Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DUCHOWOŚĆ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DUCHOWOŚĆ. Pokaż wszystkie posty

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Dobrowolne umartwienia

CZAS WIELKIEGO TYGODNIA I TRIDUUM WYMAGA WYCISZENIA I SKUPIENIA. NIECH TE PONIŻSZE SŁOWA BĘDĄ DLA WAS, DRODZY CZYTELNICY, POMOCĄ W ROZWAŻANIU TAJEMNIC NASZEGO ZBAWIENIA. PRZEZ TEN CZAS ZAWIESZAMY PUBLIKACJĘ NA BLOGU.

(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej) 2 marca 1988 Nr 1176/K/88 

JEZUS: Synu, oto Piłat — wbrew swojemu oczekiwaniu widząc, że Żydzi niżej mnie ocenili niż Barabasza — osłupiał wo­bec takiej nienawiści, a uważając, że jestem niewinny, nadal chciał mnie wypuście, ale jednocześnie pragnął zadośćuczynić woli ludu. Chcąc dwom panom służyć, mianowicie z jednej stro­ny podobać się ludziom, a z drugiej uspokoić własne sumienie, próbował innego sposobu, aby mnie uwolnić, sposobu pełnego podłości i okrucieństwa. Postanowił bowiem doprowadzić mnie do takiego stanu, aby ludzie niezupełnie wyzuci z wszelkich uczuć ludzkich, spojrzawszy na mnie nie mogli się oprzeć litości. „Nie znalazłem —- rzekł — w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię" (Łk 23,22). I kazał sługom zaraz mnie wziąć i ubiczować. Szybko żołnierze przywiązali mnie do słupa i już gęstymi razami ranią i szarpią moje ciało, a jedni drugich zmieniając usiłują mnożyć razy i rany. Krew tryska na wszystkie strony, plami wszystko wokoło, nawet biczujących. Oni do szału doprowadzeni jeszcze silniej uderzają, szarpią ciało i rozrywają biczami. Krzyczą: „Wymażmy go z listy żyjących, niech jego imię już więcej nie będzie wspominane na ziemi". Opłakany ten widok poruszył niebo, tak że Aniołowie mi współ­czuli i zdumiewali się nad zbytnią miłością Serca mojego dla ludzi. Synu, uważnie i pobożnie rozważ moje ogromne cierpie­nia i przekonaj się, jak ciężkie i wstrętne są grzechy cielesne, które tak wielkiego wymagały zadośćuczynienia. Czyż te rany nie wołają do wszystkich, aby ze współczucia zaprzestali przynajmniej dogadzać swojej rozkoszy i dodawać mi nowe boleści. Dowiedz się także, jak wielka jest miłość Serca mojego, która mnie niewinnego skłoniła do podjęcia się kar za grzesznych lu­dzi. Co więcej, synu, miłość i wielkie pragnienie zbawienia wszy­stkich ludzi sprawiły, że całym Sercem wydałem niepokalane ciało swoje biczującym i chętnie zniosłem okropne katusze bi­czowania. Poznaj wreszcie, jak masz obchodzić się z ciałem swo­im, które poczęte w grzechu, wzrosło w namiętnościach i do złego jest skłonne. Patrz, czego Święci się nauczyli, zważ, w ja­kiej mierze umartwiali swoje członki, jak poskramiali wszystkie zmysły. Jak wielu jest wśród nich takich, którzy nigdy nie utra­cili pierwszej łaski, a jednak ostrą walkę prowadzili z ciałem swoim, opanowali swoje namiętności i słabości i zmusili do zu­pełnej uległości wszelkiego rodzaju umartwieniem. Ich serca były właśnie podobne do Serca mojego, dlatego też wydali po­dobne owoce. Nie czuliby się szczęśliwi, gdyby i w tym wzglę­dzie w jakiś sposób nie upodobnili się do mnie.
Chociażbyś, synu, był sprawiedliwy, umartwiaj swoje cia­ło, aby się nie buntowało i nie zgubiło się, a najwięcej po to, abyś do mnie się upodobnił i uświęcił. Jest wielu ludzi miłują­cych siebie samych, ludzi cielesnych, aczkolwiek nie chcą ucho­dzić za takich, którym nie odpowiada umartwienie ciała i dlate­go zawsze znajdują powód, aby się wymówić od niego. Niemą­dre i zaślepione dusze, jeśli pokutować nie będziecie, podobnie wszystkie zginiecie. Pamiętajcie, co mówi Duch Święty: „Którzy są Chrystusowi, ciało swe ukrzyżowali z grzechami i pożądliwościami". Mądrość ciała jest śmiercią, mądrość ducha — życiem, po­kojem i radością. Dlatego „jeżeli będziecie żyli według ciała, cze­ka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała — będziecie żyli" (Rz. 8,13) w pokoju i radości serca.
Synu, ożyw się duchem miłości, jaki Serce moje poddał okrutnemu biczowaniu, a umartwienie stanie się dla ciebie łat­we, tak że zakosztujesz jego słodyczy i zbawiennych owoców. Nie ma takiego czasu i miejsca, w którym nie mógłbyś jakiemuś zmysłowi zadać umartwienia. Czyż nie powinieneś, gdziekolwiek będziesz, więcej się starać o umartwienie ciała, aby mnie naśla­dować i otrzymać niebo, aniżeli grzesznicy o dogadzanie ciału, aby odnowić moje biczowanie i zasłużyć na piekło? Do dzieła, synu! Nie lękaj się niczego! Dobrowolne umartwienie to droga do życia i wolności, pokoju, cnoty i świętości. Szczęśliwi, którzy idą tą właśnie drogą. Ich szczęście znają tylko ci, którzy tego doświadczyli.
Kto nie umartwia się w rzeczach obojętnych i dozwolo­nych, ten również nie umartwi się w rzeczach potrzebnych i za­kazanych. Jeśli chcesz nauczyć się umartwiania w rzeczach więk­szych, stale umartwiaj się w małych, takich jak: ciekawość oczu, chęć słuchania nowości, pragnienie mówienia rzeczy niepożytecznych, zamiłowanie do miłych zapachów, skłonność do dogadza­nia zmysłom, chęć jedzenia czy picia bez dostatecznego powodu, ochota do czynów, z których inni byliby niezadowoleni. Takie i tym podobne rzeczy mogą być przedmiotem częstego, nawet sta­łego umartwienia. Będzie to dla ciebie, synu, niezawodną strażą niewinności i zasileniem miłości bożej. Utrzyma to w twoim ser­cu zapał i będzie wieczystą ofiarą złożoną na ołtarzu wewnętrz­nej świątyni, która z ofiarą Serca mojego złączona nieustannie wznosić się będzie przed tron Najwyższego jak wdzięczna won­ność. Takie małe codziennie powtarzane umartwienia odpowia­dają i pomagają wszystkim, młodszym i starszym, słabym i sil­nym, początkującym, postępującym i doskonałym i nikt nie mo­że się od nich wymawiać bez narażenia się na zarzut letniości. Nie ma w tym niebezpieczeństwa dla zdrowia, nie potrzeba żad­nego pozwolenia, jest ono bezpieczne i zbawienne dla wszystkich.
Wielkich umartwień podjąć się nie mogą wszyscy w rów­nej mierze. Nie wszyscy mają te same zapotrzebowania, ani ta­kie same siły fizyczne, ani to samo powołanie. Dlatego zaleca się przy okazji przedstawić poszczególne okoliczności przewodnikowi sumienia i z nim roztropnie ustalić zakres umartwienia, a bez jego porady nie przedsiębrać nic nadzwyczajnego, aby pod lada pozorem nie utracić prawdziwego dobra lub do większego stać się niezdolnym. Z umartwień należy wybierać te, które z natury swej wydają się odpowiedniejsze do podbicia zmysłów przez du­cha i łaskę i za moim przykładem lepiej się usposobić do męż­nego znoszenia niewygód życia. Ale przede wszystkim należy się trzymać tych umartwień, które są przepisane przeze mnie, przez Kościół i przełożonych. Te są pewniejsze i bezpieczniejsze, ani­żeli dobrowolnie wybrane. Wydają też one większe i cenniejsze owoce, gdyż do umartwienia dochodzi zasługa cnoty posłuszeń­stwa. Synu, jeśli łaskawie wspomnisz, jak ja byłem zraniony za twoje nieprawości i starty za twoje grzechy, będziesz usiłował za Apostołem stygmaty moje nosić w ciele swoim i tak żyć, aby moje życie jaśniało w tobie.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Powstań, synu, podnieś krzyż, a on poniesie ciebie"

(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej)
2 marca 1988 Nr 1176/K/88 
 
