Istnieje
jedno słowo, które dla współczesnego ucha brzmi nierealnie, fikcyjnie, a
nawet traktowane jest jako absurdalny element chrześcijańskiej wizji
świata - tym słowem jest "Czyściec". Choć chrześcijański świat wierzył
weń przez szesnaście stuleci, w ostatnich trzech wiekach przestał był
postrzegany jako wierzenie poza Kościołem i był postrzegany jedynie jako
wytwór wyobraźni a nie jako owoc zdrowego rozsądku i inspiracji.
Prawdziwe
jest stwierdzenie, że wiara w Czyściec zmniejszyła się wprost
proporcjonalnie do stopnia, w jakim współczesny umysł zapomniał o dwóch
najważniejszych rzeczach w świecie: o Czystości Boga i ohydzie grzechu.
Gdy przyjmie się obie te podstawowe prawdy, nie da się uciec od doktryny
o Czyśćcu.
Czymże
jest Czyściec, jeśli nie miejscem lub stanem tymczasowej kary dla tych,
którzy zakończyli to życie w Bożej łasce, lecz nie są całkowicie wolni
od win powszednich lub nie w pełni wynagrodzili za swoje grzechy?
Czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą Sprawiedliwość
i zarazem miejscem, w którym ludzka miłość łagodzi ludzką
niesprawiedliwość.
Po
pierwsze, Czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą
Sprawiedliwość. Potrzeba [istnienia] Czyśćca zasadza się na absolutnej
czystości Boga. W księdze Apokalipsy czytamy o nieskończonym pięknie
Jego Miasta, o czystym złocie, o jego ścianach z jaspisu i o jego
świetle bez skazy, które nie pochodzi od słońca ani od księżyca, ale
jest światłem Baranka zarżniętego na początku świata. Dowiadujemy się
także o warunku [jaki należy spełnić] aby wejść do bram owego
Niebiańskiego Jeruzalem: "A nic nieczystego do niego nie wejdzie, ani
ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia
Baranka." (Ap. 21:27)
Sprawiedliwość
wymaga, aby nic nieczystego, a jedynie [osoby] czystego serca mogły
stanąć przed obliczem czystego Boga. Gdyby nie było Czyśćca, wówczas
Sprawiedliwość Boża byłaby niewypowiedzianie straszna, gdyż któż
odważyłby się twierdzić, że jest wystarczająco czysty i dostatecznie bez
skazy, aby stanąć przed Niepokalanym Barankiem Bożym? Męczennicy,
którzy spryskali piaski Koloseum swoją krwią, dając świadectwo swej
wiary? Z całą pewnością! Misjonarze tacy jak św. Paweł, którzy
poświęcali się i zostali poświęceni dla szerzenia Ewangelii? Bez
wątpienia! Święci klauzurowi, którzy w ciszy dobrowolnej Golgoty stają
się męczennikami pozbawionymi uznania? Zdecydowanie tak!
Lecz
są to chwalebne wyjątki. Ileż milionów osób umarło z duszami zbrukanymi
grzechem powszednim, duszami, które poznały zło i poprzez swe silne
postanowienie odwróciły się od niego, by dźwigać ze sobą, niczym
ołowiany ciężar, słabość swojej przeszłości?
W
dniu, w którym zostaliśmy ochrzczeni, Kościół nałożył na nas białą
szatę, nakazując nam: "Weźmij białą szatę i donieś ją nieskalaną przed
trybunał Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyś miał życie wieczne". Ilu z
nas zachowało tę szatę nieskalaną w trakcie swojego życia i niezbrukaną
przez grzech, abyśmy natychmiast po śmierci mogli wstąpić do odzianej w
białe szaty armii Króla?
Jak
wiele dusz oddających życie ma odwagę powiedzieć, że opuszczają je bez
nadmiernego przywiązania do stworzeń i że nigdy nie były one winne
zmarnowanego talentu, drobnej chciwości, niemiłosiernego czynu,
zaniedbania świętego natchnienia lub choćby próżnego słowa, z którego
każdy z nas będzie musiał złożyć rachunek? Jak wiele dusz zbieranych
jest, niczym jesienne kwiaty, na łożu śmierci, z odpuszczonymi
grzechami, lecz z nieodpuszczonym długiem zaciągniętym za te grzechy?
Weźmy
na przykład któregokolwiek z naszych narodowych bohaterów, których
imiona czcimy i których czyny naśladujemy. Czy jakikolwiek Anglik lub
Amerykanin, który wie coś o Czystości Boga, niezależnie od tego jak
bardzo kocha i podziwia cnoty Lorda Nelsona lub Waszyngtona, naprawdę
wierzy, że którykolwiek z nich był w momencie śmierci wolny od drobnych
win, aby móc natychmiast stanąć przed obliczem Boga? Czyż ten sam
nacjonalizm, który uczynił ich obu bohaterami wojennymi, nie mógł w
pewien sposób sprawić, że w sekundzie po śmierci okazało się, iż nie
pasują do owego prawdziwego internacjonalizmu Niebios, w których nie ma
ani Anglika, ani Amerykanina, Żyda ani Greka, Barbarzyńcy ani
Wyzwoleńca, lecz wszyscy są jednym w Chrystusie Jezusie naszym Panu?
