Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czasy ostateczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czasy ostateczne. Pokaż wszystkie posty

Żyjemy w czasach ostatecznych

o. Jacek Salij OP


Najpierw zauważmy różnicę między chrześcijańskim oczekiwaniem końca świata a katastrofizmem, który — poza tym, że lubi się powoływać na eschatologiczne wypowiedzi Nowego Testamentu — niewiele ma wspólnego z wiarą chrześcijańską. Katastrofizm jest to pesymistyczny pogląd, że ludzkie dzieje zmierzają do coraz głębszego upadku i do nieuniknionej katastrofy ostatecznej. Według katastrofistów zło coraz wyżej podnosi głowę, dobro jest coraz słabsze i zostałoby zupełnie zwyciężone, ale na szczęście Chrystus wkroczy w końcu w tę przygnębiającą sytuację i położy kres powszechnemu panoszeniu się zła. Koniec świata będzie, w tej interpretacji, prawie wyłącznie dniem gniewu i kary Bożej, ocalona zostanie jedynie garstka sprawiedliwych. Dzisiaj motywy takie szczególnie często pojawiają się w nauczaniu świadków Jehowy.

Coś zupełnie innego na temat końca świata mówi słowo Boże. Już sam termin synteleia tou aionos (Mt. 73,39n 49; 24,3; 28,20), który po polsku oddajemy jako „koniec świata”, zawiera w sobie sugestię, że nie chodzi tu o kres, ale o koniec pozytywny, w sensie uwieńczenia, wypełnienia się. Pozytywne uwieńczenie dziejów świata jest bowiem czymś już przesądzonym. Momentem rozstrzygającym było zstąpienie Jednorodzonego Syna Bożego z wyżyn swojej boskiej transcendencji, aby — przez przyjęcie człowieczeństwa — stać się uczestnikiem ludzkich dziejów. Jako człowiek, Syn Boży odniósł druzgoczące — choć pokorne i bolesne — zwycięstwo nad złem. Jest ono nieprzemijające: mimo swojego historycznego odejścia z naszej ziemi, Chrystus jest przecież z nami „przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt. 28,20) i czyni uczestnikami swojego zwycięstwa wszystkich, którzy do Niego należą. Zło nie ma już żadnych szans na to, żeby zniweczyć sens ludzkich dziejów.
I w tym przede wszystkim sensie Nowy Testament mówi o tym, iż żyjemy już w czasach ostatecznych (Hbr. 1,1n). Sens ludzkich dziejów jest już — dzięki Chrystusowi Panu — rozstrzygnięty ostatecznie. Nie rozstrzygnięta jest jedynie ostateczna sytuacja każdego z nas, ona się dopiero rozstrzyga: każdy z nas powinien włączyć się w to dojrzewanie ludzkich dziejów ku swemu wiekuistemu spełnieniu, choć może się również z niego wyłączyć. Zatem czasy ostateczne, w których Bogu niech będą za to dzięki! — żyjemy są to czasy powszechnego i bardzo realnego wezwania do udziału w zwycięstwie Chrystusa i do życia wiecznego. „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia!” (2 Kor. 6,2).
To zwyciężanie Chrystusa w nas i w ludzkich dziejach dokonuje się zazwyczaj pokornie, bez znamion oczywistości, na podobieństwo Jego krzyża. Ale nadejdzie Dzień, w którym zwycięstwo to zostanie doprowadzone do końca i ujawni się w całej oczywistości. Spójrzmy na trzy główne terminy, za pomocą których Nowy Testament opisuje chwalebne przyjście Chrystusa w dniu ostatecznym. Terminem parousia (1 Kor. 15,23; 2 P 1,16; 3,12) starożytni określali triumfalne wejście wodza podczas uroczystego świętowania odniesionego zwycięstwa. Z kolei epiphaneia (2 Tm. 6,14; 2 Tes. 2,8) wskazuje na objawienie się Chrystusa w