Celem tej strony jest przybliżenie Czytelnikom duchowości oraz mistyki zgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. Publikowanie aktualnych orędzi nie pozostaje w sprzeczności z prawem kościelnym ani nie jest podstawowym celem tej strony.Adam-Człowiek nie jest administratorem bloga.

Modlitwa

W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca +, Syna + i Ducha + Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Twoją Panie Boże, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów.(Za zgoda Kurii Diec. Warszawsko-Praskiej z dnia 8.11.1993 r. nr 184/K/93)

Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”. papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972

W związku z coraz liczniejszymi pytaniami wyjaśniamy, że nie odpowiadamy za treść, styl i charakter komentarzy i wpisów Administratorów strony wobroniewiaryitradycji. Opiekunem duchowym w/w strony jest ks. dr Adam Skwarczyński i do Niego proszę kierować wszelkie uwagi i zapytania w sprawach Państwa bulwersujących. Nie reagujemy również na insynuacje i pomówienia ze strony Administratorów oraz osób komentujących. Adm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Król Miłosierdzia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Król Miłosierdzia. Pokaż wszystkie posty

Jeszcze o Miłosierdziu... Wezwanie do świata - Pan Jezus do s. Menendez

W dniach od 10 do 14 czerwca 1923 roku Pan Jezus rozpoczyna dyktować siostrze Józefie swoje Wezwanie do świata, którego myślą przewodnią jest pytanie: Czy ludzie o tym wiedzą?
 
...Jestem Miłością. Serce moje nie może już dłużej po­wstrzymać płomienia, który je trawi.
Do tego stopnia kocham dusze, że życie swoje za nie oddałem. Z miłości dla nich zostałem jako więzień w tabernakulum. Od dwudziestu wieków mieszkam w nim nocą i dniem, zasłonięty postaciami chleba i ukryty w Hostii, znosząc z miłości zapomnienie, samotność, wzgardę, blużnierstwa. zniewagi, świętokradztwa...
Z miłości dla dusz zostawiłem im sakrament pokuty, by móc im przebaczać i to nie tylko raz lub dwa. ale tak często, jak tylko będą potrzebowały dla odzyskania ła­ski. Tam czekam na nie... Pragnę, by tam przychodziły obmyć się ze swoich win. nie wodą. lecz moją Krwią. Różnymi sposobami objawiłem w biegu wieków moją miłość do ludzi: ukazałem im, jak Mnie pochłania pra­gnienie ich zbawienia. Dałem im poznać swoje Serce. Nabożeństwo to. jak światło, rozprzestrzeniło się po świecie. Dzisiaj jest ono środkiem, którym posługuje się dla poruszenia serc większość tych, co pracują nad roz­szerzeniem mego Królestwa.
Obecnie pragnę czegoś więcej. Jeśli bowiem proszę dusze o miłość w odpowiedzi na tę. która Mnie spala, to nie tylko o ich wzajemność mi chodzi. PRAGNĘ, BY WIERZYŁY W MOJE MIŁOSIERDZIE, by wszy­stkiego wyczekiwały od mej dobroci, by nigdy nie wąt­piły w moje przebaczenie. Jestem Bogiem, lecz Bogiem Miłości. Jestem Ojcem, ale Ojcem, co kocha z czułością, a nie z surowością. Serce moje jest nieskończenie świę­te, lecz i nieskończenie łagodne, A znając nędzę i sła­bość ludzką, nachyla się ono ku biednym grzesznikom z NIESKOŃCZONYM MIŁOSIERDZIEM.
Kocham dusze, które, popełniwszy pierwszy grzech, z pokorą przychodzą Mnie prosić o przebaczenie... Ko­cham je jeszcze, kiedy opłakały swój drugi grzech, i jeśli się to powtarza, nie mówię miliard, ale milion miliardów razy. kocham je i przebaczam im zawsze i zmywam w tej samej Krwi ostatni jak i pierwszy upadek.
