanej je zwyciężać. Bez nieprzyjaciela nie będzie walki, bez walki nie będzie zwycięstwa, a bez zwycięstwa nie będzie nagrody. Każda pokusa zwyciężona jest powodem do nowej korony.
Oto sposoby walki: Przede wszystkim cierpliwie je zwalczać. Przychodzi pokusa szorstkiego odniesienia się do jakiegoś współbrata - odnieść się do niego w sam raz łagodnie. Albo nie chce się czegoś wykonać, do czego posłuszeństwo wzywa - zrobić to i zrobić to dobrze, co posłuszeństwo nakazuje. Gdy jednak przychodzi pokusa przeciwna wierze, szóstemu przykazaniu, nadziei itp., wtedy nie brać się z nią za bary, ale raczej odwrócić myśl do czego innego. Ważną tu jest rzeczą, by odwrócić myśl od pokusy natychmiast. Spokojnie, ale natychmiast.
Pamiętajmy o tym, że najwięcej w walce z pokusami osiągniemy modlitwą i częstymi aktami strzelistymi - jest to bowiem broń niezawodna.i pewnie prowadząca do zwycięstwa. Wspomagajmy się wzajemnie tą potęgą modlitwy, osoloną pokutą i połóżmy całą naszą ufność w Niepokalanej, a wówczas będziemy spokojni o wyniki tej walki.
Należy starać się o wzmocnienie wewnętrzne. Najlepszym wzmocnieniem to nieufanie sobie, nieliczenie na swoje urobienie duchowe, a ufanie bezgranicznie Niepokalanej i uciekanie się do Niej. Ona niezawodnie nam pomoże.
Ważnym jest, żeby się nie bać pokus. Diabeł jako duch sprytny, ma umysł daleko bystrzejszy od nas, ale przy pomocy łaski Bożej, przy pomocy Niepokalanej, myśmy dużo od niego potężniejsi. Jeśli nie może nas doprowadzić do upadku, to przynajmniej stara się opóźnić nasz bieg do doskonałości, ale na dajmy mu tej satysfakcji, gardźmy nim i zaufajmy całkowicie Niepokalanej, a ataki kusiciela przyczynią się tylko do zwiększenia naszych zasług.
Żadna pokusa nie jest grzechem! Chociażby pokusa trwała nie wiem jak długo, nie jest bynajmniej grzechem, ale owszem, jak się dusza opiera, jest powodem do zasług.
Co do sposobu walki, to nie bawić się w wątpliwości i nerwowość, ale ze spokojem oddać się Niepokalanej i nic sobie z tego nie robić, po prostu nie mieć na to czasu. Być zajętym czym innym. Nie trzeba się martwić i niepokoić, bo szatan chce tylko duszę tak wymęczyć. Powtarzam więc, żadna pokusa nie zrobić duszy żadnej szkody, o ile z naszej strony nie ma na to zezwolenia.

Pokusa

Pokusą jest wszystko co sprzeciwia się woli Bożej i co kusi do grzechu. Grzechem jest łamanie Prawa Bożego i Jego przykazań, jak również sprzeciwianie się naukom Jezusa.
Złe duchy nie zawsze są w stanie kusić do kradzieży, do kłamstwa, do nienawiści, do morderstwa, albo do cudzołóstwa, jeśli człowiek nie ma do tego powodu.
Ludzie na ogół nie lubią zła, a jeśli czynią zło to nie zdają sobie z tego sprawy. Tak jest już od samego dzieciństwa. każdy człowiek wyrabia sobie opinie o własnym i o postępowaniu innych z własnego egocentrycznego punktu myślenia i odczuwania spraw. Dlatego widzi winy i grzechy innych, ale swoich nie dostrzega.

Nikt, ni stąd ni zowąd nie będzie zabijał, albo nie będzie kradł. Ale każdy ukradnie i okłamie, a nawet zabije jak będzie miał do tego dobry powód i dobre na to usprawiedliwienie.
Diabeł o tym doskonale wie, dlatego, zanim da człowiekowi pomysł do grzechu, najpierw tak go do niego przygotuje, aby człowiek uczynił bez wahania to co inaczej, nie mając do tego powodu, nigdy by nie uczynił. Tak więc złe duchy atakują duszę pokusami w sferze pychy żywota. Pachą żywota jest opinia o życiu składająca się z egocentrycznej miłości własnej, ambicji ego, aspiracji światowej, pożądliwości i emocji tak intelektualnych jak i cielesnych.