Wszystkie
te dusze, które umarły ogarnięte miłością Bożą, są pięknymi duszami,
lecz gdyby nie było Czyśćca, wówczas - z powodu swoich drobnych
niedoskonałości - musiałaby one zostać odrzucone bez litości przez Bożą
Sprawiedliwość. Gdyby nie było Czyśćca, wówczas Bóg nie mógłby tak łatwo
wybaczać, gdyż jakże akt żalu nad grobem mógł wynagrodzić trzydzieści
lat grzeszenia? Gdyby nie było Czyśćca, nieskończona Sprawiedliwość Boga
musiałaby zamknąć Niebo przed tymi, którzy postanowili spłacić swe
długi, lecz nie spłacili jeszcze ostatniego grosza.
Dlatego
mówię, że Czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą
Sprawiedliwość; Bóg tam przebacza, gdyż ma On czas, aby dokonać retuszu
tych dusz za pomocą Swego Krzyża, aby ociosać je za pomocą dłuta
cierpienia, tak aby mogły pasować do wielkiej duchowej budowli
Niebieskiego Jeruzalem, aby zanurzyć je w owo oczyszczające miejsce,
gdzie mogą one uprać swe poplamione szaty chrzcielne, by móc wejść w
niebiańską czystość bez skazy; aby wskrzesić je niczym feniksa z
popiołów ich własnych cierpień, aby, niczym zranione orły uzdrowione
przez magiczny dotyk oczyszczających płomieni Boga, mogły wzbić się ku
Niebu, do miasta czystości, gdzie Chrystus jest Królem, a Maryja
Królową, ponieważ - niezależnie od tego, jak banalne było ich
przewinienie, Bóg nie przebacza bez łez, a w Niebie nie ma łez.
Z
drugiej strony Czyściec jest miejscem, w którym nie tylko Boża Miłość
łagodzi Bożą Sprawiedliwość, lecz gdzie również ludzka miłość łagodzić
może ludzką niesprawiedliwość. Sądzę, że większość mężczyzn i kobiet
nie zdaje sobie sprawy z niesprawiedliwości i niewdzięczności swojego
życia, dopóki śmierć nie położy swej dłoni na tych, których kochają. To
wtedy i tylko wtedy uświadamiają oni sobie (i to z jakże wielkim
żalem!), jak nędzna była ich miłość i uprzejmość.
Jednym
z powodów, dla których najbardziej gorzkie łzy wylewane są nad grobami,
są niewypowiedziane słowa i czyny niedokonane. "To dziecko nigdy nie
wiedziało, jak bardzo je kochałem". "Nigdy nie wiedział, ile dla mnie
znaczył". "Nigdy nie wiedziałem, jak bardzo był mi drogi, dopóki go nie
zabrakło". Takie słowa są niczym zatrute strzały, które okrutna śmierć
celuje w nasze serca u progu każdego grobu. Ach, wtedy zdajemy sobie
sprawę, jak dalece inaczej byśmy postępowali, gdyby zmarły mógł
powrócić. Łzy wylewane są na próżno przed oczami, które już nie widzą,
pieszczoty pozostają bez odpowiedzi ramion, które nie mogą już objąć, a
westchnięcia nie wzruszą serc tych, których uszy już ogłuchły.
Ach,
te katusze [które cierpimy] przez niepodarowanie kwiatów, zanim
nadeszła śmierć, przez niepalenie kadzideł, gdy ukochana osoba wciąż
żyła i przez niewypowiedzenie miłych słów, które teraz muszą obumrzeć w
powietrzu. Ach, ten żal na samą myśl, że nie możemy wynagrodzić skąpych
dowodów uczuć, jakie im dawaliśmy, lekceważących reakcji na ich prośby i
braku szacunku okazanego temu, który był być może najdroższą osobą,
jaką Bóg nam dał. Niestety, za późno! Na nic podlewanie zeszłorocznych
zbiorów, na nic zastawianie sideł na ptaka, który odleciał; na nic
zrywanie róż, które zeschły i umarły.
Czyściec
jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą Sprawiedliwość lecz
również w którym ludzka miłość łagodzi ludzką niesprawiedliwość, gdyż
pozwala ono sercom, które pozostały [na ziemi] przełamać barierę czasu i
śmierci, przekształcić niewypowiedziane słowa w modlitwy, niewypalone
kadzidło w ofiarę, niepodarowane kwiaty w jałmużnę i niedokonane uczynki
miłosierdzia w pomoc do życia wiecznego.