Ja się nie męczę duszami i moje Serce oczekuje bez przerwy, by przychodziły chronić się w Nim i to tym więcej, im bardziej są nędzne. Czy ojciec nie troszczy się więcej o dziecko chore, niż o te, którym nic nie do­lega? Czyż nie okazuje mu więcej czułości i troskliwo­ści? Tak i moje Serce z większą jeszcze delikatnością i współczuciem zwraca się do grzeszników, niż do spra­wiedliwych.
Oto co pragnę duszom wytłumaczyć: będę pouczał grzeszników,że MIŁOSIERDZIE SERCA MEGO JEST NIEWYCZERPANE; duszom oziębłym i obojęt­nym - że Serce moje jest ogniem, który chce je rozpłomienić, ponieważ kocha; duszom pobożnym i dobrym -że Serce moje jest drogą, po której kroczy się ku dosko­nałości i dociera bezpiecznie do błogosław ionego kresu. W końcu od dusz Mi poświęconych, więc kapłanów i zakonników, od dusz wybranych i uprzywilejowanych, zażądam raz jeszcze, aby Mi ofiarowały swoją miłość i nie wątpiły o mojej miłości, lecz przede wszystkim, aby Mi okazały swoją ufność i by nie wątpiły w moje MIŁO­SIERDZIE. Jakże to łatwo spodziewać się wszystkiego od mego Serca...".
Dnia 12czerwca 1923 roku Pan Jezus rozwija podjęty temat następująco:
„Pragnę przebaczać, pragnę królować, pragnę prze­baczać jednostkom i narodom. Pragnę królować nad du­szami, nad narodami i nad całyrn światem. Pokój mój pragnę rozszerzyć aż po krańce świata, lecz w sposób szczególny na tę błogosławioną ziemię, kolebkę nabo­żeństwa do mego Serca. Tak, pragnę być jego pokojem, jego życiem, jego królem: jestem Mądrością i Szczę­ściem, jestem Miłością i Miłosierdziem, jestem Poko­jem, będę królował.
By zmazać niewdzięczność świata, wyleję strumień miłosierdzia. By wynagrodzić jego zniewagi, powołani na ofiary dusze, które wyjednywać będą przebaczenie... Tak, w świecie jest dużo dusz. pragnących Mi się przy­podobać... Są jeszcze dusze wspaniałomyślne, które da­dzą Mi wszystko, co mają, bym mógł się nimi posługi­wać stosownie do mych zamiarów i do mej woli.
By królować, pocznę świadczyć miłosierdzie, króle­stwo bowiem moje jest Królestwem Pokoju i Miłości: Oto cel, który pragnę urzeczywistnić, oto moje Dzieło Miłości...!
Wezwanie moje kieruję do wszystkich: do dusz Mi poświęconych i do dusz żyjących w świecie, do sprawie­dliwych i do grzeszników, do uczonych i do prostacz­ków, do tych. co rozkazują i do tych, co słuchają. Wszy­stkim oświadczam: Jeśii chcecie szczęścia - jestem nim. Jeśli szukacie bogactw - Ja jestem nieskończonym bo­gactwem. Jeśli pragniecie pokoju -jestem pokojem. Je­stem Miłosierdziem i Miłością. Pragnę być Królem...!"
Następnie zwracając się bezpośrednio do siostry Józe­fy mówi: „...A teraz, Józefo, zacznę mówić wprost do świata i pragnę, aby po twej śmierci dowiedziano się o moich słowach. Ty zaś będziesz żyła w zupełnym i naj­głębszym ukryciu, ponieważ jednak jesteś ofiarą przeze Mnie wybraną, będziesz cierpiała i umrzesz pogrążona w cierpieniu! Nie szukaj wypoczynku ani ulgi: nie znaj­dziesz jej. ponieważ Ja wszystko w ten sposób ułożę. Ale miłość moja cię podtrzyma i nie zawiedzie cię nigdy...!