JEZUS: Synu, kiedy wydano na mnie wyrok śmierci, z największym pośpiechem przystąpiono do jego wykonania. Krzyż był już gotowy. Związanego więc, krwią ociekającego, poranio­nego biczowaniem, zaprowadzono mnie do krzyża. Skoro go uj­rzałem, Serce moje westchnęło: Witaj, witaj, dobry krzyżu, dłu­go oczekiwany, bardzo kochany, bezustannie szukany i wreszcie przygotowany dla spragnionego ducha. Krzyżu święty, ty mi dasz zwycięstwo i panowanie.
    Wziąwszy krzyż, czule do Serca go przycisnąłem, skropiłem łzami i krwią, a następnie włożyłem go na swoje ramiona na oczach ziemi i nieba. Otoczony tysiącem Żydów i pogan, w mieście świętym, w samo południe, odziany we własną suknię, szedłem dźwigając ciężki krzyż. Szedłem, aby na górze zatknąć krzyż, sztandar mojego królestwa, przeciw księciu świata, a na sztanda­rze dla ciebie wypisać własną krwią niezatarte hasło: Miłość Je­zusa ofiarowującego się z miłości ku ludziom, przeciw hasłu lu­dzi, głoszących miłość rozkoszy światowych, bogactw i zaszczy­tów. W tym moim znaku, synu, zwyciężysz, a wrogowie w swym znaku marnie zginą.
2. Pod sztandar krzyża zdążać będą ludzie z każdego na­rodu, ludu i pokolenia ziemi i łączyć się będą między sobą i ze mną. Pod tą chorągwią uczniowie moi, ożywieni miłością ku mnie, pod moim przewodnictwem szybko będą czynić postępy. Pod tym sztandarem krzyża będą walczyć wszyscy wyznawcy moi, triumfować nad piekłem, światem i sobą, wreszcie (będą wal­czyć i) zdobędą królestwo niebieskie. 

 Przybywajcie więc, wszyscy, a cokolwiek ja będę czynił, wy także czyńcie. Niech każdy weź­mie krzyż i idzie za mną z oczyma utkwionymi we mnie, odważ­nie i wielkodusznie postępując, nigdzie nie zbaczając ani na prawo ani na lewo. Wszyscy, którzy mi będziecie towarzyszyć będziecie uczestnikami niechybnego zwycięstwa i nagrody wiecznej. Im bliżej mnie kto pójdzie, przejęty większą miłością, tym w końcu bliżej mnie się znajdzie w królestwie wiecznym. nikt nie zapomina hasła, nie opuszcza chorągwi, ale każdy niech będzie gotowy zwyciężyć lub zginąć pod sztandarem, pewny te­go, że tak usposobiony czy będzie żył, czy umrze, będzie w moim orszaku, a w następstwie będzie uczestnikiem mojego niewątpli­wego zwycięstwa.

3. Synu, ja nigdy nie porzuciłem krzyża, ale trzymałem go, wytrwałem przy nim, na nim umarłem zwyciężając i tryumfując. Szczęśliwa ta dusza, która - ożywiona uczuciem Serca mojego - krzyż obejmuje z miłością i trzyma się go wiernie. Krzyż  ją przy mnie zachowuje, nie spycha, lecz podnosi, nie przeszkadza, ale wynosi na szczyty świętości aż do ostatecznego tryumfu. Przeto, synu, jeśli chcesz być do mnie podobny i kiedyś ze mną królować, winieneś jak ja wytrwać przy krzyżu, z nim żyć i umierać. Nie słuchaj nikogo, ani ciała, ani krwi, ani jakiegokolwiek ducha, zalecającego ci odrzucenie krzyża. Gdzież, synu mój. gdzież jest lepiej niż pod krzyżem? Krzyż jest przewodnikiem na drodze do królestwa wiecznego. Krzyż mądrością Apostołów, zwy­cięstwem Męczenników, chwałą Wyznawców, bezpieczeństwem Dziewic, uświęceniem starości, strażnikiem młodości odrzucającym rzeczy światowe, zwierciadłem zakonników wreszcie ucieczką i pociechą wszystkich opuszczonych. Synu, jeżeli odejdziesz od krzyża, dokąd pójdziesz? Otóż wpadniesz do obozu wrogów, gdzie znajdziesz nie jeden krzyż, spotkasz wiele utrapień, które cię nawiedzą i wykończą. Tam bodźcem i pociechą będzie ci mój sztandar tchnący miłością Serca mojego i pobudzający odwagę i wielkoduszność, lecz więzy tyranów pod piękną nazwą będą cię wlokły po twardych drogach nie do szczęścia, ale w niewolę, nie do chwały, lecz do hańby. A tu pod krzyżem, synu. jesteś ze mną, swoim przewodnikiem, opiekunem i nagrodą. Tu bywasz wśród samych dobrych, dzielnych i szlachetnych Obcujesz tu z wybranymi i Świętymi,  którzy cię poprzedzili, a którzy walczyli żyjąc pod krzyżem, a umierając zwyciężali. Tu wreszcie tworzysz jedną społeczność i jeden orszak z samymi Aniołami, którzy przy twoim boku zgromadzeni osłaniają cię, walczą razem z tobą i usiłują szerzyć moje królestwo. Postąpił­byś, więc niemądrze i zgubnie, gdybyś myślał o porzuceniu krzyża lub wyobrażał sobie, że gdzie indziej może ci być lepiej niż pod krzyżem.
4.  Książę tego świata i jego wysłańcy są twoimi wrogami. Nie dziw się więc, jeśli często kusić cię będą zmyślonymi korzyś­ciami i będą usiłowali błyskotliwymi pobudkami nakłonić cię, abyś porzucił krzyż i przeszedł na ich stronę. Synu, wcale nie zważaj na ich zwodnicze korzyści i nie słuchaj ich podstępnej paplaniny, ale podnieś oczy i serce swoje ku mnie, niosącemu sztandar, i za­świadcz, że zawsze chcesz iść za mną nawet na śmierć. W ten sposób napaści i podstępy wrogów za każdym razem obudzą w sercu twoim większy wstręt do nich i silne ze mną zjednoczenie.
Synu, nie wystarczy nie stronić od krzyża, trzeba ci jesz­cze krzyż wziąć i dźwigać. Zastanów się dobrze. Oto bowiem wszelkie uchybienia, jakie popełniasz, właśnie stąd powstają, że zesłanego ci krzyża nie chcesz lub wahasz się przyjąć i dźwigać. Kiedy naruszasz miłość, to jaki jest tego prawdziwy powód? Czyż nie to, że zesłanego krzyża, jakiegoś upokorzenia lub zaparcia się własnego zdania czy naturalnej skłonności, nie chcesz przyjąć? Dlaczego przekraczasz święte ubóstwo? Czyż nie dlatego, że od­rzucasz krzyż) że nie chcesz się podjąć proszenia o pozwolenie lub narazić się na odmowę? Dlaczego wykraczasz przeciw czys­tości? Czyż nie z lęku przed umartwieniem nie bierzesz tego krzyża? Dlaczego brak ci posłuszeństwa? Czyż nie dlatego, że nie miłujesz krzyża, że nie chcesz złożyć całkowitej ofiary z woli i własnego zdania? Tak, synu, jakąkolwiek cnotę naruszasz lub przekraczasz, jeśli dobrze się przyjrzysz, to zobaczysz przyczynę w tym, że nie bierzesz krzyża i nie obejmujesz go chętnym ser­cem. Taki krzyż, synu, jest mały i lekki. Jeśli nie przyjmiesz go chętnie, jakże udźwigniesz większy i cięższy? Patrz, synu, abyś ulegając pokusie nie stał się gorszy niż ci, którzy wymyślają so­bie wielki krzyż i chcą go dopiero kiedyś dźwigać, na razie każ­dy spotkany, nawet nie ciężki, starannie odsuwając i mając do wyboru między krzyżem i winą, zwykle wybierają winę zamiast krzyża. 6. Czego się lękasz? Dlaczego boisz się krzyża? Powstań, synu, podnieś go, a on poniesie ciebie i nagrodzi cię przedziwnie i wie­lokrotnie. Zachowa cię on od niepokoju sumienia, od udręki ser­ca, której doznają inni lekceważący swoje winy, zapewni ci spo­kój, ozdobi cnotami i wreszcie pocieszy cię swoim nawiedzeniem. Przeto, synu mój, chociażbyś spotkał przykrości, nie upadaj na duchu. Oto ja, niewinny Syn Boży, dźwigam ciężki krzyż z miłoś­ci ku tobie, ty z miłości ku mnie nie wzbraniaj się dźwigać swo­jego krzyża. Miłość osładzała mi gorzki krzyż. I tobie go osłodzi. Módl się często, abyś z pomocą łaski umiał ponad wszelkie do­bra tego świata miłować krzyż, który wprawdzie głupstwem jest dla grzeszników, ale mądrością dla wiernych mi dusz, karą dla wrogów, a dla uczniów Serca mojego pocieszającym zadatkiem szczęścia wiecznego. Proszę cię, synu mój, przyjdź i pójdź za mną drogą, jaką ci wskażę. Jeśli wytrwasz ze mną, ja ci odstąpię kró­lestwo, jakie mnie odstąpił mój Ojciec.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Niepokój grzesznika