Gdyby
nie było Czyśćca, jak gorzki byłby nasz smutek z powodu naszej
nieżyczliwości i jak przeszywający byłby żal za nasze roztargnienie.
Gdyby nie było Czyśćca, jakże bez znaczenia byłyby nasze Dni Pamięci,
gdy czcimy pamięć naszych zmarłych. Gdyby nie było Czyśćca, jakże puste
byłyby nasze wieńce, nasze skłonione głowy i minuty pamięci. Lecz jeśli
istnieje Czyściec, wówczas skłoniona głowa natychmiast ustępuje miejsca
zgiętemu kolanu, chwila ciszy ustępuje chwili modlitwy, a blaknący
wieniec - ciągłemu składaniu Ofiary Bohatera nad bohatery, Chrystusa.
Czyściec
zatem pozwala nam wynagradzać za naszą niewdzięczność, ponieważ przez
nasze modlitwy, umartwienia i ofiary, pozwala on nieść radość i
pocieszenie tym, których kochamy. Miłość jest silniejsza niż śmierć i
dlatego powinniśmy miłować tych, którzy odeszli przed nami. Jesteśmy
potomkami ich życia, zebranym owocem ich pracy, troską ich serc.
Czy
śmierć powinna przerwać naszą wdzięczność, czy grób powinien uciąć
naszą miłość i czy chłodna bryła ziemi powinna powstrzymać nas przed
wynagrodzeniem naszej niewdzięczności? Kościół zapewnia nas, że mimo iż
nie jesteśmy w stanie dać im więcej w tym świecie, gdyż już z niego nie
są, możemy wciąż wypatrywać ich w rękach Bożej Sprawiedliwości,
zapewniać ich o naszej miłości i wypraszać im odkupienie.
Podobnie
jak człowiek, który choć umarł pogrążony w długach i ściągnął na siebie
złorzeczenia swoich wierzycieli, które towarzyszą mu do grobu, może
odzyskać swoje dobre imię i szacunek dzięki pracy swego syna, który
spłaci ostatni grosz, tak również dusza przyjaciela, który zmarł winny
Bogu pokuty może uzyskać darowanie jej dzięki nam, którzy przekuwamy
złoto codziennego czynu w duchową monetę, którą opłacić można
odkupienie.
Te
dusze, które odeszły, trafiają do tygli Boga niczym skażone złoto,
którego skaza wypalana jest w płomieniach miłości. Te dusze, które nie
umarły w nieprzyjaźni z Bogiem, lecz upadły zranione na polu walki życia
walcząc o zwycięstwo w Jego sprawie, nie mają siły, aby opatrzyć swe
rany i zaleczyć swe blizny; to my, którzy wciąż jesteśmy silni i zdrowi,
przyoblekłszy zbroję wiary i wziąwszy tarczę zbawienia, mamy opatrzyć
ich rany i zaleczyć blizny, aby mogli oni wstąpić w szeregi zwycięzców i
maszerować w procesji zdobywców. Możemy być pewni, że jeśli grosz,
który daje chleb głodnemu ciału, wyzwoli duszę ku Stołowi naszego Pana,
nigdy nie zapomni ona o nas, gdy wejdzie do ojczyzny zwycięstwa.
Pozostając
wciąż w zamknięciu więzienia oczyszczających płomieniu, dusze te słyszą
głosy aniołów i świętych, którzy wzywaj ich do ich prawdziwej ojczyzny,
lecz nie są one zdolne zerwać łańcuchów, gdyż ich czas [gromadzenia]
zasług już przeminął.
Z
pewnością Bóg nie może pozostać niepomny żony, która oferuje swoje
zasługi za uwięzioną duszę męża czekając na jego wyzwolenie. Z pewnością
miłosierdzie Boga nie pozwoli Mu być głuchym na dobre uczynki matki,
która oferuje je w intencji uwolnienia jej potomstwa, które zostało
splamione grzechami tego świata. Z pewnością Bóg nie zakaże takiej
komunikacji żywych z umarłymi, gdyż akt Odkupienia zagwarantował takie
przenoszenie zasług przez Chrystusa.
Zechciejmy
więc odpowiadać na błagania nie tylko naszych krewnych i przyjaciół,
lecz również tej wielkiej masy nieuzbrojonych wojowników Kościoła
Cierpiącego, wciąż noszących poszarpane szczątki grzechu, lecz którzy -
pragnąc móc przyodziać swą duszę w królewskie szaty, stosowne, by wejść
do Pałacu Króla, zanoszą do naszych czułych serc to żałosne i rzewne
błaganie: "Zlitujcie się, przyjaciele, zlitujcie, gdyż Bóg mnie dotknął
swą ręką" (Hi 19:21).
Króluj nam Chryste
Congregavit nos in unum Christi amor________________________________