      Przychodzę cię strawić i rozpłomienić. Oto cale moje pragnienie... Rozpłomienić dusze... Zapalić świat... Nie­stety, dusze odrzucają płomień. Lecz Ja zatriumfuję, one należeć będą do Mnie, a Ja będę ich Królem. Cierp ze Mną w tej intencji, by świat poznał Mnie i by dusze przyszły do Mnie. Cierpienie sprawi, że Miłość zatrium­fuje...! Chcę, aby świat poznał me Serce, aby ludzie poznali moją miłość. Czy oni wiedzą o tym, co dla nich uczyniłem?
To właśnie chcę im wyjaśnić...
Pisz więc, Józefo:
Pewien ojciec miał jednego syna. Byli oni możni, bo­gaci, otoczeni liczną slużbą i posiadali wszystko, co ży­cie czyni zaszczytnym, dostatnim i przyjemnym. Nicze­go i nikogo do szczęścia nie potrzebowali. Syn wystar­czał ojcu, a ojciec synowi, obaj we wzajemnym ze sobą stosunku znajdowali doskonałe szczęście, a szlachetne i ofiarne ich serca pochylały się z miłością ku każdej, na­wet najmniejszej potrzebie drugich.
I dnia pewnego zdarzyło się. że zachorował jeden ze sług tego tak bardzo dobrego pana. Stan jego choroby stal się wkrótce tak niebezpieczny, że chcąc go wyrwać z objęć śmierci, należało zapewnić mu stałą opiekę i za­stosować najskuteczniejsze środki lecznicze.
Lecz sługa ten był u siebie w domu biedny i samotny. Cóż więc dla niego uczynić? Opuścić go i wydać na śmierć niechybną? Dobroć pana nie może na to zezwo­lić. Posłać do nieszczęśliwego kogoś ze służby...? Czyż można z całym spokojem spuścić się na usługi, oddawa­ne rac/ej interesownie, aniżeli z miłości?
Tknięty współczuciem, ojciec wzywa swego syna i zwierza mu się ze swego niepokoju. Przedstawia mu stan lego biednego człowieka, walczącego ze śmiercią. Dodaje, że troskliwa i stała opieka mogłaby go jeszcze wyleczyć i zapewnić mu długie życie.
Syn, którego serce bije zgodnie z sercem ojca, ofiaru­je się, jeśli taka jest jego wola. pielęgnować chorego słu­gę z całą czujnością, nie szczędząc trudu, zmęczenia j czuwania, dopóki go nie wyleczy.
Ojciec się zgadza. Składa ofiarę z miłego towarzy­stwa swego syna. Syn, wyrywając się z objęć miłości ojcowskiej, staje się sługą i zamieszkuje u tego, który w rzeczywistości jest jego sługą.
l tak spędza kilka miesięcy przy łożu chorego, czuwa­jąc nad nim ze wzruszającą pieczołowitością, tysięczne świadcząc mu usługi. I dba nie tylko o to, co może przy­spieszyć wyzdrowienie, ale też i o to, co mogłoby mu zapewnić pomyślny stan zdrowia na przyszłość. I wre­szcie udaje mu się chorego uleczyć.
Wtedy ów sługa zdjęty podziwem na widok tego, co pan dla niego uczynił, pyta jak będzie mógł okazać swą wdzięczność w zamian za taką nadzwyczajną i niesły­chaną miłość?
Syn radzi mu pójść do ojca i w zamian za tak wielką wspaniałomyślność, dzięki której wyzdrowiał, zaleca mu ofiarować się ojcu i stać się odtąd jednym z najwier­niejszych jego sług.
l człowiek ten staje przed swym panem. Z należnym uczuciem wychwala jego miłość i. co więcej, ofiarowuje się. by odtąd służyć mu bez pobierania zapłaty. Wie on bowiem, że na usługach takiego pana nie potrzebuje być opłacany jako sługa, skoro jako syn był traktowany i kochany.