Człowiek nie ukradnie tego czego wcale nie potrzebuje, bo pożądliwość tłumaczy się potrzebą. Tak więc rozsądek bierze najpierw wiele rzeczy pod uwagę zanim postanowi uczynić to co wiąże się z ryzykiem. Zdrowy rozsądek walczy przeciw sumieniu.
Sumienie broni duszą przed grzechem, nawołuje duszę do miłości Boga i bliźniego, a zdrowy rozsądek skłania duszę do szukania własnej korzyści według pożądliwości, prawa instynktu i mądrości światowej.
W duszy, człowiek rozważa to co mu sumienie podpowiada, albo do czego zdrowy rozsądek go przynagla. I toczy się w człowieku walka duchowa. Kto buntuje się przeciw sumieniu i żyje według zdrowego rozsądku, ten żyje według praw doczesnych, a wiemy, ze wszystko co doczesne przemija i bliskie jest śmierci. Kto natomiast idzie za głosem sumienia, ten rodzi się do życia wiecznego.

"I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni."
- Efezjan 2:1-3

Diabeł więc podsuwa człowiekowi w jego wyobraźni pomysły i oddziałowuje na emocje intelektualne jak i na emocje cielesne. Wzbudzając pożądliwości, pragnienia i namiętności, tak, że wola duszy człowieka ulega temu czego wyobraźnia i ciało się domaga lub czego pycha żywota w intelekcie - pożąda. Wzbudza w człowieku ambicje górowania nad innymi i zazdrość.

Pożądanie dzieli się na: zachcianki i chcenie, pragnienie, marzenie lub namiętność. Zachcianka to bardzo spontaniczna zafascynowanie daną rzeczą, która jeśli jest odrzucona, szybko odchodzi i człowiek o niej zapomina. Chcenie to zachcianka nie zapomniana i nie odrzucona, ale obiecana i oczekiwana w przyszłości. To chcenie przeradza się w pragnienie, marzenie lub namiętność - to jest pożądanie.

Jeśli sumienie zaiterweniuje w momencie gdy dane zafascynowanie jest nowe i potępi je jako niewłaściwe, to wola szybko to odrzucenie zaakceptuje i zapomina. W sytuacji chcenia, zachcianka traci swą spontaniczność, a zafascynowanie przeradza się w ambicję pychy żywota i miłości własnej.

W zależności w jakim nasileniu dusza przylgnie do tej fascynacji, zdobyci, lub osiągnięcie danego celu przerodzi się w pragnienie, namiętność i stanie się celem walki z przeciwnościami ku osiągnięciu danego celu. A to często pociąga za sobą konieczność sprzeciwienia się sumieniu i łamania prawa Bożego.
Zazdrość i konkurencja to natchnienia złych duchów. Ludzie pragną to co inni mają i pragną uznania, a także aby im inni zazdrościli. To wszystko jest ściśle powiązane z ambicją pychy żywota i dusza staje się ofiarą i niewolnikiem tych wszystkich pożądliwości intelektualnych i namiętności cielesnych. Bez emocjonalnej pożądliwości danej rzeczy nikt nie przekroczy prawa Bożego jak również prawa cywilnego.
Bez przebiegłej manipulacji w poszukiwaniu własnej korzyści nie dopuści sią człowiek kłamstwa, ani podstępu. Pożądliwość więc rodzi kłamstwo, podstęp wszelki grzech i wszelkie bezprawie.

Bez pociągu seksualnego nikt nie popełni cudzołóstwa. W ciele musi się najpierw zrodzić pożądanie, które wywiera nacisk na rozum i wolę i domaga się tego, czego pragnie.

Właśnie dla pożądliwości człowiek odrzuca głos sumienia i patrzy na swoje postępowanie z pełnym usprawiedliwieniem: że inni też to robią, albo nie ma innego wyjścia, że musi sobie w życiu radzić, ma prawo do sukcesu, albo do miłości. Pragnie spełnienia swych marzeń i uważa, że ma do tego wszelkie prawa.

To jest właśnie dziełem pokusy i zwycięstwem złych mocy nad duszą człowieka. Diabeł nie skusi do niczego, zanim nie wyrobi w duszy opinii, która będzie usprawiedliwieniem grzechu.
Albo inaczej mówiąc, człowiek nie popełni grzechu jak nie wymyśli wymówki i usprawiedliwienia swego czynu przed samym sobą i własnym sumieniem, a także w razie czego przed kimkolwiek kto jego postępowanie by zakwestionował.

I tak staje się człowiek sługą grzechu uwiązany do diabła kusiciela pętami własnych pożądliwości i pychy żywota.