(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej)
2 marca 1988 Nr 1176/K/88    

JEZUS: Mój drogi, jeżeli dojdziesz do tego, że sumienie nic ci nie będzie zarzucać, raduj się, naprawdę się raduj, gdyż pokój jak rzeka szczęścia będzie twoim udziałem. Dobre sumienie uszczęśliwia duszę, napełnia niebo radością, a piekło bojaźnią. Złe sumienie nasyca duszę nieszczęściem, budzi litość u niebian, a złym duchom sprawia radość i zadowolenie. Wyobraź sobie wszystkie możliwe nieszczęścia tego świata, a przecież nigdy nie wymyślisz takich, jakie w sercu znoszą grzesznicy. Jakże ciężka i nieznośna jest niewola grzesznika. Iluż to i jakimi więzami jest on skrępowany przez najgorszych tyranów, mianowicie przez złe duchy i swoje namiętności. Spętany ma rozum więzami dziwnej ślepoty, aby nie widział prawdy. Skrępowaną ma wolę pętami obrzydliwej złośliwości, żeby nie miłował tego, co dobre. Jego zmysły skute są okowami pożądliwości, aby nie szedł drogą ucz­ciwości. Cały przygnieciony jest brzemieniem żądzy, aby nie za­znał miłej wolności łaski.
   Czy jest kto bardziej nierozumny niż grzesznik, który jest sprawcą swej wielkiej nędzy? Jeżeli gdzie na ziemi jest przed­smak piekła, to chyba w sercu grzesznika, który trawiony ogniem namiętności cierpi wszystkie udręki złego sumienia. Jakże może mieć prawdziwą radość ten, kto wie, że skoro zerwie się wątła nić jego życia, strącony będzie do czeluści piekła? Zaiste nie wiem, jak może położyć się do snu, kto nie wie, czy się nie obudzi odrzucony na wieki.
   Serce ludzkie nie może nie pragnąć szczęścia, ale grzesz­nik pod wpływem nieujarzmionego i nieposkromionego ślepego popędu szuka szczęścia tam, gdzie znaleźć można tylko większe nieszczęście. Niektórym się zdaje, że opanują swoje pożądliwości we wszystkim im pobłażając i że wreszcie będą mieli spokój, skoro je nasycą. Jakież to nieporozumienie! Któż bowiem dla uga­szenia ognia dorzuca do niego paliwo? Czyż go przez to nie wzmac­nia, nie podtrzymuje? Chociaż namiętnościom ktoś odda zbawie­nie i siły ciała, one ciągle niezadowolone wołać będą: Twoje jes­teśmy, nakarm nas! O, gdyby można zajrzeć do serca grzesznika, ileż nędzy i jak wstrętne rzeczy można by tam zobaczyć! Wszak­że dla mnie, którego nie można oszukać tak jak ludzi, wszystko jest jawne i widoczne.
   Serce oddane nałogom niekiedy dochodzi do tego, że nic nie myśli, niczego nie miłuje, niczego nie pragnie, chyba tylko tego, co może dać swoim namiętnościom, a chociaż wie, że zdąża do przepaści, nie dba o to, ale jak nierozumne zwierzę idzie za swoimi popędami, tracąc nie tylko dobra wieczne, lecz także ucz­ciwość i honor, a nawet życie. Grzesznik nie potrzebuje wroga, aby mu dokuczał, bo sam dla siebie jest największym i najokrutniejszym wrogiem. Patrzy, czym by się ucieszyć i uraczyć, a zwy­kle znajduje wielorakie udręki.
   Jakże może zażywać pokoju, kto w sobie zasila źródło niepokoju! Albo jakże może choćby raz swobodnie odetchnąć, kto jest sługą złego ducha. Kto szatanowi pozwala siedzieć na tronie serca swojego, jakże nieszczęśliwy być musi. Szczęśliwy, kto nig­dy nie zaznał niewoli złego ducha i nie jęczał pod jarzmem kaj­dan grzechowych. Synu, jeżeli dotąd nie doznałeś nieszczęścia grzechu, raduj się z całym niebem i nigdy nie próbuj wiedzieć, co znaczy służyć diabłu. Jeśli zaś, na nieszczęście, jesteś pod jego władzą, zlituj się nad swoją duszą: odrzuć jego palące jarzmo, zerwij kajdany, zakosztuj wolności dzieci bożych.

Wydawnictwo Michalineum 1990
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ - Kto nie znosi drugich, nie będzie tolerowany


(za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej)
2 marca 1988 Nr 1176/K/88   

JEZUS: Jak długo obcowałem z ludźmi na ziemi, przebywałem wśród złego otoczenia. Czy zda­jesz sobie sprawę, jaką widzia­łem pychę i niewierność w du­szach? Jak wielką nieczystość i nieprawość w sercach ludzi, któ­rym jedynie świat imponował? Jakże raniły Serce moje zawinio­na nieświadomość, wyuzdana swawola, zapomnienie rzeczy niebieskich, troska o rzeczy do­czesne, zaniedbanie cnót, hoł­dowanie występkom. Porównaj, synu, mnie z tymi ludźmi: moją pokorę z ich zarozumiałością i próżnością, moją gorliwość z ich obojętnością i uporem, moją dobroć z ich nieczułością i nie­wdzięcznością, moją miłość z ich oziębłością i wzgardą, wresz­cie wszystkie cnoty moje z ich wadami i występkami. I zrozum, jakie usposobienie Serca im okazywałem. Otóż jacykolwiek oni byli, trwałem z nimi w życiu, w obcowaniu. Przebywałem wśród nich bez skargi i oburze­nia, owszem, okazywałem im zadowolenie. Jeżeli dobrze przemyślisz ten sposób postępowa­nia, nauczysz się okazywać bliź­niemu podobne uczucia.
Ty, synu, i twoi bliźni, wszyscy jesteście dziećmi tego samego Ojca Niebieskiego, wszyscy odkupieni tą samą ceną mojego życia, złączeni w jedno nierozdzielne społeczeństwo tą samą więzią miłości Ducha Świętego. Wszyscy bowiem są powołani do tego samego królestwa niebie­skiego, aby tam zażywać szczę­ścia w doskonałym pokoju, w radości zjednoczenia wieczne­go. Patrz więc, abyś zgadzał się w drodze, abyś potem nie był wykluczony z ojczyzny niebie­skiej i oddany zewnętrznym tor­turom. Jest to moja wola, nawet przykazanie, abyście jeden dru­giego brzemiona nosząc miło­wali się wzajemnie, jak ja was umiłowałem, miłością skutecz­ną, nadprzyrodzoną i powszech­ną. Jeżeli mnie miłujecie, zacho­wajcie to przykazanie. Jeśli za­chowacie je, trwać będziecie w mojej miłości. Kto nienawidzi brata swojego, jest mężobójcą, zabija duszę swoją. Kto gniewa się na brata swojego, winien bę­dzie sądu. Kto nie odpuszcza, nie będzie mu odpuszczone. Kto nie znosi drugich, nie bę­dzie tolerowany. Tą samą prze­cież miarą, jaką mierzyć będzie­cie, i wam odmierzą.
Pamiętaj, synu, że żyjesz nie wśród Aniołów, ale wśród ludzi, którzy tutaj nie mogą być cał­kiem wolni od błędów. Nie dziw się tedy, jeśli ułomni śmiertelni­cy błądzą czy upadają, lecz dziw się temu, że chociaż masz wiele błędów, które drudzy muszą znosić, czasem się oburzasz na cudze błędy. Jeśli nie znosisz błędów bliźniego, czy już przez to samo nie popełniasz błędu? Wiedz, ze ja niekiedy pozwalam, aby ludzie, zamierzając i czyniąc dobrze, byli sobie przeciwni, aby bez własnej winy mieli spo­sobność do wzajemnego zno­szenia uchybień, ćwiczenia się w gruntownych cnotach i groma­dzeniu zasług. Zrozum, czego bliźni twój doznaje od ciebie. Jak sam chcesz być traktowany, tak tez traktuj drugich, a czego nie chcesz dla siebie, nie czyń tego drugim. Czyż, synu, nie masz wielu błędów, od których chciałbyś się uwolnić, a jednak nie możesz, jak ci mówi własne doświadczenie? Co więc u sie­bie - acz niechętnie - znosisz, znoś i u drugiego, o którym mając trochę pokory i miłości, sądzisz, że i on niechętnie zno­si twoje braki.
Niektórzy dość chętnie zno­szą błędy przyjaciół i ludzi po­dobnych do siebie skłonno­ściami i zwyczajami, a łatwo się oburzają na słabości in­nych. Ale jaka w tym zasługa? Czyż i poganie tak nie postę­pują? Nawet nierozumne zwie­rzęta też tyle zwykły czynić. Jakże mógłbyś zwać się uczniem moim, gdybyś miał uczucia poganina, albo naśladował instynkt zwierząt? Synu, kieruj się nadprzyrodzo­ną miłością Serca mojego, dzięki której wszystkich, tak przyjaciół jak nieprzyjaciół znosiłem i miłowałem aż do śmierci. Pomijając więc wszel­kie rozważania czysto przyro­dzone, znoś i kochaj wszyst­kich, nie wyłączaj nikogo.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Świętość jest normalna i dla wszystkich