Przypowieść ta jest tylko słabym obrazem mojej mi­łości do ludzi i odpowiedzi, jakiej od nich oczekuje. Bę­dę to tłumaczył powoli, ażeby wreszcie wszyscy poznali moje Serce. Pomóż Mi, Józefo, pomóż Mi odsłonić Ser­ce rnoje ludziom! Oto chcę im powiedzieć, że na próżno będą szukać poza Mną szczęścia. Nie znajdą go...
Bóg stworzył człowieka z miłości. Umieścił go na ziemi w takich warunkach, że w oczekiwaniu wiecznej szczęśliwości niczego mu tutaj nie miało brakować do szczęścia. By jednak do tego szczęścia mieć prawo, miał zachować słodkie i łagodne przykazanie, nałożone przez Stwórcę.
Człowiek, niewierny temu przykazaniu, ciężko za­chorował: popełnił pierwszy grzech. «Człowiek» - to znaczy ojciec i matka, prarodzice rodzaju ludzkiego. Skaza dotknęła zatem całe jego potomstwo. W nim cała ludzkość straciła prawo do doskonałego szczęścia, które Bóg jej obiecał i musiała odtąd trudzić się, cierpieć i umierać.
Otóż Bóg w swoim szczęściu niebieskim, nie potrze­buje człowieka, ani jego usług. Wystarcza Sam sobie. Chwafa Jego jest nieskończona i nic nie może jej umniejszyć.
Będąc jednak nieskończenie potężny, jest On również nieskończenie dobry. Czy więc zostawi człowiekowi, stworzonemu z miłości, cierpienie tylko i śmierć? Da mu nowy dowód miłości i złu tak wielkiemu przeciwsta­wi lekarstwo o wartości nieskończonej. Oto jedna z Trzech Osób Trójcy Przenajświętszej przyjmuje naturę ludzką i zło spowodowane grzechem, naprawi po Boże­mu.
Ojciec oddaje swego Syna. Syn oddaje swoją chwałę. Zstępuje na ziemię nie jako Pan, nie jako człowiek ma­jętny i możnowładca, lecz jako sługa, jako człowiek ubogi i jako dziecko.
Wszyscy znacie życie, które On tutaj na ziemi prowa­dził. Wiecie, jak od pierwszej chwili Wcielenia podda­łem się wszystkim nędzom natury ludzkiej.
Niemowlęciem będąc, cierpiałem już zimno, głód, ubóstwo i prześladowania. W mym życiu robotniczym byłem bardzo często upokarzany i wzgardzony, jako syn ubogiego cieśli. Ileż to razy mój przybrany ojciec i Ja, zniósłszy ciężar długiego dnia pracy, znaleźliśmy się wieczorem wobec zarobku ledwie wystarczającego na utrzymanie rodziny... I tak żyłem przez lat trzydzieści.
A potem porzucając słodkie towarzystwo mej Matki, poświęciłem się pracy, by dać poznać mego Ojca niebie­skiego i by wszystkich nauczyć, że Bóg jest miłością.
Przeszedłem, dobrze czyniąc ciałom i duszom: cho­rym przywracałem zdrowie, umarłym życie, a du­szom...? Duszom przywróciłem wolność, utraconą przez grzech i otwarłem im bramy do prawdziwej i wiecznej ojczyzny.
Gdy bowiem nadeszła godzina, Syn Boży dla zapew­nienia im wiecznego zbawienia, nie zawahał się oddać nawet własnego życia.
I w jaki sposób umarł...? Czy otoczony przyjaciółmi...? Czy obwołany dobroczyńcą...? Dusze kochane, wiecie do­brze, że Syn Boży nie w ten sposób chciał umierać: On. co miłość tylko szerzył, stał się ofiarą nienawiści... On, co światu pokój przyniósł, stał się przedmiotem najzajadlejszego okrucieństwa... On. co przyszedł ludziom przynieść wolność, był uwięziony, związany, dręczony, oczerniany, aż wreszcie umarł na krzyżu między dwoma łotrami we wzgardzie i opuszczeniu, ogołocony i odarty ze wszystkie­go.