majestacie swojej boskości, natomiast apokalypsis (2 Tes. 1,7; 1 P 4,13) mówi o odsłonięciu tego, co dotychczas było ukryte. We wszystkich trzech terminach zawiera się radosna aprobata dla tego wszystkiego, co stało się w ludzkich dziejach dzięki Chrystusowi. Owszem, w opisach końca świata sporo jest wzmianek budzących grozę, ale dotyczą one — po pierwsze — zła, które ujawni wówczas cały swój bezsens i utraci wszelkie możliwości zadawania szkody; po wtóre, wzmianki te dotyczą wszystkiego, co niedoskonałe, bo ustąpi ono temu, co będzie już doskonałe bez reszty. Toteż świadomość owych rzeczy budzących grozę nie przeszkadza chrześcijanom oczekiwać tego Dnia z niecierpliwością, wzmacnia tylko naszą czujność, aby to oczekiwanie nasycone było świętym postępowaniem i zawierzeniem siebie Bogu.
Wczytajmy się w słynną wypowiedź Apostoła Piotra: „Skoro to wszystko ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość” (2 P 3,11-13). Zatem zagłada świata jest tu przedstawiona jako przeciwieństwo katastrofy, jako droga do „nowego nieba i nowej ziemi”. Jest z tym trochę podobnie jak z urodzeniem się: dla dziecka nie jest ono katastrofą, tylko wejściem w zupełnie nowe życie. Dopiero w tej perspektywie staje się zrozumiałe, dlaczego chrześcijanie z ufnością czekają na ten Dzień, a nawet starają się go przyśpieszyć.
Czasy ostateczne zostały ogłoszone w dniu zesłania Ducha Świętego (Dz. 2,27). Apostołowie bardzo realnie liczyli się z tym, że być może Chrystus Pan zechce powrócić już za ich życia. Ta postawa winna cechować każde kolejne pokolenie chrześcijan. Każde bowiem pokolenie powinno trwać w gotowości na przyjście Pana. Zarazem jednak nigdy dość przypominania, że Dzień ten zostanie wyznaczony suwerenną decyzją Boga: „Nie nasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoja władzą (Dz. 1,7; por. Mt. 24,36). Nam wystarczy wiedzieć, że Chrystus przyjdzie już niedługo: „Już za krótką, za bardzo krótką chwilę przyjdzie Ten, który ma nadejść i nie spóźni się” (Hbr. 10,37; por. Flp. 4,5).
Jednakże owo „niedługo” należy liczyć Bożą miarą, nie ludzką: „jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” (2 P 3,8). Czy Chrystus Pan przyjdzie już za naszych dni? Bardzo to możliwe i bardzo pożądane! Ale nie wolno nam nadstawiać ucha ani na słowa tych, którzy „wiedzą”, iż za naszych dni to jeszcze nie nastąpi (2 P 3,3n), ani na „pewność” tych, którzy twierdzą, że niewątpliwie stanie się to już w naszym pokoleniu (2 Tes. 2,1n). Najważniejsze, abyśmy w owym „niedługo” usłyszeli wezwanie, że czas, jaki nam pozostał, jest krótki i trzeba go poświęcić na rzetelną służbę Bożą: „Dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim , a zwłaszcza naszym braciom w wierze” (Ga. 6,10). Żeby pobudzić nas do takiej postawy, Pan Jezus nie waha się nawet porównać siebie do złodzieja, który przychodzi zazwyczaj właśnie wtedy, kiedy nikt się go nie spodziewa (Mt. 24,43n; 1 Tes. 5,2-4). [...]
Zatem nie wiemy, kiedy Pan nasz przyjdzie. Tylko tyle wiemy, że niedługo i że powinniśmy być nieustannie na Jego przyjście gotowi. I to jeszcze wiemy, że tęsknota za Jego przyjściem jest czymś chwalebnym. Byleby tylko była to tęsknota rzetelna, wyrażająca się całą naszą duchową postawą.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Wówczas ujrzą Syna Człowieczego