Bóg najbardziej pragnie, byśmy stawali się coraz bardziej święci, podobnie jak On jest święty. Niestety, wielu ludzi ma dziwne wyobrażenie o świętości i właśnie dlatego dorastanie do świętości nie jest ich największym pragnieniem. Niektórzy mylą świętość z doskonałością. Tymczasem ten, kto dąży do doskonałości, usiłuje być jak Bóg, natomiast człowiek, który dąży do świętości, pragnie Boga naśladować. Pragnie kochać Boga, samego siebie i bliźniego dojrzałą miłością, mimo że pozostaje niedoskonały w sferze cielesnej, emocjonalnej, intelektualnej, moralnej czy społecznej. Świętość mylona z perfekcjonizmem i doskonałością nie pociąga, lecz nawet przeraża. Błąd drugi to kojarzenie świętości z cierpiętnictwem, z naiwnym dźwiganiem niezawinionego krzyża, z nadstawianiem drugiego policzka; przekonanie, że święty to jakiś dziwak, dewot, który niemal nie wychodzi z kościoła. 
Świętość to normalność 
   Tymczasem Biblia ukazuje świętość jako najpiękniejszą normalność, do jakiej zdolny jest człowiek. Jest to normalność oparta na respektowaniu norm Ewangelii oraz naśladowaniu Jezusa. Syn Boży w ludzkiej naturze wszystkim czynił dobrze. Swoją mocą, mądrością i dobrocią przemieniał tych, których spotykał.
   Świętość Chrystusa nie odstrasza, lecz zdumiewa i pociąga. Bóg stworzył mnie na swój obraz. On dosłownie wychodzi z siebie i staje się człowiekiem po to, żebym ja stawał się większym od samego siebie. Zasadniczy problem współczesnych ludzi polega nie na tym, że trudno im odkryć powołanie szczegółowe - do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego - ale na tym, że nie realizują oni podstawowego powołania, czyli powołania do świętości. Naszą sytuację na ziemi symbolizuje historia syna marnotrawnego. Uświadamia nam ona, że każdy z nas zagrożony jest nie tylko przez innych ludzi, ale nawet przez samego siebie, gdy uwierzy w naiwne wizje życia i fałszywe wartości. Wtedy może utracić wszystko: miłość, prawdę, zdrowie, radość życia, nadzieję na przyszłość. Syn marnotrawny nie został oszukany przez złych ludzi. Miał szczęście dorastać u boku kochającego ojca. Jednak nawet w takiej sytuacji pozostał kimś zagrożonym. Po grzechu pierworodnym każdy z nas jest wewnętrznie zraniony. Łatwiej jest nam wybierać drogę przekleństwa i śmierci niż drogę błogosławieństwa i życia. Łatwiej sięgać po te książki czy gazety, które nie stawiają wymagań, niż po takie, które ukazują miłość i prawdę. Łatwiej jest spotykać się z ludźmi prymitywnymi niż ze szlachetnymi. Łatwiej respektować demokrację i tolerancję niż miłość i prawdę. W tej sytuacji dorastać do świętości z radością mogą ci, którzy stawiają sobie Boże wymagania po to, żeby spełniać Boże pragnienia. Człowiek, który nie dostrzega swoich ograniczeń, nigdy ich nie pokona, a ten, kto nie dostrzega swojej wielkości, nie stanie się świętym. Człowiek dorastający do świętości zna prawdę na własny temat. Każdy z nas ma możliwość oszukiwania samego siebie. Myślimy wtedy w sposób magiczny, życzeniowy, selektywny. Oszukiwanie siebie to zwykle próba naiwnego usprawiedliwiania swoich błędów. Przykładem są alkoholicy i narkomani, którzy zwykle tak długo oszukują samych siebie, że z tego powodu umierają. Najgroźniejszym oszustwem jest przekonanie, że istnieje łatwe szczęście, czyli szczęście osiągnięte bez wysiłku, bez dyscypliny, bez prawdy i miłości, bez przyjaźni z Bogiem, bez respektowania głosu sumienia. Gdyby takie szczęście istniało, wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Kto myśli mądrze, jak Chrystus, ten wie, że albo szuka trudnego szczęścia, czyli świętości, albo nieszczęście "zgłosi się" do niego samo. 

Kochać jak Chrystus 
   Świętość to nie tylko szczyt mądrości, ale też szczyt dobroci, czyli miłość. Miłość, jakiej uczy nas Chrystus, to decyzja, by troszczyć się o rozwój drugiej osoby. Kochać ją, a więc być obecnym w jej życiu tak, by łatwiej jej było stawać się najpiękniejszą wersją samej siebie. Miłość jest troską o los drugiego człowieka, a nie szukaniem dobrego nastroju. Troska ta wyraża się poprzez słowa i czyny, które są dostosowane do zachowania drugiej osoby. Inaczej wyrażamy miłość wobec dziecka, a inaczej wobec dorosłego. Inaczej postępujemy wobec ludzi wrażliwych i szlachetnych, a inaczej wobec egoistów czy cyników. W miłości obowiązuje zasada: To, czy kocham ciebie, zależy ode mnie, ale to, w jaki sposób wyrażam miłość, zależy od ciebie i od twojego postępowania. Dojrzała miłość nie ma nic wspólnego z naiwnością i dlatego obowiązuje tu jeszcze druga reguła: To, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Obydwie zasady potwierdza Chrystus. Tych, którzy byli dobrej woli, uzdrawiał, rozgrzeszał, przytulał, stawiał za wzór, bronił przed krzywdą. Natomiast tych, którzy byli cyniczni i zatwardziali w złu, wzywał do nawrócenia, a nawet surowo upominał. Święty to ktoś, kto naśladuje taką właśnie mądrą miłość.

Ks. Marek Dziewiecki
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Drogowskazy dla grzeszników – Św. Jana Maria Vianney

Dobrze odprawiony sakrament pokuty:
1. Rachunek sumienia
2. Spowiedź święta
3. Żal za grzechy
4. Mocne postanowienie poprawy
5. Zadośćuczynienie

O grzechu śmiertelnym

1. O, przeklęty grzechu śmiertelny, jak mało cię ludzie znają, a jak często cię popełniają! Powodujesz straszne zniszczenia w naszej świętej wierze, jesteś katem dusz, źródłem potępienia, ohydą w oczach Nieba i spustoszeniem ziemi! Przeklęty, jesteś przyczyną naszych doczesnych i wiecznych nieszczęść, nieubłaganym katem jesteś samego Jezusa Chrystusa! Przeklęty grzechu, kto cię dobrze poznał, ten nigdy nie odważy się ciebie popełnić!
2. Nikt z ludzi nie jest w stanie pojąć, jak wielkie zło tkwi w grzechu śmiertelnym. Gdybym mógł otworzyć bramy piekielne i pokazać wam wszystkie ofiary tego grzechu, gdyby każdy z potępieńców przedstawił wam rozdzierające cierpienia, które musi ponosić przez całą wieczność – to może wówczas mielibyście jakie takie pojęcie o tym, czym jest grzech. Cokolwiek bym wam nie powiedział o jego złu, zawsze będzie to coś bardzo niejasnego i bardzo odległego od samej rzeczywistości grzechu.
3. Cóż to za straszna ślepota, kiedy marne stworzenie podnosi bunt przeciw swojemu Stwórcy – przeciw Temu, który w jednej chwili mógłby je unicestwić jednym aktem Swojej woli.
4. Grzech śmiertelny to odwrócenie się od Boga i niemądre oddanie się stworzeniom. Odwrócenie się od Boga to przejaw jakiegoś wstrętu i oporu serca przeciw wszystkiemu, co łączy się z wiarą. Pogarda dla pokuty, dla umartwień, dla przekazywania miłości nieprzyjaciół.
5. Grzech śmiertelny zaślepia, i to do tego stopnia zaślepia, że człowiek w stanie grzechu nie rozeznaje zła, którego się dopuszcza. 