Tak poświęcił się dla zbawienia człowieka. Tak do­konało się dzieło, dla którego opuścił chwałę Ojca swe­go: zachorował człowiek i Syn Boży zstąpił do niego. Nie tylko przywrócił mu życie, lecz wysłużył również środki konieczne do zdobycia na ziemi skarbu wiecznej szczęśliwości.
Jak odpowiedział człowiek na tak szczególne wzglę­dy? Czy na wzór sługi oddał się w służbę swego Mistrza, nie oglądając się na nic poza sprawami Pana...?
Trzeba wyróżnić odpowiedzi, jakie człowiek Bogu swemu daje.


Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________

Chrystus Król w duchowości św. s. Faustyny

Św. Faustyna Kowalska i jej przesłanie są dobrze znane współczesnemu Polakowi. Skupiają się one na miłosierdziu Boga. Intensywność propagowania Bożego Miłosierdzia sprawia niekiedy wrażenie, że jest ono istotą Boga, a nie Jego przymiotem. Zdarza się, że prawdę wiary: Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze, uważa się za nieaktualną i najchętniej usunięto by ją z katechizmu. Wśród wielu ludzi upowszechnia się pogląd, że miłosierny Bóg kocha człowieka bezgranicznie, więc, przebaczając jego grzechy, nie stawia mu żadnych wymagań. Zatraca się w ten sposób poczucie autorytetu Boga na rzecz traktowania Go jak dobrego "znajomego". A przecież Bóg jest Stwórcą i Panem nie tylko człowieka, ale Władcą i Królem wszelkiego stworzenia. Św. Faustyna, pisząc o miłosierdziu Boga, zachowuje pełny uszanowania należny Mu dystans, najczęściej określając Go Panem, tym, który panuje nad wszystkim. To, że Bóg jest Królem, jest dla niej tak oczywiste, że nie poświęca temu aspektowi w swoim Dzienniczku zbyt wiele miejsca, natomiast pulsuje on w tle każdej jej wypowiedzi. Faustyna niejako mimochodem wspomina o Chrystusie jako Królu, ale nawet z tych zapisków wyłania się bardzo plastyczny obraz Władcy świata, nieba, serca i duszy człowieka.
Faustyna żyła w I połowie XX w. w Polsce, w czasie, gdy Kościół cieszył się autorytetem niepodważalnym przez władzę świecką. Na ten czas przypada ustanowienie w Kościele powszechnym święta Chrystusa Króla Wszechświata (1925 r.), co pozwala wnioskować, że ten aspekt odpowiadał mentalności ówczesnych katolików i cieszył się popularnością. Miał więc wpływ i na życie religijne Faustyny Kowalskiej. Dla niej Bóg jest Osobą bardzo bliską, darzy Go bezgraniczną miłością połączoną z ogromnym szacunkiem. Jest jej Oblubieńcem, ale także jest jej Władcą i Stwórcą. Faustyna określa także Boga, szczególnie objawiającego się jej Chrystusa, Królem i nie tylko nazwa jest tu kryterium, lecz także sposób, w jaki ona traktuje i rozumie wszechmoc Boga: Wielki majestat Boga, jaki mnie dziś przeniknął i przenika, obudził we mnie wielką bojaźń, ale bojaźń uszanowania, a nie bojaźń niewolniczą, która jest bardzo różna od bojaźni uszanowania. Bojaźń uszanowania rodziła się dziś w sercu moim z miłości i poznania wielkości Boga, i to jest wielką radością duszy (732). W dniu 1 IX 1937 r. sam Pan Jezus objawia się Faustynie jako Król pełen majestatu, srogo spoglądający na ziemię i przedłużający czas miłosierdzia na prośby Maryi (por. 1261).