bł. Jan Paweł II

Audiencja generalna 22 kwietnia 1998

1. Przygotowania do Jubileuszu przypominają nam o pierwszym, historycznym przyjściu Chrystusa, a zarazem każą patrzeć w przyszłość i oczekiwać Jego drugiego przyjścia na końcu czasów. Ta eschatologiczna perspektywa, która pozwala dostrzec, że podstawowym celem chrześcijańskiego życia jest rzeczywistość ostateczna, stanowi dla nas nieustanne wezwanie do nadziei i do aktywnego udziału w sprawach Kościoła i świata.
Nie powinniśmy zapominać, że éschaton — czyli wydarzenie ostateczne — w rozumieniu chrześcijańskim nie jest jedynie przyszłym celem, ale rzeczywistością zapoczątkowaną już przez historyczne przyjście Chrystusa. Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie to szczytowe wydarzenie ludzkich dziejów. Weszły one już w ostatnią fazę, a zarazem dokonała się w nich — by tak rzec — przemiana jakościowa. W doczesności otworzyła się perspektywa nowej relacji z Bogiem, opartej na wspaniałym darze zbawienia w Chrystusie.
Dlatego Jezus może powiedzieć: «nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą» (J 5, 25). Zmartwychwstanie zmarłych, oczekiwane na końcu czasów, dokonuje się po raz pierwszy i decydujący już teraz przez zmartwychwstanie duchowe, które jest najważniejszym celem dzieła zbawienia. Polega ono na przyjęciu od zmartwychwstałego Chrystusa nowego życia jako owocu Jego dzieła odkupienia.
Jest to tajemnica odrodzenia z wody i z Ducha (por. J 3, 5), wyciskająca głębokie znamię na teraźniejszości i na przyszłości całego rodzaju ludzkiego, choć jej działanie jest już teraz skuteczne tylko w tych, którzy przyjmują w pełni dar Boży i niosą jego światło w świat.
2. Na ten podwójny wymiar przyjścia Chrystusa, zarazem teraźniejszy i przyszły, wskazują wyraźnie Jego własne słowa. W mowie eschatologicznej, wygłoszonej na krótko przed paschalnym dramatem, Jezus zapowiada: «Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba» (Mk 13, 26-27).
W języku apokaliptycznym obłoki są znakiem teofanii: wskazują, że Syn Człowieczy przyjdzie po raz wtóry nie w słabości ciała, ale w mocy Bożej. Słowa Jezusa kierują naszą myśl ku czasom ostatecznym, które zakończą dzieje. Gdy jednak w odpowiedzi udzielonej arcykapłanowi podczas przesłuchania Jezus raz jeszcze wypowiada to eschatologiczne proroctwo, odnosi je do najbliższej przyszłości: «powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego, i nadchodzącego na obłokach niebieskich» (Mt 26, 64).
Porównując te słowa z poprzednią wypowiedzią możemy zrozumieć dynamikę chrześcijańskiej eschatologii — procesu historycznego, który już się rozpoczął i zmierza ku spełnieniu.
3. Z drugiej strony wiemy też, że apokaliptyczne obrazy zawarte w mowie eschatologicznej, a dotyczące końca wszystkich rzeczy, należy interpretować jako bardzo wyraziste symbole. Wyrażają one przemijalność świata i najwyższą władzę Chrystusa, który ma w ręku los ludzkości. Historia zmierza do swego celu, ale Chrystus nie pozostawił nam żadnych wskazówek czasowych. Złudne zatem i mylące są wszelkie próby przewidzenia końca świata. Chrystus zapewnił nas jedynie, że koniec nie nastąpi, zanim Jego zbawcze dzieło nie ogarnie całego świata za pośrednictwem głoszenia Ewangelii: «A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec» (Mt 24, 14).
Jezus kieruje te słowa do uczniów, którzy chcieliby wiedzieć, kiedy nastąpi koniec świata, a przy tym skłonni są sądzić, że stanie się to niebawem. Jezus daje im do zrozumienia, iż muszą go poprzedzić liczne wydarzenia i katastrofy, a wszystko to będzie zaledwie «początkiem boleści» (por. Mk 13, 8). Właśnie dlatego — jak pisze Paweł — całe stworzenie «jęczy i wzdycha w bólach rodzenia» z upragnieniem oczekując objawienia się synów Bożych (por. Rz 8, 19-22).
4. Ewangelizacja świata łączy się z głęboką przemianą ludzi pod działaniem łaski Chrystusa. Paweł wskazuje, że cel dziejów zawiera się w zamyśle Ojca, by «wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi» (Ef 1, 10). Chrystus jest centrum wszechświata, przyciąga wszystkich do siebie, aby udzielić im obficie łaski i życia wiecznego.
Ojciec dał Jezusowi «władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym» (J 5, 27). Choć sąd może oczywiście zakończyć się potępieniem, został powierzony Temu, który jest «Synem Człowieczym», to znaczy Osobą pełną współczucia i solidarną z naszą ludzką kondycją. Chrystus jest boskim sędzią o ludzkim sercu, sędzią, który pragnie obdarzać życiem. Tylko człowiek uparcie trwający w złu może Mu uniemożliwić złożenie tego daru, dla którego On nie wahał się iść na śmierć.