Jedynym ratunkiem jest modlitwa. Jeśli dusza nie modli się i nie woła do Boga o pomoc. Jeśli nie spojrzy na siebie krytycznie, nie nabierze wstrętu do własnej pożądliwości, jeśli nie zda sobie z tego sprawy, że pokusa wplątana jest w emocje jego własnego intelektu i w pożądliwości cielesne, to nie będzie w stanie sprzeciwić się własnemu ciału i nie będzie w stanie odrzucić pychy żywota w której działa pokusa i z której rodzi każdy grzech.

Diabeł z góry obserwuje wszystko, podczas gdy człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy. Ma on dostęp wszędzie, nawet do najtajniejszych myśli człowieka, do wyobraźni, gdzie zaszczepia pokusy.
Diabeł używa wyobraźni człowieka, podczas zupełnej nieświadomości i w nich tworzy obraz, a potem pragnienie tego do czego człowiek ma słabości zmysłowe i upodobanie cielesne. Diabeł kusi do ciekawości, a potem wzbudza pragnienia, pożądania i namiętności. Diabeł nieustannie krąży wokół każdego człowieka i kusi, kusi, kusi, aż wola człowieka ulegnie i da się skusić.

"Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. 9 Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!"
- 1Piotra 5:8

Pokusa, to nie coś co przychodzi i odchodzi. Pokusa tkwi w człowieku, z pokusą człowiek się rodzi. A jak się mówi o śmierci dla grzechu, to mowa jest o śmierci dla pokusy najpierw.

"Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was."
- Jakuba 4:7

Sprzeciwiać się diabłu, znaczy aby sprzeciwiać się pokusie, bo jak diabeł ucieknie to i pokusy ze sobą zabierze.
Jak długo pożądliwości są aktywne i manipulują wolą duszy to pokusa żyje i jest aktywna i jest źródłem grzechu. Nie można umrzeć dla grzechu jak długo pokusa jest aktywna.

Co więc trzeba robić, aby umrzeć dla pokusy i dla grzechu?
Trzeba podjąć się życia ascetycznego. Celem życia ascetycznego jest uleganie głosowi sumienia, tak aby dostrzegać wszystkie kryjówki pokusy i eliminować je mocą wyboru woli. Jeśli bowiem mocą woli, dusza odmawia zmysłom intelektu, lub pożądliwościom ciała, tego w czym ukryta jest pokusa i poprzez co korci do grzechu, to likwidując źródło z pokusą, umiera dla niej i dla grzechu.
Aby więc skutecznie walczyć z pokusą i z grzechem, to trzeba eliminować i umartwiać miłością własną, instynkt i pożądliwości, aby wyeliminować pokusę, a tym nie dopuścić do grzechu.
Nie ma innego skutecznego sposobu na walkę z pokusą, jak umartwienie źródła z których pokusy atakują.

"To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani! "
- Jakuba 1:14-16
"Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki"
- 1Jana 2:15-17

Wszelka miłość cielesna, czyli miłość własna, doczesna, zmysłowa i światowa rodzi się w instynkcie, jest nasiąknięta pożądaniami, a w pożądaniach tkwi pokusa, a z pokusy rodzi się grzech.

Jedyną obroną duszy przed mocą diabła w zmysłach człowieka jest modlitwa. Nawet życia ascetyczne bez modlitwy nie wystarczy. Modlitwa pomaga umartwić te skłonności i sprowadza protekcję i łaski Boże. Modlitwa sprowadza natchnienia i rozważania mądrości Bożej, co demaskuje, osłabia i eliminuje pokusy i moc pokus w zmysłach człowieka słabnie. Modlitwa więc jest narzędziem walki, za pomocą której człowiek walczy i wygrywa walki duchowe.

"Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz. Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. A może utrzymujecie, że na próżno Pismo mówi: Zazdrośnie pożąda On ducha, którego w nas utwierdził? 6 Daje zaś tym większą łaskę: Dlatego mówi: Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę. Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie serca, ludzie chwiejni! Uznajcie waszą nędzę, smućcie się i płaczcie! Śmiech wasz niech się obróci w smutek, a radość w przygnębienie! Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was."- Jakuba 4:1-10

 
Congregavit nos in unum Christi amor
________________________________

Gubi mnie moja pycha


Dlaczego Biblia z taką siłą potępia pychę? Ponieważ prze­szkadza ona naszemu sercu otworzyć się na miłość Boga i innych braci.