      Faustyna mistrzowsko łączy dystans i bliskość: Trwam zawsze w świętym zdziwieniu, kiedy czuję, że się zbliżasz do mnie. Ty, Pan tronu straszliwego, spuszczasz się w nędzne wygnanie i przychodzisz do ubogiej żebraczki, która nic nie ma prócz nędzy; nie umiem Cię ugościć, mój Królewiczu, ale Ty wiesz, że Cię kocham każdym drgnieniem serca. Widząc Twe uniżenie, jednak nie zmniejsza się w oczach moich majestat Twój. Wiem, że mnie miłujesz miłością oblubieńca, a to mi wystarcza, choć nas dzieli przepaść wielka, boś Ty Stwórca, a ja stworzenie Twoje. Jednak miłość jest tylko wytłumaczeniem naszej łączności, poza nią wszystko jest niepojęte; miłość tylko jest zrozumieniem tej niepojętej poufałości, z jaką przestajesz ze mną. O Jezu, Twa wielkość przeraża mnie i byłabym w ustawicznym zdziwieniu i lęku, gdybyś mnie sam nie uspokajał…(885).
      W oczach św. Faustyny Chrystus jest nie tylko Królem ziemi, lecz także Królem nieba, którego wielbią duchy niebieskie według stopnia łaski i hierarchii…(779). Jest On również Królem człowieka. Faustyna tę prawdę zawiera w opisie jednego ze swoich przygotowań do Komunii świętej: Dziś przygotowuję się na przyjście Króla. Cóż ja jestem, a cóż Ty, o Panie, Królu chwały - chwały nieśmiertelnej. O serce moje, czy zdajesz sobie z tego sprawę, kto dziś przychodzi do ciebie? - Tak, wiem o tym, ale dziwnie pojąć tego nie mogę. O, ale gdyby to tylko król, ale to Król królów, Pan panujących. Przed Nim drży wszelka potęga i władza. On dziś przychodzi do mojego serca. (…) Kiedy wszedł do mieszkania serca mego, dusza moja przejęła się tak wielkim uszanowaniem, że z przerażenia zemdlała, upadając do Jego stóp. Jezus podaje jej swoją dłoń i pozwala łaskawie zasiąść obok siebie. Uspokaja ją: "Widzisz, opuściłem tron nieba, aby się z tobą połączyć." (…) A więc, Królu mój, o nic Cię nie proszę, choć wiem, że wszystko mi dać możesz. Proszę Cię tylko o jedno: zostań Królem na wieki mojego serca, to mi wystarcza (1810-1811). W ten sposób Faustyna przyjęła Chrystusa - intronizowała Go w swoim sercu.
      Jako apostołka miłosierdzia pragnie tego dobra i dla innych. W święto Chrystusa Króla 1935 r. zapisuje w Dzienniczku: W czasie Mszy św. modliłam się gorąco, by Jezus był Królem wszystkich serc, aby łaska Boża błyszczała w każdej duszy (500). Bardzo często w Dzienniczku występuje rzeczownik "dusza" jako synonim słowa "człowiek". W objawieniu zanotowanym przez św. Faustynę w ostatnim roku jej życia Pan Jezus raz jeszcze przypomina, że Jego królestwem na ziemi jest Jego życie w duszy ludzkiej (por. 1784).
      Św. Faustyna często w porywach serca do słowa "król" dodaje kolejne określenia. W modlitwie zainspirowanej myślą o ślubach wieczystych nazywa swojego Oblubieńca "Królem nieśmiertelnym": Myślę o ślubach wieczystych i o tym, kto jest Ten, który się ze mną pragnie połączyć (…). Jak to się stanie, przecież Tyś Bóg, a ja stworzenie Twoje, tyś Król nieśmiertelny, a ja żebraczka i nędza sama. Ale już mi jest teraz wszystko jasne - przecież tę przepaść wyrówna łaska Twoja, Panie, i miłość (199).