O grzechu świętokradztwa 
6. Święty Jan Chryzostom powiada, że grzechy chrześcijan są w szerszym znaczeniu świętokradztwami. Świętokradztwo w znaczeniu ścisłym to znieważenie rzeczy poświęconych Bogu, na przykład kościołów, naczyń świętych, osób oddanych na służbę Bożą, Sakramentów Świętych. Ale w znaczeniu ogólnym każdy chrześcijanin jest świątynią Ducha Świętego. W Komunii Świętej przyjmuje on przecież do serca Ciało i Krew Chrystusa. Tymczasem po grzechu ciężkim traci on łaskę, a z nią także ustępuje z duszy ludzkiej Bóg, bierze ją natomiast w posiadanie duch piekielny. Czy zatem nie jest to wielka profanacja i świętokradztwo?
7. Zdarzają się ludzie głusi na wyrzuty sumienia; inni znów okazują się niemowami, kiedy przychodzi im oskarżać się za swoje grzechy. A jakie to straszne nieszczęście, kiedy ktoś ze wstydu albo strachu ukrywa grzech śmiertelny! Kłamie on wobec Jezusa Chrystusa, a wtedy lekarstwo i miłosierdzie, jakie Zbawiciel okazuje tu skruszonym grzesznikom, taki człowiek sam zamienia sobie w truciznę. A przecież tak wielu ludzi przy spowiedzi dopuszcza się świętokradztwa!
8. O, jak bardzo ślepi są grzesznicy, którzy wstydzą się albo też boją wyspowiadać się ze swoich upadków! Na co się przyda to ukrywanie, skoro kiedyś tajniki serc zostaną odsłonięte na oczach całego świata? Skutkiem świętokradzkiej spowiedzi okazuje się zaślepienie i zatwardziałość serca, które nie opuszczają człowieka nieraz aż do śmierci.
9. Źle spowiada się ten, kto nie chce naprawić wyrządzonej krzywdy, choć może to zrobić. Złe są też spowiedzi kobiety czy dziewczyny, która utrzymuje niebezpieczne stosunki i nie chce ich zerwać. Takie osoby najczęściej nie przyznają się do winy i podczas spowiedzi ukrywają swoje grzechy. Kto zataja grzechy, ten chce oszukać nie księdza – chce oszukać samego Boga, a to przecież jest rzeczą nieprawdopodobną!
10. Gdyby dziś, w tym kościele, Bóg rzucił zasłonę z serc wszystkich, którzy tu są, to okazałoby się, że na wielu z tych serc wyryty jest wyrok potępienia zaciągnięty z powodu świętokradzkich Komunii. Bo wielu przystępuje do Stołu Pańskiego po złej spowiedzi, jako żer albo zataili swoje grzechy, albo nie mieli najmniejszego żalu i postanowienia poprawy. Inni znów przystępują do Komunii w gniewie i z przywiązaniem do grzechów i w ten sposób znieważają Ciało i Krew Pana. 
11. Kiedy zbliża się do Stołu Pańskiego świętokradca, wydaje się jakby Zbawiciel mówił do niego, jak kiedyś do Judasza: „Po co tu idziesz, przyjacielu? Znakiem pokoju, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego. Zatrzymaj się, synu, zlituj się nade Mną.” Ale te błagania nie pomagają, tak jak nie skutkują też wyrzuty sumienia. Przeniewiercy pomimo wszystko mają czelność dopuszczać się tego straszliwego czynu!
12. Mówi Święty Paweł, że Żydzi nie ukrzyżowaliby Zbawiciela, gdyby Go znali. A ty, przyjacielu, wiesz Kogo przyjmujesz, bo kapłan przed podawaniem Komunii Świętej mówi do ciebie: Oto Baranek Boży, oto, który gładzi grzechy świata. On – Święty i Czysty! Jeżeli więc poczuwasz się do grzechu, nie podchodź, bo Bóg mógłby cię strzaskać piorunami Swojego gniewu, a twoją duszę wtrącić do piekła! Gdyby człowiek zdawał sobie sprawę, jak wielkim złem jest świętokradztwo, wolałby tysiąc razy umrzeć niż się go dopuścić, choćby tylko raz. Jest ono najstraszniejszą niewdzięcznością względem Boga – zatruwa serce i umartwia w grzeszniku duszę sprawiając, że staje się ona mieszkaniem i niewolnicą szatana. To straszne przestępstwo jest podobne do ostrego miecza, którym grzesznik zabija siebie samego, oddając się przy tym na łup piekłu.
13. Kochani! W jakim miejscu – gdzie? – znajdzie się Jezus, skoro wasze oczy są powalone brudnymi,cudzołożnymi spojrzeniami, wasze ręce – haniebnymi dotknięciami, wasze usta i język – bezwstydnymi pocałunkami, skoro wasze serce jest czarne i potworne, podobne do zwęglonego drewna, które przez kilka tygodni leżało w ogniu?
14. Sprawdzajcie sami siebie, czy przypadkiem nie popełniliście kiedyś świętokradztwa! Jakiż to straszny ból dla miłosiernego Boga, kiedy ludzie bezbożni znieważają Jego Przenajdroższe Ciało i Przenajświętszą Krew! Jak ciężka, jak surowa kara czeka chrześcijan, którzy dopuszczają się takiej zbrodni! Nie potrafię we właściwy sposób przedstawić wam tego, jak wielkim grzechem jest świętokradzka Komunia Święta! Zbawiciel świata raz jeden poniósł śmierć na ziemi, tymczasem ludzie przewrotni wciąż odnawiają tę Jego mękę przez niegodne przyjmowanie Go do swoich serc! 

O grzesznych namiętnościach i nałogach 
15. Przyczyna twoich upadków i twojego odrzucenia nie tkwi ani w złych przykładach, ani w złych okazjach, ani w słabości, ani w braku łaski. Zgubiłeś się, bo szedłeś za namiętnościami – zgubiłeś się, bo sam tego chciałeś. 
16. Kto pojmie zaślepienie bezbożnika, który zwierzęcą rozkosz stawia wyżej niż radość wieczną, jakiś drobiazg wyżej niż Królestwo niebieskie, obżarstwo wyżej niż ucztę Błogosławionych w Mieście Bożym!
17. Biedna duszo, sprzedadzą cię ludzie za bezcen: pijak za kieliszek trunku, skąpiec za garść siana, żarłok za suty półmisek, lubieżnik za ohydną rozkosz. Jak nisko cię cenią, jak strasznie cię lekceważą!
18. Powiecie może: „Ale my tego nie chcemy… Niech nas Bóg broni od podobnych bluźnierstw!” O,drogi Boże, do jak okropnej przepaści wiedzie człowieka grzech! Piękna wymówka! Potępieńcy, którzy się teraz palą w piekle, też nie mieli ochoty iść na potępienie. Ale czy są z tego powodu mniej winni? Nie. Bo wiedzieli dobrze, że przez taki a taki czyn albo przez takie a takie słowo dopuszczają się grzechu śmiertelnego. 

O grzechach popełnianych podczas modlitwy 
19. Bo czym się zajmujecie, kiedy idziecie na spotkanie towarzyskie? Ludźmi, których tam spotykacie. I tutaj też: widzicie oczami na wszystkie strony, przyglądacie się ścianom, dekoracjom, witacie się ze znajomymi, rozmawiacie. Nie mówiąc już o złych pragnieniach i spojrzeniach. Dla grzesznika, który się nie chce zmienić, kościół jest, ze tak powiem, salą balową czy koncertową, nie domem Bożym! 
20. Żeby przynajmniej wasze myśli, kiedy jesteście w domu Bożym, były choćby tylko obojętne, a nie grzeszne!
21. Podczas modlitwy po głowie człowieka snują się jego ukochane przedmioty i to im kłania się on jako swojemu „bogu”. W modlitwie czasami mówicie do Boga: Oddaję Ci cześć i hołd; kocham Cię, Panie, z całego serca. Łudzisz się przyjacielu, ty wielbisz nie Boga, tylko swojego bożka. Twoim bożkiem jest ta młoda osoba, której oddałeś serce i którą bez przerwy zaprzątasz sobie umysł. A twoim bogiem kto jest, siostro? Czy nie ten młody człowiek, któremu starasz się przypodobać nawet w kościele – tu, gdzie powinnaś opłakiwać swoje grzechy i prosić Boga o przebaczenie?
22. W czasie Mszy Świętej lub w czasie modlitwy przychodzi wam do głowy zazdrosna myśl albo chęć zemsty. Jeśli kochacie dobrego Boga bardziej niż takie myśli, to szybko je odrzucicie. Ale jeżeli nie odpychacie ich od siebie, to okazujecie przez to, że wyżej cenicie takie myśli niż Boga, że są one godne tego, żeby królować w waszym sercu. Widzicie więc, ze podczas modlitwy oddajecie hołd nie prawdziwemu Bogu, ale swoim złym skłonnościom i namiętnościom. 