• Uwielbienie samego siebie
Kiedy już wejdziemy na tę szczególnie niebezpieczną dro­gę, zaczyna nas tak bardzo zachwycać własna osoba, że staje się ona bożkiem, któremu jesteśmy gotowi wszystko poświę­cić. Nasze oczy są utkwione w nas samych. Interesuje nas jedynie nasze „ja" i z niepokojem zastanawiamy się, co sądzą o nas inni, co robić, żeby nasza pozycja nie słabła, ale przeciw­nie - stawała się coraz mocniejsza.
W końcu zaczynamy zachowywać się tak, jak byśmy byli „pępkiem świata", a inni istnieli jedynie po to, aby nam służyć, podziwiać nas, gratulować nam sukcesów i obwieszczać wszem i wobec, jacy to jesteśmy wspaniali.
Nawet przez myśl nam nie przejdzie, że należałoby po­dziękować Bogu za wszystkie dary, jakie od Niego otrzymaliś­my: korzystamy z nich jedynie po to, aby udowodnić sobie i innym, że jesteśmy najlepsi i najwspanialsi.
Kiedy pozwalamy, aby rządziła nami pycha, wtedy zapo­minamy, że jesteśmy jedynie ludźmi, i dochodzi do tego, że chcemy temu zaprzeczyć. Stajemy się podobni do Lucyfera: odmawiając wielbienia Boga, ograniczamy się do groteskowe­go i śmiesznego wielbienia własnej osoby, aż do chwili, gdy z przerażeniem odkryjemy naszą pomyłkę.
Zastanawiając się nad niedolą człowieka, Pascal poruszył problem wielbienia własnej osoby. Autor Myśli poddał go dokładnej analizie z tym większym zaangażowaniem, że sam żył w podobnym błędzie i złudzeniu zanim 23 listopada 1654 roku dostąpił nawrócenia.
„Wasze ja zasługuje na nienawiść, ponieważ nie jest słusz­ne, aby wmawiało sobie, że jest centrum wszystkiego."
„Pycha jest tak zakorzeniona w sercu człowieka, że każdy żołnierz, kucharz, a nawet złodziej przechwala się i chce mieć swoich adoratorów; nawet filozofowie tego właśnie pragną i piszący teksty, w których wyrażają swój sprzeciw, chcą mieć zasługę w tym, że tak dobrze je napisali; i ci, którzy je czytają, chcą mieć zasługę w tym, że je przeczytali; i - być może - ja sam pisząc te słowa także tego pragnę."
Gdyby człowiek zechciał ujrzeć siebie takim, jakim jest, zauważyłby wtedy, że jego ja jest „pełne wad i niedoskonało­ści: chce ono być wielkie, a widzi, jakie jest małe; chce być szczęśliwe, a widzi, jakie jest żałosne; chce być kochane i szanowane przez ludzi, a widzi, że jego wady zasługują jedynie na ich pogardę i wstręt".

• Pogarda dla innych
 
Zaślepieni własną pychą zaczynamy przygniatać innych naszą zarozumiałością. Już nie zwracamy uwagi na ich prob­lemy, bolączki, ani nawet na ich obecność! Inni interesują nas jedynie wtedy, gdy prawią nam komplementy i pochlebstwa.
Odpłacą nam zresztą tą samą monetą. Nawet jeśli będą nas podziwiać, nie otworzą jednak przed nami drzwi swoich serc i pozostaniemy przerażająco sami. Najbardziej podziwiane osoby na tym świecie niekoniecznie są szczęśliwe. Chociaż nie brakuje im publiczności, to jakże często brak im prawdziwych przyjaciół.
Pycha jest zresztą czymś więcej niż pomyłką, jest praw­dziwym szaleństwem. Szaleństwem, które zaćmiewa umysł nawet najinteligentniejszego człowieka. Zadufany w sobie zupełnie zapomina o tym, że w jednej sekundzie może stracić wszystkie swoje dobra. Wylew krwi do mózgu jest w stanie w jednym momencie pozbawić go jasności myślenia i daru słowa, którymi tak się chełpił; poważna choroba błyskawicznie atakująca cały organizm może przeszkodzić mu w ukończeniu jego prac badawczych.
Wystarczy przejść się alejkami cmentarza, aby przekonać się, jak szybko zapomina się o tych, którzy tutaj spoczywają. Kto pamięta jeszcze tę osobę, która zważywszy na przepych grobowca, gdzie jest pochowana, musiała przyjmować liczne hołdy przez całe swoje życie.

Sic transit gloria mundi - mówi przysłowie. Chwała tego świata mija naprawdę bardzo szybko.

Można bez trudu pogodzić pokorę z ambicją. Bóg nie obdarzył nas talentami, abyśmy je ukrywali w ziemi, za­miast je pomnażać. Podejmowanie odpowiednich kroków, mających na celu zajęcie jakiegoś stanowiska, jest zupełnie słuszne, pod warunkiem, że czujemy się na siłach, aby dobrze wypełniać obowiązki związane z funkcją jaką mieli­byśmy pełnić, aby w ten sposób służyć innym.

Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________