     Najbardziej charakterystycznym dla jej duchowości jest określenie "Król miłosierdzia". To jej nazwa własna nadana Chrystusowi. Już na początku swoich zwierzeń duchowych prosi: Królu miłosierdzia, kieruj duszą moją (3). Nazwa ta nie jest przejawem jej osobistej inicjatywy, lecz imieniem objawionym przez Pana Jezusa na czasy ostateczne. On sam dyktuje jej słowa: Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia (83). Na zadane wprost przez św. Faustynę pytanie jednoznacznie odpowiada: Jestem Królem Miłosierdzia (88). I po raz kolejny, objawiając swoje miłosierdzie, mówi: …jako Król miłosierdzia pragnę obdarzać dusze łaskami, ale nie chcą ich przyjąć (367). Od tej chwili posłuszna uczennica używa wskazanego jej Imienia w chwilach najbardziej intymnych modlitw. W miarę krzepnięcia i nabierania mocy duchowej coraz śmielej przekazuje prawdy o miłosierdziu Bożym: Że Bóg jest nieskończenie miłosierny, nikt temu zaprzeczyć nie może; pragnie On, żeby wiedzieli wszyscy o tym; nim przyjdzie powtórnie jako Sędzia, chce, aby wpierw dusze poznały Go jako Króla miłosierdzia (378).
   Ten wielki Król nieba i ziemi opuszcza majestat nieba i staje się Oblubieńcem ukrytym w Eucharystii, Oblubieńcem Faustyny i każdego człowieka przystępującego do Komunii świętej. Ta tajemnica zjednoczenia jest dla. Faustyny przyczyną nieustannego zadziwienia, kontemplacji, miłości. Pozwala jej zrozumieć, że jest ona dzieckiem królewskim, bo czuje, że krew Jezusa krąży w jej żyłach. Akt ślubów wieczystych niejako nobilitował jej przynależność do rodu królewskiego. Sam tekst ślubów wieczystych mógł być dla niej pewną inspiracją w kierunku skojarzeń "królewskich", gdyż przy wręczaniu obrączki biskup Stanisław Rospond wypowiedział formułę, kończącą się zdaniem: …a jeżeli będziesz Mu (tj. Chrystusowi) wiernie służyć, abyś była na wieki koronowana (248).
      Jeżeli jest się synem Boga, to także się jest Jego dziedzicem - uczył św. Paweł Galatów (por. Ga 4,7). Dla Faustyny konsekwencją bycia dzieckiem królewskim jest także udział w dziedzictwie królewskim - w godności królewskiej. Zapewnia ją o tym sam Pan Jezus słowami: …pokornych wywyższam do tronu swego, bo tak chcę (282).
      Przynależność do rodu królewskiego, współudział w godności królewskiej, udział w dziedzictwie Króla, pociągają za sobą obowiązek dbania o godność Króla i o rozwój Jego dziedzictwa. Ten motyw odpowiedzialności za szerzenie Królestwa Bożego towarzyszy Faustynie w jej życiu duchowym. Podczas nocnej adoracji w 1935 r. deklaruje: Nie chcę spoczynku w boju, ale walczyć będę do ostatniego tchu życia o chwałę Króla i Pana swego. Nie złożę miecza, aż mnie wezwie przed tron swój (450). Jakby nie widząc owoców swych starań, pisze: Ty widzisz, że nie szczędzę ni sił, ni zdrowia, ni życia w obronie królestwa Twojego…, a Chrystus jej odpowiada: Idź - wzmocniona mą łaską - i walcz o królestwo moje w duszach ludzkich… (1489). 30 I 1938 r. zapisuje: W medytacji dał mi Pan poznać, że dopokąd serce w mej piersi bije, zawsze powinnam starać się, aby królestwo Boże szerzyło się na ziemi. Mam walczyć o chwałę swego Stwórcy (1548).
Starajcie się naprzód o Królestwo Boże - prosi Chrystus w Ewangelii (Mt 6,33), a w dzisiejszych czasach wezwanie to nabrało wyjątkowej aktualności.
Danuta Ołubek

za Posłaniec Serca Jezusowego www.psj.net.pl/
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________