O grzesznikach zatwardziałych 
23. Zatwardziały grzesznik, kiedy się modli, nie ma zamiaru naigrawać się z Boga, a przecież się naigrawa, kiedy na przykład nie chce powstać z grzechu, a mówi: Boże mój, kocham Cię. Bo nie kocha Stwórcy, skoro kocha grzech. Taka modlitwa nie może być aktem pobożności; ona jest obłudą, a fałszem i obłudą nie można Bogu oddawać czci. Jest haniebną zniewagą, jeżeli na ustach ma się imię Jezusa Chrystusa, a jednocześnie w sercu się Go krzyżuje… 
24. Niejeden zatwardziały grzesznik mówi na modlitwie: Mój Boże, wierzę mocno, że jesteś tutaj obecny. Przyjacielu! Przed Bogiem drżą Święci Aniołowie, którzy nie ośmielają się podnieść ku Niemu oczu, więc zasłaniają skrzydłami swoją twarz, bo nie mogą znieść blasku Jego Majestatu! A ty, okryty grzechami, klękasz sobie na jedno kolano, a drugie trzymasz w powietrzu! A więc te słowa, które wychodzą ci z ust – że wierzysz w obecność Bożą – są czymś wstrętnym. Jesteś podobny do małpy, która naśladuje to, co widzi u innych. Taka modlitwa to czysta kpina. 
25. Grzesznicy, którzy w swoich nieprawościach śpią – którzy nie zamierzają porzucić swoich grzechów, a mimo to przychodzą się modlić – żyją tylko pozornie, bo dawno już poumierali. Modlitwa takiego grzesznika – grzesznika, który nie chce się poprawić – jest wedle Ducha Świętego obmierzła w oczach Pana. Jest czynnością śmieszną, pełną sprzeczności i kłamstwa. Jest zniewagą Boga.
26. Gdy zatwardziały grzesznik odmawia akt skruchy, zabawia się w kłamcę i zwykłego błazna. Niech sobie mówi: Boże, Ty widzisz moje grzechy, ale patrz również na skruchę mego serca! Gdzie ten twój żal, człowieku? Przechwalasz się tylko, ale skruchy w sobie nie masz. Mieli ją święci pustelnicy żyjący po lasach – ludzie, którzy w dzień i w nocy opłakiwali swoje grzechy. Gdybyśmy przeszli szczegółowo każdą modlitwę, którą odmawia taki grzesznik, dostrzeglibyśmy tam same fałsze i obłudę.
27. Zatwardziały grzesznik chodzi jeszcze wprawdzie na Mszę Świętą i odmawia jakieś modlitwy, ale nie robi tego w intencji podobania się Panu Bogu i zbawiania swojej duszy, ale wyłącznie z prostego zwyczaju i z rutyny, jakiej nabrał od młodości.
28. Pan Bóg opuszcza zatwardziałego grzesznika i wydaje go na łup namiętności. Nic go już nie wzrusza – on wszystkim gardzi. Wie, że kiedy umrze w tym stanie, czeka go wieczne potępienie. Nie dba o to, kpi sobie z napomnień. Jak godny politowania jest stan tych nieszczęśliwych dusz! Jak bardzo gorąco – z jakimi wręcz łzami! – powinniśmy się modlić o ich nawrócenie! 

O duszach oziębłych 
29. Kiedy mówię do was o okropnym stanie duszy oziębłej, nie mam wcale na myśli ludzi, którzy żyją w grzechu śmiertelnym i nie chcą się z niego podnieść. Do oziębłych nie zaliczam też tych, którzy chcieliby należeć jednocześnie i do Boga, i do świata; którzy to korzą się przed swoim Stwórcą, to znów wyciągają ręce do świata. Na czym więc polega oziębłość w służbie Bożej? Otóż dusza letnia nieumarła zupełnie w oczach Boga: jest w niej jeszcze wiara, nadzieja i miłość.A le wiara bez gorliwości, nadzieja bez mocy, miłość bez ognia i zapału.
30. Osoba oziębła nie zastanawia się nad stanem swojej duszy, jest zadowolona ze swoich spowiedzi, nie boi się dawniejszych grzechów. Na Mszę Świętą idzie z przyzwyczajenia, nie myśląc wcale o znaczeniu Najświętszej Ofiary. Inne praktyki z byle powodu opuszcza. W kościele jest roztargniona, nie stara się o skupienie, postów nie zachowuje skrupulatnie. 
31. Stan oziębłości jest dużo bardziej niebezpieczny niż stan wielkiego grzesznika. Wielki grzesznik, który opuszcza spowiedź wielkanocną i jest uwikłany w haniebne występki, od czasu do czasu jęczy jednak nad swoją moralną nędzą i z Bożą pomocą  z czasem się z niej wydźwignie. A dusza obojętna jest z siebie zadowolona; zdaje się jej, że jest w przyjaźni z Bogiem, podczas gdy On patrzy na nią ze wstrętem i w końcu wyrzuci ją ze Swoich ust, czyli skaże na potępienie. Ile to dusz zginęło w ten sposób, mój Boże! 
32. Jeżeli chcecie wydobyć się z oziębłości, przenoście się od czasu do czasu myślą pod   bramy piekieł i posłuchajcie tam narzekania i jęków potępionych, którzy dlatego zginęli na wieki, ze w sprawie zbawienia swojej duszy byli leniwi i oziębli. A potem wznieście się myślą ku niebu i patrzcie, na jaką chwałę zasłużyli Święci dlatego, że na świecie mężnie walczyli, zadając gwałt swoim namiętnościom.

Za: ks. Jan Maria Vianney "Drogowskazy dla grzeszników" Wyd. Te Deum
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Święty Jakub - "syn gromu"

nadesłane

Dzisiejsze czytanie z Ewangelii i komentarze do niego skupiają się na pytaniu Jezusa: "Nie wiecie o co prosicie? Czy możecie pić z kielicha, który ja mam pić?" Należy jednak zwrócić także uwagę na sam początek: "Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła.On ją zapytał: «Czego pragniesz?» Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Synowie Zebedeusza to dwaj bracia: Jan i Jakub. Jakub został zapewne powołany do grona uczniów Chrystusa już nad rzeką Jordan. Tam bowiem spotykamy jego brata Jana (J 1, 37). Po raz drugi jednak Pan Jezus wezwał go w czasie połowu ryb. Wspomina o tym św. Łukasz (Łk 5, 1-11), dodając nowy szczegół - że było to po pierwszym cudownym połowie ryb.
Jakub należał do uprzywilejowanych uczniów Pana Jezusa, którzy byli świadkami wskrzeszenia córki Jaira (Mk 5, 37; Łk 8, 51), przemienienia na górze Tabor (Mt 17, 1nn; Mk 9, 1; Łk 9, 28) oraz modlitwy w Ogrójcu (Mt 26, 37). Żywe usposobienie Jakuba i Jana sprawiło, że Jezus nazwał ich "synami gromu" (Mk 3, 17). Chcieli bowiem, aby piorun spadł na pewne miasto w Samarii, które nie chciało przyjąć Pana Jezusa z Jego uczniami (Łk 9, 55-56). Jakub był wśród uczniów, którzy pytali Pana Jezusa na osobności, kiedy będzie koniec świata (Mk 13, 3-4). Wreszcie był on świadkiem drugiego, także cudownego połowu ryb, kiedy Chrystus ustanowił Piotra głową i pasterzem swojej owczarni (J 21, 2). Ewangelie wspominają o Jakubie Starszym na 18 miejscach, co łącznie obejmuje 31 wierszy. W odniesieniu do innych Apostołów jest to bardzo dużo.

Jakub i Jan zostali skarceni przez Jezusa za żarliwość nie na miejscu. 

Gdy dopełniały się dni Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: „Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?” Lecz On, odwróciwszy się, skarcił ich. I udali się do innego miasteczka.” (Łk 9. 51 – 56)

Skąd my to znamy! Ile to razy budził się w nas gniew jak grom, gdy spotkaliśmy kogoś, kto myśli, czuje, rozumie inaczej niż my. Jakże często - w myślach - choć na wielu blogach także, czytaliśmy, że tych, którzy myślą inaczej to piekło pochłonie!

"Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich" (Mk 10, 43-44).

Mimo ich "wpadek" Jezus ciągle okazywał synom Zebedeusza szczególne zaufanie. Tylko Jakuba, Jana i Piotra dopuścił, by byli świadkami wskrzeszenia córki przełożonego synagogi (Łk 8, 51), przemienienia Jezusa na górze (Mt 17, 1) oraz Jego trwogi w Ogrójcu (Mk 14, 33).
Jak widać apostołowie mieli swoje słabości, lecz ich świadectwo wierności przypieczętowane zostało świętością. Dlatego przebaczajmy i kochajmy tych, którzy są wobec nas złośliwi, podejrzliwi, cyniczni czy zazdrośni. Nie zabiegajmy o pierwsze miejsca, o bycie w centrum wydarzeń, lecz uczmy się służyć w miłości.
WK
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Gorliwość o chwałę Bożą

O. TILMANN PESCH SI

1. Szczególniejszym w swoim rodzaju wydarzeniem jest fakt, że Chrystus, będąc w Jerozolimie podczas świąt Wielkanocnych, wypędził ze świątyni kupców (1). Chciał się tu Chrystus objawić jako Mesjasz, jako przez Boga posłany nauczyciel, pan i reformator całej religii.
Powodem wyrzucenia były nadużycia, jakich się dopuszczali handlujący, rozstawiając swoje kramy w przedsionku, przeznaczonym dla pogan i aż do przedsionka modlących się żydów, zakłócając tym sposobem spokój i skupienie pobożnych. Było to publiczne zgorszenie, nieuszanowanie domu Bożego i nadmierna żądza zysków.
Przedtem patrzał Chrystus na to nadużycie z boleścią, lecz cierpliwie, bo wdawanie się w tę sprawę nie było rzeczą prywatnego człowieka. Kiedy jednak rozpoczął publiczny urząd nauczycielski, gorliwość o chwałę Bożą zmusiła Go do surowego wystąpienia przeciw tym nadużyciom.
Uczynił to z umiarkowaniem. Dopiero gdy łagodne upomnienie nie odniosło skutku, kazał ubogim przekupniom wynieść klatki z gołębiami, handlarzy grubszym towarem wypędził precz, a wekslarzom stoły powywracał. "Nie czyńcie domu Ojca mego domem kupiectwa". Tak mówić może tylko Syn Boży.
Śmiały czyn Chrystusa był uderzeniem w pobielane groby obłudy i niewiary. Domagają się ci wrogowie Pana, by się wytłumaczył z czynu swego. Na to Chrystus objawia im słowem i czynem posłannictwo swoje.

2. W tym zdarzeniu wybuchła jasnym płomieniem czynna żarliwość Chrystusa o chwałę Ojca niebieskiego (2). Towarzyszy Mu ona w całym życiu. Wszędzie, przy każdej sposobności, kiedy naucza po wioskach i miasteczkach (3).

Chrystus powinien być dla ciebie wzorem gorliwości.
Gorliwości o chwałę Boga domaga się od ciebie słuszność i sprawiedliwość. Jeśli szukasz chwały Bożej, to zdążasz ku najwspanialszemu celowi, ku któremu zmierza wszystko stworzenie, a nawet Chrystus i sam Bóg od wieków. Niektórzy mają fałszywą i szkodliwą pokorę, nie chcą swoich zdolności używać dla służby Bożej i bliźniego pod tym pozorem, że są zbyt słabi, albo zbyt skłonni do pychy. Próżna wymówka! Boją się niewygód, przykrości, które by ich spotkać mogły, gdyby się jęli gorliwej pracy.

3. Gorliwość jednak naszą musimy wzorować na przykładzie Chrystusa.

A więc powinna być bezinteresowna, bo taką była gorliwość Chrystusa (4). On wszystko kierował ku chwale swego Ojca niebieskiego (5). Kto szuka chwały Bożej, ten nie może szukać siebie, musi być gotów na życie twarde i pokorne, na prześladowanie i pogardę. Chrystus tylko z rąk Ojca niebieskiego chciał wziąć należną sobie chwałę (6), a to za cenę poniżenia u ludzi, za cenę życia swego (7).
Gorliwość o chwałę Bożą powinna być ofiarna. Wymaga ona bardzo często wyrzeczenia się wzięcia u ludzi, wyrzeczenia się wygód i innych przyjemności życia.
Jeżeli więc potrzeba narazić się dla Boga na niebezpieczeństwo, nie bój się ran. Lepiej jest narazić się na niebezpieczeństwo pewnych niedoskonałości i zdziałać coś dobrego, aniżeli z bojaźni grzechu nic nie robić.

Gorliwość ta musi być jeszcze pełna miary, roztropna i rozumna.
Gorliwość gwałtowna, bez miary i oględności, raczej burzy niż buduje. Wielu dlatego nie czyni nic dobrego, że chcą za wiele dobrego robić; psują, co chcieli naprawić.
Gorliwość twoja powinna dążyć do większej chwały Boga. Tą większą chwałą Boga kierował się Chrystus w podejmowaniu pracy; zawsze obierał to, co było konieczniejsze, pożyteczniejsze, powszechniejsze i trwalsze.
Ludzkie samolubstwo mało rozumie gorliwość o cześć Bożą; jest ono żądne nagród, pochwał i użycia; zaprzężone do służby Bożej, swojego wyłącznie szuka pożytku i nie chce wzroku podnieść wyżej.
Dusza, zarażona samolubstwem, stara się o cnotę i o gorliwość tylko jako o ozdobę swej osoby, jako o zadowolenie swego egoizmu; nie tyle się boi grzechu jako obrazy Boga, ile raczej jako osobistego splamienia. Jej żal jest raczej irytacją, niż boleścią, a to co uważa za skruszenie serca jest odruchem obrażonej próżności.
Żeby się takiej nieszlachetności oprzeć, napełniaj swą duszę wzniosłymi myślami, zmierzającymi ku większej chwale Boga. Czymże bowiem jest twoje szczęście, twoje zadowolenie w porównaniu z uczczeniem Najwyższego. Uniżaj więc siebie, byle tylko dla większej chwały Boga pracować!
–––––––––––
O. Tilmann Pesch SI, Chrześcijańska filozofia życia. Przekład z niemieckiego. T. II. Wydanie drugie. Kraków 1931, ss. 163-166.

Przypisy:
(1) Jan 2, 13-25.
(2) Jan 2, 17.
(3) Mt. 9, 35; 14, 14; Łk. 5, 3; 13, 22; Jan 4, 6.
(4) Jan 8, 50.
(5) Jan 7, 16; 8, 42; 14, 6. 10. 12; 17, 1. 4.
(6) Jan 8, 50; 17, 1.
(7) Jan 13, 31.