Do Polaków uczestniczących w audiencji generalnej:
Przygotowujemy się do Roku 2000. 2000 lat upłynie od narodzenia Chrystusa. Przygotowujemy się do tego roku, podobnie jak w Polsce przygotowywaliśmy się do milenium chrztu.
Ta data, Rok 2000, zwraca nas ku przeszłości, ku temu, co się wydarzyło 2000 lat temu — ku narodzeniu Chrystusa. Jednocześnie ta data otwiera nas ku przyszłości, ma znaczenie eschatologiczne.
Przyjście Chrystusa, Jego narodzenie, w szczególności Jego męka, krzyż, zmartwychwstanie, to wszystko ma znaczenie eschatologiczne. To wszystko nas przygotowuje do czasów ostatecznych. Wraz z Chrystusem czasy ostateczne zaczęły się w dziejach ludzkości. Ludzie są świadkami tego właśnie przyjścia Chrystusa, tego przyjścia pierwszego i ostatecznego. A my wszyscy, codziennie sprawując Eucharystię, mówimy: «Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale».
Pozdrawiam serdecznie wszystkich rodaków tu zgromadzonych oraz w Polsce i na świecie. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Szczególny wylew łaski w czasach ostatecznych (2)

Sprawiedliwość i Boże miłosierdzie a grzech 

Sprawiedliwość Boża zdecydowała, że z powodu ogromu grzechu ludzi i ich odsunięcia się od Boga, szatan i jego zwolennicy muszą być ukarani. Jednakże miłosierdzie Boże powoduje, że kara może być złagodzona lub odroczona, a nawet zawiera elementy pożyteczne dla ludzi. Ale zanim kara nastąpi, miłosierny Bóg próbuje ocalić ludzkość realizując swój plan zbawienia ludzi w czasach ostatecznych przez Maryję. Ogrom grzechu ludzkiego „domaga się” Bożej Sprawiedliwości.

Sprawiedliwość Boża domaga się pokuty i zadośćuczynienia za grzechy. Jednakże ludzkość nie jest tylko biernym odbiorcą kary Bożej, ale od jej nawrócenia i pokuty, od jej współpracy z Bożymi łaskami zależy jej los: kara może być złagodzona albo nawet wstrzymana. Maryja gromadzi wszystkich dobrych na świecie, umieszcza ich w swoim Sercu, ażeby ofiarować ich sprawiedliwości Bożej.

Miłosierdzie (oddane w Starym Testamencie terminem hesed) okazywało się „obdarowującą miłością potężniejszą niż zdrada i łaską mocniejszą niż grzech.” (Dives in Misericordia, 4) Chociaż człowiek zdradza Boga poprzez grzech, to jednak Bóg nie odmawia człowiekowi łaski i nie odstępuje od swojego miłosierdzia, a właściwie miłosierdzie objawia się tam, gdzie zjawia się grzech i ludzka nędza moralna i fizyczna.