http://adam-czlowiek.blogspot.com/

1 maja Świętego Józefa - Robotnika


Czy my dzisiaj możemy mieć taką wiarę jak św. Józef? Z pewnością jego wiara poświadczona czynami jest dla nas wzorem do naśladowania. Potrafił opanować lęk i z odwagą stanął wobec trudnej rzeczywistości. Józef ukazuje się nam jako stróż i obrońca Bożego Syna i Jego Matki. Został w sposób szczególny obdarzony łaską Ducha Świętego, którą rozważał w swoim Sercu i był jej posłuszny. Dlatego Bóg obdarzył Go szczególnymi przywilejami i łaskami, by mógł je wypraszać dla Kościoła. Jego orędownictwo oraz szczególne wstawiennictwo zostało zachowane na ostateczny czas zmagania i walki. Józef, który troszczył się w naturalny sposób o wychowanie Boskiego Syna i opiekował się Maryją, teraz także jest zatroskany o Mistyczne Ciało i pragnie wynagrodzenia i zadośćuczynienia za grzechy przeciwko Boskiemu Sercu i Niepokalanemu Sercu. Józef otrzymał szczególną łaskę wiary i z niej czerpał całą swoją duchowość. Dlatego zwracamy się do Niego, aby wyjednał nam ten dar właśnie teraz, kiedy potrzebujemy umocnienia w wierze, kiedy przygotowujemy się na ogłoszony przez papieża Benedykta XVI ROK WIARY. Józef nauczy nas wierzyć i przyjmować z coraz większą gorliwością światło, które oświeci całe stworzenie.
Wielość tytułów, którymi obdarowany został św. Józef wskazuje na aktualność jego świętości, tak dla życia jednostek jak i wspólnot. Zwany świadkiem tajemnicy Wcielenia, wierzącym w mroku, wychowawcą, prorokiem, robotnikiem, mężem kontemplacji, głową rodziny, mężem milczenia, mężem sprawiedliwym, sługą, ubogim, człowiekiem o czystym sercu i prostej duszy, mężem pełnym mądrości, człowiekiem wiernym, pełnym nadziei, pośrednikiem, patronem Kościoła. Wymienione przymioty nie są wszystkimi, jakimi obdarzony jest św. Józef, a które składają się na obraz człowieka świętego. Józef poprzez ofiarę życia i niezłomność ducha jest ciągle aktualnym wzorem świętości, mimo upływu czasu istnieje ogromne zapotrzebowanie na tego rodzaju wzorzec świętości, i to w wymiarze indywidualnym i społecznym. Święty Józef, duchowy ojciec Jezusa, dziewiczy mąż Maryi i Głowa Świętej Rodziny, realizując na co dzień posłannictwo zlecone mu przez Boga w pełni zasługuje na to, aby być wzorem świętości w wymiarze ponadczasowym. Świętość jest niczym innym jak zaufaniem, wewnętrzną przyjaźnią z Bogiem. Stałe wcielanie w życie cnót zwanych teologicznymi i kardynalnymi sprawiło, że św. Józef stanowi wzorzec duchowy zarówno dla ludzi świeckich jak i duchownych.
Józef jest przykładem człowieka harmonijnie uformowanego. Prawość jego wnętrza jest widoczna również na zewnątrz. Dla niego życie i bycie sprawiedliwym oznaczało wyrobienie w sobie szczególnej wrażliwości sumienia. Na drodze swego codziennego życia realizował słowa Chrystusa, że każdy powinien być doskonałym, jak jest doskonały Ojciec Niebieski. Świętość wypełniała jego wnętrze, wyciskała na nim Boże podobieństwo. Z miłości do Boga cenił siebie i innych, nie czyniąc niczego, co sprzeciwiałoby się ludzkiej godności. Wśród współczesnej obłudy, ogromu nieprawości i zakłamania św. Józef jawi się jako wezwanie do doskonałej szczerości, której Chrystus pragnął od swoich uczniów. Św. Józef jest tym, który nie tylko pragnie wskazać każdemu właściwą drogę do pełnego zrealizowania drogi powołania życiowego, ale także jest orędownikiem tych spraw przed Bogiem.
W świetle refleksji nad Adhortacją apostolską Redemtoris Custos papieża Jana Pawła II spostrzec można św. Józefa jako wzór życia wiarą. Każdy chrześcijanin powinien uczyć się od niego nadprzyrodzonej wiary. Jego wiara i wierność wyrażały się w gotowości służenia planom Boga. Józef widział i słyszał Jezusa, nosił Go na rękach, skierował swój wzrok wiary na to wszystko, co niewidzialne, co obiecał Bóg przez Anioła. Wierzył, że Ten, kogo widział, słyszał, dotykał i tulił był Synem Boga. Zachował niezłomną wiarę. W tej wierze żył i umarł, ona stanowiła normę jego postepowania, wszystkich jego myśli i czynów. Wiara Józefa była heroiczna.
Jan Paweł II prosił, aby dla odnowy naszych czasów obrać za patrona Świętego Józefa (Redemptoris custos, 32). Chrystus przychodzi na świat w Rodzinie. Jego misja zbawiania, uzdrawiania ludzkości, zaczyna się od rodziny. Głową Świętej Rodziny zostaje człowiek, który potrafi słuchać woli Boga. Józef wydaje swoje życie dla Chrystusa i Maryi. Ten, który w porządku ludzkim jest najważniejszy jako ojciec rodziny, staje się sługą zbawienia, w cieniu swojej Małżonki i Syna. Prośmy Józefa, Opiekuna Kościoła o nową ewangelizację, aby tak jak kiedyś towarzyszył Jezusowi i Maryi, tak i teraz uczynił to w naszym życiu i w naszych wspólnotach. Święty Józefie - Opiekunie Kościoła Świętego - prowadź nas. Idźmy zatem do Józefa.


Congregavit nos in unum Christi amor
http://adam-czlowiek.blogspot.com/ ________________________________

Walka duchowa

A) „Zaczynacie dzisiaj walkę przeciw wrogom waszym, niech trwoga przed nimi was nie ogarnia! Niech serce wam nie drży! Nie bójcie się, nie lękajcie się! Gdyż z wami wyrusza Pan, Bóg, wasz, by walczyć przeciw wrogom waszym i dać wam zwycięstwo” (Pwt 20, 3-4)

B) Jeśli dążysz do doskonałości, nie możesz ustawać w walce z samym sobą. Więcej sprawisz przyjemność Bogu, gdy opanujesz swoje nieuporządkowane pragnienie, niż posty, modlitwy, nabożeństwa, które nie niszczą twego „starego” człowieka.

Etapy rozwoju duchowego

Teologia duchowości wyróżnia trzy etapy rozwoju duchowego: drogę oczyszczającą, oświecającą i jednoczącą z Bogiem. Droga oczyszczenia rozpoczyna się od nawrócenia, czyli od pragnienia postawienia Boga w centrum swojego życia. Wówczas człowiek pragnie żyć w łasce uświęcającej i aby temu postanowieniu sprostać, podejmuje walkę ze wszystkim swoimi skłonnościami, które mogą tę łaskę zniszczyć lub naruszyć. Więź z Chrystusem na tym etapie nie jest jednak wystarczająco trwała, także dojrzałość osobowa i duchowa takiej osoby często pozostawia wiele do życzenia: mimo dobrych chęci zdarza się jej jeszcze popadać tak w grzechy ciężkie (śmiertelne), jak i w liczne grzechy lekkie (powszednie). Pierwsze –całkowicie zrywają przyjaźń człowieka z Bogiem, drugie – tę więź osłabiają.

Pokora jest rękojmią wytrwania w prawdzie


św.Alfons Liguori

Człowiek pyszny uważa się za coś wielkiego, ale jest on w rzeczywistości jak nadęty balon, którego całą wielkość stanowi trochę powietrza wnet i bez śladu się ulatniającego, skoro się balon otworzy. Kto miłuje Boga, jest szczerze pokornym, ani się wzbija w pychę, jeśli w sobie widzi jakie zalety; gdyż wie, że cokolwiek posiada, wszystko jest darem Bożym, a sam z siebie nie ma nic innego, jak swoją nicość i grzech; stąd też na widok łask, jakich mu Bóg udziela, tem więcej się upokarza, że ich się czuje tak bardzo niegodnym, a jednak od Boga tak szczodrze obdarzonym.

Zaufanie do Boga

"Walka duchowa" o. Wawrzyńca Scupoli jest praktycznym podręcznikiem duchowego doskonalenia się na drodze do świętości. Powstałe pod koniec XVI wieku dzieło teatyńskiego mnicha zalecane było m.in. przez św. Franciszka Salezego, który miał tę książkę zawsze przy sobie. Jak sam mawiał, codziennie czytał z niej po kilka stron, a raz w miesiącu całość. Innym zalecał to samo. Warto więc skorzystać z praktycznych porad, które służyły również wielkiemu świętemu. 

Modlitwa w życiu błogosławionej Anieli Salawe (1881-1922)

Na pierwsze miejsce wśród praktyk religijnych wysuwa się modlitwa, którą określa się jako dialog osobowy między człowiekiem a Bogiem. Z jednej strony wydaje się, że w tym dialogu inicjatywa nalezy do człowieka, bo Bóg udziela się człowiekowi na tyle, na ile on swoje myśli i pragnienia kieruje do Boga. Z drugiej zaś strony czytamy w Ewangelii słowa Chrystusa: "Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał". Stąd nasuwa się wniosek, że inicjatorem modlitwy jest Bóg, który łaską pociąga ku sobie i wznieca w duszy pragnienie rozmowy z Nim. 

Na szlakach Miłosierdzia Bożego z Maryją:: droga do świętości

Życie świętej Faustyny było budujące pod wieloma względami. Zauważmy jednak, że świętość nie jest przywilejem, który byłby zarezerwowany dla zakonników, zakonnic, męczenników lub osób pobożnych. Podczas blisko dwudziestu siedmiu lat pontyfikatu Jan Paweł II beatyfikował 1338 osób każdego stanu, rasy czy pochodzenia społecznego i kanonizował 464 błogosławionych. Ludzie ci zostali uznani za świętych dzięki naśladowaniu jakiegoś szczególnego aspektu z życia Chrystusa i praktykowaniu cnót w stopniu heroicznym, i dlatego zostali nam przedstawieni jako wzór i droga do osiągnięcia świętości.