Miłosierdzie (wyrażone w Starym Testamencie terminem rahamim) wskazuje na najgłębszą więź, jaka łączy matkę z dzieckiem, miłość matczyną. Można o tej szczególnej miłości powiedzieć, że jest całkowicie darmo dana, niezasłużona, że jest jakąś wewnętrzną koniecznością, przymusem serca. „Rahamim rodzi całą skalę uczuć, a wśród nich dobroć i tkliwość, cierpliwość i wyrozumiałość, czyli gotowość przebaczania” (w orędziach Bóg także jest cierpliwy i gotów przebaczyć). Ta miłosierna miłość, wyraża się m.in. w ratowaniu od niebezpieczeństw, zwłaszcza od wrogów (Maryja broni człowieka od jego największego wroga, jakim jest szatan), w przebaczaniu grzechów, a wreszcie w gotowości spełniania obietnicy i nadziei eschatologicznych, i to pomimo ludzkiej niewierności (Dives in Misericordia  4). Stąd owocem miłosierdzia Bożego jest przebaczenie i przywrócenie do łaski. Podobne podejście znajdujemy w orędziach: Bóg przebacza i przebaczy człowiekowi nawet największe grzechy i spełni nadzieje eschatologiczne człowieka i przywróci go do łask, mimo ogromu grzechu dzisiaj i kiedykolwiek w przyszłości - miłosierdzie zwycięży grzech.

Jan Paweł II naucza w encyklice Dives in Misericordia, że: „Miłosierdzie jest poniekąd przeciwstawione sprawiedliwości Bożej, okazuje się zaś nie tylko ... potężniejsze od niej, ale także głębsze. Już Stary Testament uczy, że aczkolwiek sprawiedliwość... u Boga... oznacza transcendentną Jego doskonałość, to jednak miłość jest od niej ‘większa’. Jest większa w tym znaczeniu, że jest pierwsza i bardziej podstawowa. Miłość niejako warunkuje sprawiedliwość, a sprawiedliwość ostatecznie służy miłości. Ów prymat, pierwszeństwo miłości w stosunku do sprawiedliwości, (co jest rysem znamiennym całego Objawienia), ujawnia się właśnie poprzez miłosierdzie. Było to do tego stopnia oczywiste dla Psalmistów i Proroków, że sam termin sprawiedliwość oznacza u nich zbawienie dokonane przez Boga i Jego Miłosierdzie. Miłosierdzie różni się od sprawiedliwości, a jednak jej się nie sprzeciwia...” Do natury zaś miłości należy to, że nie może ona nienawidzić i pragnąć zła tego, kogo raz sobą obdarzyła (tak jak w przypadku Stwórcy i człowieka): Niczym się nie brzydzisz co uczyniłeś (Mdr 11,24). Te słowa wskazują na najgłębszą podstawę stosunku pomiędzy sprawiedliwością a miłosierdziem w Bogu wynikającą z tajemnicy stworzenia (DM, 4).

Związek miłości Stwórcy i stworzenia wynika też z tajemnicy wybrania: Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość (Jr 31,3). Bo góry mogą ustąpić ... ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju [Iz 54,10] – ta prawda „niesie w sobie perspektywę całych dziejów człowieka, perspektywę doczesną i eschatologiczną zarazem” (Dives in Misericordia, 4). Orędzia zawierają właśnie perspektywę doczesną i eschatologiczną miłosierdzia.

Miłosierdzie przedstawione przez Chrystusa w przypowieści o synu marnotrawnym ma wewnętrzny kształt takiej miłości, która w języku Nowego Testamentu nazwana jest agape. Taka „miłość zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem” (Dives in Misericordia, 6). Ta prawda o miłosierdziu Bożym jest odzwierciedlona w orędziach: Bóg poprzez Maryję pochyla się „nade wszystko... nad nędzą moralną, nad grzechem” człowieka.

Przypowieść o synu marnotrawnym wyraża także rzeczywistość nawrócenia. Nawrócenie jest najbardziej konkretnym wyrazem działania miłości i obecności miłosierdzia w człowieku. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie nie jest jedynie najbardziej współczującym spojrzeniem na zło moralne, fizyczne czy materialne, ale „objawia się jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie w człowieku”. Nawrócenie jako wyraz miłosierdzia stanowi siłę konstytutywną i podstawową orędzia Chrystusa (Dives in Misericordia  6). W orędziach jest podobnie – są one wielkim wezwaniem człowieka do pokuty i nawrócenia. A to dzieło pokuty i nawrócenia dokonuje Duch Święty przez Maryję.

Ogrom grzechów ludzkich, który przygniata człowieka; i człowiek nie podniósłby się z tego upadku, gdyby nie miłosierdzie Boże - teologia jest w tym zgodna. Miłosierdzie jest darmo dane, nie jest zasłużone, pojawia się właśnie ze względu na upadek duchowy, na nędzę duchową człowieka; i Bóg jest gotów przebaczyć grzechy upadłemu człowiekowi, by go uratować, zbawić, spełnić swoje obietnice eschatologiczne. W podobny sposób jak papież Jan Paweł II w encyklice Dives in Misericordia, porównuje miłosierdzie Boże ze sprawiedliwością

Bóg jest Bogiem zdumiewającym, do którego możemy iść z nadzieją i zawierzeniem, ufając, że sprawiedliwość nie może być Jego ostatnim słowem; ostatnim Jego słowem jest miłosierdzie, miłość i chęć ocalenia - zaproszenie do uczestnictwa w Jego nowym świecie. A żyjący w VII wieku Izaak Syryjczyk mawiał: „Czymże jest ludzki grzech – garść piasku rzucona w niezmierzony ocean Bożego miłosierdzia”. W encyklice Dives in Misericordia miłosierdzie jest poniekąd przeciwstawione sprawiedliwości Bożej, jednak jej się nie sprzeciwia, okazuje się potężniejsze i większe od niej, i głębsze; jest wyraźnie przedstawione pierwszeństwo miłosierdzia względem sprawiedliwości. Relacja między miłosierdziem a sprawiedliwością nie jest sprzeczna z nauką teologii katolickiej. 
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Szczególny wylew łaski w czasach ostatecznych (1)


Świat rozwija się, choć wydaje się, że jest to głównie rozwój gospodarki i konsumpcji. Nigdy w ciągu wieków ludzkość nie porzuciła wiary i praktyk religijnych w takim stopniu, jak w drugiej połowie XX wieku. Wiara nie tylko znika z życia publicznego, ale zniekształcania wiary wkradają się nawet do Kościoła. Prawie całe narody wyparły się swej wiary, a miliony żyją jakby Boga nie było. W tym czasie tysiące konsekrowanych dusz porzuciło stan duchowny. Zmniejszyła się wyraźnie liczba powołań kapłańskich, a bardzo wielu prowadzi życie w poważnej sprzeczności ze swym stanem i swoim powołaniem. Gdyby taka sytuacja pogłębiła się, piekło mogłoby osiągnąć w końcu zwycięstwo nad Kościołem Chrystusowym. Tymczasem według słów naszego Zbawiciela nigdy do tego nie dojdzie (por. Mt 16,18).
Ludzkość przeżywa dzisiaj także dni łaski – Opatrzność Boża obsypuje ludzkość łaskami prowadząc ją do zbawienia, a jedną z nich, jest fakt, że Chrystus posyła do nas swoją Matkę, Królową Nieba i Ziemi, Matkę Kościoła i wszystkich ludzi. Maryja objawia się w licznych miejscach i prowadzi wielką ofensywę skierowaną na nawrócenie ludzi i zbawienie świata. Zawarte jest w tych objawieniach to samo upomnienie, które głosił Chrystus: Lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie (Łk 13,3). Maryja przychodzi by pomóc nam w walce z grzechem i szatanem, chce zachować nas od kary grożącej nam za nasze grzechy i pragnie zaprowadzić nas do Królestwa swojego Syna. Na koniec zetrze szatanowi głowę. Ostatecznie Bóg i Niepokalane Serce Maryi zatriumfuje.

Objawienia maryjne dzielą się na trzy główne typy. Jeden typ jest reprezentowany przez Lourdes, gdzie na tle pięknych gór Pirenejów, Maryja uśmiechała się i otworzyła źródło wody, które przynosi uzdrowienie i zachętę dla tysięcy ludzi. Drugi typ reprezentowany jest przez Fatimę, położoną wśród suchej krainy pastwisk - Maryja była smutna, zatroskana i mówiła o apokaliptycznych niebezpieczeństwach, zagrażających ludzkości. Nie ma sprzeczności pomiędzy tymi dwoma rodzajami posłań - obydwa pochodzą z serca kochającej Matki przychodzącej do swoich dzieci by ich pocieszać lub chronić. Trzeci motyw, będący syntezą obydwu wymienionych, to motyw Niepokalanego Serca Maryi.

Poza objawieniami i płaczącymi figurkami, są także wybrani wizjonerzy czy rzecznicy, przez których Maryja przekazuje orędzia dla świata. Kościół jest teraz pod zawziętym atakiem szatana prowadzącego do apostazji w Kościele. Ta sytuacja będzie stawała się coraz gorsza, aż będzie wydawało się, że szatan uzyska władzę nad całym światem. Cierpienie Kościoła osiągnie swoją kulminację w wielkiej karze. Maryja przychodzi jako zaniepokojona Matka, płacząc, gdy nas ostrzega, że nasz Ojciec ma dosyć naszej niegodziwości (grzechów), że wkrótce ukarze nas surowo, jeśli nie okażemy skruchy i nie będziemy pokutować. Maryja jest zatroskaną Matką, próbującą w każdy możliwy sposób dotknąć serc Jej dzieci zanim nie będzie za późno. Aby uratować świat, Maryja wzywa do poświęcenia się Jej Niepokalanemu Sercu, wzywa do skruchy i świętości. Ostrzega o zbliżającym się finale czasów ostatecznych i paruzji . Ale ostatecznie Bóg, poprzez Niepokalane Serce Maryi, uratuje Kościół i ustanowi Królestwo swojego Syna Jezusa.

To nie jest przygnębiające orędzie o zgubie. Nie przygnębiające, bo pierwsze słowo Królowej Pokoju jest zawsze słowem zachęty i nadziei, a ostatecznie zwycięży Boże miłosierdzie. Nie zguby, ponieważ Jej ostrzeżenia są warunkowe: kara może być odwołana, jeśli ludzie się nawrócą; ale jeśli Jej lud nie będzie czynił pokuty, będzie cierpieć za swoje grzechy – ostrzega Maryja. W orędziach oświadcza, że przyczyną tak licznych cudownych objawień w tym wieku jest fakt, że jest to czas „panowania” szatana.

Co najbardziej może niepokoić w tych apokaliptycznych objawieniach, to wyraźna przepowiednia zbliżających się katastrof oraz fakt, że Maryja ostrzega o zbliżającym się finale czasów ostatecznych i paruzji. Wielu apokaliptycznych proroków w przeszłości przepowiadało sądny dzień czy zgubę dla ich własnej epoki, ale okazywało się to nieprawdą. Musimy być ostrożni, gdy chodzi o nadzwyczajne nadprzyrodzone zjawiska. Ale wiele objawień maryjnych ma bardzo poważne podstawy wiarygodności. Kilka otrzymało oficjalną aprobatę Kościoła po dokładnym zbadaniu: cudowny medalik, La Salette, Lourdes, Fatima, Beauraing i Akita. Także wiele innych wydaje się prawdziwymi objawieniami. Ale nawet autentyczne objawienia i proroctwa nie mogą być stawiane na tym samym poziomie, co Pismo Święte. A z drugiej strony nie możemy zapominać, że wiele ze szczegółowych spraw, zapowiedzianych w objawieniach maryjnych stały się prawdą: francuska rewolucja 1830 roku, głód 1847, dwie wojny światowe, rozprzestrzenienie się ateistycznego komunizmu i wiele innych szczegółów. Są bardzo poważne dowody, że nawrócenie Rosji, które Maryja zapowiedziała dziewięćdziesiąt lat temu w Fatimie, jest może teraz w trakcie realizacji. Te spełnienia się przepowiedni dają nam podstawy, aby brać inne ostrzeżenia poważnie.
Jeśli jest istotna przyczyna, by wierzyć, że Matka Jezusa objawia się i mówi do świata, to lepiej potraktujmy Ją poważnie. Z pewnością nie ma błahego powodu, gdy Jezus posyła swoją Matkę, by zwróciła się do nas. Jeśli Ją zlekceważymy, to możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie usłyszenia Go powtarzającego nam to, co powiedział w Jerozolimie: Nie rozpoznaliście czasu swego nawiedzenia? (Łk 19,44). Ale, jeżeli, jak Elżbieta, doceniamy, co to za wielka łaska, że Matka Pana przychodzi do nas, czyż nie możemy oczekiwać, że Nasza Pani przyniesie nam także nowe napełnienie Duchem Świętym